Gość: Anielka
IP: *.chello.pl
09.11.06, 19:41
Chciałabym krótko przedstawic moj problem i mam nadzieje, ze ktos mi cos
konstruktywnego doradzi.
Kilka lat temu rozwiodłam sie , zostałam sama z synem .Dostałam dobra prace i
zaciagnęłam kredyt 5000 (chciałam dziecku kupic meble i opłacic sobie studia
ale mniejsza z tym)
Po pewnym czasie (poltora roku) moja firma sie rozwiazala i zostalam bez
pracy.Otrzymywalam zasiłek z opieki społecznej .Napisałam do banku prosbe o
odroczenie spłaty do czasu znalezienia pracy.
Nie otrzymałam odpowiedzi apo zaleganiu z bodajze trzema ratami bank
zagrozil windykacja.
Napisalam ponownie-dokumentujac swa sytuacje a takze napisalam podanie o
mozliwosc podjecia zatrudnienia w tym banku,interesowalo mnie nawet
sprzatanie.
W odpowiedz otrzymalam juz list z KRUKA.Dalej podobnie jak inni spotykałam
sie z roznymi chamskimi metodami tej firmy .Korespondencje i telefoniczny
kontakt prowadzili ze mna w miejscu zamieszkania nie meldunku.
W koncu sprawa ucichła.
Ostatnio udało mi sie troche odbic od dna, mam wlasna firme z ktorej udaje mi
sie utrzymac.Zatrudniam w niej mojego partnera-ojca drugiego dziecka.Mozna
rzec ze glownym narzedziem pracy jest samochod , ktory kupilismy okazyjnie w
Niemczech-wlasciwie kupilismy go za jego pieniadze ale zarejestrowany jest na
moja firme (koszty benzyny, eksploatacja)
W zeszlym tygodniu okazalo sie ze mam na koncie osobistym zajecie komornicze.
Na spotkaniu w kancelarii dowiedzialam sie , ze odbyla sie sprawa w sadzie z
tytulu nie splaconego kredytu a takze sprawa o wyjawienie przeze mnie
majatku.Wszelka korespondencja szła na adres zameldowania , tzn miala isc ale
szla pod inny numer mieszkania.Za niestawienie sie na sprawie o wyjawienie
majatku ukarano mnie grzywną w wysokosci 600 zł.
Odrazu zapłaciłam komornikowi 600 zł , poinformowalam w jakim jestem stanie w
tej chwili , ze moge splacic reszte zobowiazan ale nie calosc na raz.Ponadto
mam zajecie z Urzedu Skarbowego w zalegosciach za vat (wystawilam duza
fakture ale kasy do dzis nie ma wiec na vat nie mialam).Komornik powiedzial
mi , ze moge placic ratami ale po 500 zl to jest za mało.Zapowiedział , ze
jak sie zybko nie postaram to beda sciagac z samochodu.
I stad moj post.
Kwota zaleglosci to na dzien dzisiejszy 3800.Samochod wart jest okolo
10000.Jak w takim przypadku wyglada sciaganie z samochodu?
Jakbyscie na moim miejscu chcieli uratowac auto ?Bo ja pomyslalam ze sprzedam
je poprostu partnerowi a splacac bede tak jak mowilam ratami .
Bez samochodu zawali mi sie praca i firma.Z samochodem mam szanse nawet do
konca roku pozbyc sie dlugu w banku.Skarbowy tez juz prawie splacony.Gdybym
teraz zapozyczyla sie to juz zdlugow nie wyjde.
Poza tym samochod tak naprawde nie byl kupiony przeze mnie , byloby to
cholernie nieuczciwe gdyby poszedl na straty.
Jak myslicie czy jest szansa na odwolanie od grzywny skoro pisma szly nie na
nasz adres?Dziwi mnie to tym bardziej , ze bank znal moje faktyczne miejsce
zamieszkania .