Gość: córka poręczycieli
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.06.08, 10:59
Moi rodzice w 1991 roku poręczyli wujkowi kredyt razem z kilkoma innymi poręczycielami. Byli tak wspaniałomyślni, że poręczyli oboje, nie tylko jedno. Wujek od 96r. nie spłacał kredytu. Bank wysłał 2 razy pismo skierowane do wujka i do wiadomości poręczycieli, żeby zacząć spłacać. Wujek mydlił oczy rodzinie, tłumacząc, że raz mu umorzyli już część odsetek (do 96r. też średnio spłacał więc jakąś mieli ugodę) więc umorzą raz jeszcze. Dodam, że te głupie informacje miał od gościa pracującego w tym banku, który tak nim pokierował, że jak weszłam na jakaś stronę internetową z info o dłużnikach, to się okazało, że na 2005 r jest 430 tys długu, (a tylko 20 tys.niespłacone kredyt był w 91 r a około 70 tys, na jakieś maszyny ).
Gdyby wujek wcześniej do nas się zgłosił, to po rodzinie zebraliby te 20 tys. jakoś, ale teraz jak odsetki od 96 roku do 2005 wynoszą 340tys. plus inne koszty, to już nie ma szans.
Okazuje się też , że ie wszyscy poręczyciele dostawali pisma tylko moi rodzice... Mama jest najmłodsza, więc z końca listy znalazła się na początku i jest zdruzgotana.
Wujek oznajmił, że on spłaca, po 200 zł miesięcznie, ale to nieprawda, bo od 3 lat kwota niespłaconego zadłużenia (bez odsetek) zmniejszyła się o 1000 zł.
Do tego przepisał nieruchomość, na której części była założona hipoteka (tak znalazłam na tej str internetowej, bo rodzice umowy nie mają) na swoją córkę...
Mamy termin 30 dni na spłacenie ponad 430 tys zł. TZN wszyscy, wujek i poręczyciele. Jeśli termin minie, a zostało już ok. 25 dni, to mają oddać dług do funduszu sekurytyzacyjnego )co to jest?)
Nie wiemy co robić...
Chcemy jakiegoś adwokata wziąć, ale nikogo nie znamy, kto by się znał na prawie bankowym. Może kogoś polecacie, kto by miał doświadczednie w negocjacjach z bankiem - czytałam w necie że można negocjować umorzenie odsetek...
Dodam, że w domu mieszkają nas 2 rodziny, z tego 1,5 dziecko, nie wiem gdzie się podziejemy, jeśli nam zabiorą dom...
Macie jakieś rady, co z tym zrobić? Jak ruszyć? Dodam, że rodzice kasy nie mają dużej, majątek ich to ten dom, mama miała 3 miesiące temu operację wycinania guza z głowy i mc temu wyszła ze szpitala. Ledwo żyje i nie ma sił, by coś takiego ogarnąć...
I jeszcze chcą ją chyba z pracy zwolnić, bo już od lutego była w szpitalu...
No jednym słowem tragedia...