Gość: Ewa - żandarm :)
IP: 195.93.162.*
03.08.08, 23:42
Jakiś czas temu pytałam Was o radę w sprawie:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=726&w=57924875&v=2&s=0
Tak mi szkoda było koleżanki, że spróbowałam prostego sposobu.
Poszłam z nią do dłużniczki i przy drzwiach spokojnie spytalam kiedy
odda pieniądze. Zauważyłam, że kobieta za wszelką cenę chce żebyśmy
weszły do mieszkania, żeby mogła zamknąć drzwi. Wyczułam, że wstydzi
sie sąsiadów więc zaczęłam mówić coraz głośniej. Kobieta uciszając
mnie zgodziła sie na oddanie długu w dwóch ratach. Uświadomiłam jej,
że jeśli w określonym dniu nie przyniesie pierwszej raty a ja nie
zastanę jej w domu to zapukam do sasiadów i opowiem im obok kogo
mieszkają. Nawet krzyczeć nie musialam. Wyobrażcie sobie, że
przyniosła i jeszcze prosiła koleżankę, żeby już nie przychodziła do
niej z "tym żandarmem" :), czyli ze mną. Drugą rate też oddała i
koleżanka po kilku latach odzyskała wreszcie swoje pieniądze. Bardzo
się z tego cieszę. Doszłam do wniosku, że chociaż taki sposób nie
zawsze ma szanse powodzenia ale spróbowac warto. Każdy dłużnik ma
jakiś slaby punkt i warto to wykorzystać. Pozdrawiam.