Gość: rzodkiewka
IP: *.halleracaffe.broadband.pl
28.10.08, 13:25
W listopadzie 2004 roku rozwiązałam umowę z dostawcą internetu drogą radiową
(przez maila oraz ustnie, firma zarzekała się, że jest OK, obiecała w ciągu
kilku dni zdemontować swoją antenę, ale się nie pojawiła). Wyprowadziłam się z
Krakowa, wskazałam nowy adres korespondencyjny w W-wie. Otrzymałam faktury za
dwa kolejne miesiące po rozwiązaniu umowy. Wyjaśniłam (mailowo) sprawę z
firmą, powiedzieli, że OK, ich błąd, wskazałam sąsiadów, którzy udostępnią
moje byłe mieszkanie do demontażu anteny. Firma sprawę olała, antena do dziś
rdzewieje na fasadzie kamienicy. Przez cały ten czas byłam zameldowana na
stałe w Gdańsku, firma miała w umowie ten adres, ale więcej się już nie
odezwała (również na mail czy telefon, a oba oczywiście miała i do dzisiaj się
nie zmieniły).
W lutym 2006 roku po kolejnej przeprowadzce przemeldowałam się na stałe do
nowego mieszkania w W-wie. Poinformowałam urzędy, kontrahentów itd. o zmianie
adresu, matkę w Gdańsku poprosiłam o nieodbieranie mojej korespondencji
poleconej. O firmie zdążyłam już zapomnieć, od wiosny 2005 do czasu
przemeldowania nie usiłowała się ze mną w żaden sposób kontaktować.
I wczoraj zonk: do matki w Gdańsku wkroczył komornik. Rozmawiałam z nim przez
telefon, powiedział, że ma wyrok sądu w Krakowie, świeży, sprzed kilku
miesięcy. 145 zł za dwie faktury plus koszta sądowe i odsetki 5 groszy
dziennie (ustawowe, jak rozumiem?), razem ponad 600 zł. Wyroku nie przeczytał,
mówił w ogóle dziwnie, nie okazał matce żadnych swoich papierów, więc
poinformowała go tylko, że od dawna nie mieszkam w Gdańsku i że nie jest
upoważniona do podawania mojego adresu.
O ile wiem, w postępowaniu cywilnym powód ma obowiązek ustalić i wskazać
miejsce zamieszkania pozwanego. Jestem pewna, że do czasu przemeldowania nie
dostałam w Gdańsku żadnej korespondencji poleconej ani od firmy, ani od sądu
(wszystko odbierałam), po przemeldowaniu w W-wie również.
Najwyraźniej sąd uznał, że adres jest OK, tylko nie odbieram, i albo wydał
wyrok zaoczny, albo jakiś nakaz zapłaty - ???
Nie wiem nawet, jaki to sąd (komornik nie powiedział). Czy powinnam sama go
odnaleźć i wystąpić o odpis wyroku? Czy czekać, aż komornik kopnie się jednak
do biura meldunkowego, znajdzie mnie w Warszawie i dostarczy wyrok? I dopiero
wtedy się od niego odwołać?
Jestem tym wszystkim bardzo zaniepokojona i chciałabym jednak mieć szansę na
przedstawienie sądowi swoich racji. Mam korespondencję mailową z firmą, co
więcej, firma po rozwiązaniu umowy przestała dostarczać sygnał radiowy, co
można pewnie sprawdzić w jej archiwach, co jak myślę potwierdza, że uznała
rozwiązanie umowy.
Co robić?