piotra128
28.04.09, 16:50
Witam wszystkich i proszę o pomoc.
Zakupiłem sam. osobowy na raty przez bank w 2002r. Ustanowiono zastaw
rejestrowy, zabezpieczenia w umowie itd. Przez jakiś czas miałem problemy ze
spłatą kredytu. Bank wszczął postępowanie windykacyjne a finałem tego były
ustne uzgodnienia. Miałem wstawić samochód do komisu, który współpracuje z
bankiem. Po kilkunastu dniach dostałem pismo z banku, że mam "wstawić"
samochód do komisu z dyspozycją przelewu środków ze sprzedaży na spłatę reszty
kredytu. Wartość samochodu pokrywała się z kwotą do spłaty. Samochód wstawiłem
do komisu oddalonego od mojego miejsca zamieszkania o 300km. Właściciel komisu
przy przyjmowaniu samochodu do sprzedaży komisowej i wypisywaniu treści
zlecenia wstawienia samochodu do sprzedaży komisowej pod treścią „USTALONO
WARUKNI” w miejscu nad §1 zlecenia nie wpisał kwoty należności dla komitenta,
która miała być przekazana dla banku po sfinalizowaniu transakcji na spłacenie
reszty mojego kredytu. Moje obawy rozwiewał wymogami procedur komisowych i
bankowych. Następnie stwierdził, że on nie wie za ile uda sprzedać się mój
samochód. Nie wie czy będzie jakieś zainteresowanie tym samochodem a potem
zaczął wręcz mnie zastraszać komornikiem. Zagroził, że „ jak się nie podoba to
do widzenia, bank z komornikiem i tak sprzedadzą twój samochód za grosze i
będziesz miał jeszcze większe kłopoty ”. Działania komornicze znałem z mediów
i nie kojarzyło mi się to zbyt dobrze. Mając na nad sobą groźbę spowodowania
jeszcze większych problemów finansowych przez bank i komornika oraz
otrzymawszy zapewnienie od pozwanego, że w razie czego będzie ze mną uzgadniał
obniżenie ceny w końcu uległem. Uwierzyłem w zapewnienia Pana komisanta i aby
umożliwić mu ewentualny kontakt ze mną pozostawiłem mu swój nr telefonu
komórkowego. Po wstawieniu samochodu do komisu12 lipca 2003r już pod koniec
sierpnia 2003r bank przez komornika zajął mi prawie całą pensję na poczet
spłaty kredytu. Po wstawieniu samochodu i zajęciu pensji wielokrotnie
usiłowałem kontaktować się z pozwanym i bankiem ale niestety w większości
przypadków bezskutecznie. Jeżeli już udało mi się połączyć z pozwanym lub jego
pracownikami to tłumaczyli się, że „nie ma chętnych na kupno samochodu a jak
się znaleźli to okazało się z kolei, że bank jeszcze nie zdjął zastawu z
samochodu” Natomiast bank tłumaczył się, że „nie może zdjąć zastawu, ponieważ
nie ma kupca” i tak błędne koło się zamykało. Po długim czasie wyjaśniania
sprawy pod koniec listopada 2003r otrzymałem decyzję o wykreśleniu z rejestru
zastawów mojego samochodu z Sądu Rejonowego. Na przełomie kilku miesięcy po
odczuwalnym mataczeniu sprawy ze strony komisanta zacząłem nagrywać rozmowy z
komisantem i kierownikiem działu windykacji banku. Na początku stycznia 2004r
dowiedziałem się, że komisant w między czasie wycenił mój samochód prze
rzeczoznawce na 2,500zł i został on sprzedany za tą kwotę, podczas gdy jego
min. wartość giełdowa wynosiła 12,000tyś zł. Obecnie bank odsprzedał mój dług
jakiejś firmie i otrzymałem z sądu pozew w tej sprawie na kwotę 14,000 tyś zł.
Dodam, że samochód nigdy prawnie nie został przejęty przez bank (warunki
przejęcia w zastawach rejestrowych, umowie zakupu) i jako osoba prywatna
wstawiałem samochód do sprzedaży komisowej. Jak mam przerwać ten pozew ( jutro
pierwsza rozprawa) i jak dalej walczyć z komisantem i bankiem. Bardzo proszę o
pomoc w tej sprawie.