Telefoniczne biura obłsugi klienta - koszmar

08.06.09, 14:37
Przy okazji zmiany adresu korespondencyjnego spotkała mnie wątpliwa
przyjemność dzwonienia i do różnych biur obsługi.

I tak po kolei:
Jeden z banków, w którym mam jakieś tam raty za zakup w sklepie media:
Ponad 9 min - żeby przebrnąć przez automat, w końcu się udało - sama zmiana
adresu potrwała pół minuty. Koszt tej przyjemności to sms po rozmowie od
operatora --> prawie 3 zł
Dalej operator komórkowy:
można się dowiedzieć wszystkiego o swojej fakturze, można zmieniać pakiety,
zamawiać i cudować, ale nie można zmienić adresu korespondencyjnego bez
podania jakichś dziwnych haseł które ustalało się przy podpisywaniu umowy
(kila lat wcześniej) - dane osobowe, pesel, stary adres, data urodzenia - nic
nie pomoże, trzeba mieć hasło i koniec. Oczywiście znów przebrnąć przez
automat do konsultanta to sporo minut - w tym przypadku mam nadzieje że będą
to darmowe minuty.
I moja perełka:
Telewizja cyfrowa że tak powiem nowej generacji. Tutaj walka na całego - w
ubiegłym roku dodzwonić się do nich - to był sukces. Tygodniami się nie
udawało, a jak się udało to ktoś tam przełączył i zaczęło się wieczne
oczekiwanie. Teraz przyznam jest lepiej z dodzwonieniem się - jednak różnie z
kompetencjami.
W jednym przypadku brak kompetencji pracownika kosztował mnie około 30 zł
przez kolejne 3 miesiące - nie potrafili wyłączyć usługi.
Swoją drogą taka ciekawostka - można wszystko zdalnie włączyć przez automat
przez telefon lub przez witrynę w internecie ale uwaga:
nie można nic wyłączyć - taka niespodzianka.
Kwiatek z dziś - udało się złapać konsultanta. Zmiana adresu spokojnie
przeszła, przy okazji chciałem zrezygnować z usług. Od razu seria pytań
dlaczego i może coś mi zaproponują. Grzecznie odmówiłem kila razy i jakoś to
przeżyli. Naturalnie nie można zrezygnować przez telefon, trzeba pisemnie. Co
by nie było za łatwo nie może to być faks. Musi być pismo wysłane na adres -
uwaga: krakowski. Przejrzałem całą stronę internetową, adres owszem jest co
chwila podawany i wszędzie - ale warszawski. Nie zrażony doszukałem się na
jakimś forum właściwego adresu. Konsultant powiedział że rezygnację można
wysłać na ów krakowski adres lub zanieść do punktu gdzie sprzedają swoją
telewizję. Kilka minut po rozmowie pędzę z pismem w ręce do punktu i zonk,
pani z rozbrajającym uśmiechem powiedziała że takich pism nie przyjmują.
Zaczynam podejrzewać że to jakaś sekta jest ;)

I tak żeby nie nudzić - jeszcze dwa banki podobnie, telewizja kablowa również.
Pozostają urzędy - Panie strzeż mnie ;)

Generalnie ręce opadają - ameryki nie odkryję, ale uważam że owe telefoniczne
BOK generalnie są mało pomocne gdy chce się coś od nich, jak nie nabija im to
pieniędzy do kieszeni. Już lepiej jakby powiedzieli że nie wiedzą a nie
kłamali że coś jest zrobione a na kolejnych fakturach widać że tego nie ma.

Gorzej tylko że czasami wprowadzają w błąd, człowiek się później na takich
powołuje i wychodzi na kretyna, ale co poradzić.

Tak mi przyszło do głowy - dla naszego bezpieczeństwa rozmowy są nagrywane -
ktoś próbował skorzystać z tego? Rozmowa nagrana, usługa nie wykonana - można
to reklamować?

Na koniec kwiatek:
konsultant z sieci komórkowej, rozmowa dotyczy bardzo wysokiej płatności za
internet w komórce (30 połączeń po 1 minuta - koszt większy niż miesięczny
nielimitowany dostęp u operatora kablowego czy podobnego) - na moje
stwierdzenie że to bardzo drogo odpowiedział żebym sobie zmienił na inna sieć,
podał nazwę ;)
i dodał że bardzo dużo osób do nich dzwoni i mówi że tam przechodzi.
Pełna wersja