UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich!

17.07.12, 13:45
Socjologia i literatura rosyjska brawo. Młodym ludziom studiującym takie kierunki uczelnia powinna płacić odszkodowania za zmarnowane lata. Przecież takie kierunki istnieją tylko po to, żeby kadra nauczycielska miała pracę. Ogólnie masakra.
    • Gość: bez_portek Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.12, 15:16
      ale przecież nikt ich tam siłą nie trzyma, sami dobrowolnie przyszli studiować
      należy pomyśleć zanim się wybierze studia, a nie później płakać że pracy nie ma,
      jakie są realia każdy widzi, teraz trzeba być kompletnym idiotą żeby studiować cokolwiek humanistycznego
    • kamil-t Gratulacje dla nowych profesorów. 17.07.12, 15:52
      Gratulacje dla nowych profesorów "belwederskich". Ich ilość świadczy o randze uczelni. Malkontentom przypomnę: mamy "belwederskich" i na innych kierunkach - i to od dawna. I jeszcze jedno: różnorodność kierunków świadczy dobrze o uczelni. Głupio by wyglądała uczelnia z profesorami "belwederskimi" tylko na 2 najbardziej obleganych i "rynkowych" kierunkach - szczerze mówiąc, byłaby to śmieszna uczelnia.
    • Gość: ziutek Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: *.dynamic.chello.pl 17.07.12, 21:26
      Masakra to jest wizja świata, w którym żyją tylko techniczni.
      Osobom po kierunkach technicznych, które wykładają chemię w biedronce też uczelnia ma płacić odszkodowania za zmarnowane lata?
    • Gość: Łukasz Piwko dla kolegi IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.12, 21:52
      Piwko za tą opinię jestem w stanie ci postawić. Mama takie samo zdanie co ty z tą różnicą że ja fundnąłem sobie nauki humanistyczne przez pięć lat i teraz żałuję tych pięciu lat jak nic na świecie. Uniwersytet Zielonogórski to fabryka bezrobocia i wcale nie ma tak że Campus A ma łatwiej.
      • Gość: asde Re: Piwko dla kolegi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.12, 22:00
        Dlaczgo fabryka bezrobocia? Czemu winicie UZ za niekompentencję magistratu? To żeby studenci mieli później pracę w ZGleży w kompetencji magistratu i pozyskiwaniu inwestorów przez niego. A studenci? Nie znajdą roboty w ZG to wyjadą dalej. I zapewniam cię że znajdą robotę wyjeżdżając poza lubuskie.
        • Gość: Łukasz Z pewnością IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.12, 22:29
          Wszyscy poza Lubuskim czekają na tych absolwentów UZ-etu.
          • Gość: tom Re: Z pewnością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.12, 01:52
            A owszem, znam osoby które ukończyły UZ, pracowały najpierw "lokalnie" (m. in. w ADB) a potem zostały "podkupione" przez inne firmy, w większych miastach. Żywisz sie stereotypami.
            • Gość: szymek Re: Z pewnością IP: *.hosts211.ostrowski.pl 18.07.12, 07:41
              Headhunterzy z Krzemowej Doliny codziennie od godziny 6.30 ustawiają się w kolejkę przed drzwiami UZ, by wyławiać najzdolniejszych studentów. To fakt.

              A tak poważnie - zapytaj pracowników UZ, co sądzą o poziomie studentów. Nie chodzi mi o poziom nauczania na UZ, tylko o zdolności i predyspozycje intelektualne tych, którzy wybierają studia na UZ.
              Prawda jest taka, że poziom studentów drastycznie obniżył się i ciągle się obniża. Dlaczego? Rozwiązania należy szukać nie tyle w systemie edukacji na poziomie przedmaturalnym ale w prawidłach rynku pracy, zasadach finansowania szkolnictwa wyższego i w niżu demograficznym.

              Niż demograficzny zmusił niemalże wszystkie ośrodki akademickie w kraju do aktywnego poszukiwania studentów. Uczelnie takie jak Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski czy Akademia Ekonomiczna w Poznaniu -na które jeszcze kilka lat temu trudno było się dostać - dzisiaj w zasadzie przyjmują wszystkich chętnych. Faktyczna weryfikacja uzdolnień kandydatów odbywa się dopiero po pierwszej sesji zimowej.

              Mała dygresja:

              Pierwsze Prawo Rynku Pracy brzmi następująco:
              - Z dwóch osób A i B, po studiach wyższych, z których A ukończyła UZ a B uczelnię X, gdzie X oznacza: UJ, UW lub AE ubiegających się o to samo stanowisko pracy, zawsze wybrana zostanie osoba B. Osoba A odejdzie z kwitkiem.

              Wracając do rzeczy - niektórzy mogliby zadać sobie pytania: dlaczego uczelnie wyższe tak spsiały, to znaczy dlaczego tak zeszły na psy obniżając kryteria naboru, przyjmując wszystkich jak leci. Otóż tajemnica tkwi w rozwiązaniach systemowych, a dokładniej w finansowaniu uczelni wyższych przez Ministerstwo. Zasada jest prosta - za studentem idą konkretne pieniądze. To znaczy - im więcej studentów tym większe dotacje z ministerstwa. No i najważniejsze - dzięki studentom zapełniane są ławki sal wykładowych, profesorowie mają komu wykładać, kogo egzaminować. Asystenci mają zaś wdzięczny materiał do przeprowadzania wszystkich intelektualnych tortur. Co się dzieje gdy nie ma studentów? Otóż rozpoczyna się bardzo nieprzyjemny dla życia danego Instytut, który wygląda tak:

              - Na początku zwalnia się asystentów, których obowiązki (czyli prowadzenie ćwiczeń) przejmują profesorowie zwyczajni. Tak się dzieje, gdy na roku studiuje np. 2-5 osób.
              - Jeżeli okaże się, że dana jednostka organizacyjna nie potrafi "zorganizować sobie" minimum do uprawiania dydaktyki (czyli minimalnej grupy studentów) taka jednostka może zostać rozwiązana. A co to oznacza? Oznacza to przede wszystkim, że:
              1) Ci, którzy nie zostali zwolnieni w pierwszej kolejności, teraz zostaną poddani nowej weryfikacji. Bowiem z mocy ustawy o szkolnictwie wyższym, kiedy zapada decyzja o likwidacji jednostki organizacyjnej na uniwersytecie rektor ma możliwość rozwiązania stosunku pracy ze wszystkimi pracownikami zatrudnionymi w tejże jednostce bez względu na to, czy są oni mianowani czy nie (oczywiście nowelizacja ustawy zmienia warunki zatrudniania wprowadzając coś a'la kontrakt)
              2) Niektórzy z pracowników zostaną przeniesieni do innych Instytutów. Czasami pojawią się sytuacje kuriozalne, kiedy to profesor matematyki ze zlikwidowanej jednostki przeniesiony zostanie do instytutu filologicznego i tam będzie musiał wykazać się umiejętnościami w zakresie znajomości języków obcych. Ale to detale.

              W każdym razie takie przesunięcia oraz likwidacje niektórych jednostek organizacyjnych na uniwersytetach są nieuniknione.

              Powracając do meritum zagadnienia - moim zdaniem dopóki nie wprowadzi się pełnej odpłatności za studia wyższe, dopóty system szkolnictwa wyższego będzie cierpiał na swoje stałe bolączki. Bo, kiedy przyszły student miałby zaciągnąć kredyt, by móc studiować, to po pierwsze:

              1) bardzo dokładnie przemyślałby wybór kierunku, wybierając taki, który pomógłby mu spłacić zaciągnięty kredyt a później zapewnił dobrą pracę itp.
              2) uczelnie wyższe w jakiejś mierze uniezależniłyby się od dotacji z ministerstwa
              3) na studia wybierałyby sie osoby, które chciałyby studiować a nie takie, dla których obecnie studia wyższe są naturalnym etapem procesu edukacji.
              4) dla osób, których nie stać ale uzdolnionych państwo mogłoby fundować stypendia itp.

              Oczywiście system anglosaski szkolnictwa wyższego w Polsce jest nie do wprowadzenia, gdyż wymagałoby to zmiany ustawy zasadniczej, ale zawsze warto pomarzyć. :)
              • Gość: ziggi Re: Z pewnością IP: *.20.98.14.tataidc.co.in 21.07.12, 17:28
                Pierwsze prawo rynku to bzdura. Osobiście wykasowałem na rozmowach kwalifikacyjnych kilku delikwentów po wrocławskiej i poznańskiej uczelni. W firmie, gdzie rekrutację przeprowadzają profesjonaliści papier liczy się najmniej. Teraz mam fajną pracę, przy okazji zwiedzam świat, a Ci kolesie z Wrocka? No cóż, tam pewnie też są biedronki.
            • Gość: Łukasz Re: Z pewnością IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.07.12, 19:03
              Ile takich osób jest?? ilu z nich znasz a o ilu zaledwie słyszałeś?? Rocznie ten "uniwersytet" kończy z 700 studentów ilu z nich znajduje pracę w wyuczonych kierunkach. Po co kształci się nowych nauczycieli skoro masowo likwiduje się szkoły i zwalnia nauczycieli.
    • Gość: x Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: *.199.110.109.in-addr.arpa 19.07.12, 21:00
      literatura rosyjska faktycznie, ale socjologia? doskonałe przygotowanie do kadr, marketingu.
      • Gość: xyz Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: 109.110.199.* 19.07.12, 21:36
        socjologia a kadry , marketing. Widzę,że nie masz pojęcia o pracy w kadrach.Tam potrzeba ludzi o wyjątkowej pamięci / masa zmieniających się co rusz przepisów / , wyjątkowych pracusiów , bezgranicznie oddanych ludziom i firmie. A marketing - tam potrzeba z kolei wyjątkowych bajerantów zdolnych do wmówienia przysłowiowego " dziecka w brzuch ".A socjologowie ? Co to za nacja ??
        • Gość: rocky Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: 80.50.140.* 20.07.12, 07:49
          moja koleżanka z pracy jest po socjologii. twierdzi, że lepiej nie mogła wybrać. pracujemy w agencji reklamowej, ona zajmuje się układaniem kampanii marketingowych. socjologia dała jej podstawę tego co w marketingu teraz najważniejsze badania rynku, znajomość zachowań ludzi jako społeczeństwa i zachowań konsumenckich. badania rynkowe, focusowe robi znacznie lepiej niż chłopak po marketingu i zarządzaniu. kończyła socjologię w zielonej górze na której wyjątkowo w kość dostali, ale efekty są.
          • Gość: ziggi Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: *.245.38.199.cdma-hyderabad.vsnl.net.in 24.07.12, 18:12
            To świetnie, tylko ilu takich specjalistów jak Twoja koleżanka jest potrzebnych na rynku pracy?
            • Gość: tom Re: UZ: Mamy nowych profesorów belwederskich! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.12, 18:48
              W tej chwili podaż ludzi z wyższym wykształceniem przewyższa popyt. Ale co w zwiazku z tym? Mamy się gniewać na to, że profesorowie naszego uniwerystetu mają dobry dorobek naukowy i dydaktyczny? Bo żeby być profesorem "belwederskim", trzeba też wychować doktorów, więc dydaktyczny też...
              A co do podaży i popytu na magistrów: zawsze slabsi przegrywali z lepszymi. Kiedyś (pamietam te czasy) rywalizacja była na poziomie zawodówek i techników - do liceum szło wiecej panieniek, względnie osoby "zorientowane" na "prawdziwą" naukę. Dziś przeniosła się wyraźnie na poziom uczelni wyższych. Ot i wszystko. Znam z dawnych lat "krawca" po zawodówce, który szyc nie umiał. Dzisiaj mamy politologów, którzy ministrami nie zostaną.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja