Opinia: Dlaczego UZ chciał połknąć PWSZ?

22.02.13, 14:28
Niech zacznę. Konkurencja w każdej dziedzinie jest potrzebna. Z drugiej strony, czy nasze małe ośrodki będą skutecznie potrafiły konkurować z uczelniami z Poznania i Wrocławia, które wobec niżu demograficznego i kryzysu gospodarczego szerzej otworzą swoje wrota? Jestem absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego i wiem, że niełatwo było dostać się tam kiedyś (próbowałem dwa razy, w 1999 r. i 2000 r., a skończyłem szkoły średnią i wyższą z wysoką średnią więc nie byłem miernotą). Perspektywa studiowała w dużym mieście, które ma więcej do zaoferowania i skończenia renomowanej uczelni jest już nader kusząca. Dlatego zwłaszcza UZ musi nie tyle trzymać poziom, ale go podwyższać. Skoncentrowanie się wykładowcy na mniejszej ilości studentów wyjdzie im tylko na dobre. To trochę jak z zatrudnionymi na kilku etatach lekarzami, którzy nie mają czasu na leczenie... Z tej perspektywy decyzja o zabronieniu dorabiania na PWSZ jest dobrą wiadomością, a fuzja UZ z PWSZ wydaje się czymś naturalnym i pożądanym. Trzeba pamiętać jednak, że druga z tych szkół powstała z własnych środków i należy to uszanować. Resztę zrobi rynek.
    • Gość: gość portalu Re: Opinia: Dlaczego UZ chciał połknąć PWSZ? IP: *.ztpnet.pl 22.02.13, 15:51
      Red. Woźnicki nie potrafi lub nie chce wyciągnąć oczywistego wniosku dla PWSZwS.
      Sam pisze:
      "W pobliskim Sulechowie studentów jest niespełna tysiąc. Tu też trend spadkowy, bo były lata, gdy PWSZ kształciła 3 tys. ludzi."
      oraz
      "PWSZ za grube miliony wybudowała ośrodek agrotechniczny w Kalsku. Sprzęt jest, ale hale stoją puste. Nikt nie kwapi się, by prowadzić tam zajęcia i badania, bo szkoła nie chce za nie płacić"
      ale wniosek wyciąga taki:
      "Ale wbrew pozorom to UZ jest w trudniejszej sytuacji."
      popierając się całkowitym zadłużeniem UZ (który należałoby odnieść do rocznego obrotu, majątku, samo 30 mln zł niewiele mówi).

      PWSZwS nie jest konkurencją dla UZ. Za parę lat szkoła ta najprawdopodobniej w ogóle zniknie z mapy, a majątek jej pewnie kupią za symboliczną złotówkę jakieś prywatne niby-uczelnie. I to może być prawdziwy powód niechęci do połączenia z UZ.

      UZ jest natomiast konkurencją dla UWr czy UAM, czy tamtejszych politechnik. 15 tys. studentów więcej we Wrocławiu czy Poznaniu to łakomy kąsek.
      Konkurencja z dużych ośrodków z pewnością uśmiecha się widząc jak lokalne media glanują swój uniwersytet.
      • cerebralshunt Re: Opinia: Dlaczego UZ chciał połknąć PWSZ? 22.02.13, 17:32
        BARDZO celne obserwacje.

        pozdrowienia
        c
    • rejkawik PWSZ miały wypuszczać licencjatów, a wypuszczają.. 22.02.13, 17:08
      PWSZ miały wypuszczać licencjatów, a wypuszczają magistrów i to jest nie w porządku wobec uniwersytetow!
      • Gość: Miki Re: PWSZ miały wypuszczać licencjatów, a wypuszcz IP: 109.110.195.* 22.02.13, 18:02
        Już niedługo PWSZ bedzie miała wiecej nowoczesnych budynków niż studentów.
    • Gość: W.P. Prawda o GW Prawdzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.13, 18:14
      Mam optymistyczną wiadomość: "O niepokojących danych dla wydawcy "Gazety Wyborczej" pisze serwis wirtualnemedia.pl. Jak wynika ze statystyki dotyczących minionego roku, sytuacja finansowa spółki z miesiąca na miesiąc pogarsza się; tracą niemal wszystkie projekty, które prowadzi Agora. W IV kwartale 2012 r. Agora zanotowała 0,14 mln zł skonsolidowanej straty przypisanej akcjonariuszom jednostki dominującej netto wobec 8,89 mln zł zysku rok wcześniej. W całym 2012 r. spółka miała 9,04 mln zł skonsolidowanej straty netto wobec 42,17 mln zł zysku w 2011 r.- czytamy na portalu.
      Firma odbija sobie straty, gdzie tylko może. Wielokrotnie informowaliśmy - na wPolityce.pl i w tygodniku "wSieci" - o tym, jak mocno spółki skarbu państwa finansują przychylną władzy "Gazetę Wyborczą". Straty rekompensowane są też w postaci zwolnień i cięć zarobków. Znikają też lokalne dodatki i wydania regionalne."

      Jak Gaduła Wyrodna przestanie się ukazywać, będzie mniejsze spustoszenie w mózgach studentów oraz nauczycieli akademickich. To dobra prognoza, bo te ogłupiające piśmidło dla "młodych, wykształconych i z dużych miast" ODUCZYŁO MYŚLENIA. Może naukowcy powrócą do PRACY NAUKOWEJ. Może UZ będzie miał jakieś osiągnięcia - najlepiej techniczne, bo pozostałe kierunki to raczej dostarczycielami BEZROBOTNYCH się okazały. A pracownik GW Prawdy w tzw. terenie to niech zacznie myśleć, czy ta GORSZĄCA SYTUACJA BITWY O STUDENTÓW nie jest pokłosiem GANGRENY TOCZĄCEJ PAŃSTWO, jaką zafundowała Polakom zgraja Popapranych Obiboków wraz z Poprawnymi Sługusami Lawirantów pod wodzą Tusku i Komorusku. Macie MNiSzW z towarzyszką Kudrycką na czele, specjalistką od administracji i zarządzania, może coś wymyśli. Mata co chcieliśta - BAJZEL I PORUTĘ. Trzeba dotknąć dna.
      • Gość: w Re: Prawda o GW Prawdzie IP: *.dynamic.chello.pl 22.02.13, 19:01
        www.eko-unia.org.pl/ekounia/index.php/strona-glowna/lupki/prawo/1115-historia-o-koncesji-w-grabowcu#
    • Gość: ? Re: Opinia: Dlaczego UZ chciał połknąć PWSZ? IP: *.ssp.dialog.net.pl 22.02.13, 22:14
      "Trzeba pamiętać jednak, że druga z tych szkół powstała z własnych środków i należy to uszanować."
      Własnych, czyli czyich?
      • Gość: stupendo Re: Opinia: Dlaczego UZ chciał połknąć PWSZ? IP: *.dynamic.chello.pl 23.02.13, 00:19
        nie Uzetu?
      • Gość: gość portalu Re: Opinia: Dlaczego UZ chciał połknąć PWSZ? IP: *.ztpnet.pl 23.02.13, 12:20
        Szkoła jest państwowa więc są to zmarnowane pieniądze podatników, jak zresztą i w przypadku pozostałych PWSZ. Pomysł z tworzeniem tych szkół był poroniony, im szybciej upadną tym lepiej, mniej dalszych pieniędzy zostanie utopionych.

        Pieniądze powinny dostać odrestaurowane szkoły zawodowe (takie po gimnazjum). Do układania płytek czy łączenia rur nie potrzeba licencjatu (ani tym bardziej magistra). Nie ma też żadnego powodu by sztucznie zmniejszać bezrobocie płacąc leśnym dziadkom za to, że marnują czas młodzieży "ucząc" ich marketingu, zarządzania czy logistyki, gdy w pracy liczy się sprawne przykręcanie płyt gipsowo-kartonowych.
    • mmmmmm000 Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... 22.02.13, 22:36
      UZ jest najlepszym dowodem na to, że same ambicje to zdecydowanie za mało...

      Uczelnie otrzymują kasę na działalność zależnie od liczby studentów oraz jakości kształcenia.
      Tym ich kondycja finansowa jest lepsza im... mniej wydadzą na wykształcenie studenta, acz... im ten student będzie lepiej wykształcony.
      W tej sytuacji ZAWSZE duże ośrodki akademickie będą miały przewagę. Na takim wydziale prawa UAM kształci się jednocześnie 6 000 studentów. Pytanie ile kosztuje ich nauka, skoro nie potrzeba do tego drogich laboratoriów, a jeden wykładowca może jednocześnie przekazywać wiedzę kilku setkom studentów. Zakup jakichkolwiek urządzeń laboratoryjnych, jakiegokolwiek wyposażenia, w przeliczeniu na jednego studenta zawsze wyjdzie taniej na uczelni liczebniejszej niż na mniej liczebnej. Mało tego. Większa uczelnia zawsze będzie mogła sobie pozwolić na większe i bogatsze zakupy...
      Drugim ważnym źródłem finansowania - zwłaszcza w kontekście nadchodzących 7 lat jest jakość nauki jako takiej (nie mylić z jakością nauczania). Nauki przejawiającej się w badaniach naukowych, osiągnięciach także na polu innowacyjności, wdrażaniu konkretnych rozwiązań. Na tym polu duże uniwersytety też mają zdecydowaną przewagę. Choćby z racji lokowania w dużych ośrodkach aglomeracyjnych, gdzie łatwiej o współpracę z potencjalnym inwestorem w wielu dowolnych dziedzinach. Małe uniwersytety w małych ośrodkach siłą rzeczy ogranicza dość wąski wachlarz (przekrój) biznesu stawiającego na innowacyjny rozwój. Z Kisielina, który miał pełnić taką rolę platformy współpracy UZ-biznes jakoś niewiele wychodzi. No i niewiele wyjdzie, bo musiałby się zdarzyć cud, by znalazły się firmy inwestować akurat w Z.G., akurat w takie dziedziny, w których UZ gotów jest współpracować.

      Trzeba się zastanowić, kim jest współczesny student.
      Jeszcze kilka lat temu, dziewczyny studiowały głównie z... nadmiaru wolnego czasu, a chłopaki z obawy przed pójściem w kamasze. Szło się na jakąkolwiek uczelnię, jakikolwiek kierunek, najlepiej blisko domu, byle taniej, byle mieć prawo do trzech literek przed nazwiskiem. No i wtedy UZ miał absolutną rację bytu jako wypełniacz luki pomiędzy U.Wrocławskim i UAM. Z zadowoleniem lwia część młodzieży przywitała możliwość kształcenia się na miejscu (u siebie), blisko domu.
      Jednak lata praktyki zweryfikowały mocno nową placówkę. Szybko okazało się, że ukończenie UZ to właściwie strata czasu, bo jego ukończenie nie gwarantuje choćby pracy. Jakość kształcenia pozostawia wiele do życzenia. Naukowe "osiągnięcia" są tym większe im większa potrzeba PR-u lokalnych polityków. Każdy, najmniejszy nawet sukces, odtrąbiony w takie fanfary, jakby UZ był wręcz najlepszą uczelnią w Polsce, a przecież publikowane rankingi pokazują zupełnie co innego. UZ chełpi się potężnymi inwestycjami w infrastrukturę, ale jeśli to porównać z inwestycjami innych uczelni, to specjalnie okazale wcale to nie wypada. Wypadało by zachować trochę umiaru w tym PR-ze.
      Coraz bardziej młodzież jest świadoma swych potrzeb edukacyjnych. Młodzi doskonale wiedzą, że nie tytuł daje im przewagę w społeczeństwie i biznesie, ale realne umiejętności czyli jakość i dziedzina kształcenia. UZ mimo szeroko zakrojonej reklamy zaczyna mieć opinię fabryki bezrobotnych. Co lepsi, co ambitniejsi decydują się na studia poza Z.G. Ten proces rozpoczął się lawinowo. To nie niż demograficzny jest głównym powodem odpływu studentów. On się tylko przyczynił.
      Działania rektoratu (dotyczące PWSZ) świadczą jedynie, że zdaje on sobie doskonale sprawę z sytuacji. UZ nie sięga po studentów z Poznania czy Wrocławia. Nie tworzy oferty atrakcyjnej na tyle, by stać się ośrodkiem (przynajmniej w kilku dziedzinach) atrakcyjniejszym i zdolnym przyciągnąć maturzystów choćby z drugiego końca Polski (tak jak to często bywa na innych, szanowanych uczelniach). UZ żałośnie "walczy" o podebranie tych jedynie, na których może liczyć, czyli "swoich", najczęściej mniej ambitnych "tutejszych". Marne to daje rokowania na przyszłość. Widać wyraźnie działania "na przetrwanie" o liczbę studentów, dzięki czemu wzrośnie finansowanie uczelni, niekoniecznie w parze z jakością kształcenia, bo na to już nie ma pieniędzy. Nie trzeba być wróżką, by przewidzieć jak to się dalej potoczy. UZ będzie coraz biedniejszy, (bo) z coraz gorszymi wynikami kształcenia, dalej produkował bezrobotnych, tyle, że w kilku więcej dziedzinach niż obecnie. Dofinansowanie krajowe w związku z tym sukcesywnie się zmniejszy, ale marszałek na szczęście wysupła ze swego wora kolejne garście grosza. Politycy będą realizowali swoje świetlane wizje, gotowi inwestować kolejne grube miliony choćby w takie zachcianki jak wydział medyczny, ku uciesze czeladzi, z chóralnym okrzykiem na ustach: "jeszcze..., jeszcze...". Tyle, że to jeszcze bardziej pogrąży UZ w kosztach funkcjonowania.
      UZ musi też pamiętać, że każde zerwanie współpracy zawsze bardziej zubaża niż wzbogaca. Musi też mieć świadomość, że wykładowców (dobrych) nigdy za wiele. Jeśli UZ, okaże się dla nich zbyt ciasny (i w mentalności i w wynagrodzeniu), to go po prostu opuszczą...
      • cerebralshunt Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... 23.02.13, 00:06
        O kurcze! Na szkolnictwie wyzszym tez sie znasz??? Normalnie alfa i omega - na kazdy temat cos do powiedzenia, na kazdy temat saznisty post. Cala smietanka dziennikarska przy tobie to betka - oni musieliby zrobic jakis research przed napisaniem artykulu, sprawdzic dane, pogadac z ludzmi, ktorzy np. UZ skonczyli ... a ty trach! siadasz i piszesz kilka stron w pare minut. Ty wiesz i dzielisz sie swoja wiedza z ciemnym tlumem. Moj mistrzu ... prowadz ... nauczaj ...

        c
        • Gość: mmmmmm000 Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.net.pbthawe.eu 23.02.13, 11:58
          Jak zwykle... wściekłość !!!

          I dobrze! Od tego zaczyna się myślenie... (zazwyczaj).
          • cerebralshunt Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... 23.02.13, 15:38
            ironia != wscieklosc

            a po drugie ... myslenie (zazwyczaj) zaczyna sie od wscieklosci ??? no mistrzu ... perlo intelektu ...

            c
            • Gość: mmmmmm000 Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.net.pbthawe.eu 23.02.13, 17:42
              "ironia != wscieklosc"

              niestety ciebie wyłącznie na tyle tylko stać. wściekłą ironię... tudzież ironię wynikającą z wściekłości...

              a co do myślenia - no cóż, są wyjątki potwierdzające jedynie tylko regułę...
      • Gość: gość portalu Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.ztpnet.pl 23.02.13, 12:34
        A czy UWr lub UAM walczą o studentów z Pragi czy Berlina? Nie.
        A mogłyby. Czemu nie walczą? Bo są to za małe ośrodki, efektywność kształcenia zbyt mała, jakość badań naukowych zbyt niska. Czy UJ i UW walczą o studentów z USA i Chin? Nie. Itd.

        Twój przepis na rozwój to likwidacja wszystkiego poza kilkoma dużymi miastami. To jest model afrykański w krajach postkolonialnych. Za upadkiem UZ, UO, UWM, UR itd. idzie dalsza degradacja i wyludnienie miast średniej wielkości, ale też degradacja Polski jako kraju, część mieszkańców wybierze emigrację, a nie migrację do Poznania czy Wrocławia.

        Alternatywą dla rozwoju przez likwidację jest rozwój przez ciężką pracę by małe ośrodki podniosły jakość swych usług (a nie po to by stały się duże). Nie stanie się to z dnia na dzień.

        Nie wspominam tu o takich czynnikach jak koszty studiów w większym mieście dla studentów z prowincji, ale to też trzeba wziąć pod uwagę.
        • Gość: mmmmmm000 Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.net.pbthawe.eu 23.02.13, 13:04
          Czy walczą o studentów zagranicznych? NIE???
          A owszem TAK!!!
          poznan.studia.net/akademicki-poznan/4724-uam-optymistyczne-zalozenia-wladz-uczelni
          Przoduje w tej dziedzinie Uniwersytet Medyczny w Poznaniu, który utworzył II Wydział Lekarski dla samych tylko studentów zagranicznych.

          Nigdzie nie podałem przepisu na likwidację wszystkiego. Wręcz odwrotnie. To UZ ma "plan" likwidacji PWSZ i przejęcia jej studentów.
          Ależ niech one sobie będą. Daj Panie Boże zdrowie i wszelką pomyślność...
          Mówię tylko (i podaje powody), dla których nie staną się one (te małe), nigdy konkurencją dla tych dużych. Jeśli się komuś wydaje, że to się kiedyś stanie, to warto, by w porę się z takich złudzeń otrząsnął.
          UAM jest "tylko" trzykrotnie liczebniejszy od UZ. Natomiast choćby baza edukacyjna, naukowa itd itp z całą pewnością więcej niż trzykrotnie większa. Znów kwestia efektu synergii. A to wszystko w warunkach silnej uczelnianej konkurencji w samym Poznaniu wobec praktycznie braku konkurencji w Z.G. UZ właśnie dobił do granicy swoich możliwości rozwoju przynajmniej przez najbliższych kilka lat. Inwestycje uczelniane forowane przez marszałka, ze względu na konieczność wniesienia wkładu własnego, przyblokowały możliwość dalszego inwestowania choćby teraz już w jakość kształcenia. Spadek liczby studentów się do tej złej tendencji jeszcze dodatkowo przyczynia. Gdyby to był biznes, to bym powiedział, że nastąpiło typowe przeinwestowanie. Powstała infrastruktura, której nawet nie da się w pełni wykorzystać.
          A dlaczego UAM, U Wrocławski czy UJ sobie poradzą? Bo stać ich aby postawić na jakość. Są w relatywnie dobrej kondycji finansowej, prowadzą badania naukowe i rozwijają głównie te dziedziny nauk, które mają szansę wprost przełożyć się na biznes. A więc mają szansę na kolejne granty w nowym rozdaniu unijnym, lepszą jakość edukacji. Nawet jeśli spadnie im liczba studentów, to nadrobią ich liczbę poziomem wykształcenia. Z resztą pewnie też otworzą się bardziej na studentów z zewnątrz. UAM już planuje (z inwestorem) budowę akademików wysokiej jakości z basenami, przedszkolem itd. Zaczyna się walka...

          Ja tylko pokazuję rzeczywistość, a co władze UZ, tudzież Z.G. czy lubuskiego z tym zrobią, to się zobaczy. Szczerze mówiąc ja pomysłu na rozwiązanie tej sytuacji nie mam. Ale patrząc na poczynania rektoratu mogę jedynie stwierdzić, że droga którą obrał zdaje się najszczęśliwszą nie być...
          • Gość: mmmmmm000 Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.net.pbthawe.eu 23.02.13, 14:17
            Jeszcze drobna refleksja...

            Wychodzenie z koncepcją likwidacji mniejszych (PWSZ) kosztem większych (w tym wypadku UZ), jest bardzo niebezpieczne dla samego pomysłodawcy.
            A co będzie, jeśli ta koncepcja wygra? Jeśli zacznie się najpierw od likwidowania małych uczelni wyższych dla zwiększenia liczebności tych wyższych, a potem ktoś wpadnie na pomysł by dalej praktykować tą metodę i zacznie się likwidacja małych uniwersytetów by poratować te większe (aby mogły brać udział w konkurencji pomiędzy uniwersytetami na płaszczyźnie europejskiej, a nawet światowej) ??
            Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe - taka sobie bardzo przydatna zasada...

            W ogóle pomysły odgórnej likwidacji czegoś, dla ratowania czegoś innego mi jako żywo przypominają metody rodem z PRL-u. Pamiętam kiedy wybierałem się na studia, mój kolega z okolic Gorzowa niestety nie mógł studiować ze mną w Poznaniu, ponieważ obowiązywała wówczas rejonizacja. Zdał egzamin wstępny do Poznania, ale się nie dostał z braku miejsc. Pierwszeństwo mieli studenci z województw wielkopolskich (leszczyńskie, kaliskie itd...). Dla Gorzowa "rejonem" był wówczas Szczecin. Nie miał innego wyjścia, jak podjąć naukę tam, gdzie "państwo" chciało, a nie tam gdzie sam miał ochotę.
            Niejako przymuszanie do zasilenia szeregów UZ po likwidacji Szkół Zawodowych wcale nie musi przynieść oczekiwanych efektów. Jeśli ktoś nie będzie mógł się uczyć w Świebodzinie, to wcale nie oznacza, że jego jedyną alternatywą będzie UZ. UZ dostanie jedynie część tego rozgrabionego tortu.
            Młodzi ludzie decydują się na naukę w wyższych szkoła zawodowych często dlatego, że nie czują się na siłach studiować na uniwersytecie. Nie jest żadną tajemnicą, że poziom jest jednak inny (choć w przypadku UZ może nie aż zasadniczo). PWSZ można porównać do zwykłej "zawodówki", jeśli w tej skali uniwersytet porówna się do "ogólniaka". Paradoksalnie na likwidacji Świebodzina zyskać może Gorzów. No, chyba, że UZ postara się przekonać studentów, że właściwie poziomem edukacji nie odbiega od wyższych szkół zawodowych albo nawet ten poziom celowo obniży...
            Logika jest mniej więcej taka, jakby w jakimś mieście powiatowym dyrektor ogólniaka wnioskował o likwidację zawodówki, bo on ma zbyt mało uczniów. Nie ma kompletnie żadnej gwarancji, że ci "zawodówkowicze" pojawią się w jego ogólniaku. Część po prostu zakończy edukację na gimnazjum, część skorzysta z zawodówek w miastach sąsiednich. Jedynie pewien odsetek być może spróbuje swych sił w "ogólniaku" (z lepszym i gorszym skutkiem).
          • Gość: gość portalu Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.ztpnet.pl 23.02.13, 23:10
            Studia medyczne mają swoją specyfikę i podawanie Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu jako przykładu pozyskiwania studentów przez zwykłe uniwersytety jak UAM jest nieporozumieniem.
            Od dziesiątków lat studiują w Polsce przyszli lekarze z różnych Nigerii czy Tajwanów i nie ma to absolutnie nic wspólnego z jakością studiów u nas. Przykład ten nie przenosi się w żadnej mierze na jakiekolwiek inne kierunki.

            Nie ma symetrii pomiędzy likwidacją PWSZwS, a likwidacją UZ. Chociażby to, że PWSZwS nie jest czynnikiem miastotwórczym, a UZ jest, nie mówiąc o skali, profilu itp.

            Ja nie porównuje PWSZ do zawodówek. Pisałem, że PWSZ to zbędny byt w przeciwieństwie do szkół zawodowych, te są potrzebne.

            "A dlaczego UAM, U Wrocławski czy UJ sobie poradzą? Bo stać ich aby postawić na jakość. Są w relatywnie dobrej kondycji finansowej, prowadzą badania naukowe i rozwijają głównie te dziedziny nauk, które mają szansę wprost przełożyć się na biznes. A więc mają szansę na kolejne granty w nowym rozdaniu unijnym, lepszą jakość edukacji."

            Nie jest odkrywcze stwierdzenie, że duży jest większy od mniejszego. To wiadomo. Natomiast UAM, UWr czy UJ mają szansę na więcej grantów głównie bo taka jest polityka naszego MNiSW. Niestety tam siedzą ludzie myślący jak Ty, którzy uważają, że administracyjne przesunięcie środków do dużych ośrodków wiąże się automatycznie z podniesieniem jakości. Nic z tego. Na jakość się pracuje latami. Łatwe pieniądze się wyda i nic z tego nie będzie. Zagłodzenie małych ośrodków spowoduje jedynie większe marnotrawstwo w dużych, z jakością będzie to miało niewiele wspólnego. Jest zupełnym niezrozumieniem myślenie, że uczelnie wyższe w Polsce działają w warunkach uczciwej konkurencji. Mamy scentralizowany system, gdzie przyznawane w drodze administracyjnej dotacje zależą od aktualnej polityki. Obecnie jest parcie by nieproporcjonalnie duże pieniądze ładować w duże ośrodki (np. ustawa o finansowaniu UJ).

            "UAM już planuje (z inwestorem) budowę akademików wysokiej jakości z basenami, przedszkolem itd. Zaczyna się walka... "

            Nawet jak to zrobią (za pieniądze centralne, które dostaną jako duża promowana przez MNiSW uczelnia) to nie będą w stanie utrzymać tego basenu bez kolejnych dotacji.
            • Gość: mmmmmm000 Re: Świat pędzi, a UZ drepcze w miejscu... IP: *.net.pbthawe.eu 24.02.13, 02:03
              Cóż. Łatwo powiedzieć, że sprowadzenie zagranicznych studentów nie jest problemem, kiedy się już ich uda sprowadzić, a wydział funkcjonuje...

              Liczba zagranicznych studentów na wszystkich poznańskich uczelniach, to teraz około 3000 osób i ta liczba wciąż rośnie. Od 2000 roku już trzykrotnie.

              Otóż ja uważam, że PWSZ są jak najbardziej potrzebne choćby ze względu właśnie na uzawodowienie. Uniwersytety od zawsze miały profil humanistyczny. Nawet fizyka czy matematyka na uniwersytecie czy na politechnice się różniły. Uniwersytet uczył raczej "o" fizyce i matematyce (np. o możliwościach zastosowania), politechnika kształciła matematyków i fizyków stosujących te nauki w praktyce np. do rozwiązywania konkretnych problemów. To się wszystko bez sensu pomieszało, właśnie w czasie, gdy powstało kilka uniwersytetów na bazie między innymi politechnik.
              PWSZ-ty są są potrzebne właśnie po to, by kształcić, informatyków czy energetyków... a uniwersytety - socjologów czy filozofów. PWSZ-ty miały być z założenia szkołami technicznymi, z założenia bardziej w kierunku politechnicznym niż uniwersyteckim. Dlatego porównuję je do "zawodówek" w kontekście uniwersytetów jako "ogólniaków".

              No cóż. Uważam, że polityka MNiSW jest jak najbardziej słuszna. Granty dostaje się za liczbę studentów (sami decydują gdzie chcą studiować) i za jakość kształcenia, co jest już zależne wyłącznie od poziomu wykładowców no i oczywiście zaplecza.
              Nie może być tak, że MNiSW będzie zaspokajało ambicje uczelniane co mniejszych miast i miasteczek, bo ono nie jest od tego. Pieniądze wydawane są najczęściej tam, gdzie mają szansę przynieść możliwie największy efekt w postaci dostępności możliwie największej liczby studentów do "wartości" powstałych w wyniku tych inwestycji. Krótko mówiąc np. nowe laboratorium chemiczne, przyniesie lepszy efekt na większym wydziale chemicznym, gdzie studiuje więcej studentów, lub gdzie prowadzi się badania naukowe.
              Ministerstwo ma za zadanie możliwe najbardziej efektywny rozwój nauki przy określonych środkach. Trudno się dziwić, że wydaje je tam, gdzie może uzyskać najlepszy możliwy efekt. I nie ma co się obrażać, choć fani małych uniwersytetów mogą się czuć pokrzywdzeni.
              Ładowanie kasy w UJ ma swoje uzasadnienie, uczynienia z tej placówki w przewidywalnej perspektywie - równej innym uczelniom europejskim. Polska musi zacząć na płaszczyźnie naukowej konkurować z Europą. Zdecydowanie łatwiej to zrobić skupiając się na inwestycjach w jeden niezły uniwersytet, niż dokarmiać po trochu całą resztę, bo nie ma w takim przypadku czasowej perspektywy, dogonienia "uczelnianej" średniej europejskiej. We wszystkich krajach Europy liczy się tylko po kilka uniwersytetów. Spodziewam się, że po ewentualnym sukcesie UJ, ministerstwo zrobi podobnie z trzema, czterema kolejnymi uczelniami zapewne z początku listy rankingu najlepszych.

              "Niestety tam siedzą ludzie myślący jak Ty, którzy uważają, że administracyjne przesunięcie środków do dużych ośrodków wiąże się automatycznie z podniesieniem jakości. Nic z tego."
              Ależ owszem. Doinwestowanie przekłada się wprost na jakość kształcenia, ponieważ dodatkowe pieniądze (ministerialne) nie są przeznaczane na pensje, ale na poprawę jakości zaplecza naukowego, co z kolei przekłada się wprost na jakość kształcenia i wyniki nauczania. Są to też wprost pieniądze na badania naukowe, czyli na wymyślanie nowych technologii. Nie będę nawet rozwijał tej myśli, bo są to dane w ogóle poza jakąkolwiek dyskusją. Wystarczy spojrzeć na wskaźniki. Na dużych uczelniach prowadzona jest szeroko zakrojona działalność badawcza. Co więcej właśnie ta działalność będzie w ciągu najbliższych 7 lat finansowo szczególnie hołubiona. Wspomnę tylko jednym zdaniem o obiektywnym mierniku oceny uczelni według wypracowanych dla całego świata zasad. Wystarczy popatrzeć na kolejność na liście.

              To już jest niestety problem mieszkańców lubuskiego, którzy czytając lokalne gazety dochodzą bardzo szybko do mylnego niestety przekonania, o świetności "swojej" uczelni w zakresie jej naukowych osiągnięć. Wystarczy jednak choć jednym okiem zerknąć co się dzieje na tych większych uczelniach. Zwykle o tamtejszej działalności naukowej niewiele się nawet mówi czy pisze. Ale to już taka specyfika mediów. W małych miastach każde nawet najmniejsze osiągnięcie sprzedaje się jako wielki sukces. W dużych miastach, gdzie jakości i znaczenia uniwersytetu nie trzeba nieustannie opiewać i "sprzedawać" społeczeństwu dla uzasadnienia gigantycznych budżetowych (wojewódzkich) wydatków, w prasie informacje na ich temat pojawiają się z rzadka.


              "UAM już planuje (z inwestorem) budowę akademików wysokiej jakości z basenami, przedszkolem itd. Zaczyna się walka... "

              "Nawet jak to zrobią (za pieniądze centralne, które dostaną jako duża promowana przez MNiSW uczelnia) to nie będą w stanie utrzymać tego basenu bez kolejnych dotacji."

              No i to jest właśnie niestety przykład myślenia z perspektywy "wyciągania ręki" jaki właśnie reprezentują małe uniwersytety.
              Otóż akademiki będzie budował prywatny deweloper na terenie należącym do UAM. Zamiast wynajmować mieszkania, będzie je wynajmował w całości uniwersytetowi, który z kolei "rozsprzeda" poszczególne pokoje studentom. To jeden z przykładów na rozwiązywanie problemów bez udziału państwowej kasy. Ale też przykład na różnice w zdolności radzenia sobie z problemami (w tym przypadku problemem braku miejsc w akademikach), uniwersytetów w małych i dużych miastach. W małych, ceny wynajmu mieszkań na rynku są niższe jak w większych. Dlatego budowa takich akademików się deweloperowi bardziej opłaca w mieście większym, bo przecież koszt budowy czy w Z.G. czy Poznaniu byłby zapewne jednakowy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja