Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo...

25.05.13, 11:04
W kazdej sprawie mozna podac argumenty za i przeciw. Mozna rowniez przeprowadzic szeroki wywod o tym, ze studia humanistyczne, filozofia w szczegolnosci, nie prowadza do bezrobocia. Jednak rzeczywistosc nie zawsze slucha nawet najlepiej skonstruowanej argumentacji i zwykle ostatecznie trzeba sie z nia zmierzyc. A rzeczywistosc jest taka, ze na rynku w calej Europie brakuje dobrych i srednich inzynierow, a NIE brakuje nawet najlepszych filozofow, socjologow czy politologow.

c
    • Gość: KWACHU Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.hosts212.ostrowski.pl 25.05.13, 11:14
      na zachodzie 80% studentów idzie na kierunki ścisłe, u nas 20%. Bardzo zła proporcja
      • Gość: qwerty Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.hosts211.ostrowski.pl 26.05.13, 08:56
        a dlaczego? bo im sie uczyc nie chce, wybieraja latwa maturke, latwe kierunki, a potem jest placz i zgrzytanie zebami po studiach. bo to kierunek kiepski, 3 lub 5 lata glownie sie przepilo w akdemikach i nic sie nie potrafi. taki to obaraz pijanej tluszczy z bachanaliow w wiekszosci....
        • Gość: Zosia Bardzo interesująca dyskusja IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.05.13, 10:13
          Niestety, świat ewoluuje w nieznanym kierunku. Już teraz są niszowe zawody : szewc - prawie zanika, bo są maszyny, które produkują masowo obuwie, krawcy - wiele urządzeń zastępuje ręce, praczki i prasowaczki, bo pralki wykonują za nie pracę, listonosze, bo ludzie prawie listów nie piszą. papierowe książki zastąpią elektroniczne, a więc znikną drukarze, nawet owi słynni kasjerzy w supermarketach będą powoli zastępowani przez automaty (już są w "Tesco"), sprzątaczki pozostaną bez pracy, bo roboty posprzątają mieszkanie, znikną niektórzy bankowcy, bo elektronicznie będzie można wszystko załatwic, karty zastąpią pieniądze, znikną nawet przychodnie (a więc - rejestratorki), bo przez internet będzie można skonsultowac się z lekarzem. Już teraz roboty wykonują operacje. Znikną portierzy, bo kamery wszystko zarejestrują. I tak można mnożyc bezrobotnych - nie tylko wśród humanistów.
          Aż - w końcu - ktoś o umyśle geniusza (technicznego) naciśnie odpowiedni guziczek i świat wysadzi w powietrze. Bywają scenariusze o których nawet filozofom się nie śniło.
          Powtórzę tylko - za Fukuyamą - nastąpi koniec historii... .
          • Gość: czxzxzxczxc uczelnie to przezytek w 21 wieku IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.13, 11:56
            przemysl sobie powinien sam ksztalcic kogo chce
            a najlepiej kształcic poprzez prace przy konkretnych zadaniach
            dwa lata asystowania przy konkretnej robocie by daly wiecej niz 5 lat studiow

            ale lobby teoretykow teoretycznych na to nie pozwoli
            na kazdej uczelni technicznej pasozytuje jak jakis wrzód na dupie jakis instytut "matematyki" czy innego gówna z leśnymi dziadkami z PZPR
            żeby jeszce uczyli matematyki i jej zastosowania do inzynierskich prac, myslenia logicznego, kombinowania byłoby ok - ale ta nauka to jebanaie na pamiec twierdzen i dowodow po 5 stron kazdy + zadania ze zbioru zadan wg schematu, no jak zaszaleje pan doktor to ewentualnie zmieni nazwy zmiennych w przykładzie
            każdy zdolny musi byc jebany i gnojony od samego poczatku do samego konca, zeby przypadkiem do czegos nie doszedł - ma utonac w masie gnoju przyjetego na studia bez selekcji

            • gromek1 Re: uczelnie to przezytek w 21 wieku 26.05.13, 12:03
              Bredzisz, albo miałeś wyjątkowego pecha do uczelni lub wykładowców.
              napisz mi proszę przykład twierdzenia matematycznego na kilka stron, zaś
              j..e dowodów na pamięć świadczy jedynie o Twoim matematycznym ubóstwie.

              Piszesz:

              "żeby jeszce uczyli matematyki i jej zastosowania do inzynierskich prac, myslenia logicznego, kombinowania...,"

              Nieprawda oni mają tylko dać Ci aparat matematyczny, a to o czym piszesz to właśnie Twoja, inżyniera rola, jak ten aparat wykorzystać.
              I jeszcze jedna uwaga myślenia logicznego i "kombinowania" (masz na myśli pewnie zdolność kojarzenia faktów, wyciąganie wniosków i umiejętność rozwiązywania lub obchodzenia problemów czyli po prostu inteligencję) nie da się nauczyć. Albo to masz albo nie.
            • Gość: Bruno Re: uczelnie to przezytek w 21 wieku IP: *.toya.net.pl 26.05.13, 12:08
              Gość portalu: czxzxzxczxc napisał(a):

              > przemysl sobie powinien sam ksztalcic kogo chce
              > a najlepiej kształcic poprzez prace przy konkretnych zadaniach
              > dwa lata asystowania przy konkretnej robocie by daly wiecej niz 5 lat studiow
              Dlatego zawodówki wracają do łask. Także te sponsorowane, czy wręcz przyzakładowe.
          • gromek1 Re: Bardzo interesująca dyskusja 26.05.13, 11:56
            Być może, niemniej liczebność populacji filozofów ani tego nie powstrzyma ani nawet nie spowolni
            • senseiek znam dwie osoby ktore studiowaly filozofie 26.05.13, 18:06
              gromek1 napisał:

              > Być może, niemniej liczebność populacji filozofów ani tego nie powstrzyma ani n
              > awet nie spowolni

              Ja znam dwie osoby ktore studiowaly filozofie, jedna jest bezrobotna od zawsze tzn nigdy nie pracowala, a druga jest sprzataczka w hotelu w UK. Ani jednej ani drugiej nauka filozofii wogole nie byla potrzebna.
          • senseiek Koniec swiata w ktorym trzeba pracowac.. 26.05.13, 18:03
            Gość portalu: Zosia napisał(a):

            > Niestety, świat ewoluuje w nieznanym kierunku. Już teraz są niszowe zawody : sz
            > ewc - prawie zanika, bo są maszyny, które produkują masowo obuwie, krawcy - wie
            > le urządzeń zastępuje ręce, praczki i prasowaczki, bo pralki wykonują za nie pr
            > acę, listonosze, bo ludzie prawie listów nie piszą. papierowe książki zastąpią
            > elektroniczne, a więc znikną drukarze, nawet owi słynni kasjerzy w supermarketa
            > ch będą powoli zastępowani przez automaty (już są w "Tesco"), sprzątaczki pozos
            > taną bez pracy, bo roboty posprzątają mieszkanie, znikną niektórzy bankowcy, bo
            > elektronicznie będzie można wszystko załatwic, karty zastąpią pieniądze, znik
            > ną nawet przychodnie (a więc - rejestratorki), bo przez internet będzie można s
            > konsultowac się z lekarzem. Już teraz roboty wykonują operacje. Znikną portierz
            > y, bo kamery wszystko zarejestrują. I tak można mnożyc bezrobotnych - nie tylko
            > wśród humanistów.
            > Aż - w końcu - ktoś o umyśle geniusza (technicznego) naciśnie odpowiedni guzicz
            > ek i świat wysadzi w powietrze. Bywają scenariusze o których nawet filozofom si
            > ę nie śniło.
            > Powtórzę tylko - za Fukuyamą - nastąpi koniec historii... .

            Koniec swiata w ktorym trzeba pracowac, a nie koniec swiata.
            Pieniadze sa wirtualne. To kupowanie czyjegos czasu zycia.
            Jeden ceni swoj czas bardziej niz inny i chce za wiecej go sprzedac.
            Pieniadze mozna calkowicie wyeliminowac z naszego zycia. Wystarczy ze kazdy by robil wszystko za darmo i za darmo dostawal co inni zrobia.

            Jesli wszystko bedzie za darmo, to nikt nie bedzie mogl "wziasc cos na zapas", i pozniej sprzedac, bo nikt nie bedzie potrzebowal wydawac pieniedzy zeby miec wszystko co zechce. Nikt od nas nic nie kupi, a my nie bedziemy mogli niczego nikomu sprzedac.

            Zauwaz ze powstaja juz drukarki 3d- sciagasz albo projektujesz sobie rzecz, klikasz drukuj, i juz mozesz miec mlotek, albo cokolwiek innego. Wiec jak kazdy bedzie mial po jednej drukarce na mieszkanie, to wogole fabryki nie beda potrzebne. I kazdy bedzie sobie mogl stworzyc dowolny projekt w aplikacji 3d, print, i juz masz to co chcesz..
      • Gość: maruti Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 12:52
        Bzdura. Chyba, że za kierunki ścisłe uznamy ekonomię i bankowość... śmiechu warte.
    • Gość: inżynier Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.swiebodzin.vectranet.pl 25.05.13, 11:24
      Kwalifikacje miękkie są ważne, ale czego poza nimi, przydatnego na rynku pracy, uczą kierunki humanistyczne? Wbrew pozorom współczesny inżynier to nie jest nieogolony chłopczyk z pryszczami, w rozciągniętym swetrze, zamknięty całymi dniami w piwnicy z dziwnym elektronicznym sprzętem. My inżynierowie również mamy rozwinięte tzw. kwalifikacje miękkie. Kogo w związku z tym wybierze pracodawca? Kogoś, kto z racji zainteresowań skończył uczelnie techniczną, przez kilka lat rozwijał się w danej dziedzinie w związku z tym posiada dość sporą wiedzę ogólną i podstawowe informacje praktyczne w danej branży, do tego jest komunikatywny i można liczyć ta to, że również bardzo konkretny, skoro nie straszne były mu przedmioty ścisłe, czy kogoś kto posiada kwalifikacje miękkie i zapewnia, że szybko się uczy? Owszem to, że na rynku pracy nie ma miejsca dla wszystkich absolwentów uczelni wyższych to nie jest wina uczelni humanistycznych, ale inżynierowi jest dużo łatwiej znaleźć pracę zgodną z zainteresowaniami. Można sobie filozofować, że nie wiadomo co będzie za kilka lat, ale raczej oczywiste jest, wśród której grupy bezrobocie będzie mniejsze w kolejnym roku w którym uczelnię skończy 100 inżynierów i 100 humanistów z dziedzin filozofia, socjologia, etyka czy innych tego typu. Humanista sprawdzi się na przykład w dziale sprzedaży, czy też marketingu, ale "wygadani" ścisłowcy również się tam sprawdzą, natomiast w działach typowo technicznych humanista nie ma czego szukać, W związku z tym wolne miejsca pracy dzielą się na dwa rodzaje - takie które można obsadzić humanistą lub ścisłowcem, oraz takie które można obsadzić tylko ścisłowcem. Dodam, że tych "uniwersalnych" miejsc pracy jest znacznie mniej niż tych typowo dla ścisłowców. Żeby się o tym przekonać wystarczy przeanalizować strukturę zatrudnienia w pierwszej z brzegu firmie. Miejsca pracy na uczelniach pomijam, bo są one dostępne na uczelniach technicznych, jak i humanistycznych. Innowacyjność i kreatywność, czyli działy badawczo rozwojowe są zarezerwowane tylko i wyłącznie dla elity. Ludzi z dużą wiedzą i doświadczeniem w danej dziedzinie. Z całym szacunkiem, ale wygadany filozof, może co najwyżej parzyć kawę dla inżynierów i doktorów inżynierów tam pracujących. Proszę przeprowadzić krótki test. Zainteresować swoją osobą rynek pracy, poprosić o to samo kolegę doktora inżyniera i sprawdźcie panowie który z was szybciej znajdzie zatrudnienie w prywatnej firmie, albo może, żeby nie tracić zbyt wielkiej ilości czasu wystarczy porównać ilość zleceń jakie z zewnątrz uczelni, od prywatnych firm, otrzymują naukowcy kierunków ścisłych i kierunków humanistycznych.
      Uważam, że uczelnie wypromowały kierunki humanistyczne i tak chętnie je prowadzą i do nich zachęcają, bo są to studia dla uczelni bardzo tanie. Żeby wykształcić inżyniera trzeba wyposażyć laboratoria w bardzo kosztowny sprzęt, żeby wykształć filozofa, czy innego socjologa, wystarczy kreda i tablica, a artykuły takie jak ten wyglądają na próbę zaklinania rzeczywistości. Czyżby w obawie o liczbę etatów dla wykładowców kierunków humanistycznych?
      Owszem nie można zapominać o dorobku kulturowym poprzednich pokoleń, ale w obecnych czasach studia humanistyczne bezpieczniej jest traktować jako hobby, czyli najpierw kończymy konkretny kierunek po którym mamy dobrą satysfakcjonującą pracę, a później w zaocznym trybie studiujemy sobie filozofię, wtedy kiedy inni wkładają znaczki do klasera, czy też jeżdżą rowerem po lesie. Nadzieja na zbudowanie kariery zawodowej po kierunku humanistycznym, który w dodatku, w skali kraju kończy co roku tysiące osób, jest tak mglista, że rzeczywiście można powiedzieć, że frajer idzie na śmieciowy kierunek i to zwykle z dość błahego powodu. Nauczyciel od matematyki i fizyki w liceum był na tyle niekompetentny, że nasz uczeń sobie wmówił, że jest słaby z tych przedmiotów w związku z tym na pewno jest humanistą.
      • Gość: Pracodawca Dwie korekty, zasadnicze... IP: *.dynamic.mm.pl 26.05.13, 11:49
        1. Wygląda na to, że nie masz pojęcia na temat procesu dydaktycznego na studiach humanistycznych/społecznych. Z pewnością nie da się porównać efektów kształcenia kierunku ścisłego i humanistycznego w zakresie tzw. kompetencji społecznych. Wątpię by było inaczej, jeśli chodzi o kwestie ogólnego oglądu i rozumienia rzeczywistości czy tak zwanych miękkich umiejętności. Krótko mówiąc - nie da się inżyniera humanistą zastąpić, ale i w drugą stronę nie jest łatwo i realnie zamianę można sobie wyobrazić tylko w wyjątkowych przypadkach.

        2. Charakter polskiego rynku pracy nie nastraja optymistycznie niezależnie od uzyskanego dyplomu. Dziś jest równie ciężko o pracę po inżynierii lądowej i po pedagogice. Generalnie pracy jest mało i najczęściej w usługach. Kluczową sprawą przy podejmowaniu decyzji o studiach powinno być zatem ustalenie własnych predyspozycji i wytyczenie indywidualnej ścieżki kariery. Studia, szczególnie humanistyczne i społeczne, mają być tylko jedną z jej składowych.
        • gromek1 Re: Dwie korekty, zasadnicze... 26.05.13, 12:17
          "Kluczową sprawą przy podejmowaniu decyzji o studiach powinno być zatem ustalenie własnych predyspozycji i wytyczenie indywidualnej ścieżki kariery. Studia, szczególnie humanistyczne i społeczne, mają być tylko jedną z jej składowych."

          Chryste Panie! przy obecnym systemie rekrutacji pierwszą kluczową decyzję podejmują 15 - 16 latkowie po gimnazjum (mam na myśli profil klasy w LO). Naprawdę oczekujesz, że są w stanie w tym wieku zaplanować sobie indywidualną ścieżkę kariery?
          Ja byłem w klasie mat - fiz i poszedłem na studia techniczne, ale profil nie przeszkodził koleżankom i kolegom z klasy skutecznie studiować medycyny, ekonomii, farmacji, ba nawet jeden z nas został aktorem. Przy obecnym systemie naboru, po rozszerzonym programie mat-fiz musieliby zdawać dodatkowe matury z innych przedmiotów. Zastanawiam się czy pojęcie Ogólnokształcące ma teraz jakiekolwiek znaczenie, i czy nie powinno zostać zastąpione określenie Zespół Szkół.
          Piszesz, że "Charakter polskiego rynku pracy nie nastraja optymistycznie niezależnie od uzyskanego dyplomu". Masz rację, ale musisz też przyznać, że ogólny poziom absolwentów poleciał w wyniku umasowienia wyższego wykształcenia na łeb na szyję, w związku z tym nie tylko charakter rynku pracy ale i sam poziom dyplomowanych ma na to wpływ.
        • Gość: Ja wątpę, żebyś był pracodawcą IP: *.free.aero2.net.pl 26.05.13, 12:37
          Podstawowa sprawa, to jest predyspozycje, zaangażowanie, zdobyte umiejętności i wiedza.
          Niestety system doprowadził do tego, że mamy podział na dwie grupy:
          1) ścisłowcy - dobrzy z przedmiotów ścisłych
          2) humaniści - źli z przedmiotów ścisłych

          humanista to powinien być człowiek, który ma rozległa wiedz w wielu dziedzinach. Być może wielu absolwentów filozofii właśnie takich jest. Niestety większość absolwentów kierunków humanistycznych, to ludzie którzy nie dość że nie umieją liczyć, to jeszcze nie maja żadnej wiedzy na inne tematy. To ludzie, którzy nigdy nie powinni być na studiach.

          Ci ludzie nie maja problemu na rynku pracy dlatego, że są po studiach humanistycznych, oni maja problem, bo nigdy na studiach być nie powinni.
          Wcześniej była tendencja, wszyscy na studia. Teraz tendencja to wszyscy na studia techniczne. No i efekt będzie taki sam. Tzn. poziom studiów się obniży, ci którzy sami sie będą rozwijać nie będą mieli problemu z pracą, a Ci którzy będą myśleli, że ktoś za nich wszystko zrobi, będą i po studiach technicznych marudzić jak to jest ciężko. Studia techniczne były dla "elity" umiejącej liczyć, teraz już nie trzeba umieć liczyć, żeby iść na studia techniczne.

          A co do tego problem z pracą.
          Szukaliśmy technologa - łączna liczba złożonych CV = 0
          Szukaliśmy do pracy biurowej - łączna liczba CV grubo ponad 100
          • Gość: maruti Re: wątpę, żebyś był pracodawcą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 12:57
            Mądry post. W końcu.
            Właśnie w tym tkwi problem: Nie w tym, że ktoś predysponowany idzie na kierunki humanistyczne, ale na tym, że wybór jest negatywny. Czyli ktoś nie lubi matmy to się zapisuje na kierunki humanistyczne.

            Ludzie po ścisłych studiach nie są świadomi własnych ograniczeń humanistycznych, ale to także dlatego, że za dużo kształci się przypadkowych pseudohumanistów. Akurat w swoim zawodzie spotykam wielu 'ścisłych' i mniemaniu o swojej wiedzy znacznie przekracza ich realne umiejętności językowe.

            Kierunki ścisłe jak i humanistyczne są równie ważne. Problemem jest jednak obecna negatywna selekcja.
        • Gość: inżynier Re: Dwie korekty, zasadnicze... IP: *.swiebodzin.vectranet.pl 28.05.13, 17:16
          Ad.1. Tylko ile jest miejsc pracy dla ludzi, którzy pięć lat poświęcili praktycznie tylko i wyłącznie na zgłębianie kompetencji społecznych?

          Ad.2. Z jednej strony pracy jest mało, a z drugiej? Pracuję na stanowisku kierowniczym i kiedy zgłaszam zapotrzebowanie na nowego pracownika - inżyniera, z w miarę dobrym angielskim, który oprócz dyplomu ma chociaż mgliste pojęcie o tym o czym się uczył, to dostaję maksymalnie 5-10 aplikacji od kandydatów.
      • Gość: N. Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.lublin.hypnet.pl 26.05.13, 11:57
        W kilku miejscach zgadzam się z Pana wypowiedzią, jednakże muszę przyznać, że kiedy czytam podobne wywody, to mam wrażenie, że czasami "ścisłowcy" chcą na siłę udowadniać innym swoją wyższość. Nie chcę mówić, że tak jest na pewno w tym przypadku, jednak zawsze mam wtedy takie odczucie. A prawda jest taka, że coby nie mówić, to zarówno ścisłowcy, jak i humaniści są społeczeństwu potrzebni. I ścisłowiec często nie jest w stanie wykonać pewnej roboty tak dobrze, jak zrobiłby to humanista.
        "W związku z tym wolne miejsca pracy dzielą się na dwa rodzaje - takie które można obsadzić humanistą lub ścisłowcem, oraz takie które można obsadzić tylko ścisłowcem."
        Niestety, ale to totalna bzdura. Jest wiele miejsc pracy, których nie można obsadzić ścisłowcem, a trzeba to zrobić tylko i wyłącznie humanistą. Mają na to wpływ przede wszystkim uwarunkowania osobowościowe, choć oczywiście nie tylko.
        Mam wrażenie, że wielu inżynierów nie zauważa mnóstwa nisz, które tworzą się na rynku i w ogóle dość stereotypowo patrzą na cały rynek (mam na myśli stereotyp, który wykształcił się w ostatnich latach). Specjalista o umyśle ścisłym zrobi świetny genialny projekt produktu (produkt rozumiem tu baaardzo szeroko), wytworzy go świetny sposób, ale kto go potem np. sprzeda (i nie mam na myśli tylko potocznie rozumianego sprzedawcy), kto napisze świetny, ciekawy opis produktu, kto w przemiły sposób obsłuży klientów? Wszystkiego maszyna jednak nie zrobi, a przynajmniej nie w obecnym czasie. W tych dziedzinach też potrzeba pewnego rodzaju wirtuozerii, a talent do tego rzadko posiadają osoby o umyśle "ścisłym". Zależy to po prostu od osobowości, a specjaliści techniczni (dobrzy w tego typu pracy) takiej po prostu najczęściej nie mają. Nie jest to możliwe. I o ile mogą sobie poradzić z tym zadaniem, to nie zrobią tego tak dobrze, jak osoby o bardziej "humanistycznym" umyśle. Podam pewien przykład - w mojej firmie potrzebowaliśmy osoby z umiejętnością pisania. I zgłosił się do nas człowiek o ciekawym życiorysie, po studiach odbytych na kierunku ścisłym, przy tym miał doświadczenie w tworzeniu różnorakich tekstów. Niestety próbki tekstów pokazały, że nie potrafi on tak dobrze pisać, jakbyśmy tego oczekiwali od człowieka na tym stanowisku. Jego teksty były po prostu techniczne, toporne, ciężko się je czytało, nie potrafił budować historii i było widać, że nie ma on talentu do pisania. W pewnych dziedzinach na pewno by to nie przeszkadzało, ale w tym wypadku była to ogromna wada. Oczywiście to tylko jeden przykład, ale z mojej perspektywy widzę wyraźnie, że w dziale sprzedaży, czy marketingu "wygadani" ścisłowcy nie sprawdzą się. Kierunek humanistyczny to nie tylko tzw. umiejętności miękkie. Prawda jest taka, że mało jest w społeczeństwie tzw. ludzi renesansu, radzących sobie doskonale we wszystkich dziedzinach, zarówno w tych ścisłych, jak i tych humanistycznych.
        Dobrą pracę będzie miała tylko dobra, pracowita i zmotywowana osoba. Natomiast leser nie zrobi kariery nawet po ścisłym kierunku. Ilu z tych ludzi; którzy poszli na kierunki techniczne, bo jest na nie swoista moda, bo po nich będzie praca, bo nie muszą się niczym przejmować, bo wystarczy, że będą studiować ścisły kierunek, a pracodawca przyjmie ich z otwartymi rękami; naprawdę znajdzie pracę w zawodzie? To praca nad sobą i nad swoimi umiejętnościami zagwarantuje odpowiednią przyszłość.
        Najważniejsze to nie zwracać uwagi na różne propagandowe akcje (bo co nam po inżynierach, którzy nie mają serca do tego, co robią), tylko patrzeć na własne naturalne predyspozycje, umiejętności i talenty, na to, co kochamy robić. Tylko tym należy się kierować przy wyborze tzw. kariery. Tylko to sprawi, że naprawdę nie będziemy czuli, że pracujemy, choć teoretycznie będziemy to wykonywali. Choć rzeczywiście, trzeba przyznać, że ludzie się albo w tym gubią, nie potrafiąc tego odkryć, albo w ogóle z lenistwa nie chce im się tego czynić - i mam nadzieję, że to się zmieni.
        • senseiek Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 18:39
          > I ścisłowiec często nie jest w stanie wykonać pewnej roboty tak dobrze, jak zrobiłby to humanista.

          Frazesy.. zaloz firme, zatrudniaj ludzi i sprawdz..

          > Niestety, ale to totalna bzdura. Jest wiele miejsc pracy, których nie można obs
          > adzić ścisłowcem, a trzeba to zrobić tylko i wyłącznie humanistą. Mają na to wp
          > ływ przede wszystkim uwarunkowania osobowościowe, choć oczywiście nie tylko.

          Do call-center i tak scislowcy z prawdziwego zdarzenia nie beda sie pchac..

          > ziej "humanistycznym" umyśle. Podam pewien przykład - w mojej firmie potrzebowa
          > liśmy osoby z umiejętnością pisania. I zgłosił się do nas człowiek o ciekawym ż
          > yciorysie, po studiach odbytych na kierunku ścisłym, przy tym miał doświadczeni
          > e w tworzeniu różnorakich tekstów. Niestety próbki tekstów pokazały, że nie pot
          > rafi on tak dobrze pisać, jakbyśmy tego oczekiwali od człowieka na tym stanowis
          > ku. Jego teksty były po prostu techniczne, toporne, ciężko się je czytało, nie
          > potrafił budować historii i było widać, że nie ma on talentu do pisania. W pewn
          > ych dziedzinach na pewno by to nie przeszkadzało, ale w tym wypadku była to ogr
          > omna wada.

          A jakbys zatrudnil humaniste po filozofii to bys przeczytal artykul ktory by nie mial nic wspolnego ze sprzedawanym produktem, bo by facet wogole nie wiedzial o czym pisze..

          > Oczywiście to tylko jeden przykład, ale z mojej perspektywy widzę wy
          > raźnie, że w dziale sprzedaży, czy marketingu "wygadani" ścisłowcy nie sprawdzą
          > się.

          Zaden szanujacy sie scislowiec nie bedzie chcial sie zatrudnic jako akwizytor, bedzie automatyczna selekcja naturalna.
          • Gość: N. Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.lublin.hypnet.pl 26.05.13, 23:18
            Zabawne, czyżby "ścisłowców" to naprawdę bolało?

            Doprawdy są zawody, w których sprawdzi się tylko ścisłowiec, ale są też zawody, w których najlepszy będzie tylko i wyłącznie humanista. I nie ma to też wiele związku ze studiami. To już rzecz wtórna. Naturalne predyspozycje, osobowość, praca wkładana we własny rozwój - to jest najważniejsze. I zarówno taki ścisłowiec, jak i humanista, może znaleźć satysfakcjonującą, twórczą pracę. Nie wiem dlaczego typu ścisłowców próbuje na siłę udowadniać, że tak nie jest.

            "Frazesy.. zaloz firme, zatrudniaj ludzi i sprawdz.."
            Tak się składa, że sprawdzone wielokrotnie.

            "Do call-center i tak scislowcy z prawdziwego zdarzenia nie beda sie pchac.."
            A kto tu mówi o call center? Naprawdę rynek nie jest tak wąski.

            "A jakbys zatrudnil humaniste po filozofii to bys przeczytal artykul ktory by nie mial nic wspolnego ze sprzedawanym produktem, bo by facet wogole nie wiedzial o czym pisze.."
            To są dopiero stereotypy. Jeśli będą właściwe uwarunkowania osobowościowe, pasja i ciągłe doskonalenie talentu i warsztatu, a przy tym intuicja, to naprawdę żaden ścisłowiec nie ma szans z takim filozofem. Podkreślam "takim", bo chodzi tu o połączenie wszystkich tych elementów.

            "Zaden szanujacy sie scislowiec nie bedzie chcial sie zatrudnic jako akwizytor, bedzie automatyczna selekcja naturalna."
            Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że sprzedaż, a także marketing są kojarzone przez wiele osób, które zielonego pojęcia o tym nie mają, właściwie wyłącznie z akwizycją. A w ramach marketingu też możemy przecież wyróżnić chociażby analitykę (i nie jest to tylko umiejętność obsługi jednego z najpopularniejszych w Polsce programów - a przynajmniej wtedy nie możemy takiego kogoś nazywać analitykiem). A to tylko jeden przykład. Takich ciekawych, twórczych zawodów w tych dziedzinach jest jeszcze więcej, choć fakt, w Polsce wiele jeszcze tak naprawdę nie zaistniało.
            I właśnie o takim niezrozumieniu i wąskim spojrzeniu na rynek wspominałam we wcześniejszej wypowiedzi. Szkoda, że rzeczywiście wiele firm ukrywa akwizycję pod przeróżnymi fikuśnymi nazwami związanymi np. z marketingiem. Przez to psuje opinię na temat tej sztuki wśród ludzi, którzy nie wiedzą o co w tym chodzi. Trudno. To tak jak z copywritingiem i tzw. "SEO copywritingiem". Ten drugi niestety nie ma z copywritingiem nic wspólnego. Samo "pisanie" żadną wspólną jeszcze nie jest.
        • Gość: inżynier Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.swiebodzin.vectranet.pl 28.05.13, 17:10
          > "W związku z tym wolne miejsca pracy dzielą się na dwa rodzaje - takie które można obsadzić humanistą lub ścisłowcem, oraz takie które można obsadzić tylko ścisłowcem."
          Niestety, ale to totalna bzdura. Jest wiele miejsc pracy, których nie można obsadzić ścisłowcem, a trzeba to zrobić tylko i wyłącznie humanistą. Mają na to wpływ przede wszystkim uwarunkowania osobowościowe, choć oczywiście nie tylko.
          Mam wrażenie, że wielu inżynierów nie zauważa mnóstwa nisz, które tworzą się na rynku i w ogóle dość stereotypowo patrzą na cały rynek <

          Rzeczywiście zastosowałem mało znaczący skrót myślowy, żeby nie przedłużać niepotrzebnie swojego posta. Zgadza się - są na rynku nisze dla humanistów. Humanista znajdzie pracę w marketingu, ale również w firmach, które zajmują się prowadzeniem szkoleń, takich jak sztuka prezentacji, zarządzanie pracownikami itd. Tylko, że studia humanistyczne kończy co roku tysiące osób, natomiast miejsc pracy dla nich jest stosunkowo niewiele.

          > kto napisze świetny, ciekawy opis produktu, kto w przemiły sposób obsłuży klientów? <

          Kupując jakiś produkt zaglądam tylko na stronę z parametrami technicznymi. Kilkustronicowe bajeczki i wielkie napisy informujące mnie na przykład o ilości megapixeli nie są przeze mnie brane pod uwagę ;)

          Z pozostałą częścią posta się zgadzam. Tzn. Jeżeli ktoś pójdzie na siłę na studia techniczne, bo warto to słaby będzie z niego inżynier. Najlepsi są Ci, którzy realizują swoje pasje. Z drugiej strony - wiele osób z którymi rozmawiałem o rozpoczętych przez nich studiach twierdziło, że poszli na studia, żeby mieć wyższe. Żadna z takich osób nie wybrała kierunku technicznego.
      • senseiek Autor tego artykulu powinien zalozyc firme 26.05.13, 18:13
        Autor tego artykulu powinien zalozyc firme, albo przynajmniej wyobrazic sobie siebie w tej roli, a nastepnie zastanowic sie co ci humanisci mieli by robic u niego w pracy. Co filozof, politolog, itd nauczyl sie w szkole takie zeby bylo warto go przyjmowac do pracy w zawodzie w jego wlasnej firmie.. ? Co on umie wartosciowego z puktu widzenia jego firmy.. ?
    • Gość: max Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.pawluk.org 25.05.13, 11:28
      "Autor informacji pod koniec artykułu ujawnia, w jaki sposób zdobył tę "informację": dzwonił do Powiatowych Urzędów Pracy i pytał, czy są jakieś oferty pracy dla absolwentów filozofii."

      To pokazuje właśnie poziom humanistów, bo zakładam że dziennikarz nie był raczej inżynierem.
    • mieszkaniec_zgora Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 25.05.13, 12:09
      Absolwenci szkół średnich, którzy nie czują się mocni w naukach ścisłych, a jest ich przecież większość, czują się zagubieni. I chociaż z punktu widzenia ich rozwoju intelektualnego najrozsądniejszym wyborem byłoby studiowanie na którymś z kierunków humanistycznych, wybierają bezpieczeństwo narodowe. Bo choć to studia na Wydziale Ekonomii i Zarządzania (co samo w sobie brzmi dobrze), to nie ma w programie matematyki i fizyki. W ten właśnie sposób trwoni się wielki potencjał, zaprzepaszcza szanse na rozwój wielu utalentowanych humanistycznie ludzi, osłabia - modne ostatnio pojęcie - tzw. kapitał ludzki. I to często za pieniądze z programu o tej samej nazwie!

      Absolwenci szkół średnich nie czują się mocni (mocni? jacy mocni, nie są nawet mierni, dla nich to kosmos) w naukach ścisłych bowiem od lat robi się wszystko by absolwent był funkcjonalnym debilem, który z otwartą gębą rzuci się do studiowania wszelakiego szajsu na prywatnych pseudouczelniach za co płaci bezpośrednio lub niby studiowania kierunków humanistycznych na uczelniach państwowych za co płacimy wszyscy przez podatki, a pożytku żadnego.

      Filozofia (podobnie jak wszelkie humanistyczne "logie") daje niewątpliwie możliwość zrobienia kariery w filozofii, gdzie będzie się kształcić przyszłych filozofów albo w gabinecie politycznym ministra, choć tam wystarczy cokolwiek, byle znać kogo trzeba i mieć smykałkę do hochsztaplerki.

      Zbyt łatwo wdepnąć w tzw. kierunki humanistyczne, przez co wielu wartościowych ludzi marnuje się. Efektem tego na kierunki ścisłe i politechniczne przyjmuje się absolutnie każdego (inaczej należałoby zamknąć wszystkie politechniki w Polsce może poza jedną, tylko tyle jest "materiału ludzkiego"). Kończy się to tak, że inżynier na słowo "całka" chowa się w mysią dziurę i nie ma żadnego pojęcia po jaką cholerę kazali się tego uczyć.

      Brakuje nam szkół zawodowych dla "inżynierów" i ostrych limitów przyjęć dla filozofów (powiedzmy 100-200 bezpłatnych miejsc w skali kraju). Wtedy reszta albo by się polubiła z matematyką, albo z mopem w Tesco.
      • Gość: superb Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.13, 12:35
        no, autor felietonu jest doskonałym przykładem na poparcie tezy, że po filozofii można dobrze wyżyć. Jako wicek w Instytucie Filozofii dr Walczak zarabia więcej niż kasjer na kasie w markecie. Poza tym pewnie i chałturzy w katolickich liceach za co także bierze forsę. Do tego dochodzą jeszcze zajęcia na studiach zaocznych, których jemu - jako wickowi - nie brakuje. Przecież zabraknąć godzin na zaocznych to może jakiemuś tam asystencinie ale nie wicedyrektorowi.

        jedna rzecz jest jednak smutna i przeczy tezie bardziej ogólnej. Przypadek dr. Walczaka dowodzi smutnej tezy o poziomie Uniwersytetu Zielonogórskiego. dr Walczak dawno powinien napisać rozprawę habilitacyjną. Ile to lat już dyrektoruje jako doktor? Uniwersytet Zielonogórski doktor Walczak potraktował tak jak większość pracowników UZ - uniwersytet jest dla wicedyrektora Walczaka miejscem pracy, bankomatem, czymś gdzie się jakoś tam pracuje. Jako wicedyrektor dr Walczak zapomniał, że uniwersytet to nie jest zwykłe miejsce pracy ani też szkółka powiatowa, w której uczy się lekcji religii na spółkę z Dragułą. Uniwersytet to także nie miejsce, w którym - jak twierdzi dr Walczak - miejsce zdobywania wykształcenia uniwersalnego. Uniwersytet to przede wszystkim ośrodek naukowy - tu kwestie dydaktyczne są drugo- a może nawet trzeciorzędne. Ale dr Walczak ma to pewnie gdzieś, habilitację może gdzieś tam wystuka na klawiaturce w przerwie między jedną lekcją religii a dyrektorowaniem. Potrwa to może trochę dłużej niż na to pozwala ustawa, no ale przecież jest wicedyrektorem i ujdzie mu to płazem - czyli wszystko w zielonogórskiej normie. I jak ten nasz zielonogórski uniwersytet ma wyzbyć się swojej zaściankowości?
        • Gość: superb Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.13, 13:43
          i jeszcze jedno - spadek prestiżu uniwersytetu jest dr. Walczakowi paradoksalnie na rękę. W jego interesie jest to, by opinie UZ były jak najgorsze. Bo on - jako kiepski naukowiec (pardon zamiast kiepski naukowiec miało być: autor kilkustronicowych tekścideł wydawanych w zbiorówkach przez oficynę byłej WSP) - tylko w kiepskim ośrodku akademickim może zostać wicedyrektorem instytutu.
          Czy ktoś poważny, zdrowy na ciele i umyśle jest w stanie wyobrazić sobie dr. Walczaka na stołku dyrektorskim powiedzmy w IFil w Krakowie czy we Wrocławiu?

          Dlatego dopóki na UZ będzie przeważała kadra dydaktyczna złożona z "funkcyjnych" doktorów, którzy zamienili ambicje i aspiracje naukowe na karierę w strukturach urzędniczych nasz uniwersytet zamiast kształcić młodzież będzie produkował bezrobotnych. O tym trzeba pisać wprost.
        • Gość: autor Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: 93.154.138.* 25.05.13, 13:50
          Szanowny Superb!
          Jako autor listu z uwagą obserwuję dyskusję - wszak po to ten list powstał aby ją wywołać. Cenię sobie wszelkie wypowiedzi, które coś wnoszą.
          Twoja wypowiedź jest żenująca i zupełnie nie na temat. Ale to w zasadzie Twoja sprawa - sam sobie wystawiasz świadectwo, choć nie masz odwagi takiej wypowiedzi podpisać nazwiskiem. Reaguję tylko dlatego, że oczerniając mnie podajesz nieprawdziwe informacje:
          - na rozwój naukowy mam ustawowo jeszcze sporo czasu - proszę wskaż mi kogoś kto 7 lat po doktoracie jest już "dawno po habilitacji";
          - nie mam dużo zajęć zaocznych, tymbardziej nie - jak sugerujesz - kosztem innych, mam ich niewięcej niż pozostali pracownicy instytutu;
          - nie uczę nigdzie religii!
          Widzę, że jesteś "dobrze zorientowany" - myślę więc, że sie znamy. Zapraszam więc do mnie opowiem Ci jak to super być zastępcą dyrektora i jak to dzięki temu się dorabiam. Jeśli Ci starczy odwagi.
          Jak komuś brakuje argumentów merytorycznych to wtedy używa argumentu ad personam. Mam nadzieje, że skupimy sie na rozmowie o problemie. O co do wszystkich apeluję.
          • Gość: autor Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.free.aero2.net.pl 25.05.13, 14:10
            I jeszcze jedno - bo raczyłeś rozszerzyć swoją wypowiedź.
            Na temat mojego dorbku też chętnie z Tobą porozmawiam jeśli będziesz łaskaw się z nim zapoznać. Znów podajesz nieprawdziwe informacje - co zdradza Twoje intencje.
            Każdy może sie zapoznać z dorobkiem pracowników UZ - przynajmniej ilościowo - w bazie SKEP (publikacje.uz.zgora.pl:7777/skep/toolbox.show_main_page_pl) i sprawdzić na ile prawdziwe jest to co o mnie piszesz.
            • Gość: czytający Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.13, 11:39
              Szanowny Autor raczył się pochwalić. Tylko co z tego wynika? W podanej liście publikacji widać, iż "tytan intelektu" popełnił w latach 2010-1012 aż 4 (słownie cztery) publikacje. Lekko sobie licząc jedna na dziewięć miesięcy. Żartując sobie można stwierdzić iż każda "ciąża intelektualna" została donoszona.
          • Gość: superb Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.13, 14:24
            nie "szanowny" a "szanowna" :) - to tyle w kwestii końcówek rodzajowych.
            mogłabym odpowiedzieć na twój wpis autorze, ale jak tu polemizować z niszczącymi argumentami w stylu: "żenujący", "zupełnie nie na temat", "oczerniający mnie".

            Szanowny Autorze,

            spoglądając w mrok musisz mieć świadomość, że i mrok może zacząć patrzeć na ciebie. nie przywołuj publikacji ze SKEP, bo może się okazać, że twoje kilkustronicowe wypociny na temat Ingardena publikujesz w kilku różnych pisemkach, co jest częstą praktyką tzw. autoplagiatu popełnianego przez mało twórczych akademików, którzy muszą wyrobić limit tzw. punktów za publikację. A to może się okazać śmieszne. Czyż nie sądzisz? Czyż nie mam racji? Hę?
          • annajustyna Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 10:49
            Jak chcesz, to Ci wskaze kogos, kto jest dawno po profesurze i do tego nie z filozofii...
          • pkozar Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 12:57
            Tak na marginesie, Panie Doktorze, te wszystkie "tymbardziej" i "niewięcej" - to zacięła się spacja, czy tak miało być?

            MSPANC
      • joanelle Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 03.07.13, 14:31
        mieszkaniec_zgora napisał:


        > Brakuje nam szkół zawodowych dla "inżynierów" i ostrych limitów przyjęć dla fil
        > ozofów (powiedzmy 100-200 bezpłatnych miejsc w skali kraju). Wtedy reszta albo
        > by się polubiła z matematyką, albo z mopem w Tesco.

        Kochany, bez polubienia z matematyką nie da się skończyć filozofii - odpadnie się na egzaminie z logiki. Jednym z dwóch.
    • paul123 Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowie? 25.05.13, 14:08
      img5.demotywatoryfb.pl//uploads/201305/1369354262_tg2mlx_600.jpg
      Tyle w temacie ;)
      • Gość: bacha Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.uz.zgora.pl 25.05.13, 16:04
        Frytki, to wbrew pozorom bardzo filozoficzne, jesli by sie glebiej zastanowic. A co do inzynierow i humanistow - to taki przyklad. My, biorac z Zachodu i snobujac sie na Zachod zapominamy o tym, co dla nas niewygodne. Ciekawe ze w MIT - najlepszej uczelni technicznej swiata - studenci studiuja nie tylko filozofie, ale obowiazkowo takze antropologie filozoficzna. I jakos im tam nie zawalaja sie mosty, a liczba wdrozen i patentow przerasta kilkakrotnie te, ktore sa w Polsce. Przypadek? A moze to studia o tym, jak argumentowac, jak prawidlowo definiowac, o ideach wiolnosci i sprawiedliwosci - pomagaja im. Ciekawe tez, ze filozofia jest najczesciej wybieranym kierunkiem do studiowania jako drugi kierunek. Ciekawe, ze wiekszosc tych wszystkich wielkich uczonych inzynierow (UCZONYCH inzynierow), lekarzy, astronomow, matematykow - to byli takze filozofowie. A glupole (-lki) wszedzie rosna niesiani, nie warto nawet tego komentowac.
        • Gość: superb Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.13, 16:13
          no, oto klasyczny błąd przesunięcia kategorialnego (lekcja logiki się kłania w pas) - przywołać w dyskusji o kształceniu bezrobotnych na "śmieciowym uniwerku" standardy nauczania na MIT. Pięknie, coraz większe perły nonsensu rzuca się przed wieprze. Brakuje tu tylko dyrekoro-doktorka Walczaka z wpisem o tym, że on juz dawno napisał swoją autorską wersję "Traktatu logiczno-filozoficznego" tyle, że nie znalazło się na kuli ziemskiej wydawnictwo, które zechciałoby owo dzieło opublikować. Z tego powodu jest on zmuszony do pisania czterostronicowych notek na temat roli Kartezjusza we współczesnym nauczeniu etyki w gimnazjum katolickim. Buahahahahahahahahahahahahhahaha :)))))
          • Gość: arek Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.ghnet.pl 26.05.13, 11:07
            idź już dziewczynko spać, bo zaśmiecasz to forum. Zaatakowałaś autora swoimi kłamastwami, zresztą niemającymi związku z tematem, a teraz bełkoczesz coś o logice.
            • Gość: asdf Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.60.citypartner.pl 26.05.13, 11:33
              No, ale może ma rację? Skąd mam wiedzieć jako osoba postronna kto tu ściemnia? Czy autor listu czy też jakaś anonimowa kobieta (która mogła pracować na UZ)?
          • Gość: do superb Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.204.240.3.dsl.dynamic.t-mobile.pl 27.05.13, 09:45
            Autor artykułu powinien się zastanowić, bo jeżeli rozpowszechniasz kłamstwa na jego temat, to zamiast lekceważyć takie wypociny, mógłby ciebie wyśledzić, co można zrobić, bo są znamiona przestępstwa, naruszanie dobrego imienia poprzez rozpowszechnianie fałszywych informacji.

            Ale pewnie autor to zlekceważy, jak robi to większość, bo szkoda czasu na babranie się w forumowym gnoju.

            Poza tym, nie rozumiesz, czym jest przesunięcie kategorialne i nie pouczaj w kwestii "lekcji logiki", bo chyba ci ich zabrakło. W tej wypowiedzi "przesunięcie kategorialne" ma w najlepszym razie znaczenie retoryczne. A retoryka to marna, niemal brak w tym kraju dyskusji, w których nie padałby argumetn ad personam (poszukaj w google co to znaczy i staraj się nie stosować). Zawsze trzeba narobić na autora, bo to prostsze niż odnieść się do rzeczy.

            Co do meritum: znam świetnie prosperujących filozofów i świetnie prosperujących ścisłowców, życiowo, emocjonalnie i finansowo, a także takich z obu "obozów", którym się wiedzie wręcz przeciwnie. Wniosek jest taki, że wszystko zależy od człowieka. Gamoniowaci bywają i ścisłowcy i humaniści.

            Oczywiste jest, że zależy mu na tym, aby kształcenie humanistyczne było składową wyższego wykształcenia. Co w tym dziwnego. Ale znając sytuację z róznych uczelni w kraju, mogę go pocieszyć, że dla filozofów zawsze jest zajęcie, takie przedmioty jak filozofia, historia filozofii, etyka, problemy filozofii, podstawy logiki itp. są na każdym niemal kierunku. Pracy dla wykładowców nie zabraknie! Dlatego ocenianie jego motywacji jako egoizmu "bo brakuje godzin" jest nieuzasadnione.
        • mmmmmm000 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 25.05.13, 19:04
          Nie wiem czy jesteś filozofem, ale najwyraźniej filozofujesz dość nielogicznie...

          Krótko mówiąc fotografujący lekarz, to nie to samo, co leczący fotograf!
        • paul123 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 00:44
          bacha napisał(a):
          " Ciekawe ze w MIT - najlepszej uczelni technicznej swiata - studenci studiuja nie tylko filozofie, ale obowiazkowo takze antropologie filozoficzna"

          Ja jestem absolwentem PWr z kierunku czysto inzynierskiego/scislego. Na studiach mielismy jako przedmioty dodatkowe, wlasnie zajecia humanistyczne i menadzerskie/ekonomiczne. Na pierwszym roku dwa wymuszone po czesci tak by zachecic, na kolejnych semetrach juz tylko jako dodatkowe i to tematycznie do wyboru, do koloru, co kto chcial a wybieralo sie sposrod 50 roznych zajec. Oczywiscie korzystalem z tego bo nie byly one ciezkie do zaliczenia. W kazdym badz razie mialem wlasnie filozofie oraz rewelacyjny przedmiot "Inzynierska skutecznosc w pisaniu i mowieniu", prowadzona przez prof Andrzeja Wiszniewskiego, bylego ministra i doradzce Jerzego Buzka. Gosc mial tak gadane a tematyka jego zajec byla na tyle wciagajaca, iz mimo poznych zajec (jako ostatnich w danym dniu) i banalnego zaliczenia mial frekwencje na kazdych zajeciach w granicach 95 - 100%. Ta wiedza, ktora tam poznalem przydaje mi sie do dzis w prowadzeniu szkolen, konferencji i pisania oficjalnych pism. I powiem Ci teraz tak i obys to zapamietal: Uczysz sie nauk scislych jako PODSTAWY twojego wyksztalcenia i DODATKOWO poznajesz nauki humanistyczne, pomagajace Ci zrozumiec swiat i obyczaje ludzi, lecz NIE NA ODWROT czyli uczysz sie filozofii by tylko dodatkowo liznac troche matematyki. Jest to kompletnie zbedna kombinacja.
          • Gość: ? Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 11:22
            Paul123, faktycznie łatwo było zaliczyć, skoro do dziś nie wiesz, że nie pisze się "W każdym bądź razie", bo to błąd. Na salony to ty nie wejdziesz z takim językiem, ale wśród podobnych sobie ścisłowców na pewno będziesz brylował :)
            • paul123 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 12:38
              zeby miec kase i to co chce, nie potrzebuje salonow. zreszta, bylem juz na tylu salonach ze nie zlicze i wiesz co... niech ci sie nie wydaje ze tam sami medrcy i filozofowie przychodza... LOL. Chyba ze kogos takiego jak ludzi ze swiata polityki (i to tych najgorszych) uwazasz za swoj autorytet i wzor do nasladowania.
        • Gość: XT60 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi IP: *.internetia.net.pl 26.05.13, 11:20
          MIT jest prywatną uczelnią i może nawet zrobić kierunek "kolorowanie kolorowanek" jeśli znajdą się studenci gotowi zapłacić czesne.
          Zresztą podejrzewam że na tą filozofie to idzie bananowa młodzież, bo kto normalny mając szanse na studiowanie w MIT wybrałby kierunek nietechniczny ?
          • gromek1 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 12:28
            To nie tak.
            Uniwersytety w Stanach są inaczej skonstruowane. MIT pomimo swej nazwy to nie tylko Institute of Technology. A program studiów jest znacznie bardziej elastyczny niż u nas. Są przedmioty obowiązkowe, grupy przedmiotów z których obowiązkowo trzeba kilka wybrać i kilka dowolnych (obowiązkowych w tym sensie że trzeba je zaliczyć) wybieranych przez studentów.
            • paul123 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 12:40
              gromek1 napisał:
              "A program studiów jest znacznie bardziej elastyczny niż u nas. "

              Mow za siebie i swoj UZet. Ja na PWr mialem dokladnie tak samo:
              "Są przedmioty obowiązkowe, grupy przedmiotów z których obowiązkow o trzeba kilka wybrać i kilka dowolnych (obowiązkowych w tym sensie że trzeba je zaliczyć) wybieranych przez studentów."

              patrz na jeden z moich postow wyzej.
              • gromek1 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 12:41
                Czytaj ze zrozumieniem proszę, nie pisałem o UZ, w życiu tam nie byłem.
                • paul123 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 12:57
                  Czytam bardzo dobrze ze zrozumieniem i chyba bardzo dobrze zrozumialem zwrot ze u nas rzekomo tak nie ma a to sa bzdury. Tutaj mozesz sie bardziej w to wglebic:
                  www.akz.pwr.wroc.pl/
                  A tu nasz katalog zajec:
                  www.akz.pwr.wroc.pl/katalog_zap.pdf
                  z poczatku jezyki - bardzo duzy wybor (kursy i egzaminy, kursy profilowane, certyfikaty), potem zajecia i sekcje sportowe, na koniec przedmioty humanistyczno-menadzerskie w tym az trzy zwiazane z filozofia. Zreszta bardzo teraz tego malo. Za moich czasow wybor tych ostatnich byl trzy razy wiekszy.
                  • gromek1 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 13:06
                    Dałeś przykład świetnej, topowej w warunkach polskich uczelni. Widać, że PW idzie w dobrym kierunku. Ja skończyłem studia dość (cholera! bardzo dawno) na AGH w Krakowie, poza zmianą nazwy niestety nie zmieniło się wystarczająco wiele, poza masowym naborem na studia zaoczne (efekt reguły pieniądze idą za studentem i konieczności zapewnienia pensum dydaktyki).
                    Przykład PW jest budujący ale niestety niezbyt reprezentatywny w skali kraju.
                    • paul123 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 13:15
                      PWr jak juz, bo PW to Politechnika Warszawska. I zeby nie bylo... nie jest to zadna nowosc. Te zapisy mialem na studiach 10lat temu! A i tak nie wiem kiedy to pierwszy raz wprowadzili. Malo tego, na uczelni obowiazywaly i obowiazuja nadal zapisy wydzialowe na przedmioty glowne, ktore sa objete obowiazkowym programem nauczania. I poza wykladami, ktore sa w ogromnych salach dla wszystkich razem, wybieralo sie tak samo cwiczenia i laborki - rozne dni, godziny i co najwaszniejsze - rozni prowadzacy.
        • black_halo Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 11:43
          > Ciekawe, ze wiekszosc tych wszystkich wielkich uczonych inzynierow (UCZONYCH in
          > zynierow), lekarzy, astronomow, matematykow - to byli takze filozofowie. A glup
          > ole (-lki) wszedzie rosna niesiani, nie warto nawet tego komentowac.

          No wiec oni byli filozofami, ktorzy jakos sie zapisali w historii. Sredni absolwent tego kierunku w Polsce raczej zadnego wiekszego dziela nie napisze.
          • gromek1 Re: Jakie pytania zadaja czesto polscy filozofowi 26.05.13, 12:30
            Bo do XIX wieku można było ogarnąć całość wiedzy.
            Później postęp techniczny był tak szybki, że konieczna była specjalizacja. Chyba pierwszy zasygnalizował to Kant.
    • mmmmmm000 mylenie humanizmu z miernotą intelektualną... 25.05.13, 16:27
      Jeśli nie rozumiesz matematyki (która not'a bene jest królową nauk), to wcale nie znaczy, że jesteś humanistą... To znaczy tylko (i aż) tyle, że masz kłopot z logicznym rozumowaniem. Nie będzie więc z ciebie ani "ścisłowiec" ani humanista...

      W Polsce niestety jest tak, że humanistami nazywają cię ci, którzy są na ogół miernotami intelektualnymi, bo nie potrafią logicznie myśleć. Ten brak logiki przejawia się choćby w tym, że kończą studia w kierunkach, które nie gwarantują im zatrudnienia, o rozwoju społecznym nawet nie wspominając. Nie wiedzą jak funkcjonuje gospodarka i skąd się bierze praca oraz pieniądze - które w dzisiejszych (i nie tylko dzisiejszych) czasach są podstawą egzystencji. To jest dowód na brak umiejętności analitycznego myślenia. Do tego marnują swoje najlepsze lata życia czyli pogarszają sobie warunki startu w dorosłe życie...
      • Gość: bibi Re: mylenie humanizmu z miernotą intelektualną... IP: 195.150.224.* 26.05.13, 12:51
        To prawda, że jak ktoś nie umie/nie lubi matematyki, mówi że jest humanistą - i jest to koszmarnie głupie i błędne, podobnie jak cały ten podział na "scisłowców" i "humanistów" - uważam że we współczesnym świecie nie można być tylko jednym albo tylko drugim - trzeba to połączyć, pozostaje tylko kwestia proporcji.

        Ale równie głupie jest myślenie, że ktoś kto wybiera kierunek studiów który nie daj mu zatrudnienia jest nierozsadny i nie postafi analitycznie myslec. To patrzenie przez pryzmat tego, ze jedyna wartoscia w zyciu sa pieniedza. A dla wielu osob NIE SĄ. I ludzie nie wybieraja "dziwnych" kierunków dlatego że są nierozsadnymi idiotami, tylko dlatego że chcą uczyć się czegoś co ich interesuje, rozwija, a nie czegos co da im zawód. Można dyskutowac czy to rozsadne czy nie, ale jest to ich swiadomy, dobrowolny wybór. Ci ludzie wierzą, że jeśli cą w czymś dobrzy, kochają to, robią to z pasją - znajdą zatrudnienie. I nie musi im zależeć na pracy w olbrzymiej firmie za 3 tys. miesiecznie. Wystarczy im ośrodek kultury za 1500. I może ciężko to zrozumieć, ale oni tak chcą, tak wolą, to wybierają i z takim wyborem jest im dobrze.
    • mmmmmm000 Walczak reprezentuje "śmieciową" naukę!!! 25.05.13, 17:29
      Jeśli to jest oficjalne podejście, oficjalne stanowisko UZ w kwestii kształcenia studentów to... tylko współczuć! Tego człowieka trzeba jak najszybciej zmienić!!! Aż wstyd, że ludzie z taką logiką myślenia kierują nauką w uniwersytetach. Widać od razu, że HUMANISTA!

      ad.:Kto wyrolował studentów
      A niby jak w normalnej zdrowej gospodarce ma to wyglądać? Jeśli kraj ma się rozwijać, to muszą powstawać przedsiębiorstwa produkcyjne lub usługowe czyli takie, które są w stanie coś konkretnego wytworzyć. Podział tych dóbr (w przeliczeniu na pieniądze) zwiększa zasobność całego społeczeństwa i poszczególnych jego obywateli. Co jest w stanie wytworzyć socjolog albo filozof??? Ile dóbr konsumpcyjnych jest w stanie wytworzyć fabryka zatrudniająca 200 psychologów w z jednym inżynierem, a ile fabryka zatrudniająca 200 inżynierów i jednego psychologa??? Powtarzam - podstawą rozwoju gospodarczego jest wytwórczość, czyli wzrost gospodarczy. I żaden filozof tego nie zmieni. Jeśli nie będzie wzrostu gospodarczego napędzanego przez przemysł, to i filozof będzie klepał biedę.

      ad: Bo skończą na kasie w marketach i Budujecie fałszywą świadomość
      A niby gdzie kończą? Bo mimo całej tej krytyki wypowiedzi ludzi, którzy faktycznie wiedzą co mówią, jakoś się nie dowiedziałem jaka jest ta "prawdziwa prawda". No to w końcu gdzie znajdują pracę filozofowie jeśli nie na kasie w markecie??? Pomimo "braku analiz" tak samo jak specjaliści od biznesu, którzy są "jedynie" PRZEKONANI, że filozofowie nie znajdują pracy, tak autor, zarzucający im brak zorientowania sam jest jedynie przekonany, że nie mają oni racji. Jakoś bardziej wierzę tym ludziom - dużo bardziej związanym z biznesem.

      ad.: Gdzie pasja, etyka, zdolność adaptacji
      Ale to czego uczą kierunki humanistyczne, mimo, że ma pewne wspólne cechy z kierunkami ścisłymi jest daleko niewystarczające. Kłania się tutaj właśnie znajomość podstawowych różnic pomiędzy kształceniem humanistycznym i ścisłym. To tak, jakby powiedzieć, że właściwie każdy może zajmować się informatyką, bo przecież każdy ma jakiś związek z komputerem... Inaczej - to, że mamusia nauczy kogoś ładnie jeść nożem i widelcem nie kwalifikuje go do zawodu kelnera...

      ad.:Filozof nie jest frajerem
      No cóż - skoro pracują i realizują się w innych branżach, to krótko mówiąc stracili wiele lat nauki na uczenie się rzeczy zupełnie niepotrzebnych i w nowych zawodach musieli się wszystkiego uczyć od początku. Czyli mieli po prostu gorszy start od swoich rówieśników. Nie da się filozofii traktować jak podwalin do każdego, dowolnego zawodu! A czy absolwenci kierunków ścisłych mogą się znaleźć w takiej samej sytuacji? Owszem mogą, ale pewne podwaliny wiedzy nabyte na kierunkach ścisłych są wspólne (jak matematyka czy fizyka) dla kierunków pobocznych, które można dużo łatwiej realizować niż po filozofii. Dużo łatwiej z inżyniera dróg i mostów stać się inżynierem budownictwa niż z filozofa.
      A czy ktoś żałuje? Ja znam wielu takich, którzy żałują...

      ad.: Trwoni się wielki potencjał
      Ludzie, którzy nie radzą sobie z naukami ścisłymi to nie żaden potencjał ale grono osób, które będzie musiało żyć z tego, co wytworzą absolwenci nauk ścisłych. No tak to niestety wygląda w brutalnej gospodarce rynkowej. Filozof tudzież literat czy historyk sztuki to osoba, która może w zasadzie żyć wyłącznie z pensji (poza nielicznymi wyjątkami), którą wypłaci jej jakaś instytucja zasilana budżetem państwa tudzież samorządu. Na ten budżet będą składały się podatki odprowadzone przez firmy zajmujące się konkretną produkcją i usługami. Firmy, w których będą pracowali absolwenci kierunków ścisłych. Prawidłowy rozwój społeczno gospodarczy wymaga zachowania prawidłowych proporcji między jednymi a drugimi. Lepiej więc, jeśli ktoś, kto nie radzi sobie z myśleniem ścisłym, wybrał kierunki "okołościsłe" i dołączył do grupy dokładającej się do wspólnego narodowego budżetu niż znalazł się po stronie jego utrzymanków.

      od.: A jak zechcą innych "fachowców"
      A NIBY JAK INACZEJ ??? Czy jeżeli państwo (czy ktokolwiek) wydał mnóstwo pieniędzy na np. badania nad rozwojem monitorów kineskopowych, to znaczy, że trzeba za wszelką cenę dalej brnąć w monitory kineskopowe??? Otóż jeśli za kilka, kilkanaście lat inwestor stwierdzi, że potrzebuje innych fachowców, to... trzeba tych fachowców wykształcić, bo to tak nie funkcjonuje (na całym świecie tak nie jest), że biznes rozwija akurat te gałęzie przemysłu, w których nauka wytworzy kadry. Odwrotnie - to biznes poprzez finansowanie badań kształtuje rozwój nauki. Z resztą humanizmu się biznesowo wykorzystać na dużą skalę nie da.
      • Gość: aqq Re: Walczak reprezentuje "śmieciową" naukę!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.13, 17:54
        A potem się dziwią, ze po studiach stoją przy "angielskich zmywakach", gdy murarz często tylko po zawodówce potrafi znaleźć się na zagranicznym rynku, stworzyć jednoosobową firmę i ... zarabiać.
        Ale humaniści wiedza lepiej co jest dobre , a co nie.
        • Gość: Zosia Bardzo interesująca dyskusja IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.05.13, 19:18
          Pan Paweł Walczak zainicjował bardzo ciekawą dyskusję na temat studiów humanistycznych. Na pewno nie jest nam potrzeba tylu filozofów czy psychologów. Niemniej jednak gdyby świat składał się z samych informatyków czy technokratów stałby się przerażający. Myślę, że światu potrzebni są i humaniści i ludzie uzdolnieni technicznie.
          Dla mnie - osobiście - wstrząsająca jest wypowiedź pani o nicku Superb, która anonimowo zaatakowała autora listu na forum publicznym. Świadczy to o braku wszelkich norm etycznych i małości charakteru. Chocby dlatego potrzebna jest etyka, czy filozofia, aby świat nie wypełnił się odczłowieczonymi robotami.
          Jeśli pani o nicku Superb ma animozje w stosunku do wspomnianego autora to proponuję porozmawiac z nim osobiście. Jako czytelniczkę interesuje mnie treśc listu, a nie prywatne przepychanki. A fe!
          • Gość: inżynier Re: Bardzo interesująca dyskusja IP: *.swiebodzin.vectranet.pl 25.05.13, 20:44
            >Niemniej jednak gdyby świat składał się z samych informatyków czy technokratów stałby
            > się przerażający. Myślę, że światu potrzebni są i humaniści i ludzie uzdolnieni
            > technicznie.

            Chyba trochę przesadzasz. To, że ktoś jest ścisłowcem, to jeszcze nie znaczy, że ma psychikę androida. Jestem inżynierem, pracuję w wyuczonym zawodzie, ale po południu, w ramach hobby gram na gitarze (mam za sobą nawet płyty i kasety wydane na tzw. scenie niezależnej) i zajmuję się fotografią. Wielu ścisłowców których znam również ma hobby zupełnie nie związane z inżynierią - sport, malarstwo, numizmatyka i inne. Ale zgadzam się z tym, że światu potrzebni są również humaniści - ktoś musi obsługiwać te kasy w markecie ;).
            • Gość: maruti Re: Bardzo interesująca dyskusja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 13:13
              Super, 'ścisłowcy' mają hobby :)

              Przecież nie o to chodzi.

              Jestem akurat po kierunku ścisłym, ale pracuję w branży kultury. Nauczyłem się przez to szanować 'humanistów'. Chodzi jednak o pewne inne spojrzenie, pojmowanie świata, bogactwo. O wzajemne uzupełnianie się. Świat bez humanistów nie byłby akulturalny, ale jednak sposób myślenia 'humanistów' i 'ścisłowców' na tyle się jednak różni, że świat byłby wadliwy, gdyby jedna ze stron upadła.

              Poza tym - problemem współczesnego świata nie jest nadmiar polonistów i filozofów, a wysyp marketingowców i zdehumanizowanych absolwentów uczelni ekonomicznych, nastawionych na bezmyślny zysk, nieograniczony niczym postęp, którzy doprowadzili do postawienia krwiożerczego kapitalizmu na piedestale. Tymczasem napuszcza się graczy drugiego szeregu, czyli humanistów i ścisłowców na siebie.
              • Gość: clue clave Re: Bardzo interesująca dyskusja IP: *.centrume.krakow.pl 26.05.13, 22:50
                zgadzam się, że jest to kolejne dzielenie. w swojej pracy przyszło mi pracować z absolwentami uczelni ekonomicznych, często przekonanymi o swojej wyższości i wspaniałych perspektywach zatrudnienia. Jakieś było nieszczęście, gdy okazywało się, że tę samą pracę równie dobrze lub lepiej wykonywała osoba po administracji, filologii albo jeszcze bez skończonych studiów. Jakież było nieszczęście, gdy kiedyś wspomniałam, że ekonomia jest nauką społeczną, podobnie jak psychologia, historia czy socjologia. To wzbudzało zrozumiałe oburzenie, w końcu towarzystwo takie... niezacne ;).
                Nie mamy szacunku do nauki, ani do wykształcenia, zwłaszcza cudzego, bo przecież gorsze. A czasy wymuszą coraz większą elastyczność na rynku i wygrywał będzie ten, który będzie zdolny do szybkiego elastycznego przekwalifikowania. nieważne czy na dyplomie będzie miał mgr filologii czy fizyki.
          • Gość: mmmmmm000 Re: Bardzo interesująca dyskusja IP: *.net.pbthawe.eu 25.05.13, 20:54
            Nikt nie mówi, że oni są całkiem niepotrzebni, ale ich obecna liczba jest absolutnie nieproporcjonalna do potrzeb. Sam fakt, że uczelnie są akurat przygotowane do kształcenia w takich właśnie kierunkach, a tym bardziej, że właśnie tyko do takiego kształcenia jest przygotowana kadra nie są żadnym argumentem by kształcić w bezużytecznych zawodach, marnując młodym ludziom życie.
            Co by było, gdyby uniwersytety (np. ekonomiczne) nadal kształciły fachowców od gospodarki planowanej (takiej PRL-owskiej) tylko dlatego, że trzeba jakoś "zagospodarować" wykładowców... Albo po '89 roku nadal w szkołach uczono by masowo rosyjskiego zamiast innych, bardziej przydatnych języków, bo nie byłoby co zrobić z rusycystami. Oczywiście każdy rusycysta gotów byłby bronić potrzeby dalszego masowego nauczania rosyjskiego łącznie z użyciem argumentu, że przecież komunizm w każdej chwili może jeszcze wrócić.

            Szkoły wyższe, w tym oczywiście uniwersytety powinny wciąż na siebie ciężar i honor unowocześniania państwa. Bo tworzą je ludzie, którzy powinni stanowić elitę intelektualną narodu. Tym czasem okazuje się, że są to ludzie o betonowych poglądach, niereformowalni, nienowocześnie i w ogóle nie rozumiejący współczesnego świata i mechanizmów nim rządzących. Ludzie, którzy z prawdziwą nauką, nowoczesnością, świeżym i nowoczesnym podejściem do kształtowania świadomości młodzieży, nie mają nic wspólnego. Źle to wróży na przyszłość całemu naszemu krajowi.
            Takim ludziom - jak wynika z wypowiedzi - nie wystarczą sugestie premiera czy biznesmenów wyrażające oczekiwania gospodarki. Tacy ludzi są głusi na jakiekolwiek argumenty tkwiąc we własnych przekonaniach co jedynie dowodzi ich oderwania od rzeczywistości. Będą starali się argumentować, że rzeczywistość jest inna niż jest tylko dlatego, że oni są co do tego "przekonani". Gotowi są nawet na tą okoliczność wytoczyć wiele "naukowych" argumentów. Wszystko to niestety świadczy o ciasnocie intelektualnej naszej polskiej nauki.

            Warto przy okazji zauważyć, że cały system polskiej naukowości jest skonstruowany nieco absurdalnie. Nie ma nic dziwnego w tym, że polscy naukowcy prawdziwe kariery robią poza Polską. Choćby fakt możliwości napisania magisterki czy doktoratu praktycznie wyłącznie w oparciu o literaturę publikowaną przez innych (często starszych) naukowców. A co, jeśli jakiś doktorant ma swoje własne, rewolucyjne, dotąd niepublikowane opinie na określone tematy? Współczesny Kopernik nie miałby szans na doktorat, bo musiałby przeprowadzić dowód na poparcie swej heliocentrycznej tezy, w oparciu o opracowania poprzedników, twierdzących... coś zupełnie odwrotnego. Podobnie w przypadku tytułów profesorskich. Dopiero w zasadzie profesor może sobie pozwolić na własne przekonania. Tyle, że zwykle są to ludzie już w takim wieku, że niewiele im się już chce... To się nie przyczynia do rozwoju nauki, a największe wynalazki, niezgodne z doktrynami uniwersyteckimi, zamiast w uniwersyteckich laboratoriach, powstają w garażach. Działa to w taki sposób, że jeśli ktokolwiek odważy się na podważenie wcześniejszych opracowań kadry naukowej, to ta kadra zrobi wszystko, by takiemu komuś tytułu naukowego po prostu nie dać... Ktoś taki - nawet jeśli będzie miał jak najbardziej słuszne przekonania i będzie miał rację - to nikt z nim nie podejmie rzeczowej dyskusji, bo przecież "nie będzie gadał z nie naukowcem"...
            Niestety Walczak jawi się w tym co napisał jako typowy uniwersytecki beton i to taki klasy mniej więcej B-60.
            • gromek1 Re: Bardzo interesująca dyskusja 26.05.13, 12:37
              z rosyjskim się nie zgadzam.
              To wciąż lingwa latina byłego ZSRR, użyteczna nie tylko w Rosji.
              Ludzi znających angielski, niemiecki i francuski jest w Europie na pęczki. Mając naturalną przewagę w postaci pokrewieństwa językowego (jedynie Bułgarzy i Serbowie są bliżej rosyjskiego niż my) i wieloletniego systemu nauczania tego języka, z przyczyn ideologicznych (nie będziemy się uczyć kacapskiego a co!) sami się jej pozbyliśmy.
      • mmmmmm000 Re: Walczak reprezentuje "śmieciową" naukę!!! 25.05.13, 19:01
        To raczej studenci i absolwenci UZ zostali zrobieni w balona.
        Kiedy powstawał UZ, łudzono potencjalnych studentów, że po jego ukończeniu otworzą się przed nimi szerokie możliwości rozwoju. Pierwsze roczniki nawet w to uwierzyły. No bo przecież dyplom ukończenia uniwersytetu to jest "coś" znacznie więcej niż jakiejś tam innej szkoły wyższej. Problem w tym, że małe uniwersytety zamiast dociągnąć poziomem do tych dużych (tych z dużo większymi tradycjami, renomą i osiągnięciami), raczej obniżyły ogólny poziom uniwersytecki. Prawdziwe uniwersytety pozostały uniwersytetami, a te nowe (przynajmniej większość z nich) nadal pozostała mentalnie nieuniwersyteckimi szkołami wyższymi tyle, że na prawach uniwersytetu.
        Absolwenci szkół średnich uwierzyli w to, że ukończenie UZ zapewni im taki sam start jak UAM czy UWroc. No i po latach się okazało, że niekoniecznie. Ludzie mieli nadzieję, że oferowane kierunki kształcenia zapewnią im miejsce na rynku pracy. Żaden młody człowiek chyba sobie nie wyobrażał, że jakakolwiek uczelnia może kształcić studentów w kierunkach zupełnie nieprzydatnych. Przecież to jest zwykłe oszustwo! To tak jakby zatrudnić pracownika oferując mu w perspektywie stanowisko kierownicze, a potem oświadczyć, że w firmie... w ogóle nie ma takich stanowisk do obsadzenia.
        Coraz częściej co zdolniejsi już przestają wierzyć w świetlane perspektywy po UZ i wybierają studia w innych miastach. Poziom kształcenia na UZ jest i będzie mizerny nawet jeśli pobudować całą masę laboratoriów i nowych sal wykładowych. Dlatego, że o poziomie kształcenia decydują ludzie, a ci na UZ są delikatnie mówiąc "specyficzni". Co z resztą doskonale widać po autorze komentowanego artykułu.
        Problem tkwi w mentalności, w sposobie myślenia o "uniwersyteckości", że to nie tylko tytuł odgórnie nadany, ale swoista misja, odpowiedzialność, godność i honor. Jest różnica pomiędzy mentalnością nauczyciela, a godnością prawdziwego profesora biorącego na siebie odpowiedzialność za przyszłość nauki i kształconych a właściwie kształtowanych przez siebie studentów.
        Ale to typowe dla Z.G. Być miastem wojewódzkim bez cech miasta wojewódzkiego. Być stolicą regionu, który nie posiada cech charakterystycznych dla regionu (jak choćby poczucie wspólnoty regionalnej), no i mieć uniwersytet, który jest właściwie namiastką uniwersytetu, bo nie spełnia w pełni funkcji uniwersyteckich. Inaczej mówiąc - nie wystarczy być miastem wojewódzkim by zostać równym innym miastom wojewódzkim. Nie wystarczy założyć uniwersytet by stał się on równy innym uniwersytetom. Nie wystarczy zostać kierowcą, by stać się równym Kubicy! A tak się własnie stało w przypadku UZ. Minister podniósł rangę uczelni, ale poza tym zmieniło się niewiele. W każdym razie nie mentalność.
        Zaniżanie średniej to zdaje się już taka specyfika Z.G. Warto, by wreszcie ta okrutna prawda dotarła do mieszkańców. Czas, tak zwanego "kredytu zaufania" dla Z.G. i przy tym dla UZ już kilka lat temu minął. Coraz mniej młodych ludzi wierzy w ich świetlaną przyszłość, dynamiczny rozwój i w związku z tym perspektywy dla siebie samych. Dlatego co mądrzejsi już sobie życie układają gdzie indziej. Ci mniej mądrzy wciąż jeszcze wierzą w zapewniania lokalnych pseudopolityków i wciąż mają jeszcze nadzieję. Ale i ona będzie topniała w miarę upływu kolejnych lat.
        A wszystko to, miasto (no i nawet całe lubuskie) zawdzięcza ludziom, dla których jedynym celem jest typowe "chciejstwo". Typowe dążenie do zaspokajania ambicji, a nie dążenie do rzeczywistych celów. najlepszym przykładem jest pomysł Wydziału Medycznego na UZ. Nie wynika on z rzeczywistych potrzeb, ale z ambicji - bo inni mają. A argumenty takie jak brak lekarzy w województwie są tylko PR-owymi hasłami dla gawiedzi, u której szuka się poparcia. Dopóki to się nie zmieni, to dobrze nie będzie...
        • gromek1 Re: Walczak reprezentuje "śmieciową" naukę!!! 26.05.13, 12:39
          Już kiedyś chcąc ukarać szkolnictwo wyższe za 68r, zaczęto tworzyć lokalne szkoły wyższe
          złośliwie komentowano to hasłami
          W każdej wsi WSI!
          Co dwie wsie WSP!
      • Gość: RDH Re: Walczak reprezentuje "śmieciową" naukę!!! IP: 62.87.232.* 15.06.13, 10:07
        Świetne.
        Ale dodam coś ze swojego ogródka.
        Skończyłam politologię. Od kilku lat mam firmę branża reklama, poligrafia)
        Jedyną rzecz, którą dodałabym do mojego planu podczas studiów, to podstawy przedsiębiorczości.
        Kiedyś moja mama studiowała matematykę, mój tata jest inżynierem i oboje mieli obowiązkową doktrynę marksizmu.
        Czyli przedsiębiorczość zamiast marksizmu.
        Myślę, że to z duchem czasów.
        I jeszcze coś... brakuje mi tej etyki w biznesie, brakuje mi rozmów nt. literatury dotyczącej historii jakiejkolwiek dziedziny. No bo historia naszej cywilizacji nie zaczyna się od czasu powstania google, wikipedii, facebooka.
    • Gość: ość Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.play-internet.pl 25.05.13, 17:36
      od zawsze liczyła się "japa" szeroko rozwarta z chłopskim charakterem
      tacy absolwenci zawsze są na "czasie"- bo któż będzie dyskutował z mentalnością Kalego
      ile tych "studentóf" z FZI FZG i FKR maja bardzo szerokie " plecy" w miejskiej administracji a wykształciuchom pokazują kogo i gdzie znają -standard?
      Tak szanuję filozofów chociażby dlatego, że rzadko używają słów powszechnie uznanych za nieprzyzwoite, obelżywe przeciwnie do inteligencji "budowlańca" który w wieku 24 lat zakłada sobie pętlę kredytową i jest w ten sposób wynoszony na piedestał jako wzór.
      Wzór .........
      • gromek1 Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 12:45
        Co do języka filozofów. Filozof Palikot to chyba miał nawet otwarty przewód doktorski na UJ, a język "budowlańców" ma nieźle opanowany.

        "przeciwnie do inteligencji "budowlańca" który w wieku 24 lat zakłada sobie pętlę kredytową"

        nie śmiem przypuszczać, że przemawia przez Ciebie zazdrość, że przeciętny 24 letni filozof nie ma takiej zdolności kredytowej aby sobie założyć pętlę
    • Gość: bart po co atykuł zielonej na Wielkopolskich stronach ? IP: *.gorzow.mm.pl 25.05.13, 20:33
      ...
    • ale_thru Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 10:45
      tak, filozofowie sobie często radzą nieźle, problem polega na tym, że jeśli chcą robić w Polsce doktorat na filozofii, to niech dadzą sobie spokój lub jadą za granicę. Polskie studia doktoranckie to jakaś kpina, polska filozofia poza niektorymi działami epistemologii, logiki i filozofii języka to nieciekawy obraz.
    • michelle77 Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 11:03

      cyt: O tym, jak radzą sobie absolwenci filozofii, opowiadają bohaterzy reportażu opublikowanego w tygodniku "Przegląd" (nr 17-18/2013) zatytułowanym "Rozepchany umysł"

      Dżizas, jak można traktować taką wypowiedź serio, skoro Autor nie zna podstawowej odmiany słowa "bohater"!!!! Co Autor chciał przez to powiedzieć? :-D
      Że się rozemocjonował czy miał gałę z ortografii?
      • Gość: Zosia Bardzo interesująca dyskusja IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.05.13, 11:18
        Chciałabym dodac do swoich poprzednich wypowiedzi, że możemy zgadzac się lub nie z autorem listu, spierac, dyskutowac, ale nie mamy ŻADNEGO prawa nikogo obrażac.
        Ostatnio z apelem do "kolegów - lekarzy" wystąpił Bartosz Arłukowicz. Minister prosił, aby kierowali się nie tylko procedurami, umiejętnością obsługiwania skomplikowanych urządzeń medycznych, ale sercem, a co za tym idzie i etyką. Lekarze skarżą się, że w czasie długoletnich i ciężkich studiów mają zaledwie kilka godzin etyki. Dlatego też - między innymi - w prywatnych klinikach lekarze całują swoich pacjentów (widziałam w telewizji na własne oczy), a na NFZ inni pacjenci stają się numerkami w statystyce. Czasem wystarczy odrobina dobrej woli i o to prosił minister.
        Przyznaję, że nie chciałabym dożyc czasów, w których człowiek człowiekowi będzie...robotem...
    • ref23 Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 11:11
      Oburzenie filozofów że "dobrze" wykształcony humanista musi robić na kasie w biedronce? I bardzo dobrze że tam robi. Jedyny problem w tym że ten humanista zarabia marne grosze bo musi łożyć na wykształcenie następnych humanistów i ciepłe posadki "uczących" ich filozofów.
    • krysztofiak1963 Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 11:12
      Moja córka skończyla filozofię kilka lat temu; pracuje i pracowała w Kalifornii w bardzo dobrych firmach; jej mąż - filozof jest inzynierem w google (w centrum). Mieszkaja tak: pracuje tam trzech młodych Polaków (po filozofii) blackbox.vc/about/team.html
      Wśród polityków: Palikot jest filozofem; Hartman jest filozofem; Gowin jest filozofem. Czy po filozofii jest robota?

      Robota byłaby, gdyby filozofowie nie byli blokowanie przez lumpen-analfabetów, którzy w Polsce zajmują decyzyjne miejsca. Polska filozofia jest najlepszym na rynku kierunkiem studiów humanistycznych (zobaczcie ranking i rozreklamujcie go: blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/671243,co-studiowac-na-uniwersytecie-%e2%80%93-strzezcie-sie-studiow-pedagogicznych.html
      Zaprezentowany ranking pokazuje w sposób wyraźny, że maturzyści nie powinni wybierać pedagogiki, administracji publicznej, teologii oraz ekonomii z finansami jako kierunku swoich studiów. Prawdopodobieństwo trafienia na kosmitę, lasującego mózgi studentów w wymienionych dyscyplinach, jest wyższe niż prawdopodobieństwo spotkania rzetelnego uczonego. Jeśli więc nie chcecie, aby spod czaszki wypływał wam kisiel, to nie wybierajcie się na studia pedagogiczne, teologiczne, z zakresu administracji publicznej oraz ekonomii i finansów. Obciach studiować te kierunki w Polsce.

      Po medycynie ludzie też ląduja na bezrobociu; jeszcze wiekszym niz po filozofii; nie mówiąć o informatyce - to mit,że jest duzo roboty; jest duzo roboty - jesli skończysz informatyke na piatkach; ale większość absolwentów informatyki w całej Polsce umie tyle z tej dziedziny, ile przecietny absolwent filozofii. Mój uczeń (filozof) - Michał Jarmoc (laureat grantu Złoty Diament) - zarabia jako informatyk; moi dawniejsi uczniowie pracują w biznesach informatycznych.
      Oczywiście, edukacja wyższa jest w zapaści; ale głównie dlatego,ze absolwenci wyższych szkół ściemniania jako pocitki burmistrzów i ważniaków; zajmuja pozycje na rynku pracy ludzi dobrze wykształconych (których jest mało); innymi słowy - w Polsce trzeba zmienić polityke promocji przygłupa. czytajcie blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/671479,polska-edukacja-na-dnie-proba-diagnozy-%e2%80%93-swinie-psy-ogrodnika-i-nosorozce.html
      Na koniec, w US filozofowie organizują od tego roku nowy kierunek studiów:
      kognitywistykanaus.pl/program/

      • ref23 Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 11:24
        Idź na filozofie, żeby zarobić po niej na życie będziesz musiał robić rzeczy kompletnie z nią niezwiązane. Żeby znaleźć w tym sens trza być filozofem:)
      • Gość: mc Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.13, 12:00
        > kognitywistyka

        To jest dopiero ściema: wmawia się studentom, że kognitywistyka to taki super interdyscyplinarny, zaawansowany kierunek, po którym będą rozumieć, jak działa ludzki umysł i w ogóle... a dostają bicie piany na samych przedmiotach psychologiczno-socjologiczno-gdybologicznych. Przecież w tym biedaprogramie nie ma nawet podstaw neurobiologii - nie wiem, za trudna dziedzina dla docelowej grupy studentów, czy może ktoś uznał, że po co komu jakieś podstawy naukowego ogarnięcia, jeśli można w nieskończoność mielić dysputy o qualiach i chińskich pokojach i brać za to kasę? Interdyscyplinarność po byku.

        No, ale jak to dumnie brzmi: modele procesów mentalnych, hoho ;D
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 15:36
          > Przecież w tym biedaprogramie nie ma nawet
          > podstaw neurobiologii - nie wiem, za trudna dziedzina dla docelowej grupy stud
          > entów, czy może ktoś uznał, że po co komu jakieś podstawy naukowego ogarnięcia,
          > jeśli można w nieskończoność mielić dysputy o qualiach i chińskich pokojach i
          > brać za to kasę?

          To drugie. Chodzi o to, żeby pracownicy wydziału filozofii mieli co wykładać, bo przy braku studentów straciliby pracę. To zjawisko dotyczy zresztą nie tylko takich wydziałów i kierunków.
      • maugorzata2008 Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 12:16
        >Mój uczeń (filozof) - Michał Jarmoc (laureat grantu Złoty Diament) - zarabia jako i
        > nformatyk; moi dawniejsi uczniowie pracują w biznesach informatycznych.
        A wiesz dlaczego? Bo informatyków jest zwyczajnie za mało i jeżeli absolwent filozofii (a częściej fizyki, matematyki) jest sensowny, coś umie i umie się uczyć to też się go zatrudnia, bo po prostu nie ma wyboru.
        Druga sprawa, że ja nie wiem co z tą filozofią jest, ale wielu znanych mi informatyków jako drugi kierunek poszło sobie hobbystycznie na filozofię, może to są twoi uczniowie? No i nic w tym dziwnego, każdy prawie informatyk ma jakieś hobby, ale dlaczego niby mamy im to hobby finansować z własnych podatków?
        • Gość: krysztofiak1963 Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.zol.univ.szczecin.pl 26.05.13, 14:11
          To nie jest hobby - bo ontologia informatyczna, to dział filozofii; a tak poza tym - bez logiki matematycznej, nie można być dobrym informatykiem; a tego najlepiej ucza na filozofii - w USA na najlepszych uczelniach funkcjonuja Departments of Philosophy and Computing Science - jest to naturalne polaczenie filozofii z informatyka; problematyka sztucznej inteligencji to najgłebszy problem filozoficzny i informatyczny jednoczesnie. Zapraszam do lektury rankingu kierunków studiów:
          blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/671243,co-studiowac-na-uniwersytecie-%e2%80%93-strzezcie-sie-studiow-pedagogicznych.html
          jestesmy krajem wiodacym w uprawianiu logiki matematycznej; Turing był ojcem informatyki; ale także był wybitnym filozofem; owszem, problemem jest źle rozumiana filozofia - czyli ściemnianie o Bogu i innych głupstwach w stylu co dobre i co złe - to tez trzeba robić ale w pubie przy piwku, a nie w robocie i na studiach.
      • mieszkaniec_zgora Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 18:16
        Wyciągasz nieuzasadnione wnioski z pojedynczych przykładów.

        Z tego, że na stanowiskach kierowniczych w dużych firmach są osoby bez jakichkolwiek studiów nie wynika, że lepiej nic nie studiować. Tak samo z przykładami filozofów-polityków.

        > Po medycynie ludzie też ląduja na bezrobociu; jeszcze wiekszym niz po filozofii
        > ; nie mówiąć o informatyce - to mit,że jest duzo roboty; jest duzo roboty - jes
        > li skończysz informatyke na piatkach; ale większość absolwentów informatyki w c
        > ałej Polsce umie tyle z tej dziedziny, ile przecietny absolwent filozofii. Mój
        > uczeń (filozof) - Michał Jarmoc (laureat grantu Złoty Diament) - zarabia jako i
        > nformatyk; moi dawniejsi uczniowie pracują w biznesach informatycznych.

        Po medycynie też są bezrobotni, ale liczy się skala zjawiska, a nie pojedyncze przypadki.
        Po medycynie dotyka to jednostki, a po filozofii tylko jednostki mają szansę na sukces, zdecydowana większość jest skazana na mopa albo zmywak na emigracji.

        Na temat informatyki piszesz bzdury, z niewiedzy lub złej woli. W dużych ośrodkach (Kraków, Warszawa, Wrocław) pracuje już większość studentów informatyki starszych lat, nikt od nich nie wymaga przebłysków geniuszu tylko pracy w zawodzie, którego się uczą, pracy jakiej nie wykona 99% absolwentów filozofii, nawet jak mają o sobie wygórowane mniemanie i nawet jak im się zdaje, że znają się na informatyce bo kupili sobie iPada.
    • jael53 Wiara w zaklęcia 26.05.13, 11:14
      Gdyby istotnie tak było, ze preferuje się wykształcenie techniczne, to nie popełniono by szaleństwa, które trwało bez mała ćwierć wieku, a nazywało się "nieobowiązkowa matura z matematyki"
      Zlikwidowano ten obowiązek w pewnym konkretnym celu: otóż łatwiej matematyki nie zdawać, niż porządnie jej uczyć. A matura i tak jest - czyli rośnie to, co urzędnicy lubią najbardziej: wskaźniki. W tym wypadku - wskaźnik scholaryzacji.
      Czyniąc maturę dobrem niemal darmo rozdawanym i kierując absolwentów na studia, uczyniono ze szkół wyższych i dochodowy biznes, i wygodną przechowalnię dla bezrobotnych.
      Nie można sensownie organizować kształcenia akademickiego na żadnym kierunku, gdy ma się nadmiernie liczne grupy, a w tych grupach co najmniej 50% słuchaczy, którym nie studia są potrzebne, ale deanalfabetyzacja. Tymczasem MNiSW wymaga, aby poziom zajęć dostosowywać do... najsłabszych w grupie! Nie jest to żart, ale wytyczne, obowiązujące uczelnie przy tworzeniu Krajowych Ram Kształcenia. Roztrząsa się potem skutki, ale (jakże taktownie wobec władzy) przemilcza źródełka.
    • Gość: adam wykształcony kasjer przynajmniej nie zrobi manka IP: *.poz-wok.leased-e.ids.pl 26.05.13, 11:19
      praca jak każda inna, tylko płaca nie taka jak oczekiwana po studiach
    • pfg Prawo Dunsa Szkota 26.05.13, 11:21
      Z fałszywych przesłanek można wyciągnąć prawdziwe wnioski. Ex falso quodlibet. Wiedział to już Duns Szkot w XIII wieku. Trochę wstyd, że nie wie tego doktor filozofii w wieku XXI.
      • Gość: filo Re: Prawo Dunsa Szkota IP: *.13-2.cable.virginmedia.com 26.05.13, 13:35
        Tak, tak. Z tym, że z dwóch fałszywych (sprzecznych) przesłanek według Dunsa Szkota wyciąga się zupełnie dowolny wniosek... Ergo - jest to wbrew logice.
        • pfg Re: Prawo Dunsa Szkota 26.05.13, 22:34
          Ekhem. Panu filozofowi radziłbym mimo wszystko przypomnieć sobie, kiedy implikacja jest prawdziwa, kiedy zaś fałszywa. Podpowiem, że jeżeli poprzednik jest fałszywy, to implikacja jest na pewno prawdziwa. I nie jest to "wbrew logice". To *jest* logika.
      • Gość: mak Re: Prawo Dunsa Szkota IP: 87.205.136.* 26.05.13, 17:41
        Na rzeczy jest pewność, a nie prawdziwość wniosku.
        • pfg Re: Prawo Dunsa Szkota 26.05.13, 22:38
          Nie. Na rzeczy jest nieznajomość logiki, który to brak autor zarzuca komuś innemu. Tymczasem przygania kocioł garnkowi.
      • joanelle Re: Prawo Dunsa Szkota 28.05.13, 13:23
        pfg napisał:

        > Z fałszywych przesłanek można wyciągnąć prawdziwe wnioski. Ex falso quodlibe
        > t
        . Wiedział to już Duns Szkot w XIII wieku. Trochę wstyd, że nie wie tego d
        > oktor filozofii w wieku XXI.

        To nie tak, że nie można. Można. Ale równie dobrze można wyciągnąć fałszywe. Ergo - nie ma gwarancji prawdziwości tezy opartej o fałszywe przesłanki. O to chodzi.
        • Gość: duns szkot Re: Prawo Dunsa Szkota IP: 212.109.132.* 28.05.13, 13:48
          A poza tym w tekście wyraźnie jest napisane:
          "z fałszywych przesłanek nie może wynikać pewny wniosek"

          Trzeba czytać uważnie...
    • Gość: Z_LDZ Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 11:21

      > rzeczywistosc jest taka, ze na rynku w calej Europie brakuje dobrych i srednich
      > inzynierow, a NIE brakuje nawet najlepszych filozofow, socjologow czy politolog
      > ow.

      Spłycasz temat jak Ci, do których swoje słowa kierował dr Walczak. Ja 4 lata spędziłem na filozofii i nie żałuję żadnego. Teraz wykonuję pracę inżyniera, a dyplomu inżyniera nie mam. 95% moich znajomych ze studiów filozoficznych ma się bardzo dobrze. Większość ma swoje firmy. Prawda, że paru wyjechało do UK, ale o czym to świadczy? Potrzeba rzetelnych badań zanim się wyciągnie wnioski, ale o tym najwyraźniej lepiej wiedzą absolwenci filozofii :)
      Pozdrawiam wszystkich studiujących po to by zdobyć wiedzę i umiejętności - nie sam papier!
      • gromek1 Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 13:00
        Nie bardzo wiem o czym ma świadczyć ten post.
        Pracujesz jako inżynier i dobrze Ci idzie. Gratuluję, jesteś zapewne jednostką, która lubi się uczyć i pewnie dałbyś radę pracować jako inżynier także po jakiejś filologii czy nawet archeologii śródziemnomorskiej. Jeżeli skończyłeś filozofię bo taka była Twoja pasja, a pracujesz jako inżynier bo to jest Twoja pasja chapeau bas!
        Z tym papierem to jednak nie do końca masz rację. Gdzieś na drodze kariery możesz się spotkać z barierą na drodze awansu w postaci wymagań dyplomu inżyniera. Ale nie wątpię, że szybko taki tytuł gdy będzie potrzebny uzyskasz.

    • winniepooh Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 11:23
      właśnie przez takie wylęgarnie jak UZ doskonale wykształconych humanistow uważa się za szmaciarzy. na kierunki humanistyczne powinno się przymować max 30 os/rok w skali całego kraju - 15 UJ, 15 UW i na tym KONIEC
    • bogucjusz Czy istnieje coś bardziej bezproduktywnego... 26.05.13, 11:23
      niż filozofia?
      • Gość: bezproduktywny Re: Czy istnieje coś bardziej bezproduktywnego... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 11:28
        Gdyby nie ta bezproduktywna filozofia, której obszernym działem jest logika - to na czym teraz pisałbyś tego posta?
        • bogucjusz Re: Czy istnieje coś bardziej bezproduktywnego... 26.05.13, 11:44
          Gość portalu: bezproduktywny napisał(a):

          > Gdyby nie ta bezproduktywna filozofia, której obszernym działem jest logika - t
          > o na czym teraz pisałbyś tego posta?

          No proszę, komputer zatem owocem wzmożenia fałd filozofów... :-) Napisz coś jeszcze, równie śmiesznego.
      • Gość: adam religia? IP: *.poz-wok.leased-e.ids.pl 26.05.13, 11:55
        z pominięciem tej części która zajmuje się normalnym biznesem
      • Gość: Gość Re: Czy istnieje coś bardziej bezproduktywnego... IP: *.static.korbank.pl 26.05.13, 11:58
        Swoim pytaniem udowadniasz, że Ty na pewno filozofem nie jesteś ;p
        • bogucjusz Uderz w stół, filozof się wzmoży :-) n/t 26.05.13, 12:41
      • Gość: Duch Re: Czy istnieje coś bardziej bezproduktywnego... IP: 109.197.34.* 26.05.13, 12:10
        Owszem, ty i wszyscy ludzie, którzy nie potrafią samodzielnie myśleć.
    • Gość: Trzyk Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.dynamic.chello.pl 26.05.13, 11:31
      Chyba nie filozofie Pan studiuje a hipokryzje.

      Z jednej strony wychwala Pan zdolności adaptacyjne humanistów by po chwili walnąć w swoją własną stopę.

      "Czy zadaliście sobie pytanie, co zrobić z kadrą, która kształciła się przez wiele lat, na którą państwo wydało mnóstwo pieniędzy? Czy owo "dostosowanie" miałoby oznaczać, że nagle dorobek ludzi, którzy na badania i rozwój dyscypliny poświęcili często połowę życia, uznajemy za bezużyteczny i wysyłamy ich - wraz z całym ich potencjałem - na margines społeczeństwa, bo w regionie powstaje fabryka i potrzebujemy "fachowców"?"

      Kurde jakoś nie przyszło mu do głowy, że wykładowcy mają święty obowiązek w imię WIEDZY poszerzać swoje umiejętności. Wykładowca, który raz się nauczył i myśli, że zdobyta wiedza starczy mu na całe swoje życie to nic innego jak pasożyt! Pasożyt, który chce jakoś przetrwać swoje życie kosztem wszystkich naiwnych i oszukanych studentów! Rynek się zmienia to i my musimy się zmienić! Było mi dane niedawno wysłuchać bardzo interesujący wykład o terroryzmie, niezwykle bystry człowiek! Sam powiedział, że przewiduje, iż tematyka, którą on się zajmuje będzie stawała się coraz mniej popularna dlatego on sam musi zmienić nieco swoją branże by uwzględnić nowe zagrożenia i realia świata.

      To jest przykład! Wy nie macie bycie pasożytami! Wy macie sami poszerzać swoją wiedzę, byście później mogli ją przekazywać dalej! A nie być zadufanym bubkiem, który myśli, że skoro raz czegoś się nauczy to wszyscy muszą się do niego dostosować bo on musi mieć pracę!
    • brzydzesiepisu Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 11:39
      Jaśnie wielmożny pan filozof zarzuca wszystkim dookoła, że "budują fałszywą świadomość" gdyż niepopartą wynikami jakichkolwiek badań. Drogi panie filozofie - pańska teza również nie jest poparta wynikami jakichkolwiek badań. Ba! nawet gorzej, bo wydaje się być również nie poparta logiką ani obserwacją rzeczywistości. Tak więc albo niech choć pan poprze ją jakimiś dowodami, albo wytoczy proces swojej uczelni za braki w kształtowaniu pańskiej logiki i konsekwencji. Literatura, filozofia, historia i inne bujania w obłokach są rzeczywiście wzniosłe i przepiękne, tylko ku...ko trudno ugotować z nich obiad panie humanisto... Stanowczo protestuję przed finansowaniem z podatków rzeszy "bezrobotnych na własne życzenie" i nadmiaru myslicieli wszelkiej maści, którzy mają przepiękne umysły, lewe ręce "puste roboty" i nienapełnione żołądki panie filozofie.
      • Gość: Z_LDZ Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.13, 11:59
        Tak jak już pisałem powyżej, moi znajomi ze studiów na kierunku filozofia, świetnie radzą sobie w życiu i zdecydowanie nie pasuje do nich określenie : ..."rzeszy "bezrobotnych na własne życzenie" i nadmiaru myslicieli wszelkiej maści, którzy mają przepiękne umysły, lewe ręce "puste roboty" i nienapełnione żołądki..."
        Zarzucanie komuś, kto pisze o potrzebie badań, że nie opiera się na badaniach, a następnie wrzucanie stwierdzeń (j.w.) niepopartych żadnymi badaniami jest jakąś nową formą inteligencji, której ja niestety nie rozumiem.
        • brzydzesiepisu Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 12:21
          To, że czegoś nie rozumiesz bynajmniej mnie nie dziwi. Co do twoich znajomych-wspaniale, że im się układa, co nie znaczy, że gdyby wszyscy dookoła byli po filozofii nie zdechlibyśmy z głodu... Problemem nie jest sam zawód czy kierunek studiów ale zapotrzebowanie na dane zawody na rynku pracy i ich udział w wytwarzaniu PKB. To że przewaga podaży nad popytem obniża wartość sprzedawanego produktu wie niewyedukowany wieśniak, ale najwyraźniej nie każdy frajer z aspiracjami na filozofa, który nie odróżnia wartosci wyimaginowanej od rzeczywistej i praktycznej. Nadmiar humanistów obniża ich wartość - czy to naprawdę tak trudno tobie zrozumieć?
          • Gość: gl Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.09.13, 14:36
            Człowieku, bełkoczesz!
    • maugorzata2008 Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 11:53
      Absolwenci szkół średnich, którzy nie czują się mocni w naukach ścisłych [...] chociaż z punktu widzenia ich rozwoju intelektualnego najrozsądniejszym wyborem byłoby studiowanie na którymś z kierunków humanistycznych, wybierają bezpieczeństwo narodowe.
      Najpierw autor definiuje humanistów jako tych, co "nie czują cię mocni w naukach ścisłych", a potem się dziwi, że nikt nie chce zatrudniać humanistów. Umysłu ścisłego nie definiuje się jako tego, który "nie czuje się mocny" w naukach humanistycznych.

      Znalazły się wśród nich: efektywna komunikacja; języki obce; otwartość na uczenie się i stały rozwój; zaangażowanie; praca w zespole; umiejętność określania i uzasadniania priorytetów; etyczne postępowanie jako podstawa w działaniu; odpowiedzialność; umiejętność organizacji pracy i efektywnego zarządzania czasem; elastyczność i zdolność do adaptacji.
      Na studiach informatycznych student musi wykonać od 3 do 7 projektów w semestrze, zazwyczaj w grupach, a większość materiałów do nauki jest po angielsku. Do tego projekty pisze się często w języku programowania, którego się jeszcze nie zna. Na koniec trzeba do projektu napisać dokumentacje i jeszcze go zaprezentować. A w jaki sposób studia filozoficzne uczą swoich studentów tych wszystkich rzeczy, które wymienił pan doktor?

      Czy jest ktoś, kto jest w stanie zaręczyć, że o dzisiejszych studentach inżynierii środowiskowej, zarządzania, budownictwa, mechaniki czy popularnego bezpieczeństwa narodowego za 5-10 lat dziennikarze nie napiszą tego samego? Tymczasem ci absolwenci filozofii, z którymi mam bezpośredni lub pośredni kontakt (a jest ich wielu), nieźle sobie radzą i żaden z nich nie żałuje lat spędzonych na studiowaniu tego kierunku.
      A więc przeciwstawia pan doktor co co dzieje się teraz ze studentami filozofii z tym co może stać się za 5-10 lat z absolwentami innych kierunków. A czemu nie pyta co będzie z absolwentami filozofii za 5-10 lat?

      Czy zadaliście sobie pytanie, co zrobić z kadrą, która kształciła się przez wiele lat, na którą państwo wydało mnóstwo pieniędzy? [...] wysyłamy ich - wraz z całym ich potencjałem - na margines społeczeństwa [...]
      A więc pan doktor przez cały tekst udowadnia jak świetnie radzą sobie absolwenci filozofii na rynku pracy, a na koniec stwierdza, że wywalenie z uczelni kadry naukowej filozofii wyśle ich "na margines społeczeństwa"? Może niech pan przeczyta jeszcze raz swój własny tekst, jest pan w końcu też absolwentem filozofii, więc to chyba do pana.

      Ja rozumiem motywację tego pana, nie chce wylądować na bruku, kiedy nikt nie będzie już chciał studiować filozofii. Trudno mu się dziwić, że próbuje bronić tych studiów, tylko ten jego strach przed utratą pracy stanowi główny kontrargument dla tezy którą stawia.
    • gromek1 Re: Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filo 26.05.13, 11:54
      Pan Profesor napisał:

      Czy zadaliście sobie pytanie, co zrobić z kadrą, która kształciła się przez wiele lat, na którą państwo wydało mnóstwo pieniędzy? Czy owo "dostosowanie" miałoby oznaczać, że nagle dorobek ludzi, którzy na badania i rozwój dyscypliny poświęcili często połowę życia, uznajemy za bezużyteczny i wysyłamy ich - wraz z całym ich potencjałem - na margines społeczeństwa, bo w regionie powstaje fabryka i potrzebujemy "fachowców"?


      Panie Profesorze!
      Jeden z podziałów dyscyplin naukowych, dzieli nauki na podstawowe i stosowane.
      Nauki stosowane nie istnieją bez nauk podstawowych więc nikt rozsądny nie napisze, że mamy zbyt wielu matematyków czy filozofów. Z kolei nikt rozsądny nie zaprzeczy, że mamy zbyt mało inżynierów wszelakich specjalności.
      Powstające w latach 90 - tych nowe uczelnie w większości otwierały wiele kierunków humanistycznych, które są po prostu tańsze. Można w dobie internetu wykształcić filozofa bez biblioteki uczelnianej ale chemika bez laboratorium nie. W efekcie poi kilkunastu latach mamy zwichnięte proporcje między absolwentami nauk humanistycznych i technicznych. Gdy zostaną przywrócone właściwe proporcje to i filozofowie będą mieli więcej pracy, bo na porządnych studiach technicznych są obowiązkowe wykłady z filozofii.
      Co do reklamy uczelni, której treść Pana Profesora oburza. Cóż to jest niestety brutalna prawda, którą maturzyści nie tylko powinni ale nawet muszą znać. Inaczej skończą socjologię i będą prowadzić socjologiczne badania na temat frustracji i braku perspektyw absolwentów socjologii.
      Błędem też było śrubowanie na siłę wskaźnika procentowego udziału absolwentów studiów wyższych w społeczeństwie. W 1989 wskaźnik ten nie przekraczał 10%, a o jedno miejsce ubiegało się kilku, a w porywach kilkudziesięciu kandydatów. Obecnie nie ma egzaminów na studia (decyduje świadectwo maturalne), a gdy wyniki egzaminów maturalnych wypadały oględnie pisząc miernie, minister Giertych obniżył wymagania. Nie uwierzę, że nie odbija się to na "jakości" absolwentów wyższych uczelni.
      Z ręką na sercu Panie Profesorze czy my naprawdę w dobrym kierunku zdążamy?
    • emeryt21 Kariera frajera na śmieciowym kierunku - filozo... 26.05.13, 12:04
      Filozofia mozna zajmowac sie po pracy w wyuczonym zawodzie prosze humanistow......
      Ostatecznie mozna byc np.nauczycielem itp ale to niezbyt korzystny wybor.....
      Nie moge pojac takiego wyboru drogi zyciowej.....wyjatkowo naiwny wybor.....
      Ja mialem w sredniej szkole "uzdolnienia" humanistyczne,ale przemowil rozsadek moj i moich madrych rodzicow....wybralem politechnike....
      Brak uzdolnien do przedmiotow scislych wg mnie swiadczy o nieprzykladaniu sie do nauki...kazdy moze byc matematykiem.Wystarczy troche popracowac nad soba......
      • Gość: zenek nie każdy może być filozofem IP: *.warszawa.vectranet.pl 26.05.13, 13:02
        po pierwsze, o jakiej filozofii my tu mówimy?
        Powinna być ostra selekcja na logice I i II, a kto nie jest w stanie sklecić porządnego dowodu- won na politologie lub inne dziadostwo. Wtedy człowiek nie musiałby się wstydzić, że jest filozofem.

        jest masę ludzi, którzy robią historię idei. 90% ludzi na filozofii robi właśnie to, ale oni nie są filozofami!!!
        Wittgenstein byl prawie kompletnym ignorantem z historii filozofii, podobnie Carnap.

        po drugie, filozofia powinna i może być elitarna zarówno od strony kadry, jak i studentów.
        po co komu 80 filozofów na etacie na UW? Ludzie!!! czy nasze państwo na to stać??? wszystkim, którzy nie publikują co najmniej jednego rzetelnego tekstu rocznie w języku kongresowym powinno się podziękować.

        jeżeli zostanie 10% ludzi z obecnej obsady, ludzi, którzy naprawdę robią coś wartościowego, to byc może opinia sie zmieni. jeśli na pierwszy rok przyjęto by 30 wybitnych zamiast 150 miernych studentów, to być może w średniookresowej perspektywie doczekalibyśmy się następnego Ajdukiewicza czy Tarskiego.

        niezależnie od tego, w wymiarze medialnym niewiele jest w stanie naprawić szkody wizerunkowe dla profesji poczynione przez przez "filozofkę".

        do dra walczaka nic nie mam, nie odbiega on od przeciętnego poziomu ludzi ze środowiska.
        • Gość: ja Re: nie każdy może być filozofem IP: *.free.aero2.net.pl 26.05.13, 20:33

          Brawo, brawo, brawo. Szczególnie za pierwsze zdanie. Przez połowę moich studiów na filozofii miałem matematykę. A ten, co go wyrzucili z uczelni i teraz się wscieka na Autora, na pewno nie.
        • Gość: gl Re: nie każdy może być filozofem IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.09.13, 14:44
          Czy Pan rozumie, że za spadek jakości nauczania, studentów, kadry i czegoś tam jeszcze jest odpowiedzialny system edukacji? I to w nim należy szukać przyczyny? Proste, prawda? Obecnie wszystkie Uczelnie mają podobne problemy, nawet te o kierunkach "praktycznych".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja