Gość: urwis
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.01.05, 23:40
Szanowny Arturze
Śmiać się, czy płakać po Twoim opisie problemów z zielonogórska witalizacją.
Sądzę, że problem jest nie tyle techniczny, ponieważ przedsięwzięcia, które
można podciągnąć pod rewitalizację, były robione w Zielonej Górze m.in. na ul.
Drzewnej i to jeszcze w latach 80', oczywiście od tego czasu nastąpił duży
postęp w tej materii.
Problem tkwi w świadomości, w braku dialogu wśród zielnogórzan. Aby dialog
mógł być płodny, muszą być spełnione pewne warunki:
1) trzeba być wolnym
2) trzeba mieć wiedzę
3) trzeba umieć słuchać
4) trzeba mieć miejsce, gdzie się rozmawia.
Żaden z warunków nie jest spełniony. Zielonogórski historyk nie rozmawia z
architektem, architekt z finansistą, ekonomista z prawnikiem itd. Nie ma
miejsc wymiany myśli, nie ma np. lokali w których byliby zakorzenieni np.
architekci, gdzie prowadzone byłyby wolne dyskusje na konkretne tematy. Gdzie
scierałyby się rózne poglądy i opisy. Za rządów Listka w mieście dodatkowo
panował zamordyzm, polegający na lęku, żeby nie narazić się władzy, bo straci
się pracę, zlecenie itd.
Problem rewitalizacji jest problemem interdyscyplinarnym, o czym zresztą
pisałem w swojej wypowiedzi w dyskusji nad Twoim artykułem.
Wokół kogo ma być prowadzona wolna, niecenzurowana dyskusja na temat miasta,
w tym i rewitalizacji ? Kto ma być jej moderatorem ? Jak wywołać pozytywne
emocje przy takich przedsięwzięciach ?
Usiłuje robić to środowisko "Pulsu", które jednak jest zbyt przywiązanie do
pewnych koncepcji, które obawiam się nie wytrzymałyby ostrej krytyki. Jest to
na pewno cenne, ale niewystarczające.
Nie rozmawiamy, nie mamy wiedzy, nie mamy miejsca gdzie ma toczyć się
dyskusja. Jak ma powstać w takich warunkach plan rewitalizacji ?
W warunkach spisku, pod inspicjami pani Łowejko ?
Rewitalizacja jako fucha dla kumpli mających firmy budowlane, gotowych do
działkowania ?
Jak tu być optymistą, jak tu wyzwolić w sobie pozytywne emocje, będące
silnikiem działania ?