marbuz
03.03.05, 22:03
Coś ta dymisja i nagła i zbyt cicha; tylko raz w gazetach i tak niewiele,
skąpo, a przecież tak niedawno pan konserwator był na prasowym topie, choćby
przez to, że był "be", bo przeszkadzał robić biznes różnym garkotłukom, którzy
na boku zżymali się, że ruiny ich zdaniem każe uważać za zabytki; argumenty
jakieś wątłe, bo co to znaczy, że powodem dymisji miało być zezwolenie na
prowadzenie prac archelogicznych firmie archeologicznej żony? To jak miała
funkcjonować? Nie jestem jedyny, kiedy postrzegam tych ugarniturowanych
darmozjadów, biegnących na szybciutki i darmowy obiadek do Palmiarni - w
kategoriach "oni". Komuś przeszkadzał upór Lewczuka w niektórych sprawach,
ktoś na tym tracił, więc pozbyli się problemu. Wpuszczą swojego magistra od
historii po WSP na stanowisko, a on im przyklepie, co tylko zechcą.