radca 17.08.05, 15:52 pod pozorem organizowania szkolen z zaktesu " ratownictwa medycznego " takich samych chwytow uzywal juz w LODZI i BYDGOSZCZY radca Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: IIIks Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL IP: *.ztpnet.pl 17.08.05, 19:45 Co Pan na to Panie prezydencie?! Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL 17.08.05, 21:06 miasta.gazeta.pl/lodz/1,35153,2865487.html " Kontrowersyjna fundacja chce współpracowqać z magistratem Adam Czerwiński 12-08-2005 , ostatnia aktualizacja 11-08-2005 17:52 Fundacja założona przez bohaterów nekroafery w łódzkim pogotowiu chce dbać o bezpieczeństwo łodzian. - Nie jesteśmy zainteresowani pomocą wątpliwych pseudospołeczników - odpowiada Karol Chądzyński, wiceprezydent Łodzi. Od niedawna w UMŁ urzęduje dr Michał Żebrowski, nowy pełnomocnik prezydenta do spraw ratownictwa medycznego. Niedługo po tym jak objął stanowisko zgłosili się do niego przedstawiciele fundacji Na Ratunek. Przypomnijmy, że założycielem fundacji jest Tomasz S., jeden z głównych podejrzanych w łódzkiej nekroaferze. Oprócz niego działa tam kilku jego najbliższych współpracowników. By uprzedzić pytania i uśpić uwagę urzędnika, przedstawiciele Na Ratunek wspomnieli o tym, że ich organizacja budzi kontrowersje, ale jak tłumaczyli, zła opinia pogotowia i straży pożarnej to nic innego jak niechęć konkurencji. Goście dr Żebrowskiego chcieli, by ich organizacja została uwzględniona w planie ratowniczym dla miasta. Zadeklarowali również chęć współpracy we wszystkich programach poprawiających bezpieczeństwo mieszkańców. Gdyby skorzystano z ich oferty, oznaczałoby to, że w przypadku katastrof do ratowania łodzian wzywano by członków Na Ratunek. Na tym jednak nie poprzestali. Wkrótce przyszli do pełnomocnika kolejny raz i poprosili o wsparcie finansowe. Chcieli, aby urząd sfinansował im drogie ubrania, laptop, agregat prądotwórczy i specjalistyczną kamerę. Lista zakupów, o które wystąpili, to dla UMŁ wydatek niemal 80 tys. zł! Na szczęście urzędnik zorientował się, z kim ma do czynienia. - Wiele osób zgłaszało poważne zastrzeżenia do fundacji - mówi dr Żebrowski. - Dopóki sprawy nie zostaną wyjaśnione, o współpracy z Na Ratunek nie może być mowy. Co ciekawe, przedstawiciele fundacji dotarli również do odpowiadającego za służbę zdrowia wiceprezydenta Karola Chądzyńskiego. - Nie jestem nawet tym zdziwiony - mówi Chądzyński. - Bardzo często przychodzą do mnie wydrwigrosze z wielkim tupetem. Na szczęście potrafię się zorientować, z kim mam do czynienia. Ponieważ nie jesteśmy zainteresowani pomocą wątpliwych pseudospołeczników, nie będziemy z nimi współpracować. Wizyta w UMŁ nie była pierwszym karkołomnym przedsięwzięciem fundacji Na Ratunek. Już kilka razy o ich pomysłach było głośno w kraju, między innymi po tym, jak chcieli szkolić z ratownictwa medycznego łódzkich policjantów, czy organizować kursy dla nauczycieli. Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia: - Według naszej oceny ta fundacja nie ma ani jednego fachowca medycyny ratunkowej. A osoby, które ją tworzą, nie powinny zajmować się medycyną. " Odpowiedz Link Zgłoś
hirro Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL 17.08.05, 21:55 Nie jesteśmy zainteresowani pomocą wątpliwych pseudospołeczników - koń cyt;-))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
radca Re: " lowca skor " chce opanowac NOWĄ SÓL 17.08.05, 22:16 miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,48722,2867785.html " Dombrowicz i "łowca skór" Adam Czerwiński, Anna Twardowska 12-08-2005 , ostatnia aktualizacja 12-08-2005 20:42 Fundacja założona przez bohatera nekroafery w łódzkim pogotowiu złożyła propozycję współpracy bydgoskiemu ratuszowi. Prezydent Konstanty Dombrowicz od "Gazety" dowiedział się, z kim ma do czynienia Chodzi o Fundację "Na Ratunek". Jej założycielem jest Tomasz S., jeden z głównych podejrzanych w sprawie "łowców skór". S. pracował w łódzkim pogotowiu jako sanitariusz i starszy dyspozytor, później odpowiadał za nadzór nad pracownikami i był rzecznikiem prasowym. Jak ujawniliśmy, to on zorganizował - jeszcze w 1991 roku - system brania pieniędzy od firm pogrzebowych. Prokuratura postawiła mu zarzut wzięcia od nich co najmniej 60 tys. zł. Bada też, czy S. - jako dyspozytor - nie opóźniał wyjazdów karetek do umierających pacjentów. Tomasz S. został aresztowany, ale po odwołaniu wyszedł na wolność. O pomysłach jego fundacji było już głośno w kraju. "Na Ratunek" chciała szkolić z ratownictwa medycznego łódzkich policjantów oraz organizować kursy dla nauczycieli. A ostatnio zaproponowała łódzkiemu magistratowi pomoc w ratowaniu mieszkańców. Bogusław Tyka, dyrektor łódzkiego pogotowia: - U nas znają ich już policjanci, strażacy, urzędnicy. Nikt nie daje się nabrać na chwytliwe hasła, którymi szermuje fundacja. Dlatego jej członkowie gdzie indziej szukają ludzi, dla których są anonimowi. Co ciekawe ich pomoc nie jest bezinteresowna. Zawsze proszą o jakieś wsparcie lub proponują pomoc w kupnie drogiego sprzętu. Kiedy "Na Ratunek" oferowała pomoc łódzkiemu Urzędowi Miasta, prosiła o sprzęt warty około 80 tys. zł. - m.in. laptop, specjalistyczną kamerę, agregat prądotwórczy. - Według naszej oceny ta fundacja nie ma ani jednego fachowca medycyny ratunkowej - dodaje Tyka. - Osoby, które ją tworzą nie powinny zajmować się medycyną. Przy chorych mogą jedynie wykonywać takie czynności jak świadkowie wypadków drogowych. Ponieważ nie są pielęgniarkami, ani lekarzami, nie mają nawet prawa zrobić komukolwiek zastrzyku. Tymczasem 8 lipca doszło do pierwszego spotkania prezydenta Bydgoszczy z Fundacją "Na Ratunek". Uczestniczyli w nim również przedstawiciele pogotowia i wydziału zarządzania kryzysowego Urzędu Miasta. - To było tylko spotkanie robocze. Nie zapadły na nim żadne decyzje - twierdzi Robert Dobrosielski, zastępca dyrektora wydziału. - Czekamy do września. Wtedy Fundacja ma nam przedstawić raport dotyczący sprzętu, jakim dysponuje i fachowców, którzy dla niej pracują. Z pierwotnego założenia wynikało, że Fundacja miałaby pomagać bydgoskim służbom w akcjach ratunkowych w przypadku katastrof. Prezydent Dombrowicz, kiedy usłyszał od "Gazety", że w "Na Ratunek" działa Tomasz S., nie krył zdziwienia. - Dziękuję za informację, nie miałem o tym pojęcia. Wprawdzie nas interesował bydgoski oddział fundacji, ale w tej sytuacji musimy się zastanowić nad ewentualną współpracą - zapowiedział. Komentarz - s. 2 " Odpowiedz Link Zgłoś
radca w Bydgoszczy juz sie wstydza tej " wspolpracy " 27.08.05, 16:21 i zaczyna sie odkrecanie tej sprawy radca Odpowiedz Link Zgłoś