pawel_06
07.12.05, 11:52
AGNIESZKA HAMANKIEWICZ
ANNA KARWOWSKA
"Fakty i Mity"
Wymuszanie wzrostu zatrudnienia w Urzędzie Miasta o prawie 80 proc. i
przetargi, które w większości wygrywa rodzinna firma – to najciekawsze
osiągnięcia prezydenta Zielonej Góry – Bożeny Ronowicz. Popierana przez PO,
PiS i LPR, czuje się bezkarna, hasa do woli i zadłuża miasto. Najświeższe
osiągnięcie to 60 milionów złotych.
W 2002 roku wewnętrzne konflikty zielonogórskiego SLD doprowadziły do tego,
że prezydentem miasta została nieznana wcześniej nikomu Bożena Ronowicz –
dyrektor Policealnego Studium Medycznego. Zwycięstwo osiągnęła dzięki
poparciu Kościoła. Proboszczowie zielonogórskich parafii oraz lokalne media
katolickie promowały ją gdzie tylko się dało. W zamian kler darmo dostał od
miasta cztery działki budowlane i dotacje dla placówek Caritasu oraz szkół
katolickich.
Swoje rządy pani prezydent rozpoczęła od ścigania polityków SLD (byłych
prezydentów, radnych, członków zarządu miasta) o zwrot rzekomo nienależnie
pobranych diet. Chodziło o wynagrodzenie za pracę w radach nadzorczych spółek
miejskich. Pieniądze były niemałe, bo sięgały nawet 120 tysięcy złotych na
osobę. Sprawa trafiła do sądu, który oddalił wszystkie roszczenia miasta.
Ronowicz nie słabła w działaniach i podjęła próbę wyeksmitowania SLD z jego
dotychczasowej siedziby. I znów klapa – sąd okręgowy zawiesił postępowanie w
tej sprawie.
Kolejnym etapem były wielokrotne wymuszania na Radzie Miejskiej wzrostu
zatrudnienia w urzędzie – z 300 do 500 osób. Prezydent uzasadniała to tym, że
miastu przybywa zadań i obowiązków, więc przybyć też powinno ludzi, którzy
będą je wykonywać (w tym zakresie prześcignęła nawet byłego prezydenta
Warszawy, Lecha Kaczyńskiego, który w ramach „taniego miasta” zwiększył swoją
administrację o 46 proc.)
Jednak i ten pomysł na razie nie wypalił, bowiem pierwsze dwie uchwały w
sprawie wzrostu zatrudnienia nie zostały przegłosowane (zabrakło jednego
głosu), a trzecią radni odłożyli na później.
Ręki do interesów pani prezydent też nie ma najlepszej. Świadczy o tym choćby
sprawa Carrefoura. Miasto sprzedało pośrednikowi działkę pod hipermarket za 3
miliony złotych. Ten opchnął ją za dwa razy tyle. Wszystko, rzecz jasna, bez
ogłoszenia przetargu. Mało tego. Lokalizacja Carrefoura spowodowała w krótkim
czasie gigantyczne korki. Trzeba więc było przebudować układ skrzyżowań, co
już w pierwszym etapie pochłonęło z kasy miasta 2 miliony złotych. Został
więc milion, przynajmniej do czasu kolejnych etapów. Po ich zakończeniu okaże
się, że Urząd Miasta nie tylko na budowie hipermarketu nie zarobił, ale
jeszcze słono dopłacił.
„Talent” gospodarczy Bożeny Ronowicz dał o sobie znać w jeszcze jednej,
głośnej sprawie. Poszło o firmę PEDIZ, zajmującą się sprzątaniem miasta,
utrzymaniem dróg i zarządzaniem strefą płatnego parkowania. Była to spółka
pracowników i miasta. Ronowicz, po objęciu urzędu, natychmiast rozwiązała z
nimi wszystkie umowy. Tłumaczyła to chęcią obniżenia kosztów i potrzebą
demonopolizacji rynku. W efekcie PEDIZ stracił płynność finansową i stał się
bankrutem. Skutki tej decyzji były opłakane: firma zażądała w sądzie
odszkodowania w wysokości 15 milionów złotych i sprawę wygrała.
Jedyne sukcesy pani prezydent Ronowicz to miejskie przetargi, które wygrywa
firma ECEREMONT, „przypadkowo” należąca do... Bożeny i Sławomira Ronowiczów.
Zaczęło się od przetargu na samochody dla zielonogórskiej policji, którego
zasady były skonstruowane w taki sposób, aby mogła go wygrać tylko jedna
firma. Nietrudno się domyślić, że zwycięzcą okazał się ECOREMONT.
Dalej poszło jak z płatka. Rodzinna firma buduje i remontuje drogi, chodniki
i inne obiekty miejskie.
Jedyne naprawdę poważne i prawidłowo przeprowadzone inwestycje w Zielonej
Górze to te, które realizują marszałek i wojewoda lubuski (np. budowa
Filharmonii). Te zaś, za które bierze się Ronowicz, niemal zawsze kończą się
fiaskiem, a przy tym są potwornie drogie. Wynika to stąd, że środki na ich
realizację pochodzą z krótkoterminowych kredytów bankowych, a te są przecież
najdroższym na rynku bankowym sposobem na zdobycie pieniędzy.
Opisane przez nas przypadki składają się na prosty wniosek: miasta zarządzane
przez „wstrętnych komuchów” rozwijają się szybciej i lepiej (np. Gorzów
Wielkopolski i Rzeszów), zaś te we władaniu krystalicznie czystej, uczciwej i
bogobojnej prawicy w najlepszym wypadku stoją w miejscu lub – tak jak Zielona
Góra – zwijają się. A jak będzie z całym krajem?
Artykuł ukazał się w ubiegłym tygodniu w "Faktach i Mitach"
Pytanie: Czy tylko lewica jest zła?
Czy prawica nie zrobiła sobie z naszego miasta własnego folwarku?
Co na powyższe nasz vice-prezydent odpowiedzialny za inwestycje w
mieście Janusz L.?
Założę się że to jeszcze nie koniec.