kozeina
02.02.06, 09:52
Pierwsza sprawa o zniewagę głowy państwa
Dworzec Centralny w Warszawie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Bogdan Wróblewski 02-02-2006, ostatnia aktualizacja 01-02-2006 21:48
Do warszawskiego sądu trafiła wczoraj pierwsza w Polsce sprawa o znieważenie
Lecha Kaczyńskiego, głowy Rzeczypospolitej. Znieważał pijany Hubert H.
koczujący na Dworcu Centralnym, który zaczął dyskusję z policjantami od
słów: "Wy kmioty Kaczyńskiego...".
Rzecz cała zdarzyła się już w siedem dni po zaprzysiężeniu Lecha Kaczyńskiego
na najwyższy urząd w państwie. 30 grudnia o godz. 6.20 rano patrol policji
wylegitymował 31-letniego Huberta H. Pochodzący spod Leszna mężczyzna od lat -
co wynika z policyjnego wywiadu - "prowadzący wędrowniczy tryb życia,
przebywający w rejonie dworców kolejowych" - po suto zakrapianej nocy na
widok mundurowych puścił długą "wiązankę". "Słów tych było wiele i ewidentnie
wszystkie one miały charakter zniewag głowy państwa" - napisał potem oględnie
prokurator w akcie oskarżenia. Nie będziemy ich cytować, ale warto
podkreślić, że epitety odnosiły się kolejno do "Kaczyńskiego" (ale bez
imienia), "prezydenta" (ale bez skonkretyzowania), "kaczek" (można się
domyślać, o kogo chodzi) i w końcu "Kaczyńskich" (czyli obu braci).
Posterunkowy sporządził z zajścia notatkę, zatrzymał Huberta H. i odstawił do
izby wytrzeźwień. Przełożona posterunkowego z komisariatu kolejowego, pani
aspirant, nie miała wątpliwości - postanowiła wszcząć sprawę o znieważenie
prezydenta RP (za co grozi do trzech lat). Przesłuchany po wytrzeźwieniu
Hubert H. potwierdził, że zdenerwowany legitymowaniem klął, krzyczał
o "kmiotach Kaczyńskiego" i że "taki kraj p...".
Minął miesiąc i policja przedstawiła prokuraturze grube na 20 stron akta:
przesłuchania patrolu, wywiad środowiskowy, kartę karalności, a w niej
informacje o wyrokach za niepłacenie alimentów i drobne kradzieże. Prokurator
też się nie zawahał - podpisał akt oskarżenia i wniósł sprawę do sądu.
Procesu może jednak nie być. Prokuratura - wynika z akt - dogadała się bowiem
z oskarżonym Hubertem H., że ukarze go ... 500 zł grzywny. Jeśli zaakceptuje
to sąd, sprawa się skończy. Ale sąd z wnioskiem prokuratora zgodzić się nie
musi. Może zacząć wchodzić w szczegóły, rozważać zamiar Hubert H. (a to
warunek skazania), analizować znaczenie słów. Może wypowiedzą się też
autorytety - minister sprawiedliwości, nowy rzecznik praw obywatelskich.
Niewątpliwie takiej sprawy w III RP przed polskim sądem nie było. Z czasów
prezydentury Lecha Wałęsy do pitavali trafił konkurs "kogo należałoby
zdekretynizować" tygodnika "Pogranicze". Czytelnicy umieścili na liście
prezydenta, ale sprawę umorzono.
Za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego kilka spraw też zakończyło się
umorzeniami. Nawet działaczy Radykalnej Akcji Antykomunistycznej, którzy
głowę państwa obrzucili jajami.