antoni1934.pl
26.05.06, 08:44
Poznałem Jerzego Kwiatkowskiego w 1989. Przychodził często do Komitetu
Obywatelskiego dla miasta Zielona Góra, którego byłem członkiem z przeróżnymi
prepozycjami. Najpierw chciał zostać członkiem tego Komitetu, a następnie
próbował wymusić nasze poparcie go na szefa Polskiej Wełny. Obie propozycje
zostały odrzucone. Był to typ krzykacza z ogromnym tupetem, ograniczoną
wiedzą, średnim wykształceniem. Uczestniczyłem w otwartej konferencji
prasowej przez niego zorganizowanej , na której przedstawiał świetlaną wizję
PW i jej załogi jako spółki pracowniczej pod jego kierownictwem. W niedługim
czasie został prezesem, czy dyrektorem tejże. Natychmiast zwołał kolejną
konferencję prasową, na której przekonywał, że jedynym korzystnym sposobem
zarządzania firmą to menedżerski system jednoosobowy. Oto i cały Jerzy
Kwiatkowki. Poza tupetem, który można porównać z filmową postacią "TULIPANA"
niczym innym się nie wyróżniał.
Nie wszystkich udało się na to nabrać, ale co niektórych z wyraźnym
sukcesem. W tym miejscu uniżenie kłaniam się Jadwidze Błoch, której marzy się
fotel prezydenta Zielonej Góry. Można być naiwnym, ale do tego jeszcze
bezczelnym to przeraża. Za kogo się ta pani uważa? Oto przykład jak
niekompetentnym ludziom uderza władza do głowy. A byłe szefowe - figurantki,
powinny zwrócić pobrane pieniądze za lata prezesowania w PW. Cała sprawa z
przedłużającym się procesem zakrawa na kpinę. A może przenieść ją do innego
miasta?. Sprawa Piotra Rupiety, likwidatora masy upadłościowej PW wymaga
oddzielnego omówienia.