Dlaczego Kuroń?

11.09.06, 15:59
KOmitet Obrony Robotników zakładali wspólnie Kuroń, Naimski, Maciarewicz i
inni. Z nich karierę polityczną zrobił tylko Kuroń, na resztę wiesza się w
dyspozycyjnych mediach wszelkie psy!!!
Pytanie: czym dysponował Kuroń, albo na co się zgodził w prowadzonych z SB
rozmowach, że zgodzono się na powstanie kontrolowanej G Wyb. i pseudo
demokratyczne wybory (35%/65%) - czyżby za przejęcie majątku narodowego przez
establiszment PZPRu? Balecerowicz był wówczas pierwszym sekretarzem na Uniwer.
Warsz. Warunkiem też było wybranie Kiszczaka lub Jaruzelskiego na prezydenta.
Dlaczego odsunięto radykalną Solidarność (Morawiecki, Walentynowicz,
Gwiazda Wyszkowski) a właściwie w mediach ich totalnie zwalczano!
Coś na ten temat wynika z dokumentów przytoczonych w Ż. W-wy i Arcanach
Zdaje się, że mity demo-soc-liberałów (PD, SLD UP, PO. ZSL) wreszcie
zostaną zdemaskowane!!!
    • Gość: maniek Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.06, 16:07
      Oj chyba młody jesteś i wiadomosci masz tylko z mediów T Rydzyka-a więc nie
      męcz się bo nie pojmiesz.
    • Gość: Historyk Re: Dlaczego Kuroń? IP: 61.47.15.* 11.09.06, 17:01
      Polecam prawdziwą historię, a nie historię pisaną przez "GWno prawdę".

      gdanszczanin.blox.pl/html
      • Gość: mały Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.zgora.dialog.net.pl 11.09.06, 20:25
        działacz PZPR !!!
        • Gość: Piotr Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.06, 21:07
          Witam znowu młodzież wszechpolską na forum wy to znaczy niejaki szymon lubicie
          siać nienawiść na tym forum.
          • Gość: maniek Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.06, 21:12
            Oj prawda to najszczersza
          • Gość: Jak-Szymon Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.zgora.dialog.net.pl 12.09.06, 00:16
            między szukaniem prawdy a nienawiścią jest wielka przepaść , ale ty ją nie
            jesteś w stanie dostrzec - głęboko współczuję!!!
            • Gość: Piotr Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.06, 10:14
              Równie dobrze można powiedzieć że Stalin i Bierut też szukali prawdy.
    • Gość: Marcin Łuczyński Okiem młodego gnojka IP: *.udsm.ac.tz 11.09.06, 21:38
      Okiem młodego gnojka
      Marcin Łuczyński
      (e-polityka 03.09.2006)
      Bardzo ciekawa i symptomatyczna zarazem była (i na dobrą sprawę wciąż jest)
      reakcja świata polityki, mediów i środowisk opozycyjnych z czasów PRL na
      publikację Życia Warszawy dotyczącą osoby Jacka Kuronia, a ściślej – jego
      rozmów z SB, które gazeta nazwała „negocjacjami”. Na głowy redaktorów spadły
      ciężkie gromy, przestrzeń publiczna po raz kolejny zaroiła się od „ohydnych
      pomówień”, „obrzucania błotem”, „nurzania w bagnie”. Na dokładkę usłyszeliśmy,
      że tak naprawdę jest to krecia robota inspirujących różne redakcje do tego typu
      publikacji „młodych gnojków z IPN” – jak potraktował pracowników tej instytucji
      Andrzej Celiński.
      Słowa wspomnianego pana można by uznać za wyjątkowo emocjonalny głos w sprawie,
      formułowany przez bodaj największego kabotyna na tej szerokości geograficznej
      (zresztą określenie to nie pojawia się po raz pierwszy, że wspomnę niesławną,
      podsłuchaną gdzieś przez dziennikarzy w restauracji rozmowę Adama Michnika z
      Jerzym Urbanem). Można by, gdyby nie to, że są one po prostu jednym z przejawów
      toczonego już od lat sporu. Nie idzie w nim bynajmniej o tych czy innych
      bohaterów, o takie czy inne ich zasługi bądź winy, lecz o bieżący spór
      polityczny rzutowany na historię. Przede wszystkim jednak jest to przejaw wciąż
      prowadzonych zmagań o formułę najnowszej historii Polski. O to, czy z takich
      bądź innych względów zostanie ona wyjęta z ciągu dziejów naszego państwa i
      przyzna się jej specjalne prawa.
      Kiedy rozważamy – czy to na łamach bieżącej publicystyki, czy też historycznych
      opracowań – życie Jana Pawła II, pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, Jana Nowaka
      Jeziorańskiego, Winstona Churchilla, Ronalda Reagana, Stalina, Hitlera i tak da
      capo, nikt przy zdrowych zmysłach nie próbuje nas od tego odwodzić,
      argumentując: oni już nie żyją, nie mogą się bronić. Oceniamy ich dorobek, ich
      zasługi i winy, dobrodziejstwa i krzywdy, które wyrządzili, dysponując wiedzą
      gromadzoną za ich życia, ale także i po śmierci. Wychodzą na jaw listy, ktoś
      wydaje wspomnienia z zapisem toczonych ongiś rozmów, czasem odnajdują się
      pamiętniki. Bywa, że za rzecz zabierają się historycy swemu przedmiotowi badań
      współcześni, częściej jednak tacy, którzy sięgają do niego po latach, czasem
      nawet wiekach. Zdałoby się, że to najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
      Może i najnormalniejsza, ale nie w Polsce. Gdy idzie o przeszłość części
      opozycji antykomunistycznej, wielu próbuje w debacie publicznej narzucić
      swoistą dyscyplinę myślenia. Nie sposób nazwać jej inaczej niż „jedynie słuszną
      linią”, która – tych samych ludzi przecież! – tak mocno uwierała w PRL. Raz
      zadekretowany przez stosowne środowisko bohater ma nim pozostać, żeby nie wiem
      co się na jego temat po latach okazało. A o tym, co się ewentualnie okazało, w
      ogóle nie powinno być dyskusji, ludzie przyzwoici i rozumni nie powinni się
      nawet nad tym pochylać. Jeśli jakieś nieznane dotąd szerzej informacje wypłyną
      na światło dzienne, zaistnieją w mediach, zwykle próbuje się bronić czyjegoś
      spiżowego wizerunku za wszelką cenę i częstokroć wbrew zdrowemu rozsądkowi
      tudzież zwykłej przyzwoitości. Upublicznionych informacji albo – jak to było w
      przypadku księdza Czajkowskiego – nie przyjmuje się do wiadomości,
      przeciwstawiając im swoją wiarę, że coś takiego po prostu nie mogło się
      wydarzyć, albo wali się z całej burty w tych, którzy w ogóle się ośmielili
      podobną rzecz wywlec na światło dzienne, przypisując im najniższe pobudki i
      najgorsze motywy postępowania. Wszystko zaś gdzieś tam w tle ma
      przeświadczenie, że polskie społeczeństwo w większości składa się z imbecyli,
      które zawiłości i subtelności nie zrozumie, opierając swój ogląd rzeczywistości
      wyłącznie na prasowych nagłówkach. Jakoś w tym kontekście nie mogę zapomnieć
      refleksji o dziennikarskiej odpowiedzialności i rzetelności, ilekroć pomyślę o
      wywalonym „boldem” sławnym już tytule: „Ubecka lista krąży po Polsce”.
      Rozmowy Jacka Kuronia z oficerem SB nie były tajemnicą – oświadczyli wszyscy
      jego bliscy współpracownicy z KOR. Lech Wałęsa publicznie powiedział, że wręcz
      namawiał go i paru innych wybranych przez siebie ludzi do poszukiwania takich
      kontaktów i – de facto – traktowania ich jako kanałów dotarcia do najwyższych
      władz. Profesor Paczkowski z IPN słusznie zauważył, iż Kuroń przecież musiał
      sobie zdawać sprawę, że to, co powie Lesiakowi, za dwa dni najdalej w formie
      skomentowanego raportu znajdzie się na biurku generała Jaruzelskiego.
      Opowiastki o tym, że Kuroń – w końcu stary wyjadacz z konspiry – tak sobie
      gadał z esbekiem, przypuszczając, iż jego słowa po wszystkim trafią gdzieś w
      zlew, obraża nie tylko inteligencję nas, obserwatorów życia politycznego, ale i
      jego samego, jak sądzę.
      Skoro to wszystko od dawna było wiadome, skoro to nie żadne sensacyjne nowości
      przedrukowało Życie Warszawy, to o co poszło? Prawdopodobnie kluczem do
      zrozumienia tego całego oburzenia jest wzmianka, że Kuroń, explicite się na ten
      temat wypowiadając, dał do zrozumienia przesłuchującemu go oficerowi, iż jego
      środowisko jest gotowe zaakceptować ewentualne „przesiewanie”, tzn. odrzucenie
      przez peerelowską władzę możliwości rozmowy z niektórymi stronami opozycji
      antykomunistycznej i zaproszenie do pertraktacji tzw. „opozycji
      konstruktywnej”. Jak trafnie zauważył Rafał A. Ziemkiewicz, zburzyło to mit –
      jeśli dziś ktoś weń wierzy – Solidarności jako formacji zwartej, jednolitej,
      mówiącej wspólnym głosem. A już zdecydowanie nadweręża to aureolę nad głową
      Kuronia – jeśli dziś ktoś ją widzi.
      Z jednej strony, nie sposób się nie zgodzić, że rozmowy ze stronnictwami, które
      głośno wołały: zero kompromisu z komunistami!, byłyby przedsięwzięciem
      bezsensownym. Tyle że tego typu dywagacje, jeśli kiedykolwiek były uprawnione,
      to tylko w tamtej sytuacji geopolitycznej Polski. Szkopuł w tym, że gdy uległa
      ona zmianie, gdy zniknął – mniej czy bardziej rzeczywisty nawet wtedy, do dziś
      toczą się o to spory – radziecki straszak, nie wykonano ponownego otwarcia. Nie
      powiedziano: wtedy nie można było inaczej, teraz możemy to zrobić, chcemy
      budować prawdziwą demokrację, potrzebne są szerokie debaty na temat przyszłości
      Polski, społeczeństwo musi mieć wybór różnych wizji, różnych rozwiązań.
      Wykorzystano raz zdobytą pozycję, raz zdobytą gazetę dominującą absolutnie na
      rynku prasowym, by przeforsować i upowszechniać przez długie lata jeden sposób
      myślenia o państwie, jeden sposób rozpoznawania zagrożeń związanych z
      transformacją ustrojową, jeden pogląd na temat sprawowania władzy, jeden
      komplet wybitnych autorytetów, jeden zestaw poprawnych poglądów właściwie na
      wszystko. Cała reszta była nieznającymi realiów i wielkiej polityki głąbami,
      niewartymi uwagi, cokolwiek by nie mówili - rzeczy słuszne, czy brednie.
      W tej sytuacji pojawienie się w wypowiedzi Jacka Kuronia poglądu, iż część
      opozycji należy od dalszych przemian odsunąć, burzy wiele krwi. Wprawdzie o tym
      się od dawna mówiło (wspominając rozmowy z Magdalenki), ale bez aż tak
      ewidentnego, podanego bez żadnych owijaczy dowodu w łapie. Oskarżano Adama
      Michnika i jego środowisko, że w zamian za władzę polityczną zużył cały swój
      autorytet i zasługi, wykonał potężną propagandową pracę, przy okazji wywracając
      do góry nogami pojęcia takie jak honor czy przebaczenie, by umożliwić
      komunistom (w tej liczbie najrozmaitszym esbeckim szumowinom) utrzymanie w ręku
      władzy gospodarczej i start w nową rzeczywistość z nieporównanie lepszych
      pozycji niż reszta społeczeństwa (przez tych samych ludzi ograbiona, upodlona,
      zdemoralizowana i uprzedmiotowiona, zmuszana do kradzieży, kombinowania,
      • Gość: Marcin Łuczyński Okiem młodego gnojka c.d. IP: *.udsm.ac.tz 11.09.06, 21:44
        Oskarżano Adama Michnika i jego środowisko, że w zamian za władzę polityczną
        zużył cały swój autorytet i zasługi, wykonał potężną propagandową pracę, przy
        okazji wywracając do góry nogami pojęcia takie jak honor czy przebaczenie, by
        umożliwić komunistom (w tej liczbie najrozmaitszym esbeckim szumowinom)
        utrzymanie w ręku władzy gospodarczej i start w nową rzeczywistość z
        nieporównanie lepszych pozycji niż reszta społeczeństwa (przez tych samych
        ludzi ograbiona, upodlona, zdemoralizowana i uprzedmiotowiona, zmuszana do
        kradzieży, kombinowania, kłamstw, nauczona lenistwa i marnotrawstwa). Dotąd
        było to zbywane kpinami o „spiskowej teorii dziejów” i wyśmiewane na
        najróżniejsze sposoby – ot oszołomy coś sobie ubzdurały, by usprawiedliwić
        własne nieudacznictwo i brak szerokiego społecznego poparcia, skazane na
        elektorat radiomaryjny i niszowe pisemka czytane przez psa z kulawą nogą. Słowa
        Jacka Kuronia to dla tych samych „oszołomów”, „zoologicznych antykomunistów” i
        innych najrozmaitszych „ciemnogrodzian” swoisty klucz sklepienia, zwieńczenie,
        dopełnienie obrazu. Ponieważ rzecz wyszła w taki sposób, do tego po latach i
        przy tak licznych, głośnych sprzeciwach współtowarzyszy Jacka Kuronia, nie ma
        ludzkiej siły, by wspomniani ludzie pozbyli się wątpliwości, iż zostali
        zdradzeni, sprzedani.
        Ale mnie w tej całej sytuacji denerwuje coś innego niż spór historyczny o
        zasługi i racje, wszak on się powinien nieskrępowanie odbywać. Chodzi mi o taką
        oto postawę wielu prominentnych działaczy, podchwytywaną – ku memu największemu
        zdumieniu – chętnie przez wielu, że do oceny działań ludzi dawnej opozycji
        antykomunistycznej, do ferowania własnych sądów są uprawnieni tylko ci, którzy
        tamte czasy pamiętają i – na dokładkę – sami działali w konspiracji. Tak jakby
        teraźniejsza ocena przeszłości wymagała nie solidnego historycznego warsztatu
        nabywanego na wieloletnich studiach i praktyce zawodowej, lecz swoistego
        wtajemniczenia i certyfikatu nadanego przez pewne osoby po uprzednim
        sprawdzeniu prawomyślności historyka. Mediewiści, spece od starożytności, czy
        zresztą od każdej innej epoki sięgającej dalej niż te osiemdziesiąt lat wstecz,
        powinni, w myśl tej pokracznej logiki zaprzestać swoich zawodowych prac, unikać
        jak ognia publikacji o tamtych czasach, bo przecież żaden z nich nie może się
        poszczycić stosownym po temu mandatem. Nie ma bola, za króla Barbarossy czy
        Lwiego Serca żaden z nich nie żył, wara im zatem od ocen choćby udziału
        pomienionych władców w krucjatach. Bez podróży w czasie chyba się nie obejdzie.
        Druga strona tego medalu streszcza się z kolei w wypowiedzi Ewy Milewicz
        sformułowanej przed laty w „Studiu Otwartym Cybernetyki 7”, przy okazji debaty
        o aferze Rywina. Powiedziała wtedy, że wszystkie dziwaczne wyskoki i wolty
        Adama Michnika (od brudzi z Urbanem i mianowania Kiszczaka „człowiekiem
        honoru”, po żenujące zachowanie przed komisją śledczą) ona mu wybacza, ponieważ
        za komuny siedział. Innymi słowy, zasługi przeszłości zdają się uwalniać od
        odpowiedzialności za wszystkie, bodaj największe idiotyzmy czy niecności
        dokonywane obecnie. Nie dziwota, że tylu ludziom, co to ongiś spali na
        styropianie, płazem uszły najrozmaitsze szwindle. Raz się zasłużyli, to teraz
        wyżerka dożywotnia. I słowa powiedzieć nie można, bo się godzi w bohaterów.
        Brzmi znajomo? Co ciekawe, nie sposób tej logice zarzucić konsekwencji, bo jako
        żywo pamiętam gromy miotane przez GW na głowę Świtonia, który koczował na
        oświęcimskim żwirowisku i pilnował krzyży – człowieka przecież wielce
        zasłużonego za czasów PRL, który – o ironio! – brał udział w głodówce
        protestacyjnej w obronie redaktora naczelnego obsobaczającej go gazety. Nijak
        się to wszystko kupy nie trzyma.
        Zresztą w sprawie „młodych gnojków z IPN” jest podobnie. Ile razy już słyszałem
        opinie (chociażby z ust redaktorów Wrońskiego czy Lizuta), że aktami
        zgromadzonymi przez peerelowski Urząd Bezpieczeństwa powinni się zajmować
        historycy, że tylko oni – a nie żaden sąd lustracyjny – mogą zapewnić
        rzetelność badań i wniosków na ich podstawie formułowanych, do tego w
        obszernych, wyczerpujących temat publikacjach. Okazuje się, że w pewnych
        wypadkach to jednak nie wystarczy. Bo – co warto podkreślić – nikt nie oskarżył
        historyków czy dziennikarzy Życia Warszawy, że coś sfabrykowali, że
        zmanipulowali materiały historyczne (jak w przypadku niedawnej, równie głośnej
        publikacji Wprost dotyczącej rzekomych konszachtów z SB Zbigniewa Herberta), że
        podali do publicznej wiadomości nieprawdę. Nie. Główną ich winą wydaje się być
        fakt, że napisali tekst o Kuroniu bez nieodzownej, stosownie czołobitnej
        mantry, zamiast tego pokazując, że ten człowiek reprezentował tylko część
        opozycji, resztę – że sięgnę po jego własną metaforę – bez żalu pozwalając
        pociągowi Solidarność, kursującemu poza peerelowskim rozkładem jazdy,
        pozostawić gdzieś na peronie. Zdaje się, że to jest główna wina historyków z
        IPN, który ośmielają się nie zważać na układy towarzyskie, na to, że Kuronia
        darzą szacunkiem obecny prezydent i premier. Biorą huncwoty zgromadzone w IPN
        dokumenty i czytają od lewa do prawa. Zgroza.
        Żarty żartami, ale takie stawianie sprawy jest dla wspólnoty narodowej po
        prostu zabójcze. Teza, że wnuki nie mają prawa oceniać czynów swych dziadów, bo
        nie stoją w obliczu tej samej presji okoliczności, nie dzielą tego samego
        dramatu wyborów, że są mądrzy po wszystkim, de facto odbiera prawo młodym do
        poczuwania więzi z przeszłością, z historią własnego narodu i państwa. Ile
        entuzjastycznych – i słusznie – słyszałem komentarzy, że młodzi ludzie wprost
        szturmują Muzeum Powstania Warszawskiego, że licznie brali udział w
        rocznicowych obchodach, że interesują się historią, że chcą wiedzieć, jak było
        i dlaczego tak było. Ile widziałem radości, że pokolenie „nic” okazuje się
        wydmuszką, wymysłem, że obraz generacji bez ideałów, wartości i autorytetów
        jest z gruntu fałszywy. Pan Celiński i jemu podobni, opowiadając te swoje
        srułki, byliby na najlepszej drodze, by to zepsuć. Byliby. Bo chociaż nie mam
        na poparcie swojej opinii niczego poza własną intuicją, nie chce mi się
        wierzyć, że ktoś poważnie traktuje takich ludzi. Andrzej Mleczko, znany
        rysownik-satyryk powiedział kiedyś, że w Polsce na wszystkim powinno być
        napisane, czy dana rzecz jest na serio, czy dla jaj. Coś mi się zdaje, że wiem,
        jak oznaczono by wspomnianego polityka lewicy.
        Prawo do sądu o przeszłości jest prawem do krytyki na równi z prawem do
        podziwu. To transakcja wiązana. Jeśli młode pokolenie ma poczuwać więź z tymi,
        którzy byli przed nimi, to na uczciwych zasadach, z prawem wyboru własnych
        bohaterów i prawem zrzucania z piedestału tych, których im narzucono fałszywą
        propagandą. Nie wiem, czy to dotyczy przypadku Jacka Kuronia, szczerze
        powiedziawszy ani mnie to ziębi, ani parzy.
        Natomiast wiem, że jeśli domagając się prawa do zastanowienia nad tym, prawa do
        przeczytania rezultatów badań historycznych nad jego osobą tudzież ich
        prasowych omówień, dołączę do grona „młodych gnojków”, to prędzej poczytam to
        sobie za fawor niż za zniewagę. Towarzystwo mi odpowiada – i to bardzo.
      • Gość: maniek Re: Okiem młodego gnojka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.06, 21:52
        Marcin odpowiedz mi tylko ile Ty masz lat??
    • Gość: sylwi Re: Dlaczego Kuroń? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.06, 10:08
      no wlasnie powiedzcie dlaczego
Pełna wersja