rafal_zapadka
01.09.07, 10:43
(Felieton wygłoszony 30 sierpnia 2007 r. w Radio Zachód)
Rząd zapowiedział wydanie nowego rozkazu wedle którego pracodawcy zostaną
zmuszeni podnieść płacę minimalną z 936. do 1126 zł. Czy jest się z czego cieszyć?
Dokładnie tego nie wiadomo, ale można przyjąć, że ok. 300 - 400 tys. osób
pracuje dzisiaj za minimalną pensją. Tak naprawdę oni nie mają powodów, aby
się cieszyć z zapowiadanej podwyżki. Po wejściu w życiu przymusu podniesienia
płacy minimalnej wielu z nich straci legalną pracę. Jeśli właściciel firmy
będzie płacił za pracę więcej niż ona jest warta, tzn. więcej niż przynosi ona
dochodu, to taka firma ostatecznie zbankrutuje. Pracodawcy zatem mają
obowiązek dbać o to, aby praca każdego zatrudnionego wytwarzała więcej dochodu
niż kosztów, a podniesienie płacy minimalnej znacznie te koszty powiększa.
Każdy przyzna, że to jest rozumna i sprawiedliwa reguła, której musi się
trzymać nie tylko przedsiębiorca, ale i każdy zwyczajny zjadacz chleba.
Pracownicy trzymają się tej reguły w ten sposób, że nie kupują towarów, które
kosztują więcej niż są warte.
Od przyszłego roku pracodawcy będą zmuszeni płacić wyższe koszty
niewykwalifikowanej pracy, bo aż 1430 zł miesięcznie na jednego zatrudnionego.
Efektem tego państwowego przymusu będzie wyrzucenie z oficjalnego rynku pracy
niewykwalifikowanych, niedoświadczonych i przeważnie młodych pracowników.
Najczęściej zwolnienia będą miały miejsce w firmach działających w małych
miastach i na wsiach, oraz w branżach tradycyjnie zatrudniających nisko
wykwalifikowanych pracowników. Tam gdzie zwolnienie minimalnie opłacanego nie
będzie możliwe, to wzrost kosztów jego pracy zostanie zrekompensowany
podwyższeniem cen usług bądź towaru. To z kolei może wywołać inflację czyli
spadek wartości pieniądza.
Wszelkiej maści socjaliści, działacze związkowi i ogólnie ludzie niezbyt
mądrzy rozpowszechniają pogląd, że wysokość płacy zależy od widzimisia
pazernego kapitalisty. W związku z tym uważają oni, że wysokość zarobków
zależy od decyzji rządu, który zmusi „krwiopijców” do większych wypłat pensji.
Niestety ten prymitywny pogląd jest bardzo popularny, choć zupełnie sprzeczny
z wiedzą naukową i ze zdrowym rozsądkiem. W rzeczywistości podnoszenie płac w
gospodarce jest możliwe wtedy, gdy przyrasta kapitał i zwiększa się wydajność
pracy. Oczywiście w czasie dużego bezrobocia firmy otrzymują możliwość
narzucania pracownikom warunków pracy i płacy. A ponieważ bezrobocie jest
wynikiem ingerencji rządu w gospodarkę, jest skutkiem wysokich podatków, to za
słabą pozycję pracobiorców na rynku pracy odpowiada wyłącznie państwo. I żadne
ustawowe płace minimalne nie są wstanie zmniejszyć tej odpowiedzialności ani
ukryć winy rządzących.
Laureat nagrody Nobla prof. Milton Friedman bardzo dosadnie stwierdził, że
płaca minimalna jest faktycznie narzędziem dyskryminującym ludzi o niskich
kwalifikacjach. Amerykanie nawet obliczyli, że w ich gospodarce podniesienie
tej płacy o 10% wywołuje zmniejszenie zatrudnienia o 3-4%. W Hongkongu i
Szwajcarii nie ma przymusowej płacy minimalnej i dlatego bezrobocie jest tam
na niskim poziomie.
W Polsce jest dwucyfrowe, bo władza utrąciła wolny rynek i wszystkim chce
dyrygować. A skutki tego są opłakane.
Rafał Zapadka