slawek_wieczorek
03.01.08, 19:41
Chór Alexandrowa wykonał po polsku "Czerwone maki na Monte Cassino",
co gorzowska publiczność przyjęła wstając po pierwszych słowach
pieśni i owacyjnie bijąc brawa po wykonaniu również na stojąco. Sam
wówczas wzruszony przez kilka minut stałem.
Ale kolejnym utworem była już pieśń sowiecka (a nie
rosyjska!!!) "Pobieda", która gloryfikuje tzw. "Wielką Wojnę
Ojczyźnianą" i zawsze była żelaznym punktem sowieckich rocznic i
akademii. Na telebimie pokazano obrazki z czasów Defilad Zwycięstwa.
Powiało Imperium... Przypomniał mi się Festiwal Pieśni Żołnierskiej
w Kołobrzegu w 1984 r.
Czy kolejność utworów była dobrana świadomie? Wzruszona przed chwilą
gorzowska publiczność miała się nie połapać?
Stefan Żeromski, nadając jednej ze swych powieści tytuł "Syzyfowe
prace", chciał wyprowadzić w pole nierozgarniętego carskiego
cenzora. "To pewnie o mitologii" - miałby pomyśleć, nie wczytując
się głębiej i nie zauważając przemyconych niepodległościowych
treści. Czy po 110 latach Rosjanom udało się ograć pozostającą w
patriotycznym uniesieniu gorzowską widownię?
Legedna Monte Cassino była do przełknięcia nawet dla junty
Jaruzelskiego, ale sama postać generała Władysława Andersa już nie,
gdyż przez całe powojenne ćwierćwiecze był dla milionów Polaków
ostatnią nadzieją na wyrwanie się z sowieckiego jarzma. Gdy w 1987
r. Wojciech Jaruzelski odwiedził cmentarz na Monte Cassino,
przechodząc obok grobu Dowódcy Drugiego Korpusu Polskiego,
demonstracyjnie odwrócił się tyłem.
A mi się marzy, aby Chór Alexandrowa, podczas kolejnego koncertu w
Gorzowie Wlkp., zaśpiewał po polsku również: "Za Wilno, za Grodno,
za Lwów dostanie czerwona hołota" i "Bolszewika goń, goń, goń".
Proszę nie traktować tych przemyśleń jako antyrosyjskie! W latach
80. chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 17. Odtrutką na komunistyczną
indoktrynację w państwowej szkole były dla nas lekcje religii
organizowane przy Białym Kościółku przez Braci Kapucynów. W pamięci
trwale zapadł mi katecheta Andrzej Karut: nauczyciel matematyki z
Krakowa i harcerz zarazem, który za działalność opozycyjną miał
wilczy bilet w szkołach publicznych i tak trafił do podgorzowskiego
Deszczna, gdzie osiadł wówczas na stałe. To z jego ust
dowiedzieliśmy się o agresji Związku Radzieckiego na Polskę 17
września 1939 roku, deportacjach Polaków na Wschód i Zbrodni
Katyńskiej. U części uczniów panowało przekonanie, że nie należy
uczyć się języka rosyjskiego. Karut wszczepił w nas coś innego.
Zapamiętałem jego słowa, które w czerwcu ubiegłego roku podczas
uroczystych obchodów 25-lecia Solidarności Walczącej, przy
wieczornej wódce, powtórzyłem w Hotelu Tumskim we Wrocławiu
legendarnemu dysydentowi Władimirowi Bukowskiemu i innym obecnym
przy stole wyraźnie wzruszonym rosyjskim opozycjonistom: „Proszę,
nie pałajcie żalem i nienawiścią do Rosjan! To naród tak samo
cierpiący i zniewolony przez komunizm, jak Polacy. Wydał wielu
wybitnych pisarzy i poetów. Wiedzcie, że rosyjski to nie tylko język
Lenina, ale i język Tołstoja, Turgieniewa, Dostojewskiego czy
Gogola.”