slawek_wieczorek
20.04.08, 02:34
Polecam mój tekst "Esbecy poznani na grzybach" na stronach 16-17
tygodnika "Gazeta Polska" (nr 16, 16.04.2008). Pismo jest do
kupienia do przyszłego wtorku i okraszone unikalnymi zdjęciami z
demonstracji 31.08.1982.
Artykuł polecam:
- Aquarius43
- Bernardowi
- Andrzejowi Brachmańskiemu
- Jonie
- Janowi Kochanowskiemu
- Ryszardowi Rachlewiczowi
- Krzysztofowi Sz.
- thebird1
- Bogusławowi Wontorowi.
Przytaczam charakterystyczne fragmenty:
Jarosław Romański miał 21 lat, gdy trafił na więzienny oddział z
mordercami i pedofilem. Za udział w manifestacji, na której... nie
był.
Od września ubiegłego roku przed gorzowskim Sądem Rejonowym trwa
precedensowy proces trzech byłych funkcjonariuszy Służby
Bezpieczeństwa: Stefana J., Zdzisława M. i Ryszarda Sidorowicza
(jako jedyny nie zastrzegł personaliów) oskarżonych przez Instytut
Pamięci Narodowej o składanie fałszywych zeznań i udział w
bezprawnym pozbawieniu wolności opozycjonisty Jarosława Romańskiego.
Sidorowicz nazwiska nie ukrywa, ponieważ jest postacią publiczną -
zakładał w województwie lubuskim Antyklerykalną Partię
Postępu "Racja". Z SLD wystąpił, bo "Sojusz był za miękki wobec
Kościoła".
Jarosław Romański w 1982 r. miał 21 lat. Wyszedł niedawno z
internowania. Siedział w Gorzowie Wlkp., Głogowie, Ostrowie Wlkp. i
Gębarzewie. Za "Solidarność", w której działał w Zakładach Przemysłu
Jedwabniczego "Silwana". W stanie wojennym, na przełomie września i
października 1982 roku, esbecy zeznali przed sądem, że Romański brał
aktywny udział w demonstracji 31 sierpnia 1982 roku pod gorzowską
katedrą w drugą rocznicę podpisania Porozumień
Sierpniowych. "Funkcjonariusze SB zeznali wówczas, iż pokrzywdzony
dyrygował tłumem i podburzał inne osoby, uczestniczące w
manifestacji do zachowań niezgodnych z prawem" – czytamy w
sporządzonym przez Prokuratora Janusza Jagiełłowicza akcie
oskarżenia.
We wrześniu 1982 r. SB do akt śledztwa dołączyła notatkę urzędową. -
"Oskarżony aktywnie brał udział w strajkach, wywoływał w zakładzie
pracy napięcia społeczne i atmosferę bojkotu decyzji władz
państwowych i partyjnych. Zajmował się produkcją i kolportażem
ulotek, godzących w kierowniczą rolę PZPR i sojusze międzynarodowe
PRL w szczególności atakując przyjaźń polsko-radziecką. W latach
1980-1981 demonstrował swoją szczególną nienawiść do PZPR, MO i SB,
szkalując te instytucje" – czytamy w dokumencie.
Sąd nie dał wówczas wiary oskarżonemu i jego świadkom, którzy
twierdzili, że Romański udziału w demonstracji nie brał, ponieważ
przebieg zamieszek fotografował ukradkiem z balkonu mieszkania innej
opozycjonistki, Teresy Klimek. - Oficerowie SB nie mają powodu, by
kłamać, a sama instytucja, w której pracują, gwarantuje ich
prawdomówność – twierdził sędzia Zdzisław Bajzert, skazując
Romańskiego na trzy i pół roku więzienia.
- Osadzono mnie w ciężkim więzieniu w Rawiczu. Przebywałem na jednym
oddziale z kilkunastoma mordercami i człowiekiem skazanym za czyny
lubieżne na swoich trzy i pięcioletnich dzieciach. Gdy z czwórki
skazanych więźniów politycznych trzech wypuszczono na wolność, wobec
mnie nie skorzystano z prawa łaski. Za to przez pewien czas
siedziałem w jednej celi z mordercą i dwójką przestępców skazanych
na kary powyżej 12 lat pozbawienia wolności za groźne rozboje –
wspomina Romański.
Wkrótce prokurator IPN złożył wniosek o aresztowanie Ryszarda
Sidorowicza, motywując to matactwem procesowym. Do sądu jako dowód
trafiły wydruki stron internetowych, które kwestionują, że Czesława
Król mogła być tak gorliwą parafianką. Ustalono, że jest skarbnikiem
lubuskiego zarządu i członkiem zarządu krajowego Antyklerykalnej
Partii Postępu „Racja”. Na regionalnym zjeździe organizacji
siedziała za jednym stołem z lubuskim posłem LiD, Janem
Kochanowskim. „Racja” wydaje tygodnik „Fakty i Mity” w którym po
wyjściu z więzienia publikował kapitan SB, Grzegorz Piotrowski,
morderca księdza Jerzego Popiełuszki.
Jarosław Romański komentuje: Wybaczenie nierozłącznie związane jest
z żalem za grzech. Przyznaniem, że zrobiłem źle. Miałem wielką
nadzieję, że usłyszę słowa przepraszam. Nikt nie planuje się
zemścić. Ryszard Sidorowicz nie poczuwa się do żadnej winy, mimo że
kłamał. Dziś ci ludzie dręczą mnie na nowo i dalej brną w kłamstwie.
Nie wyszły z nich te nawyki z okresu, gdy pracowali w tych organach.
Ten czas dla nich się zatrzymał. Sidorowicz w jednym z wywiadów
wprost stwierdził: ja tam poszedłem dla kariery, bo więcej płacili.
Prezentuje ten sam typ człowieka, co Grzegorz Piotrowski. Ktoś
stanął im na drodze i postanowili go zlikwidować. Ostatnia rozprawa
bardzo mnie wzruszyła, dlatego przejętym głosem spytałem świadka,
czy błahostką było według niej siedzenie w jednej celi z mordercą.
Uważam, że ta matka z dzieckiem przychodziła do katedry służbowo.
Mecenas Marek Górecki zauważa: Niech oskarżeni nie zarzucają, że to
pokrzywdzony kłamał, bo wyrok Sądu Najwyższego z 1994 roku
uchylający wyrok ze stanu wojennego, należałoby uznać za
niesłuszny. Oni podchodzą do tego procesu tak, jak podchodzono do
procesu Dreyfusa. Tymczasem chodzi o przestępstwo pospolite.
Polityka jest tylko w tle. Oskarżeni w prymitywny i trywialny sposób
doprowadzili przed 26 laty do skazania niewinnego człowieka, na
podstawie składanych przez siebie fałszywych zeznań. W obecnym
procesie postępują w taki sam sposób. Oskarżycielowi posiłkowemu nie
chodzi o karę. Pełni ona rolę wtórną. Chodzi o zasadę. Nie można nad
takimi zachowaniami przechodzić do porządku dziennego i wymagają one
napiętnowania przez prawo i tym samym pokazania, że niezależnie od
warunków panujących, takie czyny są naganne, a sprawcy tego typu
przestępstw mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności w
przyszłości.