Jak instruktor jazdy uratował zziębniętą łyskę

06.01.09, 19:40
Wczoraj do mojej klatki schodowej ktoś podrzucił dwa małe króliczki -
miniaturki. Tak zwyczajnie je zostawił w kartonie. Telefon do
spółdzielni? "Niech pani otworzy drzwi i je wypuści". Sąsiadka
poprosiła o interwencję panie z IDZ. Zanim jednak młode trafiły do
IDZ jednego wzięła niania naszej córci. I tylko dzięki dobroci tych
ludzi króle nie zamarzły. Ale ich byłemu właścicielowi gratuluję
pomysłowości...
    • Gość: wdzięczna Re: Jak instruktor jazdy uratował zziębniętą łysk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.09, 20:48
      Osobiście jestem ogromnie wdzięczna Pani doktor Hanusz i wszystkim tam
      pracującym.Są to wspaniali ludzie o złotym sercu.Dla Pani doktor najpierw liczy
      się zwierzak ,jego ratowanie a potem dopiero rozliczenia finansowe.mam
      kota,który jest już kotem staruszkiem ,od lat cierpiącym.Obecnie ma cukrzycę
      .Już dwukrotnie Pani doktor i cały personel uratowali mojego domownika i znowu
      ma się dobrze.
      Podejście tych ludzi jest profesjonalne na światowym poziomie.Oby ich serca
      mocno biły do zwierząt i w roku 2009 , bo przecież to istoty bezbronne zdane na
      nas ludzi.Pani doktor Barbaro Hanusz dla Pani i na Pani ręce składam wszystkim
      szczęśliwe życzenia Noworoczne ,dużo zdrowia i samych radosnych chwil w życiu.
Pełna wersja