4 czerwca 1989

02.06.09, 11:20
Przepoczwarzanie

4 czerwca 1989 roku pani Joanna Szczepkowska uradowała słuchaczy i
telewidzów komunikatem: mam dla Państwa dobrą wiadomość – dzisiaj w Polsce
upadł komunizm! Chodziło jej oczywiście o to, że tego dnia odbyły się w Polsce
wybory. Nie były one wprawdzie „wolne”, jak postulowali to uczestnicy
konferencji w Jałcie, bo na taki eksperyment nie godzili się ani „radzieccy”,
ani wojskowa razwiedka, z ramienia której generał Czesław Kiszczak prowadził
ze swymi zaufanymi opozycjonistami rozmowy okrągłego stołu, ale przecież w
stosunku do „wyborów”, w których obywatele głosowali masowo na jedną listę
„Frontu Jedności Narodu (za tym parawanem chowała się na czas wyborów partia),
był to jakiś postęp, swego rodzaju jutrzenka swobody. Stąd też opinia
publiczna przyjęła komunikat pani Szczepkowskiej ze zrozumieniem i nadzieją.

Ale ani pani Joanna Szczepkowska, ani tym bardziej jej słuchacze nie
zdawali sobie sprawy ze wszystkich uwarunkowań, jakie temu „upadkowi
komunizmu” towarzyszyły. Nawet dzisiaj, po 20 latach nie można powiedzieć, że
je znamy, bo musimy mozolnie je odkopywać, niczym szczątki dinozaurów.
Niemniej jednak wiemy znacznie więcej, niż wtedy, dzięki czemu łatwiej nam
zrozumieć, co sprawiło, że w Polsce doszło do „kontraktowych wyborów”, jakie
przyczyny sprawiły, że miały one taki właśnie przebieg i jakie przyniosły
rezultaty. Musimy też przy tym pamiętać o ważnej wskazówce, jakiej swoim
czytelnikom udzielił Antoni de Saint-Exupery w „Małym Księciu” – że
„najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, komunistyczne tajne służby wojskowe i
cywilne opanowały sytuację, spychając do podziemia i częściowo rozpraszając
alternatywną polityczną reprezentację znacznej części, a może nawet większości
społeczeństwa, wyłonioną w wyborach do władz związkowych jesienią 1981 roku.
Wprawdzie były to tylko wybory związkowe, ale w ówczesnej sytuacji, pod firma
związkową funkcjonowała alternatywna władza. Więc władza ta została
rozgromiona i rozproszona, ale zablokowanie jakiejkolwiek możliwości odejścia
od „socjalizmu” z jednej i twarda postawa prezydenta Reagana z drugiej strony
wytworzyły sytuację patową. Przełom nastąpił w połowie lat 80-tych, kiedy to
Gorbaczow zaproponował w Genewie prezydentowi Reaganowi zawarcie układu
rozbrojeniowego. Było to przyznanie do sowieckiej porażki w „zimnej wojnie” i
propozycja nowego porządku politycznego w Europie.

Od tego momentu również w Polsce wokół przedsiębiorstw państwowych
zaczynają powstawać spółki nomenklaturowe, świadczące, iż ludzie reżimu, wśród
których najtwardsze jądro stanowiły służby, przygotowują się do zajęcia
pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych. Obok tych przygotowań do
utworzenia „starych rodzin”, próbowano też wyjść z pata politycznego.
Rozwiązanie zaproponował Jacek Kuroń, a możemy je dzisiaj wydestylować z
protokołów jego „przesłuchań” przez płk. Jana Lesiaka. Oferta Kuronia była
następująca: jeśli władza pomoże nam w eliminacji ekstremy z podziemnych
struktur Solidarności, to my w zamian udzielimy ludziom władzy gwarancji
zachowania pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych. Ta oferta został
się podstawą ustaleń w Magdalence, które stanowią prawdziwą konstytucję III
Rzeczypospolitej. Wyjaśnienia wymaga tylko terminologia; co to byliśmy „my”, w
imieniu których wypowiadał się Jacek Kuroń i co to była owa „ekstrema”? Otóż
„my”, to była tzw. „lewica laicka”, tzn. dawni stalinowcy w pierwszym (Kuroń,
Geremek), albo drugim (Michnik) pokoleniu, którzy z różnych powodów wystąpili
przeciwko partii, tworząc jeden z nurtów tzw. opozycji demokratycznej.
Ekstrema zaś, to byli polityczni konkurenci lub przeciwnicy lewicy laickiej,
wśród których najbardziej znienawidzeni przez nią byli reprezentanci nurtu
katolicko-narodowego. Lewica laicka bowiem, z uwagi na istniejącą tam
nadreprezentację opozycjonistów pochodzenia żydowskiego najbardziej obawiała
się, iż po upadku komunizmu, uwolnione zostaną straszliwe demony ksenofobii i
antysemityzmu, jakie rzekomo drzemią w mrocznych zakamarkach duszy polskiego
narodu. Aby demony te nadal utrzymać na uwięzi, trzeba było porozumieć się z
komunistyczną razwiedką i wspólnymi siłami zablokować dostęp do władzy
nacjonalistom, nawet w warunkach demokracji. To jednak wymagało, by demokracja
była kontrolowana, a przy pomocy jakiego narzędzia lepiej ją kontrolować,
jeśli nie przy pomocy agentury?

Dlatego generał Kiszczak, jako „gospodarz” okrągłego stołu, dobierał
uczestników tego spektaklu nie tylko do „strony rządowej”, co było oczywiste –
ale również – do „strony społecznej”, eliminując już na tym etapie wszelką
„ekstremę”. Dlatego można mówić, iż transformacja ustrojowa została
przygotowana w gronie osób zaufanych, a w każdym razie bardziej zaufanych niż
inne. Zaufanie to siła rzeczy musiało być bowiem ograniczone i dlatego, na
wszelki wypadek, wybory 4 czerwca 1989 roku były „kontraktowe”, tzn. że
„strona społeczna” – jak widzimy – już właściwie obsadzona – otrzymała 35
proc. mandatów, zaś „strona rządowa” – 65, przy czym część miejsc z tej puli
partia zamierzała obsadzić z tzw. listy krajowej, na której umieściła swoich
faworytów. Aliści opinia publiczna, która wtedy jeszcze naiwnie myślała, że z
tym upadkiem komunizmu to wszystko naprawdę, wycięła listę krajową. W tej
sytuacji generał Kiszczak zagroził, że „unieważni” wybory. Tadeusz Mazowiecki
zareagował na to stwierdzeniem, że „umów należy dotrzymywać”, mając na myśli
nie umowę z własnymi wyborcami, tylko – oczywiście – tę ważniejszą umowę z
generałem Kiszczakiem. W rezultacie Rada Państwa w trakcie wyborów zmieniła
ordynację i 18 czerwca faworyci do Sejmu się jednak dostali. Tak wyglądał
„upadek komunizmu” od strony wyborczej, a jego ukoronowaniem był wybór
przywódcy owych komunistów na prezydenta już „wolnej Polski”. Można zatem
powiedzieć, że upadek komunizmu – o ile w ogóle nastąpił – był ściśle
kontrolowany.

Instrumenty owej kontroli były wielorakie. Po pierwsze – gwarancje, o
których mówił Jacek Kuroń. Polegały one na ustanowieniu w Polsce kapitalizmu
kompradorskiego, tzn. takiego, gdzie o dostępie do rynku i możliwości
funkcjonowania na nim, decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym
jądrem są tajne służby. Temu podporządkowane jest całe ustawodawstwo
gospodarcze III RP aż do dnia dzisiejszego. Po drugie – w charakterze polisy
ubezpieczeniowej, na wszelki wypadek pozostawione zostały w stanie nietkniętym
komunistyczne tajne służby wojskowe, które formalnie zostały rozwiązane
dopiero we wrześniu 2006 roku, ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą
formą obecności. Po trzecie – agentura, stanowiąc zarówno pas transmisyjny
polityki partii do mas w warunkach kontrolowanej demokracji, a po drugie –
trzon podstawionych w ramach transformowania państwa tak zwanych elit. Wyszło
to na jaw w całej rozciągłości, ale nie od razu, tylko dopiero 4 czerwca 1992
roku, kiedy to podjęcie próby ujawnienia agentury w strukturach państwa
zakończyło się obaleniem rządu premiera Olszewskiego przez obydwie strony
uczestniczące w negocjacjach w Magdalence.

Jak widzimy już z tego pobieżnego opisu, wbrew optymistycznemu komunikatowi
pani Joanny Szczepkowskiej, komunizm wcale nie upadł 4 czerwca 1989 roku.
Jeśli już cokolwiek mu się wtedy stało, to tylko zaczął się przepoczwarzać. A
z przepoczwarzaniem nigdy nic nie wiadomo, „bo to jest wielka prawda stara; z
poczwarki, zamiast motyla, nędz
    • budinst Re: 4 czerwca 1989 02.06.09, 11:22
      Jak widzimy już z tego pobieżnego opisu, wbrew optymistycznemu komunikatowi
      pani Joanny Szczepkowskiej, komunizm wcale nie upadł 4 czerwca 1989 roku. Jeśli
      już cokolwiek mu się wtedy stało, to tylko zaczął się przepoczwarzać. A z
      przepoczwarzaniem nigdy nic nie wiadomo, „bo to jest wielka prawda stara; z
      poczwarki, zamiast motyla, nędzna wykluje się poczwara – i tyla”.

      dla jednodniowej gazety UPR lubuskie Stanisław Michalkiewicz
      • Gość: "kataryna2" Re: 4 czerwca 1989 IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.06.09, 13:25
        "Aleś się przygotował"oj chyba sam ze sobą sobie pogadasz.Widać że masz świra na
        tym tle.Wykładowca się znalazł,kompinuj kompinuj a może znajdzie się "rozmówca
        Twojej miary"
      • Gość: ele Re: 4 czerwca 1989 IP: *.aster.pl 03.06.09, 19:45
        Stanisław Michalkiewicz ! to jedna z wybitniejsza postac
        dzienikarska !! to człowiek który miał własne zdanie ! i dlatego
        oligarchia medialna zydowskiego pochodzenia skazała go na niebyt !!!
        [ czytaj zakazu pisania w żydowskich mediach w Polsce !! ] co moze
        nie prawda ?
        sam osobiscie wpłaciłem na konto pana Michalkiewicza !!! bo ma swój
        blog polityczny !!! takich ludzi trzeba popierac !!!! tak trzymac
        panie Michalkiewicz !!!
    • Gość: Łukasz Re: 4 czerwca 1989 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.09, 15:55
      Mylisz się. Joanna Szczepkowska powiedziała słowa o 4 czerwca jako
      dniu upadku komunizmu w dniu 28 października 1989 - prawie 5
      miesięcy po wyborach.
      • Gość: Owoc Re: 4 czerwca 1989 IP: *.aster.pl 02.06.09, 17:56
        Zawsze komuś zależy ,żeby zniszczyć to co jest piękne.Dla mnie też
        jest WOLNOSC w pełnym słowa znaczeniu.
    • Gość: plus Re: 4 czerwca 1989 IP: *.gorzow.mm.pl 04.06.09, 11:38
      W Gorzowie UPR wydał gazetę jednodniową "Jedynie prawda jest ciekawa", a w niej
      artykuł Janusza Korwin-Mikke:

      Tło wyborów 1989

      Wybory w socjalizmie służą temu, by wyborcy - poprzez wrzucenie kartki -
      identyfikowali się z reżymem i niejako brali na siebie odpowiedzialność za to,
      co ten reżym (odtąd już ich, wyborców, reżym!) będzie robił. Stąd w socjalizmie
      nie jest ważne, czy wygra ten, który coś potrafi – ważne: by frekwencja była jak
      najwyższa.

      Nie inaczej było z wyborami z 4 czerwca 1989. Wszystko było starannie
      zaplanowane – z nadzieją, że wzbudzi się entuzjastyczne poparcie dla kolejnej
      ekipy; poparcie bardziej entuzjastyczne, niż dla ekipy śp.Edwarda Gierka z Jego
      „Towarzysze – pomożecie?”.
      Otóż plan powstał, gdy w referendum okazało się, że społeczeństwo nie chce
      reformy gospodarczej, gdyż po prostu PZPR-owi nie wierzy. Powstał więc, bardzo
      słuszny, plan Rakowskiego-Wilczka zrobienia reformy pro-kapitalistycznej na wzór
      chiński, bez społeczeństwa, przy zachowaniu fasady socjalizmu. Wzbudziło to opór
      „różowej kanapy” (części aparatu partyjnego, złożonej z ludzi naprawdę
      przywiązanych do socjalizmu), która weszła w porozumienie z euro-lewicą – i
      najprawdopodobniej rzeczywiście swoim odpowiednikiem na Kremlu. (Uwaga: z całą
      pewnością ta „różowa kanapa” nie rządziła wtedy Kremlem! ). Nie wiem też, czy w
      ten spisek był wtajemniczony p.gen.Wojciech Jaruzelski – na pewno nie był
      śp.Mieczysław F.Rakowski!

      Najpierw starannie obsadzono role (wg. p.Włodzimierza Bukowskiego wszystko było
      uzgodnione na szczeblu Paryż – Moskwa – ale nie jestem o tym całkiem przekonany;
      mogę pisać o tym, co widziałem lub wywnioskowałem sam). Zarejestrowano Nową
      Lepszą „SOLIDARNOŚĆ” (złożoną oczywiście z prawie samych agentów służb
      specjalnych, z'organizowano „Okrągły Stół” (do którego po naciskiem Paryża
      dołączono w ostatniej chwili śp.Jacka Kuronia oraz Adama Michnika), i rozmowy w
      Magdalence. Uprzednio bezpieka w całym kraju organizowała strajki by uzasadnić
      „konieczność przekazania władzy SOLIDARNOŚCI”.
      I przekazano władzę... swoim agentom.

      Wybory miały dać temu manewrowi „legitymację d***kratyczną”. Władzę „przejęła
      SOLIDARNOŚĆ”, która szybko zlikwidowała reformę Wilczka-Rakowskiego, orientując
      się (odwrotnie niż w Chinach!) na budowę Nowego, Lepszego Socjalizmu
      (euro-socjalizmu) tworząc jednocześnie fasadę kapitalistyczną! Całe zło miało wg
      tego planu paść na „kapitalizm”.

      Wybory przebiegły tak, jak miały przebiec – i dały wyniki takie, jakie
      „powinny”. Mały problem powstał, gdy część wybranych, a niewtajemniczonych,
      posłów nie chciała głosować na p.gen.Wojciecha Jaruzelskiego uzgodnionego jako
      kandydat na prezydenta (moim zdaniem p.Generał już wtedy nie bardzo orientował
      się, co się właściwie dzieje – stał tylko na stanowisku, że musi na czele sił
      zbrojnych zapewniać w kraju porządek!) - ale spiskowcy z obu „stron barykady”
      szybko doprowadzili proces do pożądanego stanu.
      Większym był problem „listy krajowej”. Wszystko było tak wyliczone, by liczba
      Posłów „S” plus ZSL i SD (którzy wg. tego planu mieli „zdradzić PZPR”) pozwalała
      na gładkie przejęcie władzy – uniemożliwiając wszakże frondystom jakiekolwiek
      radykalniejsze działania (zaporą było właśnie stanowisko prezydenta). Ponieważ w
      wyniku wyborów zaistniały podstawy zakwestionowania „listy krajowej” ludzie nie
      mogli zrozumieć, dlaczego działacze „S” wręcz nastają, by PZPR mogła wprowadzić
      do Sejmu swoich posłów z „listy krajowej”. Niewtajemniczonym nie można było
      jednak objaśnić istoty spisku.

      (Słowo „spisek” proszę traktować jako neutralne; skoro wielu Polaków – ja: NIE –
      pochwala listopadowy „spisek podchorążych” - to czemu nie uznać i tego spisku za
      korzystny? Wyrwał on przecież Polskę ostatecznie spod wpływu sowieckiego – a
      euro-socjalizm wydawał się lepszy od „socjalizmu realnego”. W dodatku zachodnia
      Lewica – i nie tylko – sypnęła pieniędzmi. ).

      Po wyborach w kraju już bez większych przeszkód narastał socjalizm:
      czterokrotnie zwiększyła się liczebność urzędników, zdecydowanie wzrosła sfera
      socjalna, zasiłki dla bezrobotnych, ubezpieczenia przymusowe objęły nawet księży
      (!). Bezpieka obsadziła wszystkie większe telewizje i radia, agencje badania
      opinii publicznej, gazety, banki. W rękach reżymu pozostały też najważniejsze
      działy gospodarki: szkolnictwo, lecznictwo, koleje, telewizja, poczta, KGHM,
      ORLEN (i cała branża paliwowa)...
      Rozpoczęła się zaplanowana parę laty wcześniej, i przypieczętowana wyborami
      (dzięki tej właśnie fasadzie Zachód dał sporo pieniędzy!!!) faza budowy
      socjalizmu (pamiętajmy, że Karol Marx wyraźnie pisał: „Socjalizm zostanie
      najpierw zbudowany w najwyżej rozwiniętych krajach kapitalistycznych!”). W
      odróżnieniu od „socjalizmu realnego”, gdzie Władza sama usiłowała znosić złote
      jaja, tu pozostawiono to kurom...
      ...oczywiście zabierając potem jaja poprzez podatki.

      Ale to już dalsza historia.

      Janusz Korwin-Mikke
Pełna wersja