Dodaj do ulubionych

XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie

IP: *.crowley.pl 01.05.04, 20:49
Czy jest tu ktoś, kto kończył tę szacowną szkołę?
Obserwuj wątek
    • Gość: Ania Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.radiozet.com.pl / *.radiozet.pl 03.06.04, 13:46
      Czesc, Ja konczylam XXX-tke w 1991 roku. Minelo wlasnie 13 lat od matury i nasza klasa IVA - rocznik 1972 chce sie spotkac. Organizujemy sie ale ciezko wszystkich namierzyc. Poprzez internet, siatke znajomych z 36 osob udalo nam sie odnalezc 14. Powstala wlasnie strona internetowa naszej klasy - zapraszam do odwiedzenia www.4a.ornak.com.pl
      My bylismy klasa matematyczno-fizyczna. Naszym wychowawca byl M. Trojanowski. Matematyki uczyla nas Pani Ramotowska, angielskiego - Pani Szymanska.
      Po odwiedzeniu strony XXX LO - zobaczylam, ze niektorzy nadal tam ucza.
      Czy macie moze jakis pomysl jak odnalezcz pozostala czesc klasy???
      Pozdrawiam, Ania
      • Gość: eee Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.chello.pl 03.06.04, 22:16
        Witam, Marto bardzo dziękuję za odpowiedź, ale myślę chyba o innej pani
        profesor.Aniu, czy pani Szymańska od angielskiego ma na imię Elżbieta i jest
        juz wiekową panią, bo gdyby tak, ta "baba" zalazła mi za skórę jak mało kto z
        nauczycieli uczących w tej szkole. Kiedy ja tam chodziłam dyr. był pan
        Bolewicki, natomiast z Tomkiem Staweckim( jego nazwisko widnieje na stronie
        naszej szkoły) chodziłam do jednej klasy.Ponieważ jestem od Was drogie
        Kolezanki i Koledzy dużo starsza, to nie będę snułą swoich opowieści, jak było
        w latach 70-tych w naszej szkole. Powiem tylko jedno, było fajnie. Pozdrawiam
        wszystkich Absolwentów XXX-ki.EM
        • Gość: JŚ Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.crowley.pl 03.06.04, 23:51
          Czołem koleżanki,
          Aniu, jak Karolakową nazywali za Twoich czasów? Myśmy zwali ją Żyrafa, jako że
          taka długa i nakrapiana. To była wstrętna baba. Ja przyszedłem do Śniadeckiego
          jako chłopak z pasją historyczną, a wyszedłem z przekonaniem, że historia to
          nudy potworne, spis dat i nazwisk. Na szczęście na studiach odbudowałem nieco
          tę pasję. Żyrafa miała taki miły zwyczaj, że kiedy pytała, w ogóle nie słuchała
          odpowiadających, tylko uzupelniała sobie dziennik. Stawiała potem stopień
          według uznania, tzn. z góry wiedziała, kto na co odpowie. Ja kiedyś zadrwiłem z
          niej okrutnie i kiedy mnie wezwała, dałem znak klasie, żeby była cicho i
          zacząłem opowiadać potworne bzdury, typu Władysław Łokietek na konferencji w
          Poczdamie wytargował od Aleksandra Macedońskiego Lotaryngię dla Polski itp.
          Żyrafa skończyła swoją biurokrację i postawiła mi czwórkę. Ja głupi, zamiast
          usiąść, poczekać do przerwy a potem obśmiać ją z całą klasą, opowiedziałem
          kobiecie o tym, co mówiłem przed chwilą i obśmiałem ją prosto w oczy. Mam
          dzięki temu do dziś na świadectwie maturalnym (to 4 klasa była) nieodpowiednie
          zachowanie. Ale K. została ośmieszona przed całą szkołą i to się liczy.
          Eee, pani Szymańska uczyła i mnie przez rok, ale miała opinię zupełnie
          nieszkodliwej. Przez cały rok czytała nam Davida Coperfielda po polsku. Do dziś
          uwielbiam tę książkę. A Bolek, czyli Bol(sz)ewicki był dyrem przez moje
          pierwsze dwa lata, wywalili go za malwersacje. Był głupi jak but. Po nim
          przyszła dyr. Rabij, która była wstrętną partyjną wtyką i starała się zrobić z
          naszej szkoły komsomoł. Kto Cię uczył polskiego? No i w ogóle, czemu masz nie
          snuć opowieści? Któż ma je snuć i komu, jeśli nie starsi młodszym:)
          Aniu, witam na forum, skoro jesteś rocznik '72, to dwa lata chodziliśmy do niej
          razem. Jak wspominasz Ramonę? Ja do dziś drżę na myśl o niej. Miala takie
          określenie laski: ocena jednoznacznie negatywna.
    • Gość: Marta Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.aster.pl / *.acn.pl 04.06.04, 15:27
      A ja Pania Szymanska milo wspominam :) Co prawda mialam z nia stycznosc jedynie
      na maturze z angielskiego, ale pamietam jak miny robila za plecami mojej
      kochanej pani Roszczyny i wspaniale czytalo sie z ruchu jej warg, a najpierw
      sie osluchalam o niej, ze tragedia, ze jak ona jest w komisji to juz nic
      gorszego nie moze byc, a tu prosze :) A co do pani Grzybowskiej...to jedno co
      powiem...to ze do dzis wiem, gdzie sa najwieksze uprawy slonecznika, rzepaku,
      gdzie sie wydobywa boksyty...wszystko w cyferkach i procentach ;-) I ten
      dreszczyk emocji...kto następny do mapy i wskaznika :)
      • Gość: eee Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.chello.pl 04.06.04, 18:45
        Witam
        Ja natomiast panią Szymańską wspominam bardzo źle.. przyszła do naszej szkoły,
        kiedy byłam w IV klasie. przez trzy lata uczyła nas angielskiego była
        absolwentka naszego ogólniaka.Ponieważ jestem wielkie beztaleńcie do języków
        obcych więc między mną, a pania od angielskiego powstał bardzo dobry układ dla
        obu stron.Ja nie przeszkadzałam na lekcjach, natomiast ona stwiała mi trójeczki.
        Po trzeciej klasie pani Twardowska ( bo tak się chyba nazywała) poszła robić
        karierę w ambasadzie japońskiej.W szkole nastała pani Szymańska, która za punkt
        honoru postawiła sobie nauczyć mnie tego, co wszyscy już umieli po trzech
        latach. Bardzo się starała, ja też, tylko mi jakos kiepsko szło.Na koniec I-go
        semestru miał być sprawdzian decydujący, kogo z nas dopuscić do matury. pani
        Szymańska podała 5 tematów, na wszystkie napisałam sobie gotowce. SAMA!
        Pierwszy raz przez 4 lata tak się przyłożyłam do angielskiego. I co? Pani
        Szymanska zabrała pierwszego, drugiego gotowca. Przy trzecim twarz jej
        przybrała koloru pąsowego, a na usta wyległa piana, której nie powstydziłby się
        żaden dzisiejszy proszek do prania. Wywlokła mnie z klasy i dosłownie zanisła
        do pracowni chemicznej, gdzie lekcje prowadziła nasza wychowawczyni pani
        Gaciąg.Wyobrażcie sobie jej zdziwienie, kiedy drzwi otwierają sie z hukiem,
        wpadam ja (przez 4 lata nie sprawiająca żadnego kłopotu, grzeczna uczennica),a
        za mną pani profesor od angielskiego, krzycząc, że nie dopusci mnie do matury i
        obniży stopień ze sprawowania. Wychowawczyni kazała iść mi do klasy, natomiast
        pania Szymańską przywołąła do porządku i to w bardzo drastyczny sposób mówiąc"
        A teraz cała klasa podkłada gotowce". pani od angielskiego jak burza zbiegła do
        swojej pracowni. Był to jedyny sprawdzian z jęz. angielskiego w IV klasie, z
        kórego nikt, poza mna oczywiście nie dostał nizej niż 4.Natomiast rosyjskiego
        uczyła nas stara panna ( tak mi się wtedy wydawało, że stara, bo miała chyba
        około 30-tki), u której chłopaki robili na lekcjach, co chcieli.Języka
        polskiego uczył mnie pan Wiloch.Super facet. Niestety też tylko 3 lata, później
        o ile dobrze pamiętam pani Niedzielska.Ona tez była w porządku. Sznowny plemnik
        tez mnie uczył.Przpraszam, że tak długo wyszło. Pozdrawiam EM
          • Gość: eee Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.chello.pl 10.06.04, 14:36
            Gaciong. Ta kochała wszystko, tylko nie prowadzenie lekcji
            Tak z tą panią też mam miłe wspomnienia. W pierwszej klasie uczyła chemii inna
            pani profesor. Na koniec roku miałam czwóreczkę, przyszła pani Gaciąg i
            postanowiła sprawdzić wiedzę tych z czwórkami i piętkami w poprzedniej klasie.
            No i poszłam do tablicy, smarowałam na tej cholernej tablicy bardzo długie
            reakcje chemiczne, jakies wzory i wszystko wysmarowałam bardzo dobrze. Tak
            powiedziała pani od chemii, potem z usmiechem na ustach dodała DWA i taką ocenę
            z odpowiedzi wstawiła mi do dziennika. Na następnych zajęciach też mnie spytała
            i pomimo, że znałam odpowiedź, ze strachu nie wydukałam nawet słowa. Następne
            dwa. Doszłam do wnisku, że chemię muszę sobie odpuścić i tak pani Gaciąg nie
            widziałą mnie na żadnych swoich lekcjach.Przyszedł maj, jakieś zastępstwo za
            nieobecnego profesora wzięła pani Gaciąg. Boże jaka byłam przerażona. Ponieważ
            poza chemią na koniec roku nie groziła mi żadna dwója, więc pani Gaciąg
            powiedziała, że nie ma zamiaru z mojego powodu w sierpniu przyjeżdzać do
            szkoły. Kazała coś mi wymyśleć. Zaproponopwałam, żeby sprawdziła mi zeszyt,
            asekurując się od razu, że dzisiaj go nie mam, bo nie widziałam, że dzisiaj
            spotkam panią profesor. Pomysł się spodobał. Cała noc przepisywałam zeszyt od
            chemii od jednej z lepszych uczennic w klasie. W zeszycie pani Gaciąg postawiła
            kilka trójeczek i piąteczkę za "porządne" prowadzenie zeszytu. Na koniec roku
            miałam trzy. W trzeciej klasie gnębiłą chyba kogoś innego, ja bez problemu
            miałam cztery. W czwartej klasie została moją wychowawczynią i okazało się, że
            jast OK. Piotrze, czy Ty nieszkałeś kiedyś na ul. Górczewskiej?.Pozdrawiam EM
            • Gość: Piotr Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.bartpl.com / *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.04, 19:16
              Cześć EM. Łatwiej byłoby po imieniu...
              Z Gaciongową też miałem przeprawy. Na początku mnie nie cierpiała. Rozrywkowy
              byłem. Kiedys wrzuciłem jej jakis roztwór do kwasu. Kiedy kazała żebym go
              odkupił, skołowałem jej 10 razy więcej niż wrzuciłem. Stałem się kochanym
              uczniem. A jeszcze bardziej, gdy założyłem w szkole zespół muzyczny. Gaciongowa
              była bardzo rozkojarzona. Kiedys zapatrzyła się w otwartą szufladę. Cała klasa
              trwała w milczeniu, byle tylko czas spłynął. Gaciong w pewnym momencie
              zapytała: czy nie wiecie czego ja w tej szufladzie szukam? Mój kumpel palnął:
              Szczęścia, Pani profesor. Oj, ledwo skończył szkołę.
              A jakie masz jezszce wrażenia z lekcjami z Urbanowską? Rzeczywiście była
              zdziwaczała. A Guzek? Uczył Cię?
              A wiesz, mam ksiązkę o XXX LO wydaną w roku 1980. Kopalnia wiedzy. I spis
              wszystkich absolwentów. Pewnie jesteś mężatką, ale gdybyś miała panieńskie
              nazwisko, to bym Cię z roku 1976 namierzył po inicjałach :)))
              • Gość: eee Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.chello.pl 11.06.04, 17:02
                Cześć Piotrze, pan Guzek uczył moją klasę, zawsze powtarzał, ze teraz to i
                sprzątaczka powinna mieć wykształcenie techniczne, na co my odpowiadalismy, że
                chyba poto, żeby wiedziała z której strony trzymać szczotkę.
                pani od języka rosyjskiego, największa kumpela pani od angielskiego ( ale nie
                Szymanskiej). pamiętam jak chłopaki na lekcji rosyjskiego pytali pani profesor,
                czy mogą wyjść na boisko ( było już prawie lato i nikomu nie chciało się
                uczyć).Pani Urbańska stanowczym głosem stwierdziła, że do końca lekcji nikt nie
                otworzy drzwi od klasy. Poniewaz pracownia rosyjskiego była na parterze, to
                chłopaki spytali, czy mogą wyjść przez okno. Pani profesor wzięła to za żart i
                w zartach im pozwoliła.I juz do końca lekcji w klasie zostały same dziewczyny.
                Geografi uczyła mnie pani Goławska, czuła na punkcie nieszczęść rodzinnych, dwa
                razy "śmierć mojej babci" ( niestety znałam tylko jedną swoją babcie, a ta
                umarła dopiero w 1986r.) uchroniła mnie od dwói z odpowiedzi. Pamiętam z nią
                naszą pierwszą lekcje. Wyczytywała nazwiska z dziennika i kiedy doszła do
                jednej z koleżanek stwierdziłą, że jest ona mongolskim typem, bo ma dziwnie
                ułożone dziurki w nosie. Do końca lekcji oglądaliśmy swoje dziurki w nosie.
                Pozdrawiam Ela
    • Gość: Piotr Re: XXX LO im. Śniadeckiego w Warszawie IP: *.bartpl.com / *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.04, 00:35
      Uwaga, Uwaga, przebijam wszystkich. Uczeń XXX LO. Matura rocznik 1979! Tak,
      tak, my jeszcze żyjemy. To fantastyczne czytać Wasza dyskusję. jakby mi się
      czas cofnął, choć nikogo z Was w szkole nie spotkałem. Może ktoś z mojego
      pokolenia sie odezwie... Co najciekawsze uczyła mnie ... p. Karolak! Poza tym
      polski - Krystyna Niedzielak, rosyjski - Maryla Urbanowska zaj. tech. Marian
      Guzek, matematyka Mieczysława Modzelewska (wychowawczyni)angielski - Ewa
      Szymańska. Wszystkich ich wspaniale wspominam. Ale to już sprawa wieku, w
      którym wszystko z młodości się gloryfikuje. Ze szkoły mam sporo wspaniałych
      wspomnień. Pięęęęękny okres życia
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka