Julia Child i nowy film

IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 08.10.09, 17:58
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100958,7103518,Tu_Julia_Child__Bon_app%C3%A9tit_.html
Genialna kobieta...Dzieki niej Amerykanie odkryli, ze istnieje dobre jedzenie
i to wlasnie od niej zaczela sie rewolucja kulinarna w US.
Polecam ten film jesli bedziecie mieli mozliwosc obejrzenia, nawet jesli nie
jestem zachwycona jesgo wspalczesnym watkiem (blogujaca Amy Adams) ale ta
czesc z Meryl Streep i paryskie klimaty sa bezcenne!
No i polecam jej ksiazki- przepisy naprawde wychodza jak powinny!

    • Gość: Guhi Re: Julia Child i nowy film IP: *.aster.pl 08.10.09, 18:12
      Widziałam film i jest taki sobie. Meryl Streep jest genialna ale ta
      blogujaca frustratka rozpaczliwa. Spaprany film a mogło być tak fajnie.
      Julia Child była złożona i skomplikowana kobieta a została sprowadzona
      do glupkowatej kobitki, która stała się inspiracja dla sfrustrowanej
      sekretarki. Można obejrzeć ale to nie jest nadzwyczajne kino. Nawet
      niezbyt ciekawe.
      • nchyb Re: Julia Child i nowy film 10.10.09, 11:57
        Filmu nie widziałam, do książki Julia i Julia się przymierzam.
        Tak się zastanawiam jednak, czy faktycznie Julia Child przyczyniła
        się do zmian nawyków kulinarnych u Amerykanów?

        Wiem, że stereotypy sa paskudne, jednak przeciętny amerykanin nie
        kojarzy się z kimś, kto gotuje "francuszczyznę", ale głównie z
        otyłym bywalcem fastfoodów...

        Taka Julia Child to chyba bardziej do minimum klasy średniej
        trafiła, tak sądzę.

        A przy okazji, czy wydano książi Julie child po polsku?
        • maniaczytania Re: Julia Child i nowy film 10.10.09, 14:05
          nchyb napisała:

          > Filmu nie widziałam, do książki Julia i Julia się przymierzam.
          > Tak się zastanawiam jednak, czy faktycznie Julia Child przyczyniła
          > się do zmian nawyków kulinarnych u Amerykanów?

          Moze cos wyczytasz z tego wywiadu z Meryl Streep:
          www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=59224
          > A przy okazji, czy wydano książi Julie child po polsku?
          Chyba niestety nie, mam nadzieje, ze to sie zmieni po filmie ...
    • Gość: inny gość Re: Julia Child na obcasach IP: *.centertel.pl 10.10.09, 18:33
      @Madeleine : Przepis z podanego przez ciebie linku z "wys.obcasów", zalecający
      wstawianie żeliwnego gara od razu do piekarnika rozgrzanego do 230 st. C. - to
      jeden z prostszych sposobów na to by zamiast wołowiny po burgundzku w czerwonym
      winie mieć od razu mieć pęknięty gar z żeliwa, które nie znosi tak gwałtownych
      skoków temperatur.
      Pozdrawiam
      • pytacz-zanudzacz Żeliwo? 10.10.09, 23:27
        Piszesz o tym samym materiale, z którego wyrabia się m.in. piece, że nie
        wytrzyma w piekarniczku nagrzanym do 230 st C? I o garnkach, przeznaczonych do
        stawiania na ogniu?

        A tak poza tym wkładanie żeliwnej kokoty do piekarnika nie ma zbytniego sensu.
        Żeliwo nagrzewa się równomiernie, więc szczelny gar żeliwny postawiony na ogniu
        działa zupełnie, jak minipiekarnik zamieniając energię konduktywną w
        konwekcyjną. Po co zatem tworzyć piekarnik w piekarniku?
        • Gość: inny gość Re: Żeliwo? IP: *.centertel.pl 11.10.09, 04:46
          pytacz-zanudzacz: Zeliwo - powoli rozgrzewane - wytrzyma. Nawet dobrze kumuluje
          ciepło. Wystawione na gwałtowną zmianę temperatury pęka. Tak jak to się zdarza
          drzwiczkom w piecach. Widziałeś takie pęknięte?
          Gary żeliwne - droższe dziś od stalowych - rozgrzewa się na średnim, lub małym
          ogniu przez co najmniej 5 min. Potem można je wstawić do rozgrzanego nawet
          piekarnika. W przepisie o tym ni słowa. Stąd ani żeliwnej rewolucji kuchni
          francuskiej w Polsce, ani zrozumienia przełomu jaki powolnym gotowaniem
          wprowadziła J. Child w USA chyba nie będzie. Tylko straty.
          'Ofiaruj sobie wiele czasu. Zawsze zwracaj uwagę na detale - niewielka różnica w
          przyrządzaniu może stworzyć wielką różnicę w smaku." -cytuje bez zrozumienia
          autorka artykułu J. Child o której pisze. A efektem jest od razu Twoje
          pytanie:"gar żeliwny postawiony na ogniu
          > działa zupełnie, jak minipiekarnik ...Po co zatem tworzyć piekarnik w
          piekarniku? "
          Może, żeby lepiej smakowało
          Pozdrawiam
          • Gość: inny gość Re: Żeliwo w filmie IP: *.centertel.pl 12.10.09, 01:53
            Inaczej, niż w "Wys. obcasach" w filmie -z żeliwnymi garami nawet blogerka
            kopiująca przepisy Julii Child obchodzi się uważnie. Wpierw podgrzewa je na
            kuchni, a dopiero potem wstawia do rozgrzanego piekarnika.( w oryginalnych
            instrukcjach obsługi: przez 3 min. rozgrzewa się gar na sucho na średnim
            ogniu/resztki wody i.. mikroflory?.. odparowują wówczas z porowatych załomków
            naczynia/,potem można dodać masło lub ciekły tłuszcz, co sprzyja powstaniu
            naturalnej powierzchni nieprzywierającej utrwalającej się w kolejnych
            gotowaniach) Te subtelności wyparowały jakoś z recenzji wys. obcasów.
            W - uroczym skądinąd - filmie(którego bohaterowie o dziwo nie tyją pożerając 524
            wysokokaloryczne potrawy kuchni francuskiej w ciągu roku) - kluczowa zasada
            długotrwałego przygotowywania(kruchych,soczystych) potraw, z twardych włóknistch
            zwykle mięs, w stosunkowo niskich temperaturach (wołowina w winie na granicy
            octu, tylko w 160 st.C w żeliwnej brytfannie , w 2,5 h!)przedstawiana jest jak
            dziwactwo. Jeśli ten błąd znalażł się też w książce stanowiącej podstawę filmu,
            to nic dziwnego że prawdziwa Julie Child, marząca o stworzeniu naukowych zasad
            kuchni francuskie w USA znienawidziła blogującą epigonkę, z brak zrozumienia.
            Wśród tych nieporozumień rewolucja kulinarna w Polsce, na wzór zmian
            przypisywanych wpływowi Julie Chid w USA .. wydaje się mało prawdopodobna.
            Pozdrawiam
          • pytacz-zanudzacz OK 12.10.09, 19:57
            Lepiej będzie smakować. A współczynnik koszt/efekt przy porównaniu
            gotowania w żeliwniaku (znanym w anglosaskim świecie pod
            nazwą "holenderskiego piekarnika") na wolnym ogniu, a pieczenia w
            żeliwniaku? Nie żebym liczył co do grosza, ile zapłacić trzeba za
            godzinę grzania piekarnika na maxa i zestawiania tego z kosztem
            godziny pyrkotania na jedyneczce/dwójeczce, ale chyba taniej i
            łatwiej postawić kokotę na palniku? I teraz pytanie: jaka jest
            różnica jakościowa gotowego, zrelaksowanego na "galaretkę" włókna
            mięsa opiekanego/duszonego pojedynczo (na palniku, w żeliwnym
            garnku), a podwójnie (na palniku, który nagrzewa wnętrze piekarnika,
            które nagrzewa ściany żeliwnego naczynia). Zwykła ekonomia
            fizycznych zjawisk podpowiada, że każde pośrednie ogniwo przynosi
            straty. Chciałbym wiedzieć, jaki jest sens tej straty? Tylko
            konkretnie.
            • jacek1f wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze 12.10.09, 20:32
              jeszcze 3-4 miesiace temu nikt w Polsce szeroko nie slyszal o JCh, a i na siwecie nie za bardzo....
              A teraz wszyscy zawodowcy ja znaja i wychowywali sie z nią, jest naj naj itd.

              Potega markietingu jest powalajaca, no nie?
              • Gość: inny gość Re: wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze IP: *.centertel.pl 13.10.09, 04:49
                A kto znał R.Makłowicza z jego ciężkostrawną kuchnią zanim zaczął występować w tv?
                Pozdrawiam
                • jacek1f ale o Maklowiczu niket w US nie opowiada, ze 13.10.09, 08:02
                  wychowal sie na jego gotowaniu. A tu mamy produkt stricte hamerykanski - jak coca cola - i w 3 miesiace:-)
                • Gość: Roman Re: wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze IP: *.tczew.net.pl 19.10.09, 11:11
                  Ja. Czytałem jego recenzje w GW :)
              • marghe_72 Re: wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze 15.10.09, 12:44
                jacek1f napisał:

                > jeszcze 3-4 miesiace temu nikt w Polsce szeroko nie slyszal o JCh,
                a i na siwec
                > ie nie za bardzo....
                > A teraz wszyscy zawodowcy ja znaja i wychowywali sie z nią, jest
                naj naj itd.
                >
                > Potega markietingu jest powalajaca, no nie?

                O tym samym pomyślałam :D
                I wszyscy zachwychają się swobodą JCH przy garach powiołując się na
                jeden i ten sam przykład z omletem, co to jej z patelni zjechał :D
                • Gość: Madeleine Re: wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 15.10.09, 17:15
                  Wydaje mi sie, ze nie macie racji... Moze w Polsce jest nieznana ale we Francji
                  i USA nawet bardzo...i to od dziesiecioleci. Ta pani miala pierwszy kulinarny
                  show w TV,wspolpracowala z wieloma slynnymi kucharzami, napisala kilkanascie
                  ksiazek kucharskich o kuchni francuskiej, a cale zycie walczyla o to aby
                  Amerykanie jedli lepiej. W niektorych sferach jej sie to udalo, a na pewno
                  zostala tzw. household name-od dziesiecioleci (a nie od filmu) wszyscy tutaj
                  wiedza kim byla. Film byl bardziej zrobiony pod ta blogerke, ktorej nazwiska
                  nawet juz nie pamietam :-))))
                  • Gość: inny gość Re: wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze IP: *.centertel.pl 15.10.09, 21:39
                    No i jeszcze ten styl J. Child. Pełen emfazy, ale przykuwający uwagę. Np. o
                    Boeuf Bourguignon pisze "uważnie zrobiony,doskonale doprawiony jest jednym z
                    najsmakowitszych dań z wołowiny wymyślonych przez człowieka..."

                    http://cooking.knopfdoubleday.com/2009/07/13/julia-childs-boeuf-bourguignon-recipe/

                    knopfdoubleday.com/marketing/cooking/BoeufBourguignon.pdf
                    Dałby ktoś radę dziś tak wartościować."jedno z najsmakowitszych dań z wołowiny
                    wymyślonych przez człowieka..." . No i jeszcze to łaskawe przyznanie, że
                    podobnie jak w w przypadku wielu sławnych dań jest więcej niż jeden sposób
                    osiągnięcia dobrego Boeuf Bourguignon.
                    Prawdziwa dama. Jak tego nie docenić?
                    Pozdrawiam
                    • Gość: inny gość Najlpsza potrawa z wołowiny w historii! IP: *.centertel.pl 19.10.09, 06:36
                      Julia Child nie przesadza.W dzisiejszym wielokulturowym świecie opinie z jej
                      książki kucharskiej brzmią może dziwnie,ale dziwnie bliskie są rzeczywistości.
                      Duże kostki chudej wołowiny, wspaniale zrumienione,poprzez kolor beżu do brązu
                      na rozgrzanym do punktu dymienia maśle(co za wspaniały mięsno maslany zapach!),
                      kruche paski boczku, podsmażone na tym samym tłuszczu plasterki marchwi:
                      wszystko to po odlaniu tłuszczu i dodaniu trzech szklaneczek(220ml) wina i
                      szklanki bulionu - po 2 godzinach 20 minutach pieczenia w piekarniku rozgrzanym
                      do 162-165 st. C - zachowuje swój kształt, kolor(mięso chrupkość) w
                      jasno-czerwonym przejrzystym sosie. Szok. A jednocześnie jest kruche wewnątrz i
                      delikatne. Kształt zachowują też małe cebulki (smażone przez 10 min na maśle i
                      oliwie, a potem pieczone w 175 st. przez 50 min. pod górną grzałką piekarnika w
                      pokrywie żaroodpornego naczynia, do której wlałem szklaneczkę bulionu) oraz
                      pieczarki smażone na maśle, przez 4 min.(zrezygnowałem tlko z oprószania mąką
                      wołowiny, bo osuszona ręcznikiem papierowym w smażeniu osiągnęła piękny brązowy
                      kolor)
                      Czemuż, nawet Ci którzy przyznają chłodno, że przepisy J.Child wychodzą, nie
                      zachwycą się jakie to mistrzostwo świata. Jaki to wspaniały smak.
                      W rzeczywistości potrawa -podana na talerzach, których środek zajmuje makaron,
                      albo tłuczone kartofle, otoczone wianuszkiem przez wołowinę po burgundzku -
                      wygląda lepiej niż w filmie.
                      Pozdrawiam

                      PS. Potrawa- ciężkostrawna, energochłonna - ale nie spróbować jej choćby raz w
                      życiu, to jak nie żyć.
                      PS.PS. Chwała - komedii "Julia i Julie" za przypomnienie ikony kulinarne
                      amerykańskiej TV z lat 50. XXw. Bywa, że dopiero cudzoziemcy odkrywają
                      najciekawsze osiągnięcia kultury kulinarnej innych krajów
                      • Gość: inny gość Re: Najlpsza potrawa z wołowiny w historii! IP: *.centertel.pl 19.10.09, 06:39
                        Pomyłka w datowaniu. J.Child występowała w latach 60. ubiegłego wieku.
                        > PS.PS. Chwała - komedii "Julia i Julie" za przypomnienie ikony kulinarne
                        > amerykańskiej TV z lat 60. XXw. Bywa, że dopiero cudzoziemcy odkrywają
                        > najciekawsze osiągnięcia kultury kulinarnej innych krajów
                        Pozdrawiam
                  • marghe_72 Re: wydaje sie, ze najwazniejsze to to, ze 19.10.09, 11:48
                    Gość portalu: Madeleine napisał(a):

                    > Wydaje mi sie, ze nie macie racji... Moze w Polsce jest nieznana
                    Nie wiem jak inni ale ja o Polsce mówię :)
                    A w Polsce raczej znana nie była
            • Gość: inny gość Re:Więcej może szacunku dla żeliwa? OK IP: *.centertel.pl 13.10.09, 04:45
              @pytacz-zanudzacz: Więcej może szacunku dla żeliwa. Współczesne żeliwne gary
              produkowane we Francji mają komputerowo zaprojektowane pokrywy -wklęsłe z
              wierzchu(to miejsce na wodę, która wyparowując ułatwia zbieranie parujących w
              czasie pieczenia płynów z wnętrza brytfanny na spodzie pokrywy ) i zaopatrzone
              po spodniej stronie w obłe wypustki (picot) sprzyjające najbardziej efektywnie
              działającemu systemowi zraszania pieczeni w trakcie obróbki cieplnej(bez
              potrzeby podnoszenia pokrywki towarzyszącemu temu zmiany temperatury wewnątrz i
              oparzeń).
              Tu są obrazki
              www.staubusa.com/performance/index.asp
              Poza tym - jak to i drzewiej bywało- żeliwne kokoty mają równej gtrubości dna,
              ścianki boczne i pokrywy - co umożliwia równomierną obróbkę cieplną
              przygotowywanej potrawy.(to działa)
              Żeliwo dobrze kumuluje ciepło. Na małym nawet ogniu, temperatura jednak
              rośnie.Nieco poza kontrolą. Perliczkę marnowaną przez 12 h w koniaku, obsmażaną
              na maśle duszoną z białym winie i ziołach -dusi się na palniku w godzinę, ale
              dużą pierś gęsi ze śliwkami(po polsku) - od 3 do 6 godzin.Okazja była wyjątkowa,
              i w każdym wypadku było warto.
              W piekarniku - masz mimo wszystko, równiejszy rozkład temperatur,(potrawa jest
              trochę lepiej dopiekana z boków i góry), a termostat wyłącza GRZAŁKI, gdy
              temperatura przekracza te 160 st.(Swoją drogą coś nie tak musi być z termostatem
              twojej kuchenki jeśli nie wyłącza grzałek przez godzinę, do temp.220 st.powinno
              wystarczyć 20-25 min.)Godzina pracy piekarnika wg zapewnień producenta - wynosi
              79 gr. - 2,40 pln niecałe za przygotowanie wołowiny w czerwonym winie?Drogo?Na
              gazie taniej.Nie zawsze krócej.Brak stabilnej atmosfery i wyższej temperatury
              otoczenia wywołuje straty ciepła, przed którymi chroni dobrze izolowany piekarnik.
              Stąd twoje pomieszanie ekonomii z fizyką wydaje się chybione.
              "Zwykła ekonomia
              > fizycznych zjawisk podpowiada, że każde pośrednie ogniwo przynosi
              > straty. Chciałbym wiedzieć, jaki jest sens tej straty?" Pomijasz całkiem
              konkretną kwestię smaku(chodzi o konkretne biochemiczne reakcje kubeczków
              smakowych).Chodzi Ci o stratę ciepła, energii, pieniędzy? Czasu? Nie zacytuję
              "małego księcia"A. Saint-Exuperry- dziwiącego się że ludzie łapczywie
              zaspokajają pragnienie, zamiast delektować się każdą kroplą wody.(Wyjątkowo
              wykonanym posiłkiem?)
              Na co dzień używam szybkowara. Kartofle - w 6 min., ryż gotowy w 9 min. risotto
              - 25. Szybko i tanio.Gulasz z pręgi wołowej 40 min. Wysokie ciśnienie i wyższa
              temperatura. Jednak gulaszu z mieszanego mięsa wołowego (40 min powyżej punktu
              pary) i wieprzowego (25 min powyżej pkt. pary) nie da się razem zrobić, bo jedno
              jest zbyt rozgotowane (co za strata), a drugie - zbyt twarde. A w żeliwnej
              brytfannie wychodza w niższej temperaturze.
              Nie myśl o tym co tracisz, ale co uda ci się ocalić. Może zyskać. Również
              konkretnie.
              Pozdrawiam

              PS. No tak, kuchnia francuska - to też filozofia życia. Ale zauważyliście to w
              filmie? Już żeliwne kokoty(to nazwa francuskiej brytfanny) były tam bardziej
              widoczne.



              • Gość: qd Re:Więcej może szacunku dla żeliwa? OK IP: *.szczecin.mm.pl 13.10.09, 08:31
                Piekny rzetelny tekst, gratuluje!
              • pytacz-zanudzacz Re:Więcej może szacunku dla żeliwa? OK 13.10.09, 21:28
                > Pomijasz całkiem
                > konkretną kwestię smaku(chodzi o konkretne biochemiczne reakcje kubeczków
                > smakowych).Chodzi Ci o stratę ciepła, energii, pieniędzy? Czasu? Nie zacytuję
                > "małego księcia"A. Saint-Exuperry- dziwiącego się że ludzie łapczywie
                > zaspokajają pragnienie, zamiast delektować się każdą kroplą wody.(Wyjątkowo
                > wykonanym posiłkiem?)

                Cytat z "Małego Księcia" ma być konkretną odpowiedzią? Nie bardzo rozumiem. Jak
                dla mnie zwykła zasłona dymna, w dalszym ciągu nie wyjaśniająca w czym dobrze
                wykonane kokoty, o których sam piszesz, że "mają równej grubości dna, ścianki
                boczne i pokrywy - co umożliwia równomierną obróbkę cieplną przygotowywanej
                potrawy
                .(to działa) Żeliwo dobrze kumuluje ciepło.." miałyby być gorsza od
                tej samej kokoty w piekarniku? Przez termostat w piekarniku? W takim razie może
                wystarczy foliowy rękaw? Albo szczelne szkło żaroodporne? Podnosząc pokrywkę
                traci się cenne celsjusze? A otwierając drzwiczki piekarnika, wyjmując kokotę i
                podnosząc pokrywkę?

                Link fajny. Pokazuje przy tym "nakuchenne" zastosowanie tego garnkopiekarnika.
                Ten smooth enamel bottom...

                > W piekarniku - masz mimo wszystko, równiejszy rozkład temperatur,(potrawa jest
                > trochę lepiej dopiekana z boków i góry), a termostat wyłącza GRZAŁKI, gdy
                > temperatura przekracza te 160 st

                Wcześniej pisałeś o piekarniku gazowym, że wychodzi taniej... Poproszę zatem o
                linka do modelu piekarnika gazowego, który dopieka z góry. I z boków. Płomieniem
                oczywiście.

                > (Swoją drogą coś nie tak musi być z termostate
                > m
                > twojej kuchenki jeśli nie wyłącza grzałek przez godzinę, do temp.220 st.powinno
                > wystarczyć 20-25 min.)

                ??? Nie wydaje mi się, żebym cokolwiek wspominał o moim piekarniku. Ale skoro
                chcesz wiedzieć...

                Mam gęsiarkę, nienajgorszą, elektryczny piekarnik, blat ceramiczny, kuchenne
                zacięcie i strasznie skąpą żonę. Więc jak Salomona pytam o różnicę, maksymalnie
                wymierną (czyli bez cytatów z lektur szkolnych dla klas ósmych) pomiędzy
                wołowiną po burgundzku duszoną 3,5-4h w kokocie na blacie, a tą samą duszoną w
                kokocie w piekarniku przez ten sam czas w temp. niech będzie 160st. C. Samo
                pomieszczenie kuchenne mam suche, ciepłe i nieprzewiewne.
                • Gość: inny gość Re:Piekarnik elektryczny i kuchnia na gaz! OK IP: *.centertel.pl 14.10.09, 01:52
                  @pytacz-zanudzacz : Moje uwagi DOTYCZĄ kuchenki z palnikami gazowymi na wierzchu
                  i piekarnika elektrycznego. Nieprawdziwe jest Twoje zdanie, że "Wcześniej
                  pisałeś o piekarniku gazowym, że wychodzi taniej... Poproszę zatem o
                  linka do modelu piekarnika gazowego, który dopieka z góry. I z boków. Płomieniem
                  oczywiście."
                  Nie mogę Ci w tym pomóc, Również dlatego że piekarniki gazowe są dla mnie
                  droższe w eksploatacji od elektrycznych.
                  Natomiast na palniku gazowym na wierzchu kuchenki piec w brytfannie jest
                  taniej. Ale po 5-6 godzinach pieczenia gęsi - zimą, gdy uchylone okno(gaz wymaga
                  tlenu z zewnątrz) obniża nieco temperaturę w kuchni, można mieć co do tego
                  wątpliwości.To tytułem sprostowania.
                  Pozdrawiam

                • Gość: inny gość Re:Ekonomia smaku?Naśladowanie J.Child. OK? IP: *.centertel.pl 14.10.09, 02:53
                  @pytacz-zanudzacz: Piszesz:Mam gęsiarkę, nienajgorszą, elektryczny piekarnik,
                  blat ceramiczny, kuchenne
                  > zacięcie i strasznie skąpą żonę. Więc jak Salomona pytam o różnicę, maksymalnie
                  > wymierną (czyli bez cytatów z lektur szkolnych dla klas ósmych) pomiędzy
                  > wołowiną po burgundzku duszoną 3,5-4h w kokocie na blacie, a tą samą duszoną w
                  > kokocie w piekarniku przez ten sam czas w temp. niech będzie 160st. C. Samo
                  > pomieszczenie kuchenne mam suche, ciepłe i nieprzewiewne."
                  Wydaje się, że bez trudu przekonałbym "skąpą nawet żonę" by wołowinę po
                  burgundzku upiec jednak w piekarniku elektrycznym, a nie na - sam wiesz jak
                  drogim w eksploatacji, nawet na jedynce blacie elektrycznym. Zgodnie z przepisem
                  z linku(na szczycie tego wątku) wołowinę po burgundzku (nie zapomnij tylko
                  wcześniej podgrzać przez 5 min. gęsiarki) robi się w 2i pół godziny podczas gdy
                  Ty na blacie robisz ją w 3,5 -4 h. Oszczędność oczywista - jeśli twój przykład
                  nie był brany "z głowy,czyli z niczego"jak to mówił pan prezydent Wałęsa. Poza
                  tym - postępując według przepisu Julie Child wpierw podpiekasz wołowinę w
                  wysokiej temperaturze, a potem dusisz ją pod przykrycie w stabilnej 160 st. A na
                  wierzchu blatu dusisz ją w brytfannie, która jeśli jest żeliwna, to coraz
                  bardziej jest rozgrzana(zwłaszcza w ciepłej nieprzewiewnej kuchni). Ten przebieg
                  temperatur może mieć zasadnicze dla smaku, konsystencji potrawy.
                  Pisałem już o tym " Żeliwo dobrze kumuluje ciepło. Na małym nawet ogniu,
                  temperatura jednak
                  rośnie.Nieco poza kontrolą." Spróbuj zatem upiec wołowinę po burgundzku w
                  piekarniku, może naśladowanie przepisu J. Child w praktyce(od święta wyjaśni Ci
                  więcej.Napisz o tym, na pewno nie uznamy cię za zanudzacza.
                  Pozdrawiam
                  • pytacz-zanudzacz Re:Ekonomia smaku?Naśladowanie J.Child. OK? 14.10.09, 10:42
                    Nie robię wołowiny po bugrundzku wg przepisu Julii Child. Nie wiem nawet, czy
                    podany w artykule WO przepis został właściwie przetłumaczony. Ta "chuda
                    wołowina" brzmi niejasno. Chyba, że w gwarze kucharskiej tak się określa
                    konkretną część wołowiny, o czym nie wiem.

                    Czas, który podałem, jest orientacyjny. Gulasz wołowy robię tak długo, aż
                    zmiękknie do tego stopnia, że nabity na widelec kawałek sam się z niego
                    ześlizgnie. Nie wiem, czy to przydatna informacja, ale marynuję najpierw mięso w
                    winie i łyżce octu winnego (no i w ziołach, cebuli i czosnku) przez noc. A
                    obsypuję mąką przed smażeniem, żeby mi się nie spociło na patelni i zrumieniło
                    na fioletowo. Nie bardzo chwytam, czemu miałoby służyć obsypanie mąką usmażonego
                    mięsa i wstawienie go do piekarnika (bez przykrywki) na 5 minut. Dla zbrązowienia?

                    No i nie podałbym makaronu, ani ryżu do gulaszu. Obsesja tekstury.

                    Staram się gotować bez wysiłku i zbędnych wydatków energetycznych. W domu
                    niestety nie ma żadnej instalacji gazowej, więc "skazany" jestem na elektrykę w
                    kuchni. Wydaje mi się (a przede wszystkim żona tak uważa), że jedno średnie
                    stanowisko na blacie ceramicznym, w położeniu 2 i pół/10 zużyje mniej prądu niż
                    piekarnik w 230 a potem 160 st, przy podobnych czasach obróbki. Dane znamionowe
                    urządzenia sugerują to samo. Tym bardziej, że na tym samym ceramicznym
                    stanowisku mogę usmażyć najpierw bekon, warzywa i mięso, co oszczędza zarówno
                    miejsce, jak i energię, prawda?
                    • Gość: inny gość Re:Ekonomia smaku?Naśladowanie J.Child. OK? IP: *.centertel.pl 14.10.09, 15:53
                      @pytacz-zanudzacz:
                      1/
                      W kinie tę wołowinę widać lepiej. Wybierz się zatem na film, to potem
                      znajdziesz podobną u rzeźnika.
                      2/ W Paryżu (jeśli pomoże Ci to przełamać obsesje teksturalne) - wołowinę po
                      bur5gundzku podaje się z makaronem: długie, wąskie, karbowane po brzegach
                      wstążki. Nie przypominała gulaszu.
                      3/ Moment z mąką w przepiwsie W.O. jest dla mnie też niejasny/chodzi zapewne o
                      wyraźniejszą karmelizację opiekanego od góry mięsa raczej niż o zagęszczenie
                      sosu?/. W filmie jak mantra powtarza się fraza, że wołowina przed opiekaniem,
                      czy smażeniem musi być osuszona do cna ręcznikiem papierowym, bo inaczej nie
                      "zbrązowieje". Zamiast mączyć trzeba suszyć, aby smażyć do chrupkości.
                      4/Nie cierpię , gdy książki kucharskie, przepisy próbują rozstrzygać problemy
                      czasoprzestrzeni typu: ( kop od płotu do wieczora) piec do miękkości. Z mego
                      punktu widzenia to nieporadność, która maskuje wyższe - przez ciągłe próbowanie,
                      operacje pokrywą - zużycie energii. Wolę precyzję czasu dochodzenia potrawy do
                      zjedzenia.
                      5/Wieksze porcje mies piecze się mimo wszytko krócej, niż dusi na kuchni.Ale aby
                      się o tym przekonać trzeba na tyle mało angażować w duszenie mięsa, by mieć czas
                      na spojrzenie na zegarek.
                      Pozdrawiam
                      • pytacz-zanudzacz Patronizujesz aż (nie)miło 14.10.09, 17:34
                        Ale po kolei.

                        > W kinie tę wołowinę widać lepiej. Wybierz się zatem na film, to potem
                        > znajdziesz podobną u rzeźnika.

                        Masz na myśli krowę, co zajmie miejsce obok, czy co? Rzeźnik nie spyta o tytuł
                        filmu, tylko o takie rzeczy jak chuck, rump, sirloin, T-bone, czy tenderloin.
                        Jak nie chcesz (nie potrafisz?) odpowiedzieć na tak proste pytanie, to po prostu
                        nie odpowiadaj, jeśli nie zostało Tobie wprost zadane. A do kina wybierz się z
                        przyjaciółmi.

                        A poczekaj... Dopiero teraz się zorientowałem, że na ekrany wchodzi film o Julii
                        Child i stąd cały ten szum wokół jej osoby. W takim razie cofam to, co napisałem
                        o dosiadającej się krowie. Ale tylko to.

                        > 2/ W Paryżu (jeśli pomoże Ci to przełamać obsesje teksturalne)...

                        Hehehehe... Na razie poprawia mi się humor. Ale spoko, może się jeszcze dowiem,
                        że w Sevres nie tylko się wzorzec metra znajduje. Wołowiny po burgundzku także.

                        > Nie przypominała gulaszu.

                        Nie? Najpierw może napisz coś więcej o beouf Bourguignonne, które podaje się w
                        Paryżu. W całym Paryżu się podaje? Czy może istnieją takie szacowne miejsca,
                        gdzie podaje się z makaronem. Czemu nie przeczę. Po prostu nie lubię makaronu w
                        gulaszach. Jeśli razi Cię użycie słowa "gulasz" na określenie mięsa pokrojonego
                        w kostkę i duszonego, to zaproponuj inne. Może "sztufada" będzie bardziej godna?
                        W takim razie muszę poprosić rzeźnika, żeby nie kroił porcji gulaszowych, tylko
                        sztufadowe, bo będę robił wołowinę po burgundzku, która nie przypomina gulaszu.
                        Czy to przez brak papryk, czy może przez wino w sosie? Albo przez Julię Child,
                        która nie gotowała przecież gulaszy...

                        A pozostałym z czym się kojarzy?

                        gastronomie.philagora.org/boeuf/images/boeuf_bourguignon.jpg
                        http://cuisine.elle.fr/var/plain_site/storage/images/elle-a-table/fiches-cuisine/recettes-de-cuisine/finalisees/le-boeuf-bourguignon-de-nathalie-redart/7050224-1-fre-FR/le_boeuf_bourguignon_de_nathalie_redart_large_recette.jpg

                        doreus.files.wordpress.com/2008/09/boeuf-bourguignon-benoit.jpg
                        a9.idata.over-blog.com/242x300/2/44/26/93//boeuf_bourguignon.jpg
                        img.foodnetwork.com/FOOD/2007/11/09/IE0212_Boeuf_Bourguignonne_lg.jpg
                        > Nie cierpię , gdy książki kucharskie, przepisy próbują rozstrzygać problemy
                        > czasoprzestrzeni typu: ( kop od płotu do wieczora) piec do miękkości. Z mego
                        > punktu widzenia to nieporadność, która maskuje wyższe - przez ciągłe próbowanie
                        > ,
                        > operacje pokrywą - zużycie energii. Wolę precyzję czasu dochodzenia potrawy do
                        > zjedzenia.

                        Pan poradny, czy niewolnik czasu? Spożywasz też z zegarkiem w ręku? Czy może
                        tylko w kuchni panują warunki laboratoryjne, że ze stoperem wszystko dochodzi
                        zawsze i wszędzie au courant? I nigdy nie ma potrzeby wsadzenia patyczka,
                        termometra, zajrzenia, dotknięcia, spróbowania? I dopieczenia jeszcze chwilkę,
                        dosmaczenia, skrócenia czasu, zmniejszenia temperatury? Jak piszą piec w 180
                        stopniach przez 40 minut, to tak ma być, a jak nie wyjdzie, to przepis był do
                        bani? Trochę niekonsekwentnie to brzmi w zestawieniu ze złotą myślą małego
                        księcia. Ale spoko. W sieci wszyscy jesteśmy bogami/profesorami/tudzież
                        18-letnimi rozpustnicami z własnych snów.
                        • Gość: inny gość Re: Kto pod kim dołki kopie, to sam w nie wpada.. IP: *.centertel.pl 19.10.09, 05:41
                          pytacz-żanudzaćz: Większość zdań które wypisujesz - jest z postu na post coraz
                          bardziej wewnętrznie sprzeczna. Nawet kłamliwa. Z internetowego punktu widzenia
                          - wyłazi z ciebie nie zainteresowany tematem wątku, oderwany od rzeczywistości,
                          TROLL
                          1/ nie masz pojęcia o kupowaniu mięsa u rzeźnika, W polskim sklepie nie kupisz
                          mięsa posługując się angielską terminologią rozbioru męsa(znasz ją z
                          internetu?).Możesz - jako że masz kłopoty ze słownictwem - po prostu wskazać
                          mięso o które ci chodzi( w sklepach mięsnych sa lady chłodnicze, ale wpierw
                          musiałbyś zobaczyć film gdzie to mięso wołowe jednak na ekranie widać. To dobry
                          powód aby przynajmniej w filmie zobaczyć sklep z mięsem, w którym w
                          rzeczywistości nigdy nie byłeś. Gdyby i to zawiodło - poproś o ładny kawłek
                          wołowiny z pierwszej krzyżowej...
                          2/ Nie wiem po co ci to mięso, skoro przyznajesz "Nie robię wołowiny po
                          bugrundzku wg przepisu Julii Child.". Skąd te "orientacyjne" czasy przyrządzania
                          wołowiny po burgundzku "3,5-4h"? Skąd te wprowadzające w błąd stwierdzenia , że
                          w piekarniku i na piecze się tak samo długo i osiąga takie same efekty? Przecież
                          nie z doświadczenia.
                          3/ W wołowinie po burgundzku wg przepisu J. Child chude mięso wołowe tnie się w
                          kostkę o boku 5 cm. Gulasz - to kostka mięsa o boku ok. 2 cm, z tłustawej pręgi
                          wołowej. Trudno pomylić. Różnice są zbyt wyraźne. Konsystencja potraw jest
                          różna.(gulasz,którego kawałki mięsa spadają z wbitego widelca - jest rozgotowany
                          lub co najmniej rozrzutnie długo gotowany, jak na kucharza, który pisze
                          he,he:"Staram się gotować bez wysiłku i zbędnych wydatków energetycznych"
                          4/Wołowinę po burgundzku podaną z makaronem dostaniesz w restauracji na rue St.
                          Severin w dzielnicy łacinskiej w Paryżu. (Tuż przy placu Sw. Michała). Wyjaśnij
                          - skąd ten wybuch kompleksu niższości i te beznadziejne rzucanie linków w twoim
                          poście? Może zdążysz dojechać tam w rzeczywistości, a nie tylko przez
                          wyszukiwarkę, która ostatnio Cię zawodzi?

                          5/Z przykrością zauważam, że nie wiesz chyba jak działa piekarnik z
                          termostatem skoro pytasz" ...ile zapłacić trzeba za
                          godzinę grzania piekarnika na maxa i zestawiania tego z kosztem
                          godziny pyrkotania na jedyneczce/dwójeczce". jakim cudem, skoro tak dbasz o
                          ekonomię nie wiesz ile zużywa kuchenka prądu i ile za nie płacisz? Wymyśliłeś je
                          sobie? Widziałeś u znajomych? Przeczytałeś w internecie ? Zadajesz pytanie - i
                          wcale nie interesuje cię odpowiedź.
                          6) Jesz jakś "fioletowy " gulasz, sądzisz, że szczytem doskonałości jest
                          uzyskanie "gotowego, zrelaksowanego na "galaretkę" włókna
                          mięsa opiekanego". Nie wiem czy to z oszczędności, czy za karę, ale na pewno
                          zasłużenie NIE WIESZ I NIE BĘDZIESZ WIEDZIAŁ ANI JAK WYGLĄDA, ANI JAK PACHNIE
                          ANI JAK SMAKUJE WOŁOWINA PO BURGUNDZKU W CZERWONYM WINIE Z BOCZKIEM I CEBULĄ wg
                          przepisu Julii CHild.
                          7?/ Ostatnie zdanie z twego postu odnosi z pewnością do Ciebie. Jako kochanek
                          własnej ręki, która wystukuje podobne bzdury na klawiaturze
                          powinieneś...popracować nad lepkością emocjonalną, która stała się chyba częscią
                          Twojej osobowości. Kto to widział, żeby w drugim poście zwracać się do człowieka
                          który poszukuje informacji jak do nie żyjącego od 3 tys. lat, króla Salomona? Co
                          za to mania konfabulacji? Kopiesz pod ludźmi dołki a sam w nie wpadasz.Na razie
                          utrudniasz tylko komunikację ludziom, którzy nie mają twoich problemów. Zmień
                          maniery, bo wydaje się, że twoje maniery zmieniają cię w nieciekawą postać.
                          To na tyle
                          • poszukiwaczsmaku Re: Kto pod kim dołki kopie, to sam w nie wpada.. 19.10.09, 11:26
                            Ta dyskusja po prostu jest GENIALNA, czyta się ją jak dobry kryminał albo
                            stenogram z Lisowego programu na żywo :) Do tego toczy się jeszcze głęboką nocą!

                            Ach, gdzie takie dyskusje na forum? Ze świecą szukać!

                            A przy okazji można się czegoś ciekawego dowiedzieć o kokotach, wołowinie po
                            burgundzku i ekonomii pieczenia/duszenia :)

                            Podoba mi się! :))
                          • pytacz-zanudzacz Re: Kto pod kim dołki kopie, to sam w nie wpada.. 21.10.09, 02:24
                            > 1/ nie masz pojęcia o kupowaniu mięsa u rzeźnika,

                            A dlaczego? Bo nie mieszkam w Polsce? Nie pomyślałeś o tym, co? Tylko od trollów
                            wyzywasz...

                            > Możesz - jako że masz kłopoty ze słownictwem...

                            A dlaczego?

                            > ale wpierw
                            > musiałbyś zobaczyć film gdzie to mięso wołowe jednak na ekranie widać.

                            Znowu dlaczego? Jesteś związany z dystrybucją tego filmu?

                            > 2/ Nie wiem po co ci to mięso, skoro przyznajesz "Nie robię wołowiny po
                            > bugrundzku wg przepisu Julii Child."

                            ??? To nie według przepisu Julii Child wołowiny po burgundzku nie da się zrobić?
                            Czy może tylko "lean (stewing) beef" obrobiony wg wskazówek Julii Child da w
                            rezultacie wołowinę po bugundzku? Nie wiem, może to tylko ja, ale czuję zapach
                            epigona. To taka odmiana pieczarki.

                            > 3/ W wołowinie po burgundzku wg przepisu J. Child chude mięso wołowe tnie się w
                            > kostkę o boku 5 cm. Gulasz - to kostka mięsa o boku ok. 2 cm, z tłustawej pręg
                            > i
                            > wołowej.

                            Napisz, że żartujesz. Pierwszy raz w życiu spotykam się z definicją gulaszu wg
                            tak precyzyjnej wielkości kawałków mięsa. Jakiś PN, albo ISO na to jest?

                            Za to lepszego polskiego zamiennika na "stew" nie zaproponowałeś.

                            > 4/Wołowinę po burgundzku podaną z makaronem dostaniesz w restauracji na rue St.
                            > Severin w dzielnicy łacinskiej w Paryżu.

                            Ale ja nie prosiłem o adres paryskiej brasserie, w której podaje się makaron do
                            boeuf bourguignon. Masz jakiś problem z rozumieniem tego, co napisałem, czy po
                            prostu chciałeś się nieładnie pochwalić, że byłeś za grabanicą?

                            > 7?/ Ostatnie zdanie z twego postu odnosi z pewnością do Ciebie.

                            Jasne, panie alchemiku. Tylko nie wiem wciąż, czemu się tak defensywnie
                            najeżasz. I wyjaśnij, dlaczego rzucanie przeze mnie linków miałoby zdradzać
                            kompleks niższości i emocjonalną lepkość, szczególnie w zestawieniu z rzucaniem
                            linków (oraz paryskich adresów) przez Ciebie, a także odmienianiem nazwiska
                            telewizyjnej kucharki przez wszystkie przypadki?

                            Lustro.

                            Nie odpowiadaj, proszę, na ten post, jeśli zamierzasz znowu oznajmiać, gdzie
                            byłem, a gdzie nie byłem i co robiłem, a czego nie robiłem. Nie chcę ciągnąć
                            takiej dyskusji. Ja ze swojej strony już tu nie zajrzę i nie będę Ci
                            przeszkadzał. Ani w przybliżaniu dorobku Julii Child, ani w zapraszaniu do kin.
                            Zgoda?
                            • mhr-cs Re: Kto pod kim dołki kopie, to sam w nie wpada.. 21.10.09, 10:15
                              pytacz-zanudzacz napisał:

                              > > 1/ nie masz pojęcia o kupowaniu mięsa u rzeźnika,
                              >
                              > A dlaczego? Bo nie mieszkam w Polsce? Nie pomyślałeś o tym, co?
                              Tylko od trolló
                              > w
                              > 3/ W wołowinie po burgundzku wg przepisu J. Child chude mięso
                              wołowe tnie
                              > się w
                              > > kostkę o boku 5 cm. Gulasz - to kostka mięsa o boku ok. 2 cm, z
                              tłustawej
                              > pręg
                              > > i
                              > > wołowej.
                              >
                              te
                              > pręg
                              > > i
                              > > wołowej
                              to najlepsze mieso na gulasz
                              na jaka kostke pokroisz to wszystko jedno,

                    • poszukiwaczsmaku Re:Ekonomia smaku?Naśladowanie J.Child. OK? 19.10.09, 12:15
                      Właśnie zapoznałem się z oryginałem i jeśli chodzi o jakość przywołanego wyżej
                      tłumaczenia tego przepisu, to potwierdzam jako tłumacz, że to jakość słaba.

                      Przy okazji wyjaśnię, iż:

                      Chuda wołowina (oryg. lean beef) odnosi się tutaj do wołowiny z niewielką
                      ilością tłuszczu. Słowo lean, poza kilkoma odbiegającymi od kwestii tłustości
                      znaczeniami, nie ma oznaczać kształtu, który kojarzymy z chudością (a więc
                      szczupłego), zaś użyty z "mięsem" ma wskazywać, że mięso to nie jest tłuste.


                      • mhr-cs pręg 21.10.09, 10:34
                        poszukiwaczsmaku napisał:

                        > Właśnie zapoznałem się z oryginałem i jeśli chodzi o jakość
                        przywołanego wyżej
                        > tłumaczenia tego przepisu, to potwierdzam jako tłumacz, że to
                        jakość słaba.
                        >
                        > Przy okazji wyjaśnię, iż:
                        >
                        > Chuda wołowina (oryg. lean beef) odnosi się tutaj do wołowiny z
                        niewielką
                        > ilością tłuszczu. Słowo lean, poza kilkoma odbiegającymi od
                        kwestii tłustości
                        > znaczeniami, nie ma oznaczać kształtu, który kojarzymy z chudością
                        (a więc
                        > szczupłego), zaś użyty z "mięsem" ma wskazywać, że mięso to nie
                        jest tłuste.
                        >
                        prega,
                        znana w polsce
                        wiadomo ze to cos wspanialego i nie tluste
                        czasami mozna zle tlumaczenia zrozumiec,
                        tutaj rozumie
                        jak sie robi krytyke i wrzuca ludzi w bloto,
                • Gość: inny gość Re:Więcej może szacunku dla żeliwa? OK IP: *.centertel.pl 14.10.09, 04:33
                  @pytacz-zanudzacz: We współczesnych francuskich "kokotach" -po wstępnym
                  obsmażeniu mięsa i uzupełnieniu płynu naprawdę nie musisz podnosić pokrywy(chyba
                  że wymaga tego przepis zakładający dodanie innych składników) po to by podlewać
                  ją sosem spod potrawy, bo wewnątrz naczynia jest ona równo zraszana. Wystarczy
                  wlać napierw zimną, a po wyparowaniu gorącą wodę na wierzch pokrywy by proces
                  ten przebiegał jeszcze bardziej efektywnie. Nie zapewniają tego ani rękawy
                  foliowe(to właściwie jedynie rozwiązania higieniczne oszczędzające kłopotu mycia
                  piekarnika, po które warto sięgnąć przy pieczeniu ryb i małych porcji
                  marynowanego wcześniej mięsa), ani naczynia ze szkła żaroodpornego( bardzo
                  przydatne przy pieczeniu zapiekanek,głownie ze względu na łatwość mycia, ale
                  większe porcje mięs, podobnie jak z rękawów foliowych wychodzą zbyt suche).
                  Zabawne jest, że na wzór żeliwnych niektóre szklane, brytfanny mają pokrywy od
                  wewnątrz pokryte wypustkami, które do zraszania potrawy wewnątrz mogą przydać
                  się tylko w czasie marynowania potraw w chłodnym miejscu, ale nie w czasie
                  pieczenia w piekarniku.(Podobnie nieskuteczne są wewnątrz piekarnika wytłoczenia
                  na blaszanych pokrywach brytfann ze stali). Może jedynie wykonane z terrakoty
                  namaczane przed pieczeniem w wodzie garnki rzymskie zapewniają w czasie
                  pieczenia kaczek,gęsi, tłustych mięs podobne warunki do tych które zapewnia
                  żeliwna brytfanna. W związku z tym pozwolę sobie mieć inne zdanie niż twoje :
                  "W takim razie może
                  wystarczy foliowy rękaw? Albo szczelne szkło żaroodporne? Podnosząc pokrywkę
                  traci się cenne celsjusze? A otwierając drzwiczki piekarnika, wyjmując kokotę i
                  podnosząc pokrywkę?"
                  A tak dla jasności - na wierzchu kuchni na palniku gazowym to dobrze(i taniej)
                  dusi się niewielką w końcu perliczkę(1 h), żeberka na parze(1h), kalafior czy
                  brokuł na kilku łyżkach wody(1 h), czy nawet bigos, który dochodzi w godzinę(bez
                  mieszania!).Do dłuższych, wymagających stabilnej temperatury potraw - warto
                  wykorzystać fakt, że brytfanna żeliwna nadaje się do użycia wewnątrz piekarnika.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: Madeleine Re:moje 3 grosze IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 19.10.09, 18:09
                    Troche sie pogubilam w waszych dowodzeniach na temat zeliwa :-)))
                    Chcialam tylko od siebie dodac, ze osobiscie uzywam 2 zeliwnych garnkow- kokoty
                    Stauba i gesiarki Le Creuset i zawsze wstawiam je do zimnego piekarnika. Od 2
                    lat jeszcze nic nie peklo.

                    Co do przepisu Julii na boeuf bourguignon, to rzeczywiscie w przepisie
                    amerykanskim pisze "lean stewing beef" czyli chude mieso do duszenia. Ja, musze
                    przyznac, wole mieso troche przerastale bo wychodzi bardziej miekkie. I zawsze,
                    ale to zawsze, robie dzien wczesniej, bo o niebo lepiej smakuje odgrzane ( a
                    poza tym mozna wyrzucic czesc tluszczu).

                    I jeszcze pytanie ode mnie- widze, ze Julia Child w Polsce nie byla dotad znana.
                    A czy slyszeliscie nazwiska Anne Willan i Pauli Wolfert?
                    Moze nie tak slynne jak Julia, ale teraz zyjace i specjalizujace sie w kuchni
                    francuskiej, wydajacych rownie dobre i ciekawe ksiazki kucharskie( Anne prowadzi
                    tez swoja szkola kulinarna w Burgundii).
                    Tych 3 ksiazek uzywam na przemian , a kuchnie francuska stosuje bardzo czesto, i
                    zawsze smakuje wybornie. Musze tez zaznaczyc, ze beef bourginion robie z
                    przepisu Anne Willan, a nie Julii, i tez jest wspanialy. Polecam wszystkie 3
                    ksiazki ( u Pauli sa wyjatkowe dobre przepisy na cassoulet!)

                    search.barnesandnoble.com/Country-Cooking-of-France/Anne-Willan/e/9780811846462
                    www.wiley.com/WileyCDA/WileyTitle/productCd-076457602X.html
                    search.barnesandnoble.com/Mastering-the-Art-of-French-Cooking-Volume-1/Julia-Child/e/9780375413407
                    • Gość: inny gość Re:gorące żeliwo i jeszcze o J.Child IP: *.centertel.pl 20.10.09, 03:45
                      @Madelein: Nie gub się w kwestii żeliwa. Tak jak postępujesz "kokoty
                      > Stauba i gesiarki Le Creuset i zawsze wstawiam je do zimnego piekarnika." jest
                      na pewno bezpieczny dla garnków.Powoli rozgrzewane - nie pękną. Ale przepisu
                      J.Child wymagającego wstawienie kokoty do rozgrzanego piekarnika nie powtórzysz.
                      Ja brytfanne podgrzewam przez co najmniej 5 minut na palniku na wierzchu kuchni.
                      Może ta instrukcja nieco Ci wyjaśni:

                      www.staub-fontignac.com/index.php/en/care-advice/
                      a zwłaszcza pkt.3 /"Enameled cast iron is compatible with hot plates. In this
                      case, preheat your item at one third strength for 5 minutes. You can then use
                      the full strength of your hot plate. (The booster option should be used with
                      care)." Traktują te zalecenie rozszerzająco. Po 5 min. podgrzewania na palniku
                      wstawiawim żeliwna formę do piecznia stauba do rozgrzanego do 160 -180 st. C
                      piekarnika. Owalna brytfanna Stauba po podgrzaniu bez problemu wytrzymała 100
                      min. (zgodnie z przepisem na pieczenie fabrycznie zamarynowanej piersi gęsi) 220
                      st.C. Ta praktyka pozwoliła mi zastosować bez strat, przepis Julii Child na
                      wołowinę po burgundzku w kokocie Fontegnac'a. Żeliwo - ma dzięki temu - w moich
                      oczach przewagę na ceramiką (garnkami rzymskimi z terrakoty, które zawsze trzeba
                      wstawiać do ZIMNEGO PIEKARNIKA).
                      Nie słyszałem przed Twoim wątkiem o J.Child(Podobnie pewnie jak amerykanie
                      nie słyszeli o Macieju Kuroniu, R. Makłowiczu czy Ewie Wachowicz - czy innych
                      orendownikach cięzkiej polskiej kuchni). Zanim jednak sięgnąłbym po zawiesiste
                      sosy równie cięzkiej kuchni niederlandzkiej, maj jeszcze pytanie o przepis Julii
                      Child.
                      Zanim dostanę może ksiązkę J. Child z Amazona, Czy nie zechciałabyś rzucic
                      okiem na przepis "poulet en cocotte bonne femme. Jest dość często powielany w
                      internecie, ale z drobnymi skrótami, które wydaje mi się doprowadzić do
                      p5rzypalenia potrawy.
                      whatsonmyplate.wordpress.com/2009/10/07/julia-childs-poulet-en-cocotte-bonne-femme-or-chicken-with-bacon-onions-and-potatoes/

                      Czy w oryginalnym przepisie nie dodaje się paru łyżek, czy choćby filżanki,
                      bulionu, wody do brytfanny zapełnionej ziemniakami i obsmażoną na maśle kurą?
                      Na pewno te przepisy dość skrótowo traktują przygotowanie cebulek(które w
                      oryginale J.Child radzi przygotowywać inaczej)
                      Pozdrawiam

                      PS. A próbował ktoś tego wybuchowego (z płonącą szklanką brandy) coq au vin
                      podobno według przepisu Julii Child ?
                      whatscookingamerica.net/Poultry/CoqAuVin.htm
                      • Gość: Madeleine Re:gorące żeliwo i jeszcze o J.Child IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net 20.10.09, 17:01
                        W oryginalnym przepisie na poulet-en-cocotte nie ma zadnego plynu. Pisze, ze
                        wydzieli sie sos ktorym trzeba polewac potrawe w czasie pieczenia.

                        I nie probowalam coq au vin z plonaca brandy, w przepisie ktory uzywam jets
                        tylko wino. Chyba trzeba bedzie jednak wyprobowac :-))
                        • Gość: inny gość Kogut na boczku z brandy na winie-(J.Child) IP: *.centertel.pl 21.10.09, 01:15
                          @Madeleine: Dzięki! To wiele wyjaśnia.Kura w kokocie zatem przy najbliższej okazji.
                          Wypróbowałem właśnie coq au vin(kogut na boczku z brandy na winie- wg.
                          J.Child). Jestem pod wrażeniem. Bez /mało wydajnego w końcu/ marynowania drobiu
                          w winie z ziołami, efekt osiąga się niesamowity mimo zastosowania oszczędnej
                          palety przypraw (tymianek, pieprz, sól, listek laurowy i koncentrat pomidorowy i
                          brandy). Brandy - (ćwierć szklanki) paliła się fioletowym płomieniem pełgającym
                          poniżej wrębu kokoty.Zamiast całego koguta, zdecydowałem się na nóżki kurczaka,
                          które obrałem ze skóry i niestety dość długo ale skutecznie dość starałem się
                          obrumienić na oliwie(1 łyżka) maśle i tłuszczu wytopionym ze zblanszowanego,
                          zahartowanego potem zimną wodą, boczku, ciętego w słupki. Podduszone przez 10
                          min. z boczkiem kurczacze udka zalałem 2 szklaneczkami wytrawnego czerwonego
                          wina, jedną szklaneczką bulionu królewskiego(drobiowo-wołowy) i jedną - bulionu
                          warzywnego tak, że mięso prawie było zakryte płynem do któreg9o trafił listek
                          laurowy, łyżka koncentratu pomidorowego 1/2 łyżeczki tymianku i tyleż pieprzu i
                          sól. Po pół godzinie powolnego gotowania pod pokrywą, mięso wyjąłem z garnka, a
                          czerwono-rdzawy płyn smakowo wydawał się jedną wielką katastrofą. Do tego
                          jeszcze to zalecenie, aby rozetrzeć 2 łyżki miękkiego masła z 3 łyżkami mąki. W
                          kilka chwil udało się połączyć mąkę z masłem żyrafą. Po rozmieszaniu w
                          płynie(nie wygotowujcie go za bardzo) masło-mąki, rdzawo-winna katastrofa -
                          okazała się jednym z najlepszych sosów maślano-winno- pomidorowych z lekką nutką
                          brandy.
                          Alchemia.
                          Pozdrawiam

                          • Gość: inny gość Re: Kogut na boczku z brandy na winie-(J.Child) IP: *.centertel.pl 21.10.09, 01:40
                            A drób był niesamowity, kruchy, maślany w smaku, aromatyczny, bez wyraźnej
                            przewagi zadnej z przypraw, ani zapachu(czy kwaśnego odoru) wina, tworzący
                            raczej nową delikatną woń właściwą dla tej potrawy. Zdolnych naśladowców
                            znaleźli francuscy alchemicy kuchnia w Ameryce Północnej.
                            Pozdrawiam

                            PS. Trochę mniej mnie teraz dziwi fakt, że niektóre francuskie żeliwne brytfanny
                            mają pokrywy ozdobione tandetną rzeźbą (odlewem) głowy koguta.
    • poszukiwaczsmaku Re: Julia Child i nowy film 21.10.09, 13:38
      Julia Child to bogini! przyznaję, że przy okazji tego filmu po raz pierwszy o
      niej usłyszałem (to w celu wyjaśnienia, że ja na niej się nie wychowałem, nie
      jest to ani moja ciocia ani nawet sąsiadka :P ), ale jeden z przywołanych tu na
      forum przepisów mocno mnie zaintrygował. Może dlatego, że był to przepis bez
      zdjęcia, a może dlatego, że w tak niemal aptekarski sposób prowadzi gotującego
      od początku do końca, a może dlatego, że wszystkie miary i wagi są tam
      anglosaskie i postanowiłem je przeliczyć na nasze :)


      W każdym razie wczoraj przygotowałem ten boeuf bourguignon wg przepisu Pani
      Julii. Danie jest tak pyszne, że po wielokroć warte spędzonego nad nim czasu
      (ok. 2h na przygotowanie i dalsze 2-3 na pieczenie i wykończenie sosu).

      Na film wybiorę się bez wątpienia. Książki też poszukam.
Pełna wersja