Gość: sonia
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.01.10, 11:03
czytam sobie właśnie książkę Marleny de Blasi Tysiąc dni w Wenecji, i ona o
takim daniu-zamówieniu na 50 takich udźców wspomina. mnie zmroziło.
jestem mięsożerna, ale tak jak kiedyś poruszył mnie w Almie widok maciupkich
kurczaczków z podpisem "kurczak baby", (o których przez chwilę myślałam, że to
kurczaki "od baby"....), no nie mogłabym, za nic!!!!!
ludzie są jednak straszni.