selica
30.01.10, 23:06
Wdałam się w spór natury kulinarnej, nawet dwa. Primo: podpuszczka. Ja obstaję przy twierdzeniu, że podpuszczka jako taka, czyli enzym z żołądków cieląt, w serowarstwie wykorzystywana jest już z rzadka. Podpuszczkę naturalną zawierają już tylko markowe, a co za tym idzie drogie sery, wykonywane według tradycyjnych metod. Tanie sery zawierają natomiast podpuszczkę syntetyczną.
Mój podpuszczkowy oponent twierdzi natomiast, że podpuszczka naturalna jest we wszystkich, tanich i drogich serach, a gdyby była syntetyczna, wyraźnie błoby to zaznaczone na etykiecie.
Muszę przyznać, że w istocie zrobiliśmy wczoraj rundę po auchan i tylko na jednym serze stało: podpuszczka mikrobiologiczna (czy jakoś tak). Na etykietach jednych serów była wymieniona, na innych nie. Zatem czy jeżeli producent dodaje podpuszczkę, a najczęsciej dodaje, to czy jest to podpuszczka naturalna, czy syntetyczna i czy ma obowiązek określenia tego w składzie produktu?
Secundo - banał - ale proszę mądre głowy: czy o tej porze roku lepiej do sosu pomidorowego dodawać pomidory świeże, czy puszkowe. Pomidorowy oponent twierdzi, że świeże, które w mojej opinii są nieco bez smaku, a to 'nieco' to i tak to eufemizm i spore nadużycie.
Podpuszczkę przepuściłam przez googla, ale nie znalazłam nic na tyle zadowalającego, żeby uzyskać w sporze miażdżacą przewagę, no chyba, że nie mam jednak racji, a i tak być przecież może. O pomidory pytam już tylko dla zasady, może jednak jes jakiś fan świeżych, styczniowych pomidorków :)