Dodaj do ulubionych

Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych

15.02.10, 13:48
Zaglądam na różne blogi kulinarne i niektóre bardzo mnie śmieszą.
Ich autorki na siłę próbują udowodnić jakie są głebokie, jakie z nich intelektualistki.
Podają na przyklad przepis na zwykłe naleśniki czy pomidorówkę, a przy tym cytują rosyjskich klasyków literackich, leją wodę na tematy nie związane z kuchnią, piszą z takim patosem, dobierając słownictwa jak z poematów.
I nic nie rzuca się w oczy jak fakt, że to wszystko jest takie wymuszone, takie na siłę. Za wszelką cene starają sie pokazać, jakie są głebokie. Gdyby to było naturalne, to jeszcze pół biedy.
Czy macie podobne odczucia?
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 14:11

      Zagladam do takich postow i nie jestem w stanie zrozumiec, co
      kieruje ludzmi, ktorzy czytaja cos, co im wyraznie nie lezy.
      Ja jestem wyjatkowo wybredna, jesli chodzi o blogi kulinarne - mam
      rozne kryteria, estetyczne i merytoryczne i osobiste, dlatego
      szkoda mi czasu na wchodzenie i przebywanie tam, gdzie jest
      beznadziejnie. Tym bardziej na myslenie, co powoduje autorkami i
      autorami blogow, ktore mi sie nie podobają. Czas, ktory bym
      spedzila na przegladaniu i czytaniu blogow, ktore mi wyraznie nie
      leza, wolę poswiecic na czytanie tych, ktore lubię.

      Stad niesmiala sugestia do ciebie - moze, hm, po prostu nie czytaj
      tych blogów?

      --
      feminists aren’t humorless just because your jokes suck
    • blue.berry Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 15:15
      jeśli przepisy na tych blogach są ciekawe i inspirujące a zdjęcia takie że
      ślinka sama leci, to co przeszkadza parę zdań o rosyjskich klasykach
      literackich. przy okazji można sobie coś przypomnieć lub wręcz się czegoś nauczyć.

      w pełni zgadam się z bene - jest taki wybór wśród blogów kulinarnych że
      zdecydowanie można wybrać sobie te które nam odpowiadają. i nie jojczyć.

      --
      Każdymoże pomóc - zaadoptuj psa wirtualnie!
    • z_plus_z Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 18:03
      Mi brakuje w blogach FAKTÓW. I to nie z życia autorek/autorów, ale dotyczących
      opisywanych potraw: ciekawostek czy lokalnych odmian. Zakładam, że skoro ktoś
      założył blog o gotowaniu to ma do przekazania coś, czego nie wiedzą już wszyscy
      inni.

      Rzeczywiście dominuje "natchnione stękanie", przyjmujące formę harlequinową
      niekiedy. Te wielokropki, równoważniki zdań, egzaltowane opisy okoliczności
      odkrycia potrawy... No i obowiązkowo wszystko kursywą, a na początku wielki
      cudzysłów. ;)

      Z miejsca muszę takie rzeczy przewijać, by dotrzeć do sedna - przepisu, który
      nierzadko jest bardzo dobry.

      Ciekawe czy to tylko polska specyfika. A może po prostu najlepsi polscy blogerzy
      podpatrzyli ów styl zagranicą, a cała reszta podpatrzyła to u najlepszych? :>
      • bobralus Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 19:21
        ja sie osmiele troche zgodzić, czasem robie sobie taki rajd po blogach mi
        nieznanych, wtedy nigdy nie wiem, na co trafię, nie odbywa sie to na zasadzie
        "znam ten blog i swiadomie go czytam". Wtedy naprawdę można trafić na taki
        natchniony bełkot na cały ekran, przezktóry trzeba nier az przebrnac, aby
        dowiedziec sie co wlasciwie autorka zjadla "W ten ponury, szaromazisty dzien,
        ktory czasem sie trafia, a czasem nie. w takie dni ma sie ochote tylko na jedno
        danie, przywodzace na mysl wczesne obrazy van gogha i poranki na wsi w babcinej
        kuchni przy piecu." I dalej przez kilka akapitów, o ile autor zdecyduje sie je w
        ogole zastosować. Na koniec danie okazuje się być żurem albo truflami z
        szampanem podanymi z dipem moroszkowym, bo trufle przypominaja kartofle, a
        babcia robiła cydr. Wiadomo, ze to wybór prowadzącego, ze pewnie znajomym i
        wielu ludziom sie to przyjemnie czyta, ale chyba kazdy ma prawo miec swoj gust i
        na jego temat sie wypowiedziec. Moim zdaniem priorytetem jest rzetelne, zwiezle
        przedstawienie przepisu. Osobiscie wolalabym wlasnie jakies ciekawostki na temat
        dania, jego historii i geografii, a nie rzeczony wzniosly strumień swiadomości,
        ale fakt faktem,ze potem po prostu na taki blog nie wchodze. Zdecydowanie
        wybieram blogi kulinarne, a nie ogolno "lifestylowe", bo jestem zwolennikiem
        zasady less is more i szczegoly zycia prywatnego blogera oraz jego przemyslenie
        wole zostawic jemu i jego znajomym, ktorzy moga na to spojrzec w odpowiednim
        kontekscie.
        --
        zobacz, z czego robi się parówki :)
        • bene_gesserit Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 19:43

          Sa blogi, ktore maja duzo pitolenia w o rodzinie, natchnieniu i ze
          jak szlam ulica to byl tam taki pan co jak wrzucal, to kucal, ale
          mozna sie po tym spokojnie przeslizgnac wzrokiem i dojsc do klu.
          Pare takich stron odwiedzam -
          tartalette
          jest tu chyba najlepszym przykladem. Przydlugawe
          wynurzenia autorki i artystyczne zdjęcia jajek i masla mozna
          ominac, aby dojsc do zazwyczaj niesamowitego przepisu.


          --
          cute but psycho. things even out
          • konishiko Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 23.02.10, 00:34
            No jak to, omijac takie zdjecia? Pitolenie rzeczywiscie przydlugie,
            ale fotografie rewelacyjne, mozna sie zakochac w plasterkach rzodkwi
            :)

            Tez nie rozumiem zjawiska narzekania na cos, czego nie trzeba czytac.
            Osobiscie lubie blogi kulinarne z jakims wstepem do potrawy i ladnymi
            zdjeciami, na takie natchnione natykam sie rzadko, a i tak do
            przepisu mozna przewinac. Grunt, zeby byl w osobnym akapicie i zeby
            dalo sie latwo wyszukiwac.

            --
            "Physics is like sex: sure, it may give some practical results, but
            it's not why we do it."
            - Richard Feynmann
        • amused.to.death Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 20:09
          > natchniony bełkot na cały ekran, przezktóry trzeba nier az przebrnac, aby
          > dowiedziec sie co wlasciwie autorka zjadla

          Nie rozumiem, dlaczego TRZEBA.
          Nic nie trzeba - jak się nie podoba można zamknąć stronę i poszukać innego.
          Nie trzeba czytać do końca.

          Każdemu coś innego się podoba.
          Ja np. zdecydowanie omijam blogi z kiepskimi zdjęciami - to jest dla mnie
          najgorsze co może być.
      • Gość: Iwona Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych IP: 95.152.193.* 22.02.10, 14:09
        Wiekszosc blogowiczek to mlode kobiety stazem i wiekiem, ktore
        niedawno przyjechaly do Anglii ew, Irlandii i albo zachwycaja sie
        tutejsza kuchnia albo ja krytykuja, nie majac tak naprawde o tych
        kuchniach pojecia, ani o dokladnym przetlumaczeniu przypraw np. w
        kuchni chinskiej nie ma maki kukurydzianej jest natomiast skrobia
        kukurydziana (spotkalam sie niedokladnym tlumaczeniem na wielu
        blogach), niektore maja zaciecie do gotowania, niektorym sie
        wydaje,ze maja talent, ale najgorsze sa komentarze, kolko wzajemnej
        adoracji, kochaniutka jakie to sliczniutenkie,wyglada na pyszniutkie
        itd, mniam mniam i WOW doprowadza mnie do bialej goraczki,tak jak
        wciskanie gdzie sie da zwrotow anglojezycznych. Pare razy zwrocilam
        uwage na pwne niescislosci,a le zostalo to przyjete jako atak co
        najmniej osobisty, np. jak ktos podaje przepis na placek pasterza i
        uzywa miesa innego niz z przepisie to nie jest to placek paterza,
        takie kotlety schabowe z kurczaka....
    • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 19:53
      I tam. Wiem, do którego bloga pije autorka wątku, i to w sumie nieładnie jest
      tak wytykać palcami. I znowu muszę się zgodzić z Bene. Czytać nie trzeba tego,
      co się nie podoba. A jeśli się czyta, emocjonuje przy tym negatywnie, że "ło
      jezu, tego się czytać nie da!", i czyta zawzięcie dalej, to mamy do czynienia z
      pasjonatką w najczystszym wydaniu. "Pasja" po łacinie oznacza "męka".

      Owszem, brakuje trochę rzeczowych wywodów stricte kulinarnych, czasem rozczulać
      mogą rozmazane artystycznie fotografie, ale ja cię kręcę: to są blogi właśnie,
      dowolne literacko formy internetowej publicystyki na temat, jaki się tylko
      żywnie podoba. Nie narzucają się chyba, jak na przykład ruchome bannery
      reklamowe i pocztowy spam informujący o wielkich wygranych. Chyba, że ja o czymś
      nie wiem, bo mam założonego adblocka.

      Od czasu do czasu zaglądam na nasze rodzime blogi. Nie w poszukiwaniu
      inspirującego przepisu, bo przecież jestem kuchmistrzyni samozwańcza i wszystkie
      przepisy świata zdążyłam już zgromadzić i wypróbować - nawet te, które jeszcze
      nie zostały sporządzone - ale żeby pooglądać estetycznie podrasowane w
      fotoszopie fotki jabłuszek na jesiennym berecie i poczytać właśnie o tym, że
      "padał deszczyk, a ja zziębła byłam i w domu zjadłam zupę, która przeniosła mnie
      w ten moment, kiedy u babci na wsi zasypiałam pod ciepłą, lekko zatęchłą
      pierzyną, a ogień tak spokojnie trzaskał w kominku i już już odpływałam na
      chmurce, aż nagle do izby wtargnął zły wilk i wszystkie nas pożarł! Ze smakiem."
      Bo choć konkretna ze mnie baba, to w środku jestem miętka i lubię sobie czasem
      na miętkość innych popatrzeć. W słabości siła, hehehe.

      --
      To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
        • krysia2000 Re: Pudło, narzucają się 15.02.10, 22:50
          Jak to "narzucają"? Wskakują na kolana, czy co?

          Jak to dobrze, że u nas na wsi metra nie ma, by się człowiek od tych blogów nie
          opędził.

          > A trudno być obojętnym wobec nachalnego
          > popularyzowania np. grafomanii

          Zabrzmiało jak hasło jakiejś nowej kampanii społecznej. Czyżby grafomania
          stanowiła problem na skalę bicia żon?

          --
          To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
          • bene_gesserit Re: Pudło, narzucają się 16.02.10, 01:17
            W pewnym sensie:) Nie wiem jak inne blogi, ale np blog Liski mial
            dwa rzuty profesjonalnej kampanii reklamowej na bilbordach w Wawie,
            zdaje sie ze tez w Poznaniu - o innych miastach nie wiem.


            --
            feminists aren’t humorless just because your jokes suck
            • krysia2000 Re: Pudło, narzucają się 16.02.10, 02:11
              Okej. Chyba powierzchnię reklamową każdy może wykupić, pod warunkiem, że ma
              odpowiednią ilość kasy. Liskowych bilbordów nie widziałam, więc spytam o ile
              można, czy jakaś firma się pod nimi podpisywała?

              Wiem, że nie do końca jasno rozgrywane są w naszym medialnym grajdole kwestie
              finansowej strony przedsięwzięć przeróżnych. Wciąż też pokutuje jakieś takie
              podskórne przekonanie, że zarabiać na czymś to wstyd. (Ale za darmo zaglądać i
              utyskiwać, że artykuł sponsorowany i w dodatku kiepsko napisany to już nie, tak
              półgębkiem mówiąc.) Szkoda. Wstyd to kraść i mordować, mówiła moja ciotka.

              Chciałabym się jednak tak konkretnie dowiedzieć, bez pomówień i domysłów o
              tajemniczych sponsorach, jak miałaby wyglądać strona zarobkowa prowadzenia
              "artystycznie natchnionego" bloga i w jaki sposób "manipulowanie" nastrojami
              wpływać miałoby, choćby nieznacznie i zapośredniczenie na jego nośność
              reklamową, przynoszącą sponsorowi wymierne korzyści. Niebardzo widzę, w jaki
              sposób podretuszowane zdjęcia z czyichś spacerów, i równie podretuszowane
              napomknienia o lekturach z dzieciństwa, czy innego rodzaju przeglądy rupieciarni
              wspomnień we własnej głowie miałby zachęcić czytelników do wypróbowania produktu
              firmy X, tym bardziej, że nie spotkałam się w tych tekstach z zauważalnym
              produkt-plejsmentem typu: "rozmarzona zmiksowałam składniki mikserem ACME (tu
              odsyłacz), a potem tuląc kubek herbaty Cipton (kolejny odsyłacz) przy ariach
              Wagnera płynących z babcinego gramofonu czekałam spokojnie aż ciasto mi wyrośnie
              - koniecznie w żeliwnym garnku z inskrypcją Dżejmiego (i tam odsyłacz)"
              . W
              każdym bądź razie nie w stopniu wykraczającym ponad normę, w porównaniu z
              wieloma wątkami obecnymi na przykład na tutejszym Forum. Ale nie znam się za
              bardzo - w końcu na studiach nie wybrałam marketingowej specjalizacji, tylko
              jakieś szlachetnie nudne zoologiczne teorie współczesności. Może ktoś z
              dyskutantów ma doświadczenie, niekoniecznie w kulinarnej tematyce? Jak to się
              robi, rzekomą grafomanią przysparza sponsorowi klientów?

              To taki boczny tor dyskusji.

              --
              To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
              • bene_gesserit Re: Pudło, narzucają się 16.02.10, 02:37
                E, zupelnie nie o to mi chodzilo. Raczej o to, ze - to sie pewnie
                bedzie zdarzac czesciej, a Liska akurat byla pionierką - czasem
                blog rzuca sie na oczy nie tylko z netu, ale i ze sciany w metrze
                (o tym mialam wrazenie pisal mwoo) czy bilbordu kolo mojego domu.

                Mysle - zupelnie teoretycznie rozwazam - ze zarabianie na poetycko
                natchnionym czy jakimkolwiek innym popularnym rodzaju blogu moze
                byc zupelnie trywialne - rozmarzona czytelniczka kliknie w link
                sponsora. Ewentualnie przejmie sie, ze jej idolka/idol uzywa tylko
                jajek bio, akurat z tej firmy czy cos w tym rodzaju.

                Noi - popularna blogerka/bloger tez moze byc towarem. Np moze
                napisac i wydac ksiazke, ktorą reklamuje jego internetowa slawa,
                moze zostac powazną/nym kandydatem na prowadzącego kulinarne szoł
                albo wylądowac w redakcji dobrego czasopisma kulinarnego (ok, w
                Polsce to akurat nie jest mozliwe :(



                --
                a flower garden
                is hiding under
                all this snow
                • krysia2000 Re: Pudło, narzucają się 16.02.10, 11:14
                  bene_gesserit napisała:

                  > E, zupelnie nie o to mi chodzilo. Raczej o to, ze - to sie pewnie
                  > bedzie zdarzac czesciej, a Liska akurat byla pionierką - czasem
                  > blog rzuca sie na oczy nie tylko z netu, ale i ze sciany w metrze
                  > (o tym mialam wrazenie pisal mwoo) czy bilbordu kolo mojego domu.

                  To rozumiem. Tylko nie rozumiem tego "narzucania się" o którym pisał Wookie.
                  Krajobraz uliczny w Pl na tyle mocno jest spaprany reklamą, że chyba nie powinno
                  to aż tak drażnić. Dla mnie to ciekawa odmiana od anonsów o najnowszych
                  obniżkach na odkurzacze piorące i parówki w tym czy owym gigamarkecie.

                  > Mysle - zupelnie teoretycznie rozwazam - ze zarabianie na poetycko
                  > natchnionym czy jakimkolwiek innym popularnym rodzaju blogu moze
                  > byc zupelnie trywialne - rozmarzona czytelniczka kliknie w link
                  > sponsora.

                  Tylko jak na razie tych linków jak na lekarstwo, naprawdę. I samym bloggerkom
                  niezręcznie jest w tym zakresie działać. O wiele więcej linków reklamowych
                  znajduje się tutaj. I zupełnie teoretycznie można sobie wyobrazić, że
                  rozemocjonowany w toku dyskusji uczestnik forum kliknie w link. Czyżbyśmy były
                  sponsorowane? Czy może nieopłacane i haniebnie wykorzystywane?

                  > Np moze
                  > napisac i wydac ksiazke, ktorą reklamuje jego internetowa slawa,
                  > moze zostac powazną/nym kandydatem na prowadzącego kulinarne szoł
                  > albo wylądowac w redakcji dobrego czasopisma kulinarnego (ok, w
                  > Polsce to akurat nie jest mozliwe :(

                  Ale to chyba zajefajne tak móc wyzwolić się z kieratu przykrych obowiązków i
                  ekonomicznego przymusu i dołożyć wszelkich starań, aby z własnej pasji uczynić
                  środek utrzymania? Czyż nie to stanowi istotę wolnego zawodu?

                  --
                  To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
                  • bene_gesserit Re: Pudło, narzucają się 16.02.10, 12:02
                    krysia2000 napisała:

                    > Tylko jak na razie tych linków jak na lekarstwo, naprawdę. I
                    samym bloggerkom
                    > niezręcznie jest w tym zakresie działać.

                    Na slawe trzeba sobie zapracowac. To sa blogi polskojezyczne w
                    wiekszosci, wiec liczby wejsc nie bedą nabijac internauci z calego
                    swiata. Dlatego to potrwa dluzej, niz w przypadku popularnych
                    blogow angielskojezycznych. Co do niezrecznosci - mam wrazenie, ze
                    natknelam sie na pare blogow, ktore powstaly z mysla o zarobkach i
                    slawie.

                    O wiele więcej linków reklamowych
                    > znajduje się tutaj. I zupełnie teoretycznie można sobie
                    wyobrazić, że
                    > rozemocjonowany w toku dyskusji uczestnik forum kliknie w link.
                    Czyżbyśmy były
                    > sponsorowane? Czy może nieopłacane i haniebnie wykorzystywane?

                    Ja sie pare razy na forum emocjonowalam, ale nigdy nie kliknelam na
                    link - co ja, glupia jakas jestem, zeby z wlasnej woli czytac
                    reklamy?
                    Jesli reklama jest jawna i pozostawia odbiorcy mozliwosc wyboru
                    (nie/klikniecie linka, przelaczenie na inny kanal). Product
                    placement czy szeptana reklama sa imho nieetyczne, chociaz pewnie
                    bardziej skuteczne.

                    > Ale to chyba zajefajne tak móc wyzwolić się z kieratu przykrych
                    obowiązków i
                    > ekonomicznego przymusu i dołożyć wszelkich starań, aby z własnej
                    pasji uczynić
                    > środek utrzymania? Czyż nie to stanowi istotę wolnego zawodu?

                    Pewnie tak, a co?

                    --
                    a flower garden
                    is hiding under
                    all this snow
              • Gość: taki Re: Pudło, narzucają się IP: *.adsl.inetia.pl 16.02.10, 12:31
                krysia2000 napisała:

                > Okej. Chyba powierzchnię reklamową każdy może wykupić, pod
                warunkiem, że ma
                > odpowiednią ilość kasy. Liskowych bilbordów nie widziałam, więc
                spytam o ile
                > można, czy jakaś firma się pod nimi podpisywała?

                Firma się nie podpisywała ale kampanię ufundowała firma jej męża, ta
                od bilboardów. Niby pod pozorem jakichś tam badań ale dziwne że
                wybrali akurat ten blog gdy jest zatrzęsienie innych w sieci.
                Bilbordy wisiały w większych miastach w kraju, w metrze warszawskim
                też wyświetlały się te reklamy. Kasa bardzo duża jakby ktoś chciał
                sobie wykupić taką reklamę, bo to wisiało ze dwa tygodnie w
                najlepszych miejscach. Sponsorzy pewnie sami przyjdą, chociaż
                autorka pewnie ma kasy jak lodu ,to pewnie ma też parcie na większą
                sławę, jakaś książka czy coś w tym rodzaju. Szkoda tylko że blog
                wcale taki odkrywczy nie jest, nie można powiedzieć że jest słaby,
                zdjęcia są na poziomie (dobrze że autorka wykorzystuje swój
                profesjonalny sprzęt z powodzeniem) ale poziom przepisów jest
                średni, teksty też słabe i grafomańskie. Z drugiej strony to jej
                blog i jej sprawa co tam pisze, ja tam rzadko zaglądam bo znam
                lepsze i bardziej mnie interesujące miejsca w sieci, które mnie
                więcej nauczą bez zbędnej otoczki i stwarzania pozorów.
                O wszystkim co napisane wyżej można było przeczytać tu:
                tomasz.topa.pl/blog-z-dusza-reklamowany-na-billboardzie.html
                i w komentarzach na opisywanym blogu, taki link podała sama autorka
                bloga:
                www.outdoorinfo.pl/konferencja2008/doc/Interent_i_Outdoor_JPawlak_MMilewski.pdf
            • pani_gienia Re: Pudło, narzucają się 22.02.10, 22:19
              a dlaczegóż miał tą kampanię. bo taki świetny?
              74.125.77.132/search?q=cache:biRX95aop3UJ:tomasz.topa.pl/blog-z-dusza-reklamowany-na-billboardzie.html+whiteplate+m%C4%85%C5%BC&cd=2&hl=pl&ct=clnk&gl=pl
              --
              z uszanowaniem
              - żurek eugenia
    • siostraheli Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 22:25
      Chyba zgodzę się z mwookaschem. Te wszystkie bełkoty są po to, żeby sponsor (sponsorzy?) bloga nie mieli poczucia, że płacą za nic. I proszę, nie piszcie, że te blogi, to wynurzenia autorek. To całkiem profesjonalna robota marketigowa. 11 tysięcy wejśc dziennie to target nie do pogardzenia.
      • z_plus_z Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 22:39
        > Chyba zgodzę się z mwookaschem. Te wszystkie bełkoty są po to, żeby sponsor (sp
        > onsorzy?) bloga nie mieli poczucia, że płacą za nic. I proszę, nie piszcie, że
        > te blogi, to wynurzenia autorek. To całkiem profesjonalna robota marketigowa. 1
        > 1 tysięcy wejśc dziennie to target nie do pogardzenia.

        A kto, z autorów pierwszoligowych blogów, wpuścił sponsora na jawniaka albo na
        product placement? Z jawniaków kojarzę tylko Dorotę od wypieków.

        Chyba że masz na myśli sztuczne twory takie jak 'platformę blogową' producenta
        pewnego oleju...
      • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 15.02.10, 22:46
        Czyli ktoś znalazł sposób na zagospodarowanie zagubionych, biednych studentek
        polonistyki, które stać na tylko na wypożyczanie książek z bibliotek, jazdę na
        gapę i marzenia o innym świecie, wychuchiwane w zmarniętą szybę, bo
        elektrociepłownia grzanie odcięła?

        Ta teoria o generowaniu wejść przez obnażanie duszy przy garach miałaby zaczątek
        rąk i nóg, gdyby doliczyć się chociaż jednej reklamy poważnego sponsora na tych
        prywatnych blogach.

        Równie dobrze można agentów wielkich korporacji szukać wśród najaktywniejszych
        uczestników Forum portalu Gazeta.pl. Np. taka Bene, co się udziela od lat i na
        Forum Kuchnia i na Feminizmie. Podejrzane, prawda? Zwłaszcza w świetle haseł
        ruchu emancypacyjnego, który chciał zerwać z zasadą 3K. Niewątpliwie służy to
        zbudowaniu jak nawiększej bazy wiernych czytelniczek, którym potem będzie się
        podprogowo wciskać... korkociągi na ten przykład, bo "tym oto narzędziem..."

        Sorry, kuma, że Cię wzięłam na przykład, ale się nie mogłam powstrzymać, żeby
        sprawdzić, jak to w końcu z Twoim poczuciem humoru.

        --
        To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
        • bene_gesserit Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 01:35
          Bez zartow (w zadnej feministycznej bibliotece nie ma
          dzialu 'humor, satyra'), na zachodzie to jest normalny sposob
          reklamowania. Foro w zeszlym chyba roku np odkrylo tajnych agentów
          firmy mrozonkowej na F, ktorzy przez pare miesiecy sączyli
          reklamowy jad. Co jakis czas zreszta nakrywa kolejych, innych firm.
          To juz nie jest 'czy slyszeliscie o fantastycznym produkcie f-my X,
          bo ja tak, sprobowalam i jestem zachwycona, polecam, mozna zajrzec
          tez na stronę producenta, wlasnie trwa konkurs promocyjny' - nie.
          Staja sie coraz bardziej wyrafinowani.

          Imho jesli kto robi to otwarcie - jak dorotus, to jest w porzadku.
          W ogole dorotus jest w porządku - bez pitolenia, rzeczowo, z
          podaniem autora przepisu, jesli nie jest nim dorotuś, fajne
          zdjęcia - tak jak lubię. Inne blogi ewidetnie aspirujących do
          blogowego profesjonalizmu autorek, na ktore sie natknelam, jakos
          mnie kompletnie nie wciągnely. Wolę bardziej domową atmosferę - nie
          wiem, jak to precyzyjniej okreslic, bo kiedys probowalam i mnie
          sflekowano, wiec zamilczę.

          PS Feminizm walczy o godnosc pracy domowej, zes sie zatrzymala kumo
          gdzies miedzy pierwsza a druga falą feminizmu. Nadrób, bo co to za
          baba, co nie wie, czym sie feministki zajmują.



          --
          a flower garden
          is hiding under
          all this snow
          • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 02:24
            > PS Feminizm walczy o godnosc pracy domowej, zes sie zatrzymala kumo
            > gdzies miedzy pierwsza a druga falą feminizmu.

            Kiedy ja na czwartej fali serfuję, my dear. Emily Maguire, te klimaty. Czyli
            "struggling for freedom to decide if I wanna be a ho just like my Daddy, or a
            high-class alcorexic like my dear Mum."

            > Foro w zeszlym chyba roku np odkrylo tajnych agentów
            > firmy mrozonkowej na F, ktorzy przez pare miesiecy sączyli
            > reklamowy jad.

            A jak dokonali zatrzymania? Krzyknęli "Freeze!!"?

            --
            To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
    • krysia2000 L'enfer... 16.02.10, 02:37
      ... c'est les autres.

      Ten cytat z "Bez wyjścia" kiedyś wydawał mi się niejasny. Powoli zaczynam go
      rozumieć.

      --
      To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
    • estellea Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 10:36
      Znam blog, o ktorym toczy sie ta dyskusja i szczerze mowiac nie rozumiem fenomenu tego bloga. Tez mysle, ze to reklama, bilbordy i te sprawy. Ktos widzi reklame i mysli sobie - aha jakis znany blog, potem wchodzi na strone i widzi, ze ma tylu obserwatorow - aha czyli jest bardzo popularny, wiec musi byc fajny. Dochodzi do tego, ze nie wypada nie byc obserwatorem tego bloga.
      Osobiscie uwazam podobnie jak autorka watku, ze ten blog to przerost formy nad trescia. Robienie calej tej natchnionej otoczki wokol jedzenia, ktore jest czyms tak bardzo przyziemnym, zwyczajnym. No i te zdjecia "artystyczne". Pozamazywane, ze nie widac prawie nic co tam jest na tym bialym talerzu, za to wyrazniej widac w tle, jak autorka zdjecia ma w pokoju. Eeee nie przemawia to do mnie. Blogi kulinarne powinny byc konkretne, jak najbardziej rzeczowe, przejrzyste. Interesuje mnie konkretny przepis, chce wiedziec jak sie go robi, z jasnymi wskazowkami i dziekuje, to mi wystarczy. Ewentualnie jak ktos napisal, fajnie znalezc informacjie o pochodzeniu dania, czy wartosciach odzywczych warzywka, ktore jest w skladzie.
      Jak bede chciala natchnionego belkotu, to wejde sobie na blog o literaturze. Chociaz nie - bylam na kilku takich blogach i oni tam calkiem rzeczowo pisza.
      Ta pani wg mnie dazy do tego, by jakis sponsor wykorzystal popularnosc bloga i zechcial wydac z nia ksiazke. To stad ta nachalna kampania reklamowa bloga. W kazdym razie ja ksiazki tej pani bym nie kupila, bo jej przepisy to nic nadzwyczajnego. No wlasnie, moglaby chociaz postarac sie o jakies nietypowe dania. A tam nalesniki z konfitura, chleb, babeczki, zupa dz dyni, torcik czekoladowy - czyli to wszystko co jest na innych licznych blogach, tylko bez poetyzowania i artystycznych zdjec. Ale bilboard robi jak widac swoje ;)
    • kaiserka Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 10:36
      zgadzam się z przedmówczynią - niektóre blogi sa po prostu przekomiczne, no do
      momentu, kiedy nie są żałosne. Grafomania i psudointelektualny bełkot do tego
      stopnia, że czasami się można zastanawiać czy autor nie wąchał jakigoś kleju:)

      No ale, poważnie jak się czasem czyta o kluskach z głębokim podtekstem, czy
      zupie z duszą to dzień uratowany. Porcja zdrowego śmiechu. Myślę, że każdy to
      czyta z innych wzgędów. No i rzeczywiście można czytać lub nie czytać, ale ja
      np. lubię się pośmiać czasem. Najlepsze jest to zadęcie...
      • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 11:20
        > No ale, poważnie jak się czasem czyta o kluskach z głębokim podtekstem, czy
        > zupie z duszą to dzień uratowany. Porcja zdrowego śmiechu.

        Czyli jakieś pozytywy są. O ratowanie dnia się rozchodzi. Mniejsza o to, czy
        przez śmiech, czy przez łzy.

        A ja powoli przestaję pojmować psychikę rodaków...

        --
        To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
        • Gość: senin Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych IP: *.253-210-83.QLD.netspace.net.au 16.02.10, 11:44
          > A ja powoli przestaję pojmować psychikę rodaków...
          >

          psychiki rodakow nie pojmiesz, bo nie ma tzw. zbiorowej psychiki
          jakiejs zbiorowosci ( choc dyskusje tocza sie na wszelkich
          uniwersyteckich konwersatoriach zawadzajacych chocby remotely o
          socjologie)


          za to rodacy beda mieli o wiele latwiejsze zadanie pojac Twoja
          psychike... ponoc psychika to bardzo indywidualny fenomen ;))A Ty
          piszac tutaj sie i psychike swa odkrywasz


          jak zreszta kazdy z nas,,, jak tylko gebe otworzy ;)

          • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 12:23
            Gość portalu: senin napisał(a):

            > psychiki rodakow nie pojmiesz, bo nie ma tzw. zbiorowej psychiki
            > jakiejs zbiorowosci

            Wiesz, o co mi chodzi. Zdaniem behawiorystów w ogóle samo pojęcie psychiki jest
            tylko postulatem, abo roboczą hipotezą. Czarna skrzynka. Obserwowalne są tylko
            bodźce i reakcje na nie.

            Pisząc o psychice zbiorowej mam na myśli pewne zaskakująco często powtarzające
            się, podobne reakcje na dane bodźce, przejawiane przez różnych osobników,
            których w tym wypadku łączy "jedynie" poczucie narodowej wspólnoty. Oczywiście w
            tym momecie naciągam i za dużo sobie wyobrażam, ale czym byłby rozum i nauka bez
            wyobraźni?

            Te charakterystyczna dla mnie grupa zastanawiających reakcji to wymiotne
            odruchy, granicząca z paranoją obsesja sponsorowania, przewrażliwienie gustu i
            szlachetna odraza, którą napawają podejmowane przez innych przedsięwzięcia.
            Pewnie, że przesadzam. Ale czy tak samo nie przesadza osobniczka, której od
            słodkości chce się rzygać, kiedy wejdzie na blog zatytuowany "moje wypieki"? Do
            prawdziej cukierni też wchodzi i puszcza pawia na posadzkę?

            Teraz można dyskutować namiętnie, czy zasadnym jest przypisywanie tego zjawiska
            całej zbiorowości narodowej, czy to tylko taka uroda społeczności internetowych.
            I czy na domenach innych niż te kończące się na .pl podobnie namiętne toczą się
            seanse nienawiści. No bo chyba nie trzeba bystrego wzroku, żeby zauważyć, że
            najbardziej oblegane są wątki "błotne". I chyba sponsorzy to w mig pojęli, bo
            się brukowej publicystki namnożyło coś ostatnio.

            Ale zawsze może mi się zwidywać.

            > za to rodacy beda mieli o wiele latwiejsze zadanie pojac Twoja
            > psychike... ponoc psychika to bardzo indywidualny fenomen ;))A Ty
            > piszac tutaj sie i psychike swa odkrywasz

            Ja nie mam z tym problemu. Jeśli, idąc za tezą behawiorystów, swoją psychikę
            jestem w stanie wyrazić jedynie poprzez zachowania, to lepiej dać jej
            jakimkolwiek zachowaniem zaistnieć, niż milczeć i racji (bytu) żadnej nie mieć.
            Tak powstaje fenomen Krysi. I tak powstaje fenomen Senin. I tak się poznaje
            każdego człowieka.

            Uważasz, że powinnam się pilnować? I nie odkrywać siebie? Bo mnie napadną i
            rozkradną?

            --
            To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
    • floress Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 11:28
      A ja blogi kulinarne oglądam. Zdjęcia mnie inspirują, czasem czytam przepis, ale
      rzadko go dokładnie odtwarzam. Dlatego najważniejsza jest dla mnie jakość
      zdjęcia. I ogólna grafika bloga. Nie lubię, gdy za dużo się na takim blogu
      dzieje, paski, odsyłacze, odnośniki.
      Z blogów kulinarnych do czytania lubię blog nad atlantykiem, bo można tam
      poczytać też o jedzeniu i podróżach. Fajne ciekawostki. Poza tym Dorotuś też nie
      szaleje z opisami i przeżyciami dnia codziennego. Trochę pisze, ale w sumie to
      zrozumiałe, trochę urozmaicenia i pewna taka potrzeba opowiedzenia co i jak,
      którą chce się zaspokoić dzieląc się przepisami z czytelnikami.
      Jeśli chodzi o blog Liski, to mnie te artystyczne zdjęcia się podobają, a poezję
      omijam. Ale czy ten blog jest komercyjny, nigdy na to tak nie patrzyłam.
      Faktycznie w Poznaniu wisiały billboardy, teraz jak sobie tak myślę, to trochę
      mi to amerykańskim filmem zajeżdża. Zwykła dziewczyna zaczyna pisać blog,
      zyskuje wiernych czytelników, blog robi się super popularny, a potem to już
      wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy... (ten billboard już wyglądał, jak
      plakat filmowy).
          • siostraheli Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 12:07
            Nie, ale napisałą tak:
            Ale czy ten blog jest komercyjny, nigdy na to tak nie patrzyłam.

            A ja uzupełniłam, bo to nie tylko bilbordy i radio, ale tez mało zakamuflowany product pacement. Zresztą jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat, to pisanie bloga to całkiem miły sposób pozyskiwania pieniędzy, na pewno lepszy niż pełnoetatowy zapieprz w jakiejś korporacji. Znam osobiście osobę, która na zlecenie firmy Vitra pisze bloga o designie jako pracownik etatowy. Niekoniecznie blogi, o których tu piszemy, mają taki rodowód. Bardzo często zleceniodawcy zgłaszają się później. ALe nie bądźmy nazbyt romantyczni, blog z taką ilością wejść jest doskonałym nośnikiem reklamy. I nie wyobrażam sobie, żeby ktoś prowadził bloga, żeby opowiedzieć ludzkości o życiu dziada i baby. To po prostu sposób na życie, jakich wiele.
          • Gość: senin Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych IP: *.253-210-83.QLD.netspace.net.au 16.02.10, 12:17
            krysia2000 napisała:

            > Ale powiedz, co Cię tak boli w standardowych działaniach
            ekonomicznych?
            >

            nie wiem , co boli bene

            ale mnie by bolalo to, ze 'standardowe dzialania ekonomiczne'
            udaja
            osobiste przeslania holistyczno-spirytualno-intelektualne
            z dodatkiem nowego 'post New Age'owego trendu': zwanego 'wholesome
            living"

            gdyby ktos mial problem ze zrozumieniem mojego postu: kluczowe
            slowoo to: Udawanie

            bo albo jest sie 'standardowym dzialaniem ekonomicznym', albo 'Under
            the Tuscan Sun'



            • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 12:42
              > nie wiem , co boli bene

              Kurczę, już się gubię. To Bene jest też Siostrą Heli?

              > ale mnie by bolalo to, ze 'standardowe dzialania ekonomiczne'
              > udaja
              osobiste przeslania holistyczno-spirytualno-intelektualne
              > z dodatkiem nowego 'post New Age'owego trendu': zwanego 'wholesome
              > living"

              Hmm... A tak wiele dobrych powieści było powodowanych koniecznością spłacenia
              długów. Prus "Lalkę" walnął w odcinkach w warszawskim Kurierze Codziennym, dla
              którego pracował. Van Gogh w końcu popełnił samobójstwo zrozpaczony finansowym
              fiaskiem swojego malastwa. Michał Anioł miał wpływowych zleceniodawców. Oliwkowy
              Dżejmi tyle ma lukratywnych kontraktów z producentami garnków, kuchennych
              gadżetów, przetworów i siecią hipermarketów, że na dobrą sprawę mógłby się
              zaszyć na dobre w tym swoim domku na wsi i już więcej w życiu nie poprowadzić
              żadnego programu w tv, nie napisać książki kulinarno-podróżniczej, ani nie
              wszcząć żadnej społecznej kampanii na rzecz
              zdrowego odżywiania. "Australian Women's Weekly" też z samego dobrego serca
              pełnego rad dla pań nie żyje. Czy to wszystko było i jest - kluczowe słowo -
              udawane?

              Rozumiem, że jednych może bawić pamiętnikarska stylistyka kulinarnego bloga i
              marzenie autorki o wydaniu książki, która się sprzeda (bo książki autorzy piszą,
              żeby je sprzedać, a czytelnicy kupują, żeby przeczytać). Tylko
              czemu od razu zarzuty o nieczystość gry?

              --
              To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
              • Gość: senin wszystkie one przez ciebie podane sa uczciwe IP: *.253-210-83.QLD.netspace.net.au 16.02.10, 13:03
                uczciwe sa tez zapewne blogi, wiele z nich

                ale ja jestem na tym forum od 2000 (coby tam niektore malolaty nie
                twierdzily, FK juz wtedy istnialo)

                i pamietam liske jako forumowiczke

                i naprawde nic do niej nie mam


                ale to zupelnie co innego, gdy od poczatku jest wiadome: maluje bo
                chce zarobic na zycie, maluje i chce sprzedawac. chce zarabiac na
                pisaniu

                ale troche inna sytuacja, gdy zbiera sie zwolennikow na forach
                kulinarnych, wciaga w zycie swoijego bloga jako autentycznego wyrazu
                swojego "bogatego zycia wewnetrznego w polaczeniu z gotowaniem" a
                potem wkreca do tego komercje

                wiem, bo w owym roku 2000 wciagnieta zostalam w "mniam mniam", ktory
                chcial rozkrecic strone za darmoche.. udalo mu sie to i chwala, ale
                przynajmniej od poczatku widac bylo ze ten serwis pojdzie w tym
                wlasnie kierunku, wiec nie byla to jakas kryptokomercja

                w przypadku blogow tak to wyglada - zwlaszcza jesli nakreca sie
                kolko znajomych na forach jak FK, a potem ...

                a zreszta... co mnie to obchodzi

                blogow nie czytam,nudne i ckliwe sa, wole branie sie za lby na
                forum ;))
                • simply_z Re: wszystkie one przez ciebie podane sa uczciwe 26.02.10, 21:37
                  ale to zupelnie co innego, gdy od poczatku jest wiadome: maluje bo
                  > chce zarobic na zycie, maluje i chce sprzedawac. chce zarabiac na
                  > pisaniu
                  >
                  > ale troche inna sytuacja, gdy zbiera sie zwolennikow na forach
                  > kulinarnych, wciaga w zycie swoijego bloga jako autentycznego
                  wyrazu
                  > swojego "bogatego zycia wewnetrznego w polaczeniu z gotowaniem" a
                  > potem
                  bardzo głupi argument ,nie znasz przypadkow osob ,ktore zaczynaly od
                  hobby ,a potem przerodzilo sie to w zawod?

                  --
                  If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
                  are everywhere....
        • megakomp Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 11.03.10, 00:34
          O przepraszam, ja ostatnio z własnej kasy robiłam konkurs
          "Kosmetyczne Delikatesy" :). A prowadzenie bloga, jeśli chce się z
          tego utrzymywać to ciężka praca i sugeruję spróbować założyć swój
          własny i zobaczyć jak wygląda walka o Czytelników, podwyższanie
          statystyk itp. :).

          Co do reklam - jedni mają adblocki, inni po prostu nie klikają. Na
          moim blogu nie ma reklam wyskakujących na pół ekranu, a tematycznie
          są związane z kulinariami i Czytelnicy się na nie nie skarżą. Myślę,
          że wiele blogerek popełnia ten błąd, że nie pisze oficjalnie o tym,
          że np. dany artykuł jest sponsorowany. A przecież to nic trudnego
          wstawić znaczek na końcu wpisu.
      • jop Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 18.02.10, 16:47
        > A ja blogi kulinarne oglądam. Zdjęcia mnie inspirują, czasem
        > czytam przepis, ale rzadko go dokładnie odtwarzam. Dlatego
        > najważniejsza jest dla mnie jakość zdjęcia. I ogólna grafika
        > bloga.

        O, to, to. Dla mnie wysoka jakość graficzna bloga kulinarnego, w tym
        zdjęć, to jest warunek konieczny. Ja lubię, jak jest ładnie, bo mnie
        to inspiruje.

        > Nie lubię, gdy za dużo się na takim blogu
        > dzieje, paski, odsyłacze, odnośniki.

        W rzeczy samej. Dla mnie blogi z pierdyliardem banerków, odnośników
        (Weekend z Nigellą, Akcja Pierogi, Tydzień Sałatek, Związek
        Bloggerów Kulinarnych, Stowarzyszenie Pijących Szampana Rano a
        Whisky Wieczorem) jest spalony na wejściu.
    • alinka_li Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 12:08
      No to jeszcze ja zabiorę głos, ale w obronie zabierania głosu właśnie:)
      Irytują mnie takie odpowiedzi na krytykę jak np. "po co zaglądasz jak ci się
      nie podoba?" Uważam, że jeśli nawet przez przypadek czy z ciekawości zajrzę
      gdziekolwiek,to mam prawo ocenić to, co tam zobaczyłam. Myślę, że dobrą analogią
      jest czytanie i krytykowanie książek: czy ktoś rzuci się z pazurami,jak powiem,
      że przeczytałam harlekina i moim zdaniem to dno? Ok, nikt mi nie kazał czytać,i
      więcej na pewno nie będę, ale JEDNORAZOWO miało to miejsce, więc mam prawo
      wyrazić swoją opinię.
      A co do blogów- nie czytuję, czasem zajrzę, jak ktoś ma linka w sygnaturce. Na
      razie na dłużej zatrzymały mnie jedynie blogi Wilówki i Eeeli, ale i tak do nich
      nie wracam, bo nie mam czasu:) Blog Liski- opinię zachowam dla siebie:)
        • alinka_li Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 12:38
          A skąd wniosek, że znam ich treść? Czytałam blogi te, które wymieniłam, czyli
          słownie dwa, z tego kulinarny jeden. Do innych zaledwie zajrzałam tak, jak
          zagląda się do kogoś przez okno. Mam nadzieję, że to czytelna metafora.
          A na Forum Kuchnia i Galerię mam czas, bo chcę go mieć, zawsze jakoś wyrwę. Na
          blogi już mi się nie chce. Chyba na tym to polega, że nie można mieć na WSZYSTKO
          czas?
    • nobullshit Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 12:24
      Abstrahując od blogowych poezyj, bo byłaby to dyskusja o gustach.

      Prowadzenie porządnego blogu, takiego, na którym posty ukazują się częściej niż
      raz w miesiącu, z profesjonalnymi zdjęciami, to zajęcie co najmniej na pół
      etatu. Albo i na cały. Czy jest coś złego w tym, że ktoś chce na blogowaniu
      zarobić? Niemoralnego w tym, że zarabia? Hańbiącego w tym, że wymyślił sobie
      taki sposób na życie i taką odskocznię do czegoś więcej?
      Chyba każdy z nas chciałby zarabiać pieniądze, robiąc to, co lubi.
      I żadna praca nie hańbi. :)) Oprócz telemarketingu, rzecz jasna. :)) Ale blogi
      nie wchodzą nam same do telefonów. Ani na ekrany komputerów. Jak wiele osób
      napisało wyżej - nie musimy ich czytać.

      Czy jeśli blogerka X lub Y udzieliła wywiadu w prasie, to znaczy, że się
      "lansuje"? Czy może po prostu chce się pochwalić wysiłkami, z których jest
      dumna? Przeżyć miłą przygodę? A nawet jeśli to lans, znowu, co w tym złego?
      Patrz wyżej.

      Oczywiście byłoby bardziej... elegancko?, gdyby informacje o sponsoringu były
      widoczne i czytelne. Gdyby blogerki nie kasowały niepochlebnych komentarzy,
      tylko podejmowały dyskusję. Ale to już kwestie poboczne.

      --
      I can take or leave it if I please
      • Gość: blue.berry Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 12:38
        a ja tam bardzo lubię blog Liski. najbardziej za śliczne zdjęcia. ale też lubię
        jej przepisy, być może dlatego ze taki właśnie rodzaj kuchni mi najbardziej
        odpowiada. "opowieści o życiu" czasem czytam, czasem nie. nie przeszkadzają mi,
        nie uważam ich wcale za grafomańskie ani nadęte. po prostu są.

        reklama w blogach pojawiła się już jakiś czas temu - trudno oczekiwać aby
        światek reklamowy nie zwąchał możliwości jakie niosą za sobą miejsca odwiedzane
        dziennie przez kilkaset czy kilka tysięcy osób. prawda taka że aktualnie w
        świecie internetu blogi stają się najbardziej nośną i opiniotwórcza platformą.
        czy to w polityce czy w modzie (szafiarki!) czy w rozrywce (perez hilton!)

        nie wiedzę też nic w tym złego że ktoś na prowadzeniu bloga zarabia. na boga -
        przecież ciekawie prowadzony blog z częstymi wpisami to jest czasem praca na pół
        etatu.



      • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 16:32
        Gość portalu: szadoka napisał(a):

        > no tosmy podniesli Lisce ogladalnosc :)

        A nie pomyślałam o tym, tej. Tak sobie sprawdziłam w archiwum wpisy założycielki
        wątku i nie znalazłam żadnego? Czyżbyśmy były sprytnie naganianie przez speców
        od czarnej reklamy?

        --
        To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
    • floress Temat wątku 16.02.10, 13:31
      Dyskusja w zasadzie dotyczyła pseudointelektualnych popisów blogerów, a zeszła
      na reklamę w blogach.
      Czy są to pseudointelektualne przemyślenia szyte "na miarę". Nie wiem, raczej
      skłaniam się ku wersji, że blogerzy po prostu przelewają na monitor to co myślą,
      mają jakąś swoją wizję bloga i tyle. Nie doszukiwałabym się tutaj zakrojonych na
      szeroką miarę akcji pt.: A teraz pokażę całemu światu jaka ze mnie poetka i
      światowa dziewucha.
      A jeśli chodzi o reklamę, to cóż, jeśli jest jawna, to nie widzę problemu. I o
      ile nie jest agresywna. Tego nie znoszę. A product placement też nie jest taki
      oczywisty, że jest to product placement. Wydaje mi się, że pisząc bloga, nie pod
      publikę, tylko dla własnej przyjemności, można nieświadomie promować jakieś
      produkty.
      Jeśli mąż sprawił przyjemność żonie, lub nawet jeśli z premedytacją zrobił jej
      kampanię reklamową, nie z publicznych pieniędzy, tylko z pieniędzy własnej
      firmy, za zgodą współwłaścicieli/zarządu/właściciela, również nic w tym
      nagannego. Jeśli zrobił to nieczysto, to wtedy nieładnie.
      Generalnie uważam, że czyste zagrania i jawna reklama są w porządku. Ja mogę
      rzucić pracę i piec, gotować, przetwarzać, smażyć, dusić, szumować, kupować,
      robić wycieczki kulinarne po świecie i opisywać to na blogu. Jeśli ktoś ma
      ochotę zapłacić mi za to, to mail gazetowy działa ;P
      • mhr-cs Re: Temat wątku 16.02.10, 13:37
        zajzalam pare razy
        jak ktos lubi czytac,ogladac zdjecia
        dlaczego nie,
        nie rozumie tylko tej dyskusji
        na tej stronie,
        nowy rodzaj reklamy
        bo tam
        osobiscie nie szukam przepisow,

      • bene_gesserit Re: Temat wątku 16.02.10, 14:16
        floress napisała:

        > Dyskusja w zasadzie dotyczyła pseudointelektualnych popisów
        blogerów, a zeszła
        > na reklamę w blogach.
        > Czy są to pseudointelektualne przemyślenia szyte "na miarę". Nie
        wiem, raczej
        > skłaniam się ku wersji, że blogerzy po prostu przelewają na
        monitor to co myślą
        > ,
        > mają jakąś swoją wizję bloga i tyle. Nie doszukiwałabym się tutaj
        zakrojonych n
        > a
        > szeroką miarę akcji pt.: A teraz pokażę całemu światu jaka ze
        mnie poetka i
        > światowa dziewucha.

        Az sie z tego wszystkiego przeszlam po kilkunastu blogach :)

        I imho nie do konca masz rację: przeciez w blogowaniu chodzi
        glownie o widownię. Jesli ktos nie ma odwiedzajacych, szybko
        przestaje blogowac. Czyli autorem/ką kieruje chęc pokazania się,
        takiej czy innej kreacji. W miarę rosniecia popularnosci, a wiec i
        wplywu pokusa pewnie rośnie.

        Swoją droga - przeczytalam kilka notek, tkore pewnie by wkurzyly
        autorkę tego wątku i imho są one raczej nie wkurzające, ale zabawne.

        --
        dont hejt de pleja, hejt de gejm
    • 0lla Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 14:47
      Zgadzam sie z autorka watku w 100%

      Poza tym, nie wchodze na blogi, ktore maja reklamy. Nie dam zarobic naszym rodakom. Jesli przepis jest znany powszechnie, nie jest autorskim (niestety wszystko juz zostalo wczesniej przez kogos wymyslone), to zarabianie na takim blogu jest nieetyczne.
      • 0yotte Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 15:15
        > Poza tym, nie wchodze na blogi, ktore maja reklamy. Nie dam
        zarobic naszym roda
        > kom. Jesli przepis jest znany powszechnie, nie jest autorskim
        (niestety wszystk
        > o juz zostalo wczesniej przez kogos wymyslone), to zarabianie na
        takim blogu je
        > st nieetyczne.

        nieetyczna to jest tak powszechna kradzież zdjęc, publikowanie
        przpisów jako swoich bez podania źródła, itp. itd.

        a to, ze ktoś coś ugotował na podstawie znanego przepisu, zrobiła
        foty, dodał komentarz od siebie i pokazał to na blogu osobiscie w
        niczym mi nie przeszkadza.
        A nawet pomaga! Bo te właśnie uwagi mogą mi dużo na temat przepisu
        powiedzieć, czy warto go powtórzyć, czy nie.

        a fakt, ze po jakimś czasie blog zaczyna przynosić korzyści
        materialne? a niech przynosi! pogratulowac zaradności!
        ciekawa jestem, kto z tutaj krytykujacych oparłby się pokusie, gdyby
        to do niego złosił się reklamodawca z konkretną propozycją???

        --
        [img]https://www.husky.fonet.pl/husky_go.gif[/img]
        • Gość: olla.inna Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.10, 15:25
          > ciekawa jestem, kto z tutaj krytykujacych oparłby się pokusie, gdyby
          > to do niego złosił się reklamodawca z konkretną propozycją???
          >

          Sama prowadzę bloga ( akurat w innej dziedzinie niż kulinarna) i miałam już parę
          propozycji komercyjnych. Odmówiłam, bo nie interesuje mnie prowadzenie bloga dla
          zysku, to się kłóci z moimi założeniami. Ale nie mam nic przeciwko blogowiczom,
          którzy wchodzą w jakieś alianse handlowe. Byle to było wyraźnie powiedziane
          (np.w formie bannera reklamowego), a nie w formie ukrytej,np. typu product
          placement.
        • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 16:40
          > nie no jasne - najlepiej wstawic gowniane, byle jakie i nieostre zdjecia

          Tylko, że najbardziej nadużywanym fotoszopowym efektem w zdjęciach kulinarnych
          jest blur właśnie, hihihi. Czasem oglądający ma wrażenie, że mu się wzrok
          pogorszył: widzi przepiękną kromeczkę na zmysłowym talerzyku, ale już znajdujący
          się 5cm obok nóż to niebardzo, jak przez mgłę -15 dioptrii. No i jak teraz
          posmarować masełkiem?


          --
          To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
            • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 18:33
              Jasne, że głębię ostrości się reguluje obiektywem. Ale czasem widać wyraźnie, że
              znajdujący się w tej samej odległości, tej samej wielkości przedmiot jest
              artystycznie rozmyty, żeby przykuć wzrok do tematu, tak myślę.

              I moim zdaniem, ten efekt jest przez nasze fotografki nieco nadużywany. Ale to
              jest moja prywatna opinia.

              --
              To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
              • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 20:39
                To może wykrocz trochę poza elementarne zasady fotografii i poszukaj informacji
                o tym, jakie dodatkowe warunki muszą być spełnione dla uzyskania odpowiedniej
                głębi ostrości: wielkość przysłony, ogniskowa i odległość od fotografowanych
                obiektów.

                A potem przyjrzyj się niektórym fotografiom i powiedz mi jak cudownie trzeba
                ustawić aparat, żeby płasko leżąca łyżeczka, sfotografowana z góry z dość dużej
                odległości, bynajmniej nie na makrozbliżeniu, rączkę miała wyraźnie zarysowaną,
                ale już "komorę wlewną" nie. Albo fotka z chałką, też mniej więcej z góry
                trzaśnięta: na talerzyku chałka jak brzytewka, bochenek obok już się rozmywa,
                choć w tym samym mniej więcej planie względem obiektywu, co talerzyk, a szklanka
                z bawarką to absolutne mistrzostwo myopii: powierzchnia napoju z wystającą
                łyżeczką ostra, choć nijak nie jest w tym samym planie, ani sąsiedztwie równie
                ostrej kanapki, za to ściany szklanki rozpływają się w nicość. Zwróć jeszcze
                uwagę na brzegi talerzyka, ni stąd ni zowąd tracące fokus. Gdybym miała taki
                psotny obiektyw, to chyba bym oddała do reklamacji. ;o) Jak dla mnie mocno
                delikatny retusz, mający uwypuklić to, że autorka je chałkę z czekoladą i
                migdałami i popija herbatą. I git. Żaden zarzut. Tylko proszę nie mówić, że
                "wystarczy ustawic ponktowo", bo można zabrnąć w nieznane.

                > no chyba, ze sie uzywa idiotcamera ;-)

                No nie każdego stać na odpowiedniej jakości optykę.

                --
                To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
                • dorotus76 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 21:04
                  krysia2000 napisała:
                  A potem przyjrzyj się niektórym fotografiom i powiedz mi jak cudownie trzeba
                  ustawić aparat, żeby płasko leżąca łyżeczka, sfotografowana z góry z dość dużej
                  odległości, bynajmniej nie na makrozbliżeniu, rączkę miała wyraźnie zarysowaną,
                  ale już "komorę wlewną" nie. Albo fotka z chałką, też mniej więcej z góry
                  trzaśnięta: na talerzyku chałka jak brzytewka, bochenek obok już się rozmywa,
                  choć w tym samym mniej więcej planie względem obiektywu, co talerzyk, a szklanka
                  z bawarką to absolutne mistrzostwo myopii: powierzchnia napoju z wystającą
                  łyżeczką ostra, choć nijak nie jest w tym samym planie, ani sąsiedztwie równie
                  ostrej kanapki, za to ściany szklanki rozpływają się w nicość. Zwróć jeszcze
                  uwagę na brzegi talerzyka, ni stąd ni zowąd tracące fokus. Gdybym miała taki
                  psotny obiektyw, to chyba bym oddała do reklamacji. ;o) Jak dla mnie mocno
                  delikatny retusz, mający uwypuklić to, że autorka je chałkę z czekoladą i
                  migdałami i popija herbatą. I git. Żaden zarzut. Tylko proszę nie mówić, że
                  "wystarczy ustawic ponktowo", bo można zabrnąć w nieznane.

                  Miałam się nie wtrącać, ale co tam ;)
                  Jestem w stanie w to uwierzyć, ze można i owszem tylko aparatem, nie fotoszopem
                  ;). Zazwyczaj właśnie fotoszopem bardzo trudno jest osiągnąć taki blur.
                  --
                  I'm not addicted, I can quit anytime. Really.
                  moje SŁODKIE życie
                  • dorotus76 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 21:14
                    A i dodam jeszcze nie broniąc zupełnie nikogo i będąc obiektywną.
                    Domysliłam się, że chodzi o najnowsze zdjęcia Liski, jej chałkę z czekol i
                    migdałami.
                    Oczywiście, uzyskanie takiej głębi ostrosci jest mozliwe do uzyskania lustrzanką
                    z dobrym obiektywem, a Liska zapewne ma ich kilka i to na pewno niezłe.
                    ;)
                    --
                    I'm not addicted, I can quit anytime. Really.
                    moje SŁODKIE życie
                  • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 21:28
                    To ja chcę taki aparat.

                    A właśnie powiedz Dorotus, tak z ciekawości spytam, bo sama też robię zdjęcia
                    żarciu, na słabym co prawda sprzęcie: edytujesz zdjęcia przed publikacją?
                    Oczywiście nie mam na myśli wykadrowania, poprawek ekspozycji, czy kolorów, ale
                    trochę bardziej złożone efekty.

                    Takie techniczne pytanie tylko. Nie chcę wyjść na jakąś trollerkę, co gada byle
                    gadać, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu przy oglądaniu niektórych zdjęć, że ich
                    ostrość jakaś taka pojechana jest. I nie mówię o makrozbliżeniach, czy zdjęciach
                    z wyraźnym podziałem planów. Ale jest kilka fotek kart książek i moje oko nie
                    może rozgryźć tego, jak to jest, że jeden rząd liter prawie czytelny, a drugi
                    nieczytelny, choć kartka względem obiektywu przechylona nie jest.

                    Jeśli ktoś wie, jak to się sprzętowo robi, bez finansowych nakładów w postaci
                    wyrafinowanego obiektywu, to poproszę o lekcję.

                    --
                    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
                    • dorotus76 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 21:49
                      Polecam Canona. Ale i tak najważniejszy jest obiektyw.

                      Muszę edytowac zdjecia przed publikacją, zawsze zdjęcia z lustrzanki poprawiam.
                      Zdjęcia dzieci również ;)
                      Ale to jest to, o czym piszesz. Najpierw poprawiam kolory, potem
                      kontrast/jasność i na koncu nasycenie. Wstawienie logo blogu, zmiejszenie do
                      odp. rozmiarów, na końcu ostrosć (nie rozmycie ;). To wszystko. Nie wyobrażam
                      sobie nie edytowania zdjęcia. Żadnych innych efektów, nawet nie wiem jakie
                      mogłabym zastosowac?

                      Ostrosć jest pojechana jak ktoś zrobi zdjęcie nieostre? Albo przesadzi z
                      wyostrzaniem?

                      A i pisałaś o rzucie z góry na Liski zdjęcie? To nie jest rzut z góry tylko, ale
                      z boku i z góry. Wtedy efekt ostra kromka na talerzu i łyżeczka w szklance jest
                      zrobiony aparatem.

                      Nie znam się na wszystkich efektach, ale na tym czego się sama nauczyłam + rady
                      pewnego fotografa ;). Nie używam fotoszopa, ale photofiltre, dużo prostszy dla
                      prostych efektów, polecam.



                      --
                      I'm not addicted, I can quit anytime. Really.
                      moje SŁODKIE życie
                      • marciasek Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 22:08
                        Dorotus ma rację - rozmycie powstaje dzięki użyciu lustrzanki z zaawansowana
                        optyką i przemyślanemu ustawieniu aparatu w stosunku do fotografowanych
                        obiektów. Dobry jasny obiektyw, najlepiej stałoogniskowy (osiągają najwyższą
                        jakość) umożliwi osiągnięcie bardzo ostrego obrazu na bardzo płytkiej głębi
                        ostrości.
                        • marciasek Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 22:15
                          ach, jeszcze słówko na temat ostrości: niezależnie od rodzaju posiadanego aparatu niezwykle pomocny jest statyw i jakiś patent do zdalnego zwalniania migawki: wężyk spustowy, transmitter na pilota, a nawet samowyzwalacz. Zdjęcie zrobione ze statywu zawsze będzie ostrzejsze niż z ręki. No chyba, że mamy profesjonalne, mocne oświetlenie i możemy sobie pozwolić na bardzo krótkie czasy naświetlania :)
                      • krysia2000 Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 22:43
                        dorotus76 napisała:

                        > Polecam Canona.

                        Tylko bez kryptoreklamy, proszę. ;o) I tak pozostanę wierną Sony.

                        > Nie wyobrażam
                        > sobie nie edytowania zdjęcia.

                        Ja również. I żeby było jasne, nie mam nic przeciw podrasowywanym zdjęciom.
                        Stwierdziłam tylko, że przeszkadza mi często ten blur, obecny w food porn.
                        Nieważne czy sprzętowo uzyskany, czy po komputerowej obróbce. Czuję się czasem
                        patrząc na niektóre zdjęcia, jakbym potrzebowała mocniejszych szkieł. Ale to
                        jest moja prywatna opinia i jeśli inni sobie właśnie za to cenią takie zdjęcia,
                        to ok.

                        > Żadnych innych efektów, nawet nie wiem jakie
                        > mogłabym zastosowac?

                        Na przykład "Nigellize", "Gordonize", albo "Matrix 3D-Freeze".

                        > Ostrosć jest pojechana jak ktoś zrobi zdjęcie nieostre? Albo przesadzi z
                        > wyostrzaniem?

                        Już napisałam, jak moje oczy odbierają niektóre takie fotki. Wolałabym czasem
                        dokładniej widzieć i potrawę i jej otoczkę. Ale jeszcze raz, to jest moje
                        prywatne zdanie.

                        > A i pisałaś o rzucie z góry na Liski zdjęcie?

                        Prawie z góry. W każdym bądź razie nie z przyłożenia. Jeśli z odpowiednim
                        sprzętem i światłem można tak czarować, to bardzo ładnie. Tylko powściągliwiej
                        nieco bym kciała.

                        > Nie używam fotoszopa, ale photofiltre, dużo prostszy dla
                        > prostych efektów, polecam.

                        I znowu prodakt plejsment od tajemniczego sponsora. ;o) Ja używam Picasy. Zawsze
                        mogę dodatkowo umieścić na mapach Google, gdzie dokładnie zjadłam danie.

                        --
                        To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
                        • amused.to.death Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 23:17
                          > I znowu prodakt plejsment od tajemniczego sponsora. ;o) Ja używam Picasy.

                          Może od kiedy używałam picassy sporo się zmieniło, ale ja jej ogólnie nie lubię
                          - bo brak mi było delikatności w zmianach:)- taka toporna czasami była.
                          Używam jej tylko po to, żeby łatwo zamieścić zdjęcia online:)

                          Ja lubie Photoshopa. I lubię też rozmycie (nieprzesadzone) - nie tylko w
                          zdjęciach jedzenia - pozwala mi się to skupić na najważniejszych punktach, a
                          inne nie rozpraszają.

                          I nie rozumiem tego oburzenia jeśli chodzi o Photoshopa - czy nikt z was nie
                          zrobił nigdy zdjęcia na automacie, a potem się popatrzył na widok i zdjęcie i
                          stwierdził: przecież to NIE tak naprawdę wygląda.

                          Tak jak pisze Dorotus - dobry obiektyw potrafi dużo zmienić.
                          Ja mam jeden z tańszych a i tak można się sporo pobawić z dobrymi ustawieniami i
                          przy dobrym świetle i fragmenty wychodzą bez problemu naturalnie nieostre:)
                • amused.to.death Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 21:12
                  > choć w tym samym mniej więcej planie względem obiektywu, co talerzyk, a szklank
                  > a
                  > z bawarką to absolutne mistrzostwo myopii: powierzchnia napoju z wystającą
                  > łyżeczką ostra, choć nijak nie jest w tym samym planie, ani sąsiedztwie równie

                  rzuć jakimś linkiem do tych zdjęć - z ciekawości sobie popatrzę:D, bo szczerze
                  mówiąc ja kojarzę głównie te dobre (no, ale ponieważ dla mnie zdjęcia są ważne
                  to może po prostu tych blogów z kiepskimi nie oglądam)
          • kindofmagic Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 18.02.10, 15:12

            > Tylko, że najbardziej nadużywanym fotoszopowym efektem w zdjęciach kulinarnych
            > jest blur właśnie, hihihi. Czasem oglądający ma wrażenie, że mu się wzrok
            > pogorszył: widzi przepiękną kromeczkę na zmysłowym talerzyku, ale już znajdując
            > y
            > się 5cm obok nóż to niebardzo, jak przez mgłę -15 dioptrii. No i jak teraz


            To o czym mowisz to mala glebia ostrosci zdjecia, a nie zaden blur. Osiagana jest
            zazwyczaj przez duze otwarcie przyslony w aparacie. Jak ktos sam robi zdjecia swoim
            potrawom to nie musi uzywac zadnego blura.

            pozdrawiam
    • polinqa Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 16.02.10, 15:24
      jako autorka bloga kulinarnego, którego prowadzę razem z moim mężem mogę
      powiedzieć cos z blogerskiej perspektywy :)
      Staram się opisywać przepisy rzetelnie bez wynurzeń, ale wiem, że są czasem dni
      wesołe lub skrajnie smutne i czasem trudno tak oderwać się od rzeczywistości i
      pisać tylko o suchych faktach.
      Może właśnie to odróznia blogi od książek, że mają coś jeszcze, że można poczuć
      potrawę oczami osoby, która ją robi.
      Co do zdjęć nie lubi tych z PS, ale też uważam, że jest to indywidualna kwestia
      każdego i myslę, że każdy blog znajdzie swoich amatorów jak i przeciwników :)
      A trzecia sprawa to zarabianie, jeśli z pasji wpada choć grosik to jest to
      bardzo przyjemne :) a poza tym weźcie pod uwagę, że te potrawy są robione z
      czegoś, albo, że utrzymanie serwera kosztuje... myslę, że wszystko można tak
      połączyć by wilk był syty i owca cała :) dlatego ja na reklamy staram sie
      patrzeć mniej krytycznym okiem.

      --
      kotlet.tv - mój blog kulinarny ze
      zdjęciami i filmami - lubię to co robię :)
    • buttergirl Re: Pseudointelektualna głębia blogów kulinarnych 17.02.10, 14:27
      Pewnie mój post umknie w tłoku bo się wątek rozrósł. :)

      Nie czytam blogów bo nie trafiłam na żaden fajny. :)
      Cenię sobie dobrą literaturę, cenię sobie język i styl.
      Uwielbiam czytać i oglądać siedząc cicho w kącie.

      Wolę to forum od wszystkich blogów, jest znacznie bardziej szczere, prawdziwe i
      zarazem piękne.

      Wnerwia mnie mhr-cs ale to są takie przecinki w tym forum.

      Blogi niestety są nudne i monotonne.