Co na drogę?

IP: *.chelmnet.pl 10.03.10, 19:42
Witam i prosze o podpowiedź.Czeka mnie długa droga autokarem i 6-
dniowy pobyt,w czasie którego beda tylko śniadania i obiadokolacje.
Nie ukrywam,ze nie bedzie mnie stac na codzienne obiady,bo to i
forsy mało i czasu tez nie bedzie dużo.Prosze o podpowiedź,co mozna
zabrać ze sobą,zeby bez problemu zjeść i zeby sie nie
popsuło.Myślę,że np. kabanosy będą ok,ale co jeszcze? prosze o
pomoc,pozdrawiam
    • Gość: ania k Re: Co na drogę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.10, 19:49
      Kabanosy na pewno się sprawdzą. Może sery topione w tubie? Wędliny
      paczkowane - np. salami. W sumie to sama czekam na rozwinięcie
      wątku, bo latem jadę na objazdówkę po Maroku i też chcę wziąć ze
      sobą coś do jedzenia. Będą śniadania i obiadokolacje, a w drodze
      zazwyczaj jest lunch w formie obiadu. Nie chcę jeść dwóch obiadów,
      kanapka mi wystarczy. Tylko, kurczę, co zabrać, żeby się nie
      rozpaćkało? Może ktoś doradzi? Pozdrawiam :-)
      • Gość: hm Re: Co na drogę? IP: 94.254.128.* 10.03.10, 21:10
        ooo tak... kabanosy w marokańskim upale... ten smrodek zabije wszystkich
        • Gość: ania k Re: Co na drogę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.10, 22:48
          Z doświadczenia - nie psują się, nie śmierdzą, pod warunkiem, że to dobre, suche
          kabanosy. Sprawdziły się i w Egipcie i Turcji. Spoko. Mniej jadu, bardzo proszę :-)
      • marciasek Re: Co na drogę? 10.03.10, 21:29
        A nie lepiej zjeść jednak co nieco z tego lunchu?
        Przecież nie musisz zjadać wszystkiego. A kłopotu zawsze mniej.
    • Gość: x zupy w torebkach, bulion, IP: *.unitymediagroup.de 10.03.10, 21:08
      małe konserwy, na jeden raz, pieczywo z rezerw wojskowych :)
    • marciasek Re: Co na drogę? 10.03.10, 21:27
      kindziuk się nie psuje
    • dominikjandomin Re: Co na drogę? 13.03.10, 16:05
      Kabanos kabanosowi nierówny. Powinna być to kiełbasa sucha, bardzo sucha.
      Obecnie w sklepach pełno g... o nazwie kabanos, pod lekkim naciśnięciem sok z
      niego wypływa: ot, mniej zmielona wersja parówki - to odpada.

      Generalnie: pasztety w plastikowych opakowaniach. Lekkie i się nie psuje. Inne
      konserwy też są.
      • rose01 Re: Co na drogę? 13.03.10, 23:52
        krakersy też są dobre ale to raczej jako przekąska, ja koniecznie wszędzie
        zabieram zieloną herbatę, ona pomaga mi w trawieniu
    • lee-aa Re: Co na drogę? 14.03.10, 10:25
      Pieczywo chrupkie, serki - na raz, słoiczki z pastą bakłażanową i tapenadą,
      świetnie sprawdzają się w ciepłych krajach w połączeniu ze świeżymi warzywami.Z
      suchości salami, chorizo, kindziuk.
      Maroko- założę się, że po śniadaniu w hotelu, w upale XX stopni nie będziesz
      miała ochoty na jedzenie niczego poza owocami - a tych na miejscu jest mnóstwo :).
      Moje podejście jest takie - wolę oszczędzać przed wyjazdem i zamiast wydawać
      pieniądze na zapasy 'na drogę' i wszelkie 'przydasię' próbować kuchni kraju, w
      którym jestem. To nie są aż tak wielkie wydatki, jak może się wydawać - jeśli
      jest śniadanie i obiadokolacja to nie ma sensu jeść pełnego posiłku w porze
      lunchu, wystarczy jakaś przekąska w knajpce w bocznej uliczce (ceny sporo niższe
      niż przy głównych ulicach i placach).
      • burczybrzuch Re: Co na drogę? 14.03.10, 13:32
        A dlaczego podczas pobytu np w Maroku,Indiach czy Nepalu nie
        probowac lokalnej kuchni,tej poza hotelowej a nawet ulicznej i wozic
        walowe z Europy?
      • marciasek Re: Co na drogę? 14.03.10, 15:38
        Racja, zwłaszcza, że - nie wiem, jak w Maroku, ale zakładam, że podobnie jak w Tunezji, którą znam "od kuchni" - przywożenie wałówy z Polski wychodzi podobnie lub wręcz drożej niż jedzenie na miejscu. W Tunezji za równowartość 15-20 zł. zjesz fantastyczny, suty obiad w najlepszych restauracjach. Lekki lunch będzie oczywiście tańszy - wystarczy sałatka lub jakaś fajna przystawka.

        Kluczem do sprawy jest to, by wybierać te restauracje/kawiarnie, w których widać więcej miejscowych niż turystów. Oni wiedzą, gdzie dobrze karmią. W "ichnich" lokalach jest znacznie taniej. Ponadto filozofia prowadzenia knajpy dla stałych klientów jest zupełnie inna niż w lokalu nastawionym na turystów, w którym z założenia uprawia się kuchnie recyklingowa i podaje barachło - gość i tak zapłaci, a wracać nie musi, bo przyjadą nowi.

        Na koniec dwie rady:
        - na pytanie, czy jesteś pierwszy raz w Maroku, bezwzględnie odpowiadaj, że nie :)
        - najszybciej spławisz "sprzedawczyków" odpowiadając "merci, ça va", bez względu na to, co i po jakiemu mówią.
        • Gość: ania k Re: Co na drogę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.10, 20:33

          Witam. Oczywiście racją jest, że podczas egzotycznych wakacji należy jadać w
          lokalnych knajpkach i próbować nowych rzeczy. Bez dwóch zdań.Robię tak zawsze.
          Szkopuł w tym, że podczas objazdówek (a na takową po raz kolejny się wybieram),
          piloci wycieczek na miejsce tzw lunchu wybierają zaprzyjaźnioną knajpę, położoną
          najczęsciej na uboczu, więc nie ma żadnej alternatywy. Dodatkowo za ów posiłek
          turyści płacą sami. Jako że nie zamierzam kupować obiadu, który zjem wieczorem,
          chcę mieć ze sobą coś na "przegryzkę" i o to zapytywałam. Nie oszczędzam,
          zabierając kabanosy. Bardzo serdecznie dziękuję tym, którzy udzielili rzeczowej
          odpowiedzi. Pozostałym też dziękuję, ale nie serdecznie :-)
          • marciasek Re: Co na drogę? 14.03.10, 23:57
            Widziałam dzisiaj w Makro kindziuki koktajlowe, takie malutkie kiełbaski na jeden kęs, pakowane w (chyba) stugramowe paczki. W odróżnieniu od zwykłego kindziuka nie wymagają użycia noża, a ich żywotność w wysokich temperaturach jest niewiarygodna (wiem, sprawdzałam). Cena za paczkę: 8.99

            Polecę Ci tez włoskie krakersy. Właśnie włoskie, nie polskie, ponieważ one są znacznie mniej tłuste niż nasze. Ongiś bywały w Makro, ale obecnie już tylko w lepszych delikatesach (Alma, Bomi itp). Ja się bez nich w drogę nie ruszam.

            (...a jeśli w tych zaprzyjaźnionych knajpkach będą mieli różne czadowe sałatki i przystawki za psi grosz, a do picia lemoniadę ze świeżych cytryn i herbatę miętową z migdałami to się skuś :) - wiem wiem, nie zasłużyłam na serdeczne podziękowania ;) spoko, i tak Ci życzę udanych wakacji! Serdecznie i szczerze :)
            • Gość: ania k Re: Co na drogę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.10, 20:08
              Marciasek, fajna z Ciebie babka i tak na przekór sobie i wcześniejszym
              postanowieniom podziękuję Ci właśnie serdecznie, ba, nawet bardzo serdecznie :-)
              Co do sałatek i soczków - do tej pory nie spotykałam takowych; standardowo
              wykupowało się coś w rodzaju wejściówki do baru (ok. 5-8 euro), a tam głównie
              sosy, mięsa, makarony, ciacha, napoje - zwykłe- dodatkowo płatne - lipa zatem.
              Twe rady odnośnie kindziuków i krakersów jak najbardziej wezmę pod uwagę i
              wspomnę, zagryzając rodzime delicyje gdzieś tam pod niebiem Casablanki :-)
              Pozdrawiam ciepło:-)
              • marciasek Re: Co na drogę? 15.03.10, 21:17
                Dziękuję za ciepłe słowo :) Miętowa herbatka z migdałami (thé aux amandes) lub
                piniolami (thé aux pignoles) to specjalność Maghrebu i jeśli nie w tych
                cholernych "zaprzyjaźnionych" dziurach, to gdziekolwiek indziej w tzw. czasie
                wolnym wypić musowo trzeba. Pamiętając, że ciepły napój znacznie lepiej gasi
                pragnienie w upale niż zimny. Latem w Maroku trzeba dużo pić i słono jeść (sól
                pomaga zatrzymać wodę). Krakersy są pakowane w większe paczki, ale to są
                opakowania zbiorcze - w środku są małe zafoliowane paczuszki krakersów, w sam
                raz do kieszeni lub torebki. Moje ulubione są z rozmarynem (ale trzeba lubić
                rozmaryn :) - takie

                Byłaś już kiedyś w krajach arabskich? Jeśli potrzebujesz jakichkolwiek
                niekulinarnych porad wal śmiało na priva. Pozdrawiam :)
                • Gość: ania k Re: Co na drogę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.10, 21:54
                  Oj, Marciasek, kusisz, kusisz tymi krakersami. Rozmaryn lubię, zakupu dokonam
                  jeszcze przed wakacjami, wiesz, tak na próbę ;-)
                  Rację masz świętą z tymi napojami,w Tunezji opijałam się miętowym gorącym
                  ulepkiem - pycha (jakoś nie natknęłam się na czymkolwiek wzbogacony), w Turcji
                  zaś przysmakiem był ayran - solony pitny jogurt. W Egipcie owoce zastępowały i
                  jedzenie, i picie.
                  Ale się cieszę na kolejny wyjazd :-)Stąd moje wczesne planowanie - miłe to
                  bardzo, zwłaszcza w zimowe wieczory :-)
                  Pozdrawiam ciepło i od teraz już zawsze - serdecznie :-)
                  • marciasek Re: Co na drogę? 15.03.10, 23:57
                    Otóż wzbogacony ulepek jest IMHO znacznie ciekawszy, tym bardziej że w lipcu
                    jest akurat sezon na migdały i one nie są suszone tylko świeżutkie, miękkie,
                    pachnące - to dopiero smakuje :) Ayran tez dobra rzecz...
                    Chyba mamy podobne gusta :)
                    • marciasek o, znalazłam kindziuczki 16.03.10, 00:10
                      tutaj fotka
                      Jednak w paczce jest 180g, co daje cene w okolicy 50 zł./kg. Dda się przeżyc.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja