Dodaj do ulubionych

kuchnia bez cebuli

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.10, 13:31
Wyszłam za faceta, który nie cierpi cebuli (smażonej, duszonej itp) oraz
mnóstwa innych składników. Ja bardzo lubię i chcę gotować ale co pomyślę o
jakimś przepisie, muszę z niego eliminować co najmniej kilka składników. Jak
przyrządzić wołowinę bez cebuli?? Jak żywić rodzinę bez makaronów, ryżu, kasz,
wielu różnych warzyw, pomijam już jakieś wynalazki kuchni nie-rodzimej? Już
kilka lat jakoś daję radę (gotuję często osobno dla "księcia" albo on je
kanapki, a my obiad) i raczej się przez to nie rozwiedziemy ;) ale jestem
ciekawa czy tylko mi się trafił tak trudny w obsłudze egzemplarz??? Pocieszcie.
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 13:38
      Znalam kiedys faceta, ktory nie lubil cebuli, on zony szukal.
      Ja sobie nie wyobrazam gotowania bez cebuli, wiec nawet o nim nie
      myslalam jako o kandydacie do życia z. Jesli to nei ten sam
      czlowiek, bo twoj maz nie jest taki wyjątkowy :)

      Cebule da sie - od biedy - zastepowac porem i/lub czosnkiem.
      Tak w ogole to da sie ja spokojnie przemycic w wielu potrawach w
      taki sposob, ze sie biedak nie spostrzeze i jeszcze bedzie
      wylizywal talerz - trzeba ja tylko drobno siekac, prawie na papkę
      (mikser sie przydaje). Np w sosie piwnym do wolowiny cebule trzeba
      dusic tak dlugo, ze sie rozpada na puree (dla pewnosci sos mozna
      zmiksowac). Nie chodzi o to, zeby towarzysza zycia oszukiwac i
      smiac sie za jego plecami w kulak, ale zeby stopniowo rozszerzyc mu
      diete (dla jego dobra glownie, bo ile mozna jesc kanapki?).
    • Gość: no name Re: kuchnia bez cebuli IP: *.4web.pl 18.03.10, 13:39
      Jak ktoś ma takie fanaberie to powinien gotowac sobie sam.

      Jestem w stanie zrozumieć to, z e ktos nie je mięsa - mozna
      prowadzić dwie kuchnie. Jestem w stanie zrozumieć, ze ktoś nie
      lubi jakiegoś produktu - np. kalawiora, albo cebuli, albo sledzi.

      ale jesli ktos nie lubi cebuli, makaronu, ryżu, kaszy , wielu
      róznych warzyw itp - to niech se gotuje sam i spada na drzwo -
      neinawidze ludzi, którzy narzucaja swoje widzimi się innym - niech
      sam gotuje, skoro ma takie wydelikacone podniebienie.
      • bene_gesserit Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 13:52
        Imho nie chodzi o wydelikacone podniebienie, ale o - nie wiem, jak
        to delikatnie ujac - nie wyrosniecie z pewnych dziecinnych nawykow.

        Zupelne normalne jest, ze dzieci nie lubia mnostwa rzeczy. Owszem -
        zdarzaja sie maluchy wszystkozerne, ale to raczej wyjatki. Jakby
        pozwolic wielu dzieciakom wybierac diete samodzielnie, to jadbyly
        frytki, chipsy, parowki, biale pieczywo, pare owocow na krzyz,
        slodkie jogurty, pomidory i slodycze. Z tym, ze w miare dorastania
        gust mlodego czlowieka tez dojrzewa - zaczyna np kochac koperek i
        natkę (tak bylo ze mna), choc ich wczesniej nienawidzil, rzuca sie
        na brokuly, chociaz pare lat temu byly zmorą, nie wydlubuje nie
        istniejacych 'zyl' z szynki itd itd.

        Sa ludzie, ktorzy z tajemniczych powodow tej zmiany nie przezywaja.
        Nie pora tu na kuchenna psychoanalize, dlaczego akurat niektorzy
        nie. Imho mozna delikatnie pomoc komus ja przezyc pozniej.
        Powolutku i delikatnie moze by sie udalo? Jakby co, zawsze mozna
        sie zwrocic o pomoc do specjalisty od zaburzen odzywiania. Wiem, ze
        to nie ten kaliber dzialan, ale w sumie taki dorosly niejadek musi
        byc w domu mocno uciazliwy, wiec moze jednorazowa konsultacja by
        byla nie od rzeczy?
            • pani.serwusowa Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 15:19
              Ja wiem, ze to nie zart, bo mialam "przyjemnosc" z taka osoba i tez zawsze
              uwazalam, ze to zaburzenie. Inna sprawa, ze rodzice tez nie pomogli z tego
              dziecinnego okresu niejadkowego wyjsc. :/ Po prostu podoba mi sie sposob w jaki
              to opisalas, bo trafilas w samo sedno.
              • bene_gesserit Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 15:49
                A, ok :)

                BBC Lifestyle swego czasu pokazywalo

                fajny docu-soap
                o paru takich 'uciazliwych', ktorzy na
                specjalnym obozie probowali walczyc ze skrajnie ciezkimi
                przypadkami fobii czy nawykow, nie wiem, jak to nazwac. Szczegolnie
                utkwil mi w pamieci mlody mezczyzna z wielka nadwaga, ktory jadl
                wylacznie frytki z jednej odmiany ziemniakow, chleb i chipsy, od
                swieta karmiac sie jeszcze lodami waniliowymi rozpuszczonymi w
                mikrofali. I wysokiego piekarza-cukiernika, ktory na obiad,
                sniadanie i kolacje jadl stek z ziemniakami (od trzydziestu lat), a
                jego obrzydzenie przed warzywami bylo tak wielkie, ze bal sie
                dotknac kapusty czy pomidora. Widac bylo jasno, ze to nie kwestia
                gustu, ale jakis klopot psychiczny.

                Na miejscu autorki watku nie przyklepywalabym problemu osobną
                kuchnia dla meza, ale raczej powalczylabym z tymi nawykami. I dla
                siebie, i dla meza, i dla dzieci. Imho jest sens i warto, bo to sie
                da zmienic.
        • krysia2000 Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 15:25
          > Zupelne normalne jest, ze dzieci nie lubia mnostwa rzeczy [...]
          > Z tym, ze w miare dorastania
          > gust mlodego czlowieka tez dojrzewa...

          Skąd ja to znam? I skąd się bierze u dzieci, w innych sprawach naiwnych do bólu,
          taka żywieniowa wybredność, która powoduje, że trzeba im z keczupu uśmiech
          zrobić na kanapce z szynką, żeby zjadły? A i tak ich wybory pozostawiają wiele
          do życzenia, jakby ich aparat poznawczy i układ trawienny jeszcze długo musiały
          się zgrywać, choć są święcie przekonane, że wiedzą doskonale co jest dobre.
          Oczywiście chrupki zbożowe w czekoladzie, najlepiej takie z wesołą małpką na
          opakowaniu. Ze słonikiem już nie, bo słoniki są gejowskie.

          Przychylając się do opinii mojej drogiej przedmówczyni uważam, że więcej pożytku
          wniesie sprytne przemycanie tych absolutnie niezjadliwych rzeczy (tym bardziej
          kiedy jest to coś tak powszechnego jak cebula) i przekonanie do nich dorosłego
          osobnika, niż uleganie jego fanaberiom, kombinowanie czym zastąpić i w rezutacie
          podtrzymywanie wewnętrznego grymaśnego dziecka. Jasne, każdy ma swoje kulinarne
          fobie, często irracjonalne, czasem uzasadnione.

          Mam kumpla, znaczy się kumoszkę, którą odrazą graniczącą z wymiotowaniem
          napawają... jabłka. Nie znosi ich widoku, zapachu, bo jak twierdzi w
          dzieciństwie babcia go przekarmiała jabłkami. A smaku? Hmm, surowych pewnie
          dawno nie jadła, za to cyderek wciąga na raz. Kalwadosem, który ma tak
          skoncentrowany jabłkowy aromat, że jednym haustem kieliszka opróżnić się nie da,
          również nie wzgradzi.

          Inna znowu nie lubi tłustego. Z plastrów bekonu wydłubywać będzie białe, z
          szynki obwódkę też zostawi. Ale kiszy lotaryńskiej nie zje? A zje! Karbonary nie
          zje? Jeszcze czego! O maśle i kremowej śmietance nawet nie ma co mówić.
          Oczywiście śmietana tylko słodka, bo kwaśna to już niebardzo. Za to jogurty
          kubkami, choć też niby kwaśne. Tylko przysłodzone konfiturą śliwkową to już tak
          nie czuć, że kwaśne.

          Mój tatko tak samo zarzekał się, że cebuli nie cierpi, bo od cebuli się kuli.
          Raz mu tylko mama powiedziała, jak ze smakiem wylizał talerz z gulaszem, że dała
          do niego cebuli. Obraził się śmiertelnie, że go otruć chciała, taka owaka. I co
          zrobiła mama? Już mu wiecej nie mówiła, że dała cebuli, a jak się pytał to
          zaprzeczała jej obecności, puszczając nam na boku oczko.
        • Gość: żona Re: kuchnia bez cebuli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.10, 15:26
          Tak to rzeczywiście tak wygląda jakby on nie dojrzał do niektórych smaków.
          Zupełnie jak dziecko. Na 80% produktów o które się zapytacie czy lubi - odpowie
          że nie! Marchewka, pietruszka, por, gotowany groszek, brokuły, buraki, kapusta,
          kukurydza, wspomniany już ryż, kasze, pierogi, kluski, makaron!.. nie! nie! i
          nie! Lubi wszystko co fasolowe, grochowe no i oczywiście ziemniaki ze schabowym.
          Bez sosu. I Bogu niech będą dzięki - ryby! Ja przyjęłam do wiadomości tylko tą
          cebulę. Brzydzi się i często wyczuje w potrawie choć przyznaję że czasem udaje
          mi się ją przemycić! U mojej mamy je grzecznie śmieciowe zupy.
          Napewno więc nie chodzi o uczulenie. To jest coś w jego głowie.
          Jesteśmy dość młodym małżeństwem, zamierzam drobnymi kroczkami wprowadzać zmiany
          tak jak radzicie. Szukam potraw które lubimy oboje. Są rzeczy których nie
          przeskoczę i oboje musimy pójść na kompromisy.
          Przyznać mu trzeba że generalnie stara się nie uprzykrzać mi życia swoimi
          fanaberiami, je grzecznie kanapki jak ugotuję coś "niejadalnego", nigdy nie
          narzeka. O tym jakim jest trudnym przypadkiem uświadomiłam go już na początku
          naszej znajomości choć ciężko mu zrozumieć jaki to jest DLA MNIE problem!
          Dziękuję za wszystkie rady! Trzymajcie kciuki :)
          • bene_gesserit Re: kuchnia bez cebuli 19.03.10, 15:42
            Moze sobie poczytaj tu - to sa rady specjalistow, ktorzy sie
            zajmowali przypadkami gorszymi, niz twoj maz - z powodzeniem:

            poland.bbclifestyle.com/fussyeaters/toptips.html

            Zwlaszcza ta rada z poznawaniem pochodzenia niektorych produktow
            (warzyw i owocow) uwazam za udaną: jesli sie bylo na truskawkowym
            polu i samemu zbieralo truskawki, albo mialo okazje zobaczyc, jak
            wyglada krzak pomidora i ile sie wklada pracy i troski w jego
            hodowle, latwiej je zjesc. Chyba sie to zaczyna oswajac i lubic po
            prostu.

            Warto by sie tym zajac na powaznie, bo z tego, co piszez wynika, ze
            jego dieta do zdrowych nie nalezy.
            • kadanka Re: kuchnia bez cebuli 08.06.10, 10:46
              bene_gesserit napisała:

              > Moze sobie poczytaj tu - to sa rady specjalistow, ktorzy sie
              > zajmowali przypadkami gorszymi, niz twoj maz - z powodzeniem:
              >
              > poland.bbclifestyle.com/fussyeaters/toptips.html
              >
              > Zwlaszcza ta rada z poznawaniem pochodzenia niektorych produktow
              > (warzyw i owocow) uwazam za udaną: jesli sie bylo na truskawkowym
              > polu i samemu zbieralo truskawki, albo mialo okazje zobaczyc, jak
              > wyglada krzak pomidora i ile sie wklada pracy i troski w jego
              > hodowle, latwiej je zjesc. Chyba sie to zaczyna oswajac i lubic po
              > prostu.
              >
              > Warto by sie tym zajac na powaznie, bo z tego, co piszez wynika,
              ze
              > jego dieta do zdrowych nie nalezy.
              >
              :D:D:D bene przyklad z truskawkami jest zly:D:D nie wiem czy
              mialas "przyjemnosc" byc na truskawkowym polu i zbierac te owoce
              przez caly dzien, na kleczkach(swoja droga najgorsze owoce do
              zbierania) to potem na widok truskawki, lubianki truskawek ma odruch
              wymiotny:D:D
              • bene_gesserit Re: kuchnia bez cebuli 10.06.10, 20:59
                Nie chodzilo mi o prace zarobkowa, ale hobbystyczno-przyjemnosciowe
                odwiedziny u jakiegos malorolnego. Piec truskawek, osiem jagodek,
                troche zielonego mlodego groszku, jakis pomidorek - te rzeczy.
          • znana.jako.ggigus masz rację - drobne kroki 03.06.10, 12:51
            ja, chociaż dla wielu to straszliwa ideologia, od paru lat konsekwentnie
            wprowadzam kuchnię wegańską, chociaż sama nie jestem weganką, jadam sery.
            I jak oznajmiłam mężowi pewnego dnia, że będzie wegańsko, to zaprotestował.
            Zaczęłam więc po po prostu tak gotować, a kiedy zjadł, i smakowało, mówiłam -
            dziś było wegańkie jedzenie, na początku posypywał wszystko parmezanem, ale jak
            sam stwierdził po jakimś czasie, to było dziecinne.
            A teraz jadamy około 70% wegańskich potraw. Chociaż wbrew obawom wielu tutaj
            piszących, nie jestem jakąś ideolożką.
            Chłop żyje, ma się dobrze, smakuje mu. I co najlepsze - poziom złego
            cholesterolu, od lat jego zmora, spadł mu i jest wreszcie w normie (a on je dużo
            sera na śniadanie).
            Czyli jak pisała mądrze bene - zaczynaj od niewyczuwalnej cebuli, zresztą np. w
            warzywnej lazagne, kiedy poddusisz ją z innymi warzywami, to jej nie wyczuje np.
            Oczywiście trzeba pokonać etap strachu przed warzywami, który, to fakt, często
            występuje.
            Długa droga przed Tobą, ale ja też podpisuję się pod tymi, którzy takich
            niejadków nie lubią. Nie zna, nie jadł, ale nie spróbuje.
            Ale jak będzie gotwał sam, to nigsy nie wyjdzie poza zupę fasolową i ziemniaki
            ze schabowym.
            A zkoda by było.

            powodzenia!

    • lykaena Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 14:22
      Mój mąż nie tyle nie lubi ile nie toleruje w ogóle cebuli surowej oraz
      czerwonej- wówczas pod każdą postacią.
      Więc w surowych daniach zastępuję często porem lub eliminuję.a w gorących na
      szczęście eliminacji podległa tylko czerwona cebula.
      Pozostałe produkty żywnościowe mu służą :D
      • wypasiona_foczka Re: kuchnia bez cebuli 03.06.10, 12:38
        He, he, zgadzam się!
        Zwłaszcza, że jeśli jest wybór: jesz to co ugotowałam albo gotuj sobie sam
        wszystko nagle zjadliwe się okazuje. Jednak wizja stania przy garach niejednego
        z wybrzydzania uleczy.

        Ja też mam taką sytuację w domu, może nie zalatuje ona jakąś ciężką fobią ale
        jest takim niezrozumiałym, infantylnym marudzeniem: ryż nie bo on woli z
        frytkami, gotowane warzywa nie bo nie, zupa (jakakolwiek) też nie bo zupa to nie
        jedzenie, sałatka z kurczakiem: "a nie ma nic innego?" i przez wiele lat, jak ta
        głupia kombinowowałam, szłam na ustępstwa bo przecież 2 obiadów gotować nie
        będę. Siedzi taki głodny cały dzień "bo nic nie ma do jedzenia" co i tak kończy
        się wyżarciem najgorszych wynalazków z lodówki o 24.00 gdy głodu nie da się
        dalej tolerować. To fatalny i niezdrowy nawyk więc ratowałam swojego chłopa
        przed tym "głodem" mamuśkując mu, ustępując. Rezygnowałam z tego co lubię aż w
        końcu uznałam, że koniec tego dobrego! Takie "niańczenie kulinarne" jest głupie
        i nieodpowiedzialne, tak z perspektywy czasu patrząc. To dorosły facet a nie
        dziecko, nie można latać za nim z talerzykiem, nie chce jeść to niech nie je.
        Zwykle rano wychodząc z domu mówię, że na obiad będzie to i to a jak chce coś
        innego to niech sam sobie kupi na mieście. Robiąc zakupy spożywcze dzwonię i
        pytam "co Ci kupić?" zwykle słyszę odpowiedź "nie wiem" więc informuję, że sobie
        robię np. makaron z czymśtam i że chętnie się podzielę. Zwykle na propozycję
        przystaje.
        Mam wrażenie, że często to właśnie taki głupi, dziecięcy upór "NIE BO NIE!" albo
        "NIE BO NIE LUBIĘ!" a na pytanie "Próbowałeś kiedykolwiek?" słyszę "E... nie..."
        po czym okazuje się, że to on tylko spróbuje odrobinę z mojego talerza a kończy
        zjedzeniem 3/4 tego co przygotowałam, nawet jeśli to gotowana fasolka szparagowa
        z masłem.
        Ja bym nie przesadzała i nie ustępowała tam gdzie nie jest to absolutnie
        konieczne. Może i zalatuje to egoizmem ale z drugiej strony czy egoizmem nie
        jest stawianie niewiasty przed wyborem: gotuj 2 dania albo rezygnuj z tego co
        naprawdę lubisz? Poza tym na ogół okazuje się, że jeśli książę nie widzi, że coś
        czego nie lubi zostało dodane to nie zauważy nawet tego składnika w smaku
        potrawy którą je (zmiksowana cebula, roztarte na proch zioła czy przyprawy
        itp.). To dowodzi mojej naprędce skleconej teoryjki, że to nie są sprawy smaku,
        uczulenia na dany składnik itp. a dziecięcej fobii z której, jak pisała bene,
        niektórym ciężko wyrosnąć.
        • znana.jako.ggigus święta racja! 03.06.10, 12:55
          jak się ostatnio przekonałam na własnej skąrze - nie ma lepszej terapii na
          skomplikowane stosunki międzyludzkie niż wyraźne wytyczenie granic innym
          ludziom. Tyle mogę iść na ustępstwo i koniec, do zastosowania ogólnie w życiu,
          nie tylko w kuchni.
    • novinka1 He he, witaj w klubie ;) 18.03.10, 15:23
      Mnie tez sie trafil taki osobnik. Mąż na cebule sie krzywił, ale powoli powoli w
      trakcie naszego kilkuletniego małżeństwa jakoś go przekonałam do jedzenia
      duszonej, czyli swobodnie dodaję cebule, jak robię mięso - tylko ze np. zamiast
      dwóch jak w przepisie, daję pół albo 3/4. dla mnie duszenie miecha bez cebuli
      jest niemożliwe (ale ja początkująca). Więc wyszłam z założenia, daję mniej i
      ju. Nie ma wyboru, musi zjesc i je - kiedyś zdarzało mu sie , ze wygrzebywał ;)
      Na szczescie mu przeszło.
      Surowej sama nie uznaję.
      A co do czosnku, to odpada w przedbiegach. Mąż wyczuje na kilometr - czy to
      surowy, czy gotowany. Czasem przemyce go w kostkach Knorra. Mój mąż twierdzi, że
      obu warzyw nie lubi, bo potem baardzo długo czuje ich smak w ustach, nawet na
      drugi dzien.
      Niech żyją delikatne podniebienia! :D
      A tak poza tym, to zjada wszystko inne :)
      • amused.to.death Re: He he, witaj w klubie ;) 18.03.10, 15:47
        > obu warzyw nie lubi, bo potem baardzo długo czuje ich smak w ustach, nawet na
        > drugi dzien.

        ja cebulę i czosnek lubię bardzo:) ale też twierdzę, że może być potem czuć na
        drugi dzień - głównie przez skórę.
        Pamiętam jak za czasów studenckich mieszkałam z dziewczyną, która jadła b. dużo
        czosnku - zawsze wydzielała z siebie taką 'inną' woń...
        • Gość: sylwia Re: He he, witaj w klubie ;) IP: *.ds3.agh.edu.pl 18.03.10, 16:17
          miałam kiedyś takiego chłopaka-nie miał jednego składnika,którego nie lubił
          tylko narzekał generalnie-a to za słone,a to za tłuste,a to mięso ma przerosty,a
          to powinno być bardziej dosmażone.kwękał nad talerzem ale sam za gotowanie się
          nie wziął.
          takiego bubka co to mu nic nie pasuje posłałabym na drzewo,niech banany zbiera i
          prostuje :P

          teraz za to mam takiego co wszystko zje :P
        • Gość: baba Re: He he, witaj w klubie ;) IP: *.acn.waw.pl 18.03.10, 16:19
          A jak jest ,gdy jecie u znajomych,w restauracji,na wczasach?Czy też
          czuje smak cebuli w ustach,nawet następnego dnia? Jeżeli nie,to
          cebulę szatkuj na tarce i dodawaj do
          mięcha/mielone,duszone,gulasz.Nie ma kawałków,nie ma cebuli.A dodaj
          kiedyś do gotowania ziemniaków ząbek czosnku,a na sałatkę całą
          główkę czosnku i potem dodaj do majonezu,albo na początku wywal ten
          ugotowany czosnek.Rób swoje i nic nie mów,dodawaj zaczynając od
          małej ilości,a co obiad trochę więcej.Miałam kiedyś gościa,który też
          tak sądził i małżonka poprosiła o jedzenie bez cebuli i
          czosnku.Zrobiłam z mniejszą ilością niż zwykle,chłop
          zjadł,pochwalił,a przy kieliszeczku alkoholu i deserze dowiedział
          się /po komentarzu,ze jednak można smacznie gotować bez cebuli i
          czosnku/,że mało że zjadł,to jeszcze pochwalił. I przeżył.
          • nexstartelescope Re: He he, witaj w klubie ;) 18.03.10, 17:12
            Nie znam konkretnie Twojego przypadku, ale opowiem Ci coś, co być może pomoże Ci
            nawrócić marudę ;)
            Sama mam taki marudzący egzemplarz i od kilku lat, krok po kroku, podstępnie
            wprowadzam do jego diety produkty, których wcześniej nie znosił. Teraz nie dość,
            że zjada ze smakiem, to jeszcze jeśli ja gotuję, to sam prosi, żeby na obiad
            było "cośtam" czego wcześniej nie tykał. I juz Ci mówię, co było tego przyczyną.
            Otóż. Biedactwo to moje ;) wychowane zostało na kuchni, delikatnie mówiąc,
            marnej kucharki, jaką była jego własne rodzicielka. Kilka razy przyszło mi zjeść
            u niej obiad, i wtedy zrozumiałam doskonale, dlaczego nieszczęśnik nie lubi tego
            czy tamtego. Po prostu dobre, wartościowe produkty były tak niemiłosiernie
            zmaltretowane przez kucharkę, że po podaniu do stołu były zwyczajnie ohydne.
            Tłuste, smażone godzinami na wolnym ogniu filety rybne w przypalonej panierce,
            rozgotowany, posklejany ryż, pomidorowa na koncentracie (a może ketchupie? ;) )
            i cienkiej kostce rosołowej, surówka z rozciapcianej pekińskiej przyprawiona
            chyba szklanką octu... długo by wymieniać. W każdym razie kiedy X przeszedł na
            moją kuchnię, nie mógł się nadziwić, że ryż może być sypki i ma jakiś smak, a
            ryba nie musi być tłusta i pełna ości. Nie zmuszałam go do jedzenia tego, czy
            owego ( bo jak można zmusić dorosłego chłopa), ale gotowałam dla siebie coś,
            czego rzekomo nie lubił, a dla niego coś innego i mówiłam "spróbuj tylko
            odrobinkę ode mnie". Próbował, i przeważnie z wielkim zdziwieniem stwierdzał, że
            to jest nawet dobre, a czasem nawet, - uwaga- jadł to, co ja, albo mówił, żebym
            następnym razem ugotowała i dla niego.
            Myślę, ze Twój egzemplarz może mieć takie same uprzedzenia do niektórych
            produktów przez kuchnię, jaką znał do tej pory i zwyczajnie nie zdaje sobie
            sprawy, że kasza, makaron czy jakieś warzywo, dobrze przyrządzone mogą być
            smaczne. A co do samej cebuli - nie jest przecież niezbędna w każdej jednej
            potrawie, może tego akurat nie znosi przez specyficzny zapach, a może ma traumę
            ze szkolnej stołówki, gdzie cebulowa była na obiad 4 razy w tygodniu ;) Jestem
            przeciwniczką zmuszania i przemycania, bo jeśli reaguje alergią na sam zapach,
            to i tak wykryje i jeszcze się obrazi, ale możesz proponować (nie wciskać) i
            liczyć na otwartość, na początku może być ciężko, ale z czasem pacjent zacznie
            współpracować ;)
            • klara551 Re: He he, witaj w klubie ;) 18.03.10, 19:09
              Alergia na cebulę?A czym się objawia?Pryszczami,opuchnietym
              gardłem,swędzeniem,czy tylko mędzeniem,że szkodzi.To dwie różne
              sprawy,uczulenie,to wtedy rzeczywiście trzeba uczulacz wykluczyć,czy
              tylko fobia,bo nie i już.A jak nie i już,to gotuj jak lubisz ,bez
              informowania /a składniki powodujące mędzenie po prostu
              rozdrabniaj/.A jak mędzący nie chce jeść ,to czasami pomaga wylana
              na łeb zupa i powiedzenie,że jak nie pasuje,to są knajpy,gdzie nikt
              nie pyta czy cebula jest bee/autentyczny przypadek w rodzinie/
              • dorottiss Re: He he, witaj w klubie ;) 02.06.10, 13:26
                niekoniecznie musi byc to alergia ale moze byc po prostu
                nietolerancja. ja na przyklad zle sie czuje po ogorku (swiezym,
                kwaszonego chetnie zjem) i nie jest to zadna fobia. i nic nie da
                przekonywanie ani przemycanie.
                • very.martini Re: He he, witaj w klubie ;) 03.06.10, 19:34
                  > niekoniecznie musi byc to alergia ale moze
                  byc po prostu
                  > nietolerancja. ja na przyklad zle sie czuje
                  po ogorku (swiezym,
                  > kwaszonego chetnie zjem) i nie jest to zadna
                  fobia.

                  Ja mam podobnie. Całe życie nie przepadałam za
                  kilkoma produktami, kiedy zrobiłam sobie testy
                  na nietolerancje pokarmowe, okazalo się, że
                  abolutnie nie powinnam ich jeść. A w knajpach
                  muszę pytać, czy cebula w sałatce jest czerwona
                  czy biała, bo po czerwonej się źle czuję:)

                  Produkt, którego nie tolerujemy, nie doprowadza
                  do reakcji anafilaktycznej, jak się może
                  zdarzyć w przypadku alergii, ale może
                  spowodować jakieś ciągnące się dolegliwości
                  typu przewlekłe zapalenie stawów, katary itd -
                  odpuść facetowi, co Ci szkodzi nie ładować mu
                  cebuli do michy.

                  16%VOL
                  22%VAT

                  --
                  takie tam... forum homeopatia
                  • kingaolsz Re: He he, witaj w klubie ;) 08.06.10, 11:12
                    Martini - a czy moglabys napisac mi jakie badania zrobilas na sprawdzenie
                    nietolerancji? Ja nie mam alergii z szokiem anafilaktycznym, ale wlasnie
                    uciazliwe nietolerancje i jakkolwiek pare skladnikow znam to czuje, ze jeszcze
                    czegos nie zidentyfikowalam. No, a informacji o diagnozowaniu nietolerancji nie
                    moge znalezc zbyt duzo.
                    Bylabym wdzieczna.
    • quba Re: kuchnia bez cebuli 18.03.10, 16:49
      Moja Mamusia miala uczulenie na cebule, czosnek i pora
      Nie mogla tego jeść. Nawet, gdyby chciała. Jej potrawy byly smaczne
      i nie zauwazalo sie absolutnie ich braku. Dodawala do pieczeni imbir
      sproszkowany, ktory podnosil i wydelikacal smak miesa.
      Uzywala np. do zup i wywarow pora lub cebuli, ale przed
      ostatecznym dokonczeniem gotowania wyjmowala te specjaly z potraw.
      Zjadalysmy je z jedna siostra, bo druga odziedziczyla to uczulenie
      po Mamusi.
      Moze Twoj Maz gdyby mial w ten sposob przyrzadzane dania, tez by je
      zjadal.
      Organizm sam sobie reguluje niedobory i nadmiar niektorych
      skladnikow.
      Moj Maz nie moze jesc pieprzu ani octu, bo jest na to uczulony.
      Tak samo jest z niektorymi owocami np. winogronami, wisniami.
      Doskonale rozumiem Twoje obawy i niepokoje.
      Coz nie bedziesz Mu podawala na zlosc tego, czego nie lubi, nie
      moze, nie chce jesc, prawda?
      Trzeba to jakos wyposrodkowac. Czasem ugotowac tak, jak Jemu
      smakuje, kiedy indziej cos dla Waszej rodziny.
      Pewnie Ameryki nie odkrylam, ale sa tacy ludzie na swiecie takze, i
      niech rowniez maja prawo do wyboru.
      Mysle, ze przez tyle lat swietnie sobie radzisz.
      Pozdrawiam serdecznie
      quba
    • sssto_krotka_1983 Re: kuchnia bez cebuli 19.03.10, 08:03
      mój mąż też jada niewiele rzeczy, szczęśliwie to co lubi ja również
      lubię, kiedy ja mam ochotę na coś co nie figuruje na tej liście
      (zdarza się to bardzo często) robię mu wtedy szybkiego "chińczyka"-
      ryż z warzywami orientalnymi bądź też odsyłam w świat (wkońcu nie
      będę codziennie gotowała dwóch obiadów), zważywszy że pracuję w domu
      i mamy 3 miesięczne dziecię.
    • Gość: bu Re: kuchnia bez cebuli IP: *.tvk.torun.pl 19.03.10, 14:55
      To spostrzeżenie o dziecięcych nawykach jest chyba najbardziej trafne. Mój były
      rzekomo nie lubił wielu warzyw, owoców, mleka i większości jego przetworów, w
      szczególności serów. Uwielbiał natomiast pierogi ruskie, jak mu powiedziałam, że
      zawierają twaróg, to najpierw nie dowierzał, a potem niemal się obraził :D
      Ja nie przepadam za cebulą, czosnkiem i porem właśnie ze względu na intensywny
      smak, który czuję nawet po kilkukrotnym myciu zębów, niemniej jednak nie
      wybrzydzam, jeżeli ktoś dla mnie gotuje, zwłaszcza jeśli ww. składniki są
      podsmażone, zakamuflowane bądź występują w niewielkiej ilości.
      • Gość: Miyu Re: kuchnia bez cebuli IP: *.4web.pl 24.05.10, 19:37
        A co jeść i jak gotować w sytuacji kiedy się ma silną alergię na cebulę? Ja
        mam... i puchnę potem jak balon :/, nie raz zastrzyki z clemastinu musiałam brać
        po zjedzeniu potrawy z "przemyconą" cebulą (bo jak można gotować bez cebuli,
        alergia to wymysł)
        Prawie wszystkie przepisy są z cebulą :/
        • ilianna Re: kuchnia bez cebuli 24.05.10, 20:11
          Ja nie jadam cebuli w ogóle. Od zawsze. Nie lubię, źle się po niej czuję. Gotuję
          bez i nie mam z tym żadnego problemu. Jeśli w przepisie jest cebula - pomijam i
          już. Co w tym trudnego? :)
          Nawet 'cebulowych' przekonałam do jedzenia bez cebuli. Najczęściej smakuje
          równie dobrze.
          W knajpach problemu też raczej nie mam. Po prostu proszę o przygotowanie bez
          cebuli i już.
          • kocila Re: kuchnia bez cebuli 24.05.10, 20:25
            Mój nie je grzybów. Brzydzą go. Nie tknie w żadnej postaci. A na
            początku naszego wspólnego kucharzenia to też strasznie wybrzydzał,
            co sprawiało mi bardzo wiele przykrości, no bo wiadomo, na początku
            to się chce zaimponować i rozpieszczać. Potem wybadałam, że "kochana
            mamusia" karmiła rodzinkę na zmianę mielonymi, duszonym mięsem i
            pomidorówką. Nie zapomnę, jak oczy wybałuszył jak pierwszy raz
            zrobiłam, wtedy bardzo modną sałatkę kebabową, jeść jej nie chciał.
            Teraz, ja na to patrzeć nie mogę a on cały czas się dopomina.
    • wypasiona_foczka Re: kuchnia bez cebuli 10.06.10, 20:28
      Ale otóż to! Ja go właśnie rozpuściłam tym dogadzaniem: tego nie lubi to może
      coś innego itd. Po pewnym czasie uznałam, że najlepiej olac sprawę, niech je co
      mu zrobiłam, kombinuje sam albo chodzi głodny. Miłośc miłością ale bez przesady,
      nie można siedzieć przy garach :D
      --

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka