Gość: Agusia
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
10.04.04, 17:32
Czy to nie złośliwość losu?
Gotowałam jajka "do koszyczka"- matematycznie 20% pękło, a pieściłam się z
nimi że hej- 12 godzin poza lodówką, solona woda powolutku doprowadzona do
wrzenia.
Właśnie skończyłam gotować jajka do paschy- to pewnie profanacja ale nie zjem
surowca! Wyjęłam z lodówki bezpośrednio przed gotowaniem bo nie zależało mi
na skorupkach- potrzebuję tylko żółtka i...na 10 ani jedno nie pękło! Czyżby
to był sposób na jajca- jak ci nie zależy na skorupkach to nie pękną?
A jak Wam się w tym roku udało?