Pośmiejemy się?

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.04.04, 13:10
O kurczę co za dzień- pogoda wstrętna, a internet chodzi u mnie jak po
grudzie...
Może rozweselimy się nawzajem jakimiś anegdotkami bardziej znanymi i tymi
mniej? Osobistymi i nie?
Akurat nie mogę przypomnieć sobie żadnej swojej gafy kuchenno- towarzyskiej
(a na pewno było ich bez liku), ale mam anegdotkę o Wojtku Malajkacie
(czytałam to wieki temu w "Jestem" albo "Filipince"):
Kiedyś był na jakimś przyjęciu, gdzie był bufet szwedzki. Same nieznane
potrawy, ale o: "światełko w tunelu": miseczka z kapustą kiszoną. Nałożył
sobie dość sporo i próbuje a to... masełko starte we wiórki. No ale je skoro
nałożył... A tu podchodzi znany aktor (niestety nie pamietam który) i
mówi: "Co, lubimy masełko, lubimy?"
Nie wiem czemu, ale zawsze bardzo rozbawia mnie ta opowiastka. Już mi trochę
lepiej. Podrzucicie coś???????
    • brunosch szwedzka pułapka 16.04.04, 13:45
      Tym razem na Litwie, w wytwornym hotelu, stół szwedzki na śniadanie.
      Różne dziwne cuda widziałem, ale czegoś takiego - nie. Obok potraw
      uniwersalnych (żółte sery, wędliny) były potrawy regionalne (wybrzeże, więc
      ryby do upojenia) i tradycyjne, litwewskie. Na zimno, na ciepło - RAJ. Jedna
      tylko niedogodność - obsługa rozmawiała z gośćmi po litewsku...
      No i przyuważyłem bliny z wędzonym łososiem, jak nic - pasowałby do nich jakiś
      sos z majonezem, pytam więc pokazując palcem, kelnerka z pięknym uśmiechem
      potakuje, ja sobię wbijam w potrawę... wielką łychę posłodzonej, waniliowej,
      bitej śmietany, co ją przygotowano do blinów z owocami.
      Ale i tak zjadłem, a co.
    • Gość: Cynamoon Re: Pośmiejemy się? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 14:37
      He, he, ja tez to czytalam!
      Toz to bylo 100 lat temu :-))))))))))))
      I tez nie pamietam, czy w Filipince, czy w Jestem :-)))
      pzdr
      • Gość: kragmel w filipince na 100% (nt) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.04, 15:15
    • Gość: marcin Re: Pośmiejemy się? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.04, 15:33
      pogoda w Szczecinie i okolicy piękna, dzięki Bogu, ale skoro we Wrocławiu
      brzydko...
      Na któreśtam święta wielkanocne robiłem podolską babę parzoną. Fajna rzecz, bo
      to spore wyzwanie dla kogoś, kto lubi piec - wykonanie skomplikowane i
      czasochłonne, po za tym wymaga staranności i dokładności. Żeby nie przedłużać
      opowieści - miał to być obok mazurków, popis moich możliwości cukierniczych.
      Przygotowałem wszystkie składniki - bardzo starannnie i jak najlepszej jakości.
      Wszystko inne było już popieczone, pogotowane, więc rodzinę wyprawiłem z domu,
      żeby zostać z babeczką sam na sam.
      Męczyłem to ciasto dobre 3 godziny. Zlany potem, ale dumny, dwie formy z
      piępnie wyrośniętymi babeczkami włożyłem do piekarnika. Sprawdziłem
      temperaturę, nastawiłem czas...
      Babki piekły się zgodnie z planem. Rodzinka wróciła i przez szybę piekarnika
      zaczęła oglądać "dzieło" nie szczędząc pochwał.Baby były wpaniale wyrośnięte,
      pięknie, ciemno rumiane. Kiedy więc minął przewidziany czas, wyciągnąłem je z
      piekarnika. Takie baby lepiej jest ostrożnie, ale od razu wyjąć z formy. Na
      oczach całej rodziny zrobiłem więc to... Na deseczkę z formy wypadła nie babka,
      lecz szmata. Z drugą było to samo. To nie był zwykły zakalec - coś zupełnie dla
      mnie niezrozumiałego - ciasto zwinęło się i przypominało właśnie szmatę.
      Ostatecznie okazało się, że w piekarniku popsół się termostat i to było
      przyczyną porażki.
      Ale co święta pytają, czy w tym roku też planuję zrobiś babkę-szmatę.
      Już jakieś 10 lat...
      Pozdrawiam!
      • Gość: Agusia czekam na dalsze anegdotki:) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.04.04, 15:52
        Już mi się humorek poprawił. Jadę teraz z dzidzią do lekarza. a po powrocie
        włączam komputer, internet - wszystko działa w 100%- a ja siadam, czytam i
        śmiej sie.
        O rety jakie ja dziś kiterówki robie. O zgrozo!
    • martini_very_bianco Re: Pośmiejemy się? 16.04.04, 17:10
      Ja też to pamiętam! To był chyba reżyser Jerzy Gruza, ale ręki nie dam sobie
      uciąć. "Coo, masełeczko lubimy?" Malajkat: "Tak, tak, mnie żona codziennie na
      kolację pół kostki masła daje". Czy jakoś tak. Stara, dobra filipinka, kiedy to
      było...

      16%VOL
      22%VAT
      • Gość: Agusia Moje wpadki... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.04.04, 21:20
        No tak wieki temu...
        A ja kiedyś zrobiłam ciasto bez proszku, ale nawet wyszło smakowo dobre.
        Acha i zrobiłam fasolkę po bretońsku doprawiając ją odrobinką papryki ostrej,
        bo nie miałam słodkiej, i jeszcze pieprzu kajeńskiego, bo przecież lubię ostre.
        Ta odrobina wystarczyłaby na 4 razy tyle. Ratowałam się dodając jeszcze raz
        tyle składników ale i tak była piekielnie ostra.
    • asica74 Re: Pośmiejemy się? 17.04.04, 17:16
      ja mam cos w stylu: poznajmy sie.
      Rok temu moj swiezo upieczony chlopak jechal do domu,do swoich rodzicow. no i
      ja chcialam sie popisac moimi zdolnosciami i upieklam 2 baby drozdzowe. Jedna
      dalam jemu, jeszcze goraca w pojemniku, a druga zostawilam sobie. Babby byly
      calkiem ladne, rumiane i wypieczone.
      Po dwoch godzinach, gdy baby ostygly a moj luby juz byl u swoich rodzicow,
      zdecydowalam sie na skosztoanie baby. No i zdebialm: noz zostal w ciescie! Baby
      nie wyrosly i byly jak z kamienia!
      Do dzis dnia te baby sie przewijaja w opowiesciach rodzinnych...
    • dziuunia Moja 'zemsta' na teściowej;) 17.04.04, 17:49
      To było już dość dawno temu ale do dzisiaj jak sobie przypomnę to mnie śmiech
      ogarnia.Mieszkamy z teściową w jednym domu-ona na dole my na górze.Kiedyś
      popsuł jej się piekarnik,a chciała upiec kurczaka.Przyniosła więc pokrojonego
      na porcje kurczaka w jakichś przyprawach umieszczonego w naczyniu żaroodpornym
      i poprosiła ciocię męża która wtedy z nami mieszkała o upieczenie tego
      kurczaka.A ja akurat cieszyłam się nowo nabytą kuchenką mikrofalową,a wtedy to
      był szczyt techniki i możliwości w kuchni;)Nie myśląc zbyt wiele i nie mając
      absolutnie żadnej praktyki w gotowaniu w mikrofali przyszło mi do głowy żeby
      upiec tego kuczaka nowocześnie;)Na pewno teściowa się ucieszy bo to przeciez
      tak szybko i smacznie.Ale niestety można się domyślać efektu-kurczak wyglądał
      jak sparzony wrzątkiem!Skurczył się i był jak z gumy:)No i z obiadu nici.Teraz
      się śmieję ale dobrze że mnie nie było kiedy ona to zobaczyła,na szczęście dla
      mnie ciocia się poświęciła i zaniosla nieszczęsnego kurczaka na dół:)
      • Gość: ms a propos mikrofali... IP: 80.51.255.* 17.04.04, 20:41
        Postanowilam na grillu w mikrofalowce wykonac zapiekanki z bulki i sera (to mi
        zostalo z akademika, student zje cokolwiek byle cieple i mialo ketchup na
        wierzchu ;) ) - ulozylam na kratce, jak zawsze, wlaczylam ustrojstwo na 7
        minut, tez jak zawsze, i poszlam. Wrocilam po 10 minutach, otworzylam
        mikrofalowke z zamiaraem spozycia posilku - i ucieklam po "uderzeniu"
        dobywajacym sie zza drzwiczek czarnym dymem... Wszystko bylo "jak zawsze", poza
        drobnym faktem ze nie przekrecilam pokretla na grill... bulka z serem po 7
        minutach mikrofalowania na pelnej mocy to grozna bron chemiczna :) w kuchni
        smierdzialo jeszcze pare tygodni a moja rodzina widzac mnie przy mikrofalowce
        sprawdzala stan pokretel :) Ale przy okazji stwierdzilam doswiadczalnie ze tej
        kratki metaowej mozna uzywac rowniez przy mikrofalach - a mialam watpliwosci :)
        wyszlo ze ta kratka to zadne zagrozenie, co innego zapiekanka :)
        Moja mama pare lat temu, jak kuchenka byla w domu nowoscia, zagrzala ojcu
        kotleta, nie majac akurat kogo zapytac na ile nalezy mikrofale ustawic
        stwierdzila ze pewnie jak na patelni - solidny kotlet po kilku ladnych
        minutach "podgrzewania" zamienil sie w skwarek 2 x 2 cm :)

        Pozdrawiam
        ms
    • tralalumpek szwedzki stol ... 17.04.04, 20:58
      kolezanka urzadzala przyjecie komunijne
      wybralysmy lokal, fajna piwnica w browarze, wspaniale jedzenie
      ustylilysmy ze szwedzki stol bedzie najlepszym rozwiazaniem
      kiedy przyszlismy po mszy do lokalu jedzonko bylo czekalo przygotowane:
      zakaski, zupy, dania inne i desery ....kelnerzy czekajacy w rzedzie zeby trunki
      zapodac i zaczelo sie....
      kazdy najpierw zasiadl do stolu, zagrzal miejsce po czym po obwachaniu terenu
      rzucilo sie bractwo na jedzenie
      obok mnie siedzi "gospodyni" i w pewnym momencie zauwazam ze oczy robia sie jej
      coraz wieksze i wieksze...
      otoz towarzystwo rzucilo sie na te kotlety schabowe, nakladalo po kila sztuk na
      talerz, na to salaty najrozniejsze ......pokonali te stosy miesa w 15 minut i
      zaczeli sie zastanawiac po co wlasciwie ta szynka tam i inne zimne smakowitosci
      stoja, bo oni przeciez juz sie najedli
      "gospodyni" przyjecia raz byla czerwona ze wstydu a raz czerwona ze smiechu
      aaaa, jeszcze byla tam zupa z dyni, nawiasem mowiac znakomita ale nikt nie
      chcial sprobowac, bo z Polski takiej nie znali...a rzecz dziala sie w Austrii a
      goscie byli z Polski przyjezdni
      • Gość: Cynamoon Re:Dzisiaj, przed chwila... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.04, 12:01
        Moi tesciowie dzis wracaja z zagranicy. Maz poprosil mnie, zebym zrobila
        mazurek, ten ktory opisalam w watku "Niebianski mazurek" i przy okazji, dla
        niego pasztet z jajek. Sam, niestety, musial wyjechac w interesach. Milam to
        wszytsko zrobic u tesciow w domu. Nie mialam komu dzis sprzedac corki (2 lata),
        wiec zabralam ja ze soba. U tesciow jest nowy pies, ktory jeszcze nie zna malej
        mi bywa agresywny, wiec zamknelam go w pokoju i zajelam sie przygotowaniami.
        Mala bawila sie grzecznie w innym pokoju.
        Po chwili powlaczala radia, telewizor, pies zaczal ujadac, zrobil sie
        denerwujacy halas :-) Powylaczlam wszytsko i wrocilam do pracy.
        Co chwile kontolowalam co robi dziecko- grzecznie sie bawiace.
        W pewnym momencie mala sama wysadzila sie na nocnik. Rozebrala sie prawie do
        naga, ale nic to. Patrze, a ona siedzac na nocniku z przejeciem wsmarowuje
        sobie w stopki krem pod oczy tesciowej firmy Vichy. Gdy ja dopadlam, zostal
        pusty sloiczek...
        Potem bylam na etapie wykladania na ciasto bakalii gotowanych w spirytusie.
        Mala przyszla do kuchni i zanim sie spostrzeglam zaczela je wyjadac, wsunela ze
        2 garscie.
        Gdy je zabieralam, dobrala sie do roztopionej czekolady, gdy to zabralam,
        uciekla. Pobieglam za nia, zeby ja ubrac (po akcji nocnikowej byla jeszcze
        rozebrana)i wtedy okazlao sie, ze w nocniku jest kupka. Spojrzalm na dziecko,
        cale umorusane i nie wiedzialam, czy jest to czekolada, czy zawartosc nocnika...
        Po umyciu i przebraniu, zaczelam sprzatac sajgon w kuchni. W tym czasie moje
        dziecko postanowilo podlac kwiatki w sypialni tesciow (oni stawiaja konewke na
        podlodze) W rezultacie sypialnia plywala...

        W tymn momencie opanowalam sytuacje.
        Moze to nie wyglad tak smiesznie z opisu, ale gdyby ktos to nakrecil...
        Pozdrawiam.
        • Gość: Cynamoon Re:Dzisiaj, przed chwila... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.04, 12:12
          No i myslam, ze to juz koniec wrazen, ale nie.
          Mala przed chwila wylala wode do podlewania kwiatkow, taka brazowa, z jakmims
          nawozem,tym razem w kuchni, doslownie obok pieknego gotowego juz mazurka.
          Teraz kuchnia plywa, ale cud, ze nie oblala tym ciasta...
          Ech, az sie boje co sie moze jeszcze wydarzyc,, zanim sie ten pasztet z jajek
          upiecze i bede mogla stad wyjsc...
          • Gość: Agusia O, święta naiwności... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.04.04, 13:20
            Tak, dzieci bywają bardzo kreatywne...;)
            Przypomniało mi się jeszcze moje ostatnie "osiągnięcie kulinarne"(jakies dwa
            tygodnie temu): postanowiłam zrobić chlebek dla Jaśka - bezglutenowy i
            bezmleczny. Myślę sobie, co za problem? Mąkę pszenną zastąpię mieszaniną
            bezglutenowych mąk, a zamiast mleka wezmę wodę - no problem. Od myśli przeszłam
            do czynu. Efektem był, owszem chlebuś, ale mogłabym nim zabić gdyby mi się
            wysmyknął niechcący z rąk... Jasiek wrócił do chlebka ryżowego i popcornowego -
            mam nadzieję, że nie na długo. Jestem na etapie przygotowań próby - na razie
            teoretycznych, do następnej próby...
            • Gość: g Re: O, święta naiwności... IP: *.elb.vectranet.pl / 81.15.226.* 18.04.04, 13:29
              to byly pierwsze kotlety schabowe w moim zyciu, zdaje sie, ze z 10 lat mialam.
              wszystko fajnie, schabik pokrojony w lodówce, mialam posolic, popieprzyc
              i usmazyc.
              zatem posolilam i posypalam pieprzem, ale zastanowilo mnie, ze pieprz widac, a
              soli nie.
              no i solilam tak dlugo, az sól tez bylo widac. efekt - wiadomy.
              pierwsze koty za ploty!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja