Jak to ronbiły nasze mamy?

IP: *.pl 18.05.04, 08:18
Jestem ciekawa czego nauczyliscie się od mam (patrz artykuł w "Kuchni" i mój
komentarz) w sprawie radzenia sobie z pracą zawodową i gotowaniem obiadów.
Czy codziennie jecie obiady?
    • kerstink Re: Jak to ronbiły nasze mamy? 18.05.04, 08:30
      Jem codziennie, ale w pracy. Na szczescie Pani ktora prowadzi bar bardzo dba o
      nas, obiady sa bardzo dobre.
      Moja mama w ciagu tygodnia tez nie gotowala - kazdy z nas gdzies jadl (szkola,
      praca). Z powodu braku czasu czesto siegnela po puszki. I co tu sie dziwic:
      trojka dzieci, praca, zakupy w czasach, gdy wszystko trzeba bylo 'zalatwic',
      brak pralki automatycznej, zmywarki. I tak ja podziwiam.

      Mi nie za bardzo pasuje kuchnia mojej mamy. Co prawda jest smacznie, ale za
      tluste i slodkie. Dlatego moze nie zaluje, ze nie wiele sie od niej nauczylam.

      Czytajac tutejsze watki czasami sie dziwie, kiedy ludzie maja czas na
      eksperymenty w kuchni. Ja tego czasu nie mam, chyba, ze zrezygnuje ze snu. Mam
      nadzieje, ze przyjdzie czas jak podrosna dzieci.
      K.
      • Gość: Mag Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: *.pl 18.05.04, 09:17
        Hm, kuchnia mojej mamy to kuchnia mojej mamy, a ja z niej wiele zaczerpnęłam i
        rozwijam po swojemu. (Nawet teściowa uważa, że moja mam gotuje lepiej od niej!).

        Moja mama miała dobry zwyczaj, który (nawiasem mówiąc) przejęłam od niej. Po
        gotowe i spreparowana potrawy sięgała bardzo rzadko. Ja to mówię takie
        papierowe jedzenie.

        W swoim zagonieniu mama tak potrafiła wszystko poukładać, że zawsze był obiad w
        domu i w dodatku nie powtarzały się często potrawy.
        Nauczyłam się od niej i potrafię przyrządzając obiad na dziś, jednocześnie już
        coś przygotowywać na jutro (skoro i tak jestem w kuchni, to wykorzystam ten
        czas).

        A że mama wciąż się rozwija kulinarnie (teraz też, kiedy jest na emeryturze),
        to zawsze było coś nowego i ciekawego. I tego eksperymentowania od niej
        nauczyłam się także.
      • Gość: Mag Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: *.pl 18.05.04, 09:19
        jeszcze jedno - odpowiadając na pytanie o czas na eksperymenty - eksperymentuję
        w międzyczasie, najczęściej wtedy, kiedy mam mało czasu
        • giezik Re: Jak to ronbiły nasze mamy? 18.05.04, 09:25
          trudno jest porównywać lata obecne (gdy praktycznie wszystko jest do dostania), z czasami, gdy wiekszosc czasu spedzalo sie na oczekiwaniu w kolejkach na towar. Wtedy przygotowywalo sie miesa ciezkie, duszone, smazone. Teraz nie ma problemu by robic szybkie dania zajmujace od 15 do 60 min (to maks). Przy czym jesli ktos to lubi, to zaden problem. Gorzej gdy gotowanie traktuje sie jak codzienna udreke.
          Dla mnie sprawa byla o tyle latwa, ze przez wiekszosc czasu mojego zawodowego uprawialem wolne zawody (czesciowo w domu). Pozwalalo to okresowo szalec w ciagu dnia z najbardziej wyszukanymi potrawami. Teraz godziny pobytu w domu mam raczej poludniowe, w zwiazku z czym zwykle jest to cos lekkiego (dla mnie i dziecka), a wieczorem jemy pelniejszy posilek - przy czym nie jest to 3-daniowy obioad, po ktorym od razu chce sie spac.
          • ka2 Re: Jak to ronbiły nasze mamy? 18.05.04, 09:46
            giezik napisał:

            >
            > Wtedy przygotowywalo sie miesa ciezkie, duszone, smazone.

            no niekoniecznie. Moja mama wszystko gotowała. Mięso na obiad gotowała i cebulę
            do tego mięsa też. Miało być ZDROWO. A ! I nie uznawała soli, za to uwielbiała
            tzw. pieprz ziołowy, którego nie dawała jedynie do potraw mlecznych na słodko.
            Dlatego obiecałam sobie, że nauczę się gotować, chociaż moja mama moich potraw
            nie uznaje.
            Za to teściowa, stara kucharka, która na niejednym weselu była szefem kuchni,
            nieraz pyta mnie o przepis. Ja ją oczywiście też :)
        • kerstink Re: Jak to ronbiły nasze mamy? 18.05.04, 09:55
          To ci zazdroszcze, ze mialas taka dobra nauke. No niestety moja mama tez raczej
          nas wygonila z kuchni, bo nie chciala, bysmy jeszcze przeszkadzaly - w kazdym
          poradniku pisza, za wlasnie w ten sposob zniecheca sie dzieci do danej
          czynnosci. W moim przypadku sie sprawdzilo i dopiero teraz sama dojde do wielu
          rzeczy. I gdyby nie problemy zdrowotne mojego dziecka (bardzo ograniczona dieta)
          to pewnie i my bysmy sie zywili z puszek.
          Kiedys kuchni nie lubilam, teraz jednak mam coraz wieksza satysfakcje z
          eksperymentow. To polaczenie przyjemnosci z pozytecznym.

          Mam nadzieje, ze kiedys bede miala to 'miedzyczasie', ktore wspominasz. Wychodze
          rano ok 6.30 wracam juz z dziecmi ok. 18ej, kapiel, szybko (2- i 5-latek
          potrafia to wyegzekwowac) kolacja, czytanie i spac - mniej wiecej o 20.30 -
          21.00 jest cicho w domu.

          K.
          • Gość: Mag Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: *.pl 18.05.04, 10:25
            Życzę Ci tego, Kerstink! (oczywiście tego międzyczasu na gotowanie)

            Kiedy jeszcze byłam pracująca panną, to obiecałam sobie, że nie pójdę na skróty
            i będę gotować dla siebie samiej. Znajomi się w głowe pukali, że mi się chce.
            Ale zawsze lubili mnie odwiedzać, bo wiedzieli, że ich nakarmię czymś ciepłym i
            domowym (zrobinym w chwilę).

            Wracając zaś do gotowania mojej mamy, to nigdy potrawy nie były tłuste i
            ciężkie. Nawet wieprzwoina.
            A pączki, te smażone jeszcze dawno temu na smalcu (bo nie było takich
            wynalazków jak planta), nie wchłaniały dużo tłuszczu. Ale żeby tak się działo
            to do ciasta trzeba wrobić dość sporo spirytusu (może być też wódka, ale nie
            daje tak dobrego efektu).
            Takich to rzeczy nauczyłam się od mojej mamy.
    • em_es Re: Jak to ronbiły nasze mamy? 18.05.04, 10:18
      Moja mama gotowala codziennie obiady pomimo pracy zawodowej i gospodarstwa,
      najczesciej dzien wczesniej. Ale gotowac sie nauczylam sama, gotuje inaczej niz
      ona i z biegiem lat coraz mniej smakuja mi mamy potrawy. Chyba mnie sie
      zmienily upodobania, bo mama raczej tak samo gotuje. I jakos mi sie udaje cos
      cieplego zrobic po pracy, proste i malo pracochlonne, ale zawsze jest.
      Eksperymenty zostawiam na soboty i niedziele :)

      Pozdrawiam
      MS
      • Gość: Mag Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: *.pl 18.05.04, 10:30
        Kiedy czytam Wasze wypowiedzi, to mam wrażenie, że jestem z innej bajki.

        Czyżby moja mama była tak niesamowita i inna niż Wasze? Bo moja mama ciągle coś
        nowego wymyśla, ja też (mieszkamy w oddaleniu ok 200 km), a jak się spotkamy,
        to potem opowiadamy sobie co to nawymyślałyśmy i mamy podstawę do dalszego
        wymyślania smaków. nawet same wymyśliłyśmy przepis na pieczenie chleba na
        zakwasie, który same robimy.
        A ja czytam, że Wam coraz mniej smakuje to co mamy gotowały.

        Czy ktoś mam jeszcze taką mamę jak moja?
        • xkropka Re: Jak to ronbiły nasze mamy? 18.05.04, 12:56
          Nikt nie żyje w pustelni, nie ma mowy, aby mieszkające ze sobą, lub spotykające
          sie od czasu do czasu przy stole osoby nie wpływały jakoś na siebie. Podstaw
          sztuki gotowania nauczyłam się w domu i w szkole (nie takie straszne zpt, jak
          je malują :), ale sybarytyzm kulinarny i ciekawość pchnęły mnie dalej, niż
          standardowy mielony z buraczkami czy schabowy z kapustą. I teraz widzę, jak
          moja własna mama podciąga pomysły ode mnie, jak sama eksperymentuje i
          przekonuje się do ziół w kuchni, a także do czystych zup lub zup-kremów.
          • Gość: nostalgiczna Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: 213.17.230.* 18.05.04, 13:16
            xkropka wypowiada się nieco lekceważąco o schabowym i buraczkach. Oczywiście
            wiemy o co chodzi, ALE...... Upichcić dobre mielone i dobre buraczki nie jest
            wcale tak łatwo. Jak wrzuciłam tu kiedyś na forum pytanie - co zrobić, żeby za
            każdym razem mieć ten sam smak danej potrawy, to nikt się jakoś "do tablicy"
            nie rwał.
            Podejrzewam podobnie jak kiedyś moja mama, że gotowanie tych wszystkich nowości
            ma taką dobrą stronę, że nikt nie zna tak do końca ich właściwego smaku.
            Przeczuwam jakoś, że robiąc nieustanne eksperymenty i napawając się stylem z
            programów Jamie'go Olivera gotuję niestety to co mi wyjdzie, a nie to co
            powinno wyjść.
    • Gość: nostalgiczna Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: 213.17.230.* 18.05.04, 12:37
      I tu jest miejsce na nostalgię.......Moja mama miała szczęście(?) nie mieć
      pojęcia o gotowaniu do 32 roku życia - ja do 26. Kiedy stanęła przed życiową
      koniecznością osiągnęła wprawę chwaloną pod niebiosa przez licznych gości.
      Pamiętam z dzieciństwa tak czarowaną przez nią, ciężko zdobytą baraninę, że
      goście (niegłupi ludzie) uwierzyli w podaną na przyjęciu - sarninę. Innym razem
      w latach 70-tych podała rybę po żydowsku w galarecie, która była zrobiona z
      odpowiednio zaczarowanej - cielęciny. Te smaki, to jedno, ale te dociekania
      skąd to zdobyte, to dopiero numer!
      A poza tym lubiła nowości i wszystko co dawało się zdobyć było na stole. Zawsze
      pamiętała jak mój kolega przywiózł nasz pierwszy owoc kiwi z zagranicy i potem
      miałyśmy dużo śmiechu ze stosów kiwi, które pojawiły się w sklepach w latach 90-
      tych.
      Jedzenie nie było tłuste, wymogła to dodatkowo dieta taty, ale mama jeszcze po
      osiemdziesiątce lubiła zjeść kromkę chleba ze skwarkami odpowiednio
      przygotowanymi. Rzeczy tłuste istniały na zasadzie czegoś wyjątkowego.
      Mama przyzwyczajona w młodości przez swoją babcię do mistrzowskiej kuchni
      lubiła rzeczy bardzo smaczne, ale entuzjazm do samego "aktu tworzenia" tychże
      miała ograniczony. Stąd pewnie i ja miałam gotowanie za piąte koło u wozu,
      żyjąc w ciągłej sprzeczności z moim uwielbieniem dla samego jedzenia, które
      jednak to właśnie ona rozbudziła. Szczęśliwie moja tusza zawsze wychodziła z
      tego zwycięsko, więc nie muszę przed komputerem siedzieć na dwóch krzesłach.
      Widząc moje i naszych znajomych wielkie intelektualne zapędy, a kiedy coś w
      kuchni zmalowałam ja, lub ktoś inny, spoglądała z żartobliwym przymrużeniem oka
      stwierdzając: "w kuchni trzeba myśleć...."
      • Gość: Mag Re: Jak to ronbiły nasze mamy? IP: *.pl 18.05.04, 13:58
        O dzięki, Ci - Nostalgiczna.

        Twoja mam to tez z tej bajki co moja, choć moja musiała się wcześnie nauczyć
        gotować, żeby nakarmić dzieci (czyli młodsze rodzeństwo), kiedy babcia
        pracowała na 2 etety.

        Ale moja babcia używała tylko soli i pieprzu (i żadnych innych przypraw), a
        moja mama wciąż coś nowego wynajduje
        • Gość: aniel moja mama IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.04, 14:12
          U mnie na zmiane: raz mam raz tata. A teraz mama w ogole, bo ma mnie :)
          Od mamy nauczylam sie robic kluski na parze a od taty niesamowicie aromatyczne
          gulasze.
          • Gość: Camille Re: moja mama IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 18.05.04, 20:50
            Moja mama gotowala /codziennie, chociaz od 14 roku zycia ja wlasciwie przejelam
            gotowanie obiadow/bo musiala nas wyzywic....Calkiem jej to dobrze wychodzi, ale
            nigdy w kuchni stac nie lubila. Do dzisiaj z przypraw uzywa tylko soli, pieprzu
            i vegety. Jak przyjezdzam, to moj tato sie smieje, ze "kuchnia sie zmieni", bo
            ja bez tony czosnku i innych ziol nie potrafie gotowac.....Natomiast wspomniana
            w innych watkach Babcia i Prababcia, ale ze strony taty to byly
            prawdziwe "artystki" w kuchni.
            Moja Mama tego z domu nie wyniosla, u nich jedzenie nie bylo rzecza tak wazna
            jak u rodziny taty. Natomiast geny po babciach przelazly na mnie i na jednego
            mojego brata-obydwoje wrecz uwielbiamy pichcic!
Pełna wersja