bene_gesserit
16.07.13, 21:19
Na forum istnieje dość mocno zakorzeniony pogląd, ze należy robić (i LUBIĆ) rzeczy prawdziwe - pardon: PRAWDZIWE. Makaron z sosem bolońskim ma być prawdziwy (borzebroń spaghetti, bo wtedy bolońskośc jest unieważniona), prawdziwy ma być biszkopt - bez proszku, z proszkiem to nie biszkopt, tylko nędzna podróba, a-ty-moja-droga-po-prostu-nie-umiesz-piec-skoro-MUSISZ-używać-proszku. Pamiętam wątek o prawdziwych oliwach i occie balsamicznym, w którym wiele osób uroczyście deklarowało, ze w życiu nie wzięli by do ust czegoś nieautentycznego, czy to chodzi o oliwę, wino czy balsamico - deklarowano nawet, ile wydają na te prawdziwe specjały, bo cena to, jak wiadomo, swiadectwo autentyczności.
Ja akurat mam w nosie autentyczność - tzn nie jest ona moim priorytetem. Priorytetem jest gotować tak, zeby mi smakowało. I otóż, ponieważ brzydzę się koszmarnie surowymi jajami, tiramisu robię na lidlowskim puddingu waniliowym - i jest o niebo lepsze, niż PRAWDZIWE. A - zamieniam też ciężkie mascarpone na bitą śmietanę, z zyskiem dla konsystencji dania. A zamiast balsamico/skoncentrowanego syropu z granatów zaczełąm ostatnio używać koncentratu z soku porzeczkowego i jabłek i sama się dziwię, czemu na to wpadłam tak późno.
Oszukujecie?