Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy

26.07.13, 15:05
Witam się znów, tym razem nie o ogórki mi chodzi. Widzę, że jest tu sporo osób z dużym bagażem doświadczeń kulinarnych, więc może ktoś mi odpowie. Otóż, jak wszyscy wiemy, mamy teraz nie tylko z okazji lata, modę na gotowanie na parze, na gotowanie krótkie, żeby jak najwięcej witamin się zachowało. A ja , ze swojego dzieciństwa pamiętam, że rosół to gotował się ładnych kilka godzin, sosy tak samo, nie trzeba było ich zaprawiać mąką, bo gęstniały same, zupy, hoho, też mamie nie przyszłoby do głowy gotować chwilkę. Musiała nabrać smaku i aromatu. No i w ogóle, dużo dobrych potraw musi postać na ogniu czas jakiś, bigos taki przykładowo. No i jak to się ma do zachowywania w takiej potrawie witamin? Jak pamiętam mój jadłospis jako dziecka, to opierał się na racuszkach, zupkach, sosikach z makaronami, ziemniakami, kaszami, wszystko gotowane dość długo. Nawet dżem owocowy przecież musi się posmażyć. Nie przepadałam za surówkami, na jabłko to musieli mnie długo namawiać, lubiłam truskawki, ale wiadomo, sezon trwa chwilkę. Dieta moja była więc , ja wiem, słabo witaminowa, ale nie chorowałam jakoś strasznie, suplementów nie brałam, żyję, mam się dobrze. Jak to jest w końcu- czy w takich gotowanych daniach witaminy są tylko wtedy, kiedy posypiemy koperkiem, albo pietruszką? Albo podamy z surówką? Moje pytanie sprowokowane jest oczywiście życiową sytuacją: dziecią moje lat 3 odmawia ostatnio spożywania owoców i warzyw na świeżo, lubi jedynie pomidora, ale ma uczulenie, więc nie może. Owoce to chyba musiałabym trzeć i na dodatek pchać taką rurka, co to się kaczki karmi gdzieniegdzie. zeby dostarczyć witaminy, robie jakieś omlety ze szpinakiem i serem żółtym, no ale to nadal jest po obróbce cieplnej. Wszystko co młoda chce jeść, musi być na ciepło. Albo przynajmniej ugotowane. Doradźcie coś, bo mam wrażenie, że moje dziecię nie spożywa witamin w ogóle ( co nie jest możliwe, bo żyje, ma się dobrze) , albo w małych ilościach.
    • ania_m66 Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy 26.07.13, 15:34
      tylko nie futruj dzieciecia witaminam w kolorowych pastylka i proszkach musujacych jak cukierkami!
      organizm jest przewaznie madry i jesli sie czegos nie domaga, nie jest mu akurat potrzebne.
      tzw normy witaminowe ustala mafia vel lobby przemyslu farmaceutycznego, wiec w ogole nie ma sie co nimi przejmowac.
      niech dziecko je co chce, jesli ne sa to same "smiecie". szpinak wcale nie jest mega-zdrowy i nie ma nie wiadomo ile zelaza.
      owoce mozesz swietnie przemycic w szejkach mlecznych, smoothies i w lodach robionych samodzielnie w foremkach z jogurtu owocowego, badz musu owocowego.
      • jedynybasek5 Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy 26.07.13, 15:55
        nie nie, witaminy w tabletkach brała jakiś miesiąc w okresie wczesnowiosennym, bo zaczęły jej pękać paznokcie, były jakieś pionowe bruzdy, pomogło, potem sama odmówiła przyjmowania. Mam też takie zdanie, że dziecko samo wie, co dobre, ale jest taki nacisk teraz na te właśnie normy witaminowe, straszą jakimiś niedoborami, że się gubię
        • ania_m66 Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy 26.07.13, 16:43
          pracowalam nad researchem do reportazu o klamstwach mafii przemyslu farmaceutyczngo w niemczech. chodzilo wlasnie o biznes z kolorowymi "witaminkami" w tabletkach i proszkach.
          nie daj sie zastraszyc i nie wierz rowniez lekarzom. niektorzy polecaja witaminy w dobrej wierze, choc w wiekszosci sa one szkodliwe, wiekszosc z wyrachowania. rowniez panie magister w aptekach zarabiaja na nich krocie.
          naprawde bardzo, ale to bardzo trudno rozchorowac sie z powodu awitaminozy jedzac calkowicie normalnie, wcale nie jakos "zdrowo".
          wiec nie daj sie i miej swoj rozum. preparaty witaminowe skracaja zycie i moga powodowac raka! pomagac, nie pomoga, wrecz przeciwnie.
          jesli boisz sie, ze dziecko nie je dostatecznie duzo zieleniny, przemycaj je np robiac kolorowe pure, gotujac pikantne zupy z marchewki, czy dyni (witamina a) i robiac zielone szejki do picia, jesli dziecko cos takiego wypije oczywiscie.
          o owocavch pisalam juz wyzej. akurat latem przemycic takie rzeczy jest latwo :)
          jedynybasek5 napisała:

          > nie nie, witaminy w tabletkach brała jakiś miesiąc w okresie wczesnowiosennym,
          > bo zaczęły jej pękać paznokcie, były jakieś pionowe bruzdy, pomogło, potem sama
          > odmówiła przyjmowania. Mam też takie zdanie, że dziecko samo wie, co dobre, al
          > e jest taki nacisk teraz na te właśnie normy witaminowe, straszą jakimiś niedob
          > orami, że się gubię
          • squirk Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy 26.07.13, 17:16
            Podpowiem że znajoma swoim antyowocowym dzieciakom robi koktajle ze świeżych owoców (i mają "szejki" więc się cieszą ;-)), granity, domowe lody wodne i mleczne, mrożone winogrona. Poza tym sama zamroziłam i ścieram do potraw dobrej jakości cytrynę, całą (pomysł stąd magdatestuje.blogspot.com/2012/10/niesamowity-lek-zadziwiajaca-mrozona.html i polecam, świetnie się taka cytryna ściera i dodaje potrawom świeżości).
            :-)
          • Gość: x przeinvestigowałem internet i znalazłem: IP: *.unitymediagroup.de 27.07.13, 11:53
            "Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" ;)
    • ortolann Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy 27.07.13, 12:18
      Dawniej tak długo się wszystko gotowało, bo musiało. Kup kurę na wsi, ale taką, która się chowa jak dawniej, to znaczy: biega wolno, wcina wszystko co się jej do dzioba nawinie, nie dostaje żadnych odżywek, mączek, antybiotyków, hormonów. Gwarantuję Ci, że kamień prędzej ugotujesz niż rosół z takiej kury, ale za to będzie on aromatyczny i będzie miał smak. Kura kupiona w sklepie rozpada się już na samą myśl o wrzątku i dlatego gotuje się jak kisiel (a i właściwości odżywcze ma podobne): w przeciągu 5 min.
      Myślę, że podobnie jest z jarzynami i warzywami: być może nawozy i sposób hodowania sprawia, że są cienkie jak papier i rozpadają się w gotowaniu bardzo szybko.
      Jeśli odżywiasz dziecko bez udziału fast foodów, to dostaje ono to, czego potrzebuje, a resztę można uzupełnić lodami owocowymi, albo owocami. Pewnie znajdzie się w końcu taki owoc, który dziecko polubi. Jak byłam mała nie cierpiałam jabłek i gruszek, za to arbuzy mogłam jeść bez ograniczeń. Teraz jest taki duży wybór: można spróbować pójść w egzotykę: ananasy, banany - to wszytko jest teraz na wyciągnięcie ręki. Myślę, że nie ma co próbować wyrobić wyśrubowane normy witaminowe.
    • Gość: pasqda Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy IP: *.adsl.inetia.pl 27.07.13, 13:26
      jedynybasek5 napisała:

      >dziecią moje lat 3 odmawia ostatnio spożywania owoców i
      > warzyw na świeżo,

      Jeśli kluczowe jest owo "ostatnio", to tak ja radzą poprzednicy - przemycaj, ale nic na siłę. Dzieci mają etapy, że czegoś nie chcą jeść. Każdy chyba przerabiał (na własnym organizmie lub z potomkiem) etap jedzenia wyłącznie kanapek z serem, makaronu z dżemem czy innych tego typu "wyrafinowanych" posiłków. I co? I nic, żyjemy i mamy się dobrze :)
    • Gość: kim Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy IP: 93.154.159.* 27.07.13, 19:46
      Rosol zawsze trzeba gotowac dlugo, bez gotowania nie ma rosolu. Tylko trzeba najpierw zdobyc kure na ten rosol, a to jest albo wyczynem albo kosztuje "jedyne" 30 zl za kilogram.

      Sosy i inne zupy w Polsce gotowano dlugo, bo taka byla tradycja. Babcie zaczynaly przed poludniem gotowac obiad, zupa - 3 godziny. Mozna dalej tak robic, ale po co?

      Skad zatem witaminy? Fajnie ci juz forumowicze podpowiedzieli: rob koktaile owocowe, sorbety z truskawek, owoce w galaretce, itd. i powoli wprowadzaj dziecku rozne smaki.

    • Gość: aniko Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy IP: 195.85.196.* 29.07.13, 09:24
      Nie daj sie zwariować.Aby dziecko zdrowo rosło musi mieć zapewnioną wystarczająca ilość białka, wapnia i kalorii. Podstawa diety to mięso (nie kurczak!), jaja, sery. Oprócz tego kasze, ryż, ziemniaki, makarony. Warzywa i owoce to dodatki, a nie podstawa żywienia małego dziecka. W Polsce jednak uważa się, że podstawa to warzywa i owoce, a kalorie uzupełnia się słodkimi bułami, naleśnikami, pierogami, lodami itp. Dawaj dziecku normalne, gotowane potrawy, a będzie zdrowo rosło bez braków żywienowych. Niczego nie przemycaj, nie zamieniaj owoców w lody czy inna papkę. Na pewno są takie które mu smakują. Może banan w plaserkach? jest akurat również bardzo pożywny i zastępuje posiłek. Świeże morele, brzoskwinie? Dzieci często lubią fasolke szparagową. Uważaj, żeby nie rozgotować (musi być jędrna), podaj ze świeżym masłem i solą na kolację, a nie jako dodatek. Kukurydza? Też ma wielu dziecięcych amatorów. Ziemniaki to niedocenione źródło witamin. Ugotuj w łupinach i podaj z masłem i solą. Podawaj proste potrawy, które nie udaja tego czym nie są. Dzieci lubia proste połączenia i proste jedzenie. Takie zresztą jest najlepsze.
    • budzik11 Re: Sosy, rosoły, dania gotowane a witaminy 30.07.13, 09:42
      Witaminy są nie tylko w świeżych owocach i witaminach. Są tez w mięsie, podrobach, kaszach, orzechach, strączkach itd. No i jak już wyżej napisano - dawać "ukryte", podawać w jakiejś supeatrakcyjnej postaci lub wciągnąć dziecko w przygotowanie posiłków - niech zobaczy, że owoce i warzywa są fajne, ładne, kolorowe, apetyczne - może się skusi. Jest masa książek kucharskich dla dzieci, którymi mozna się inspirować (np. radoscdziecka.bloog.pl/id,331922856,title,kanapeczki-jak-z-ksiazeczki,index.html?smoybbtticaid=611091 albo wielokropek.com.pl/blog/gotowanie-z-ladna-przyneta/ ), gotujcie razem, róbcie sałatki, surówki, kolorowe kanapki itp.
Pełna wersja