Dodaj do ulubionych

K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a.

23.08.04, 17:58
Zainspirował mnie giezik (i jego 'keczupowy problem' ;-D)

Kulinarne barbarzyństwa, czyli:
jak/co/czym zepsuć dobrą potrawę?
co ma na to wpływ?

Wiem, wiem, preferujemy różne style gotowania,
inne mamy upodobania smakowe,
różnorodność kulturowo-społeczno-obyczajowa
wpływa na to, co wg nas kryje się pod pojęciem 'dobra kuchnia'..

Ale chodzi mi o te przyzwyczajenia, obce kulturowo naloty,
które psują kuchnię (narodu/regionu..)
albo powodują, w najprostszej linii, jej uniformizację..

Przykład:
- wspomniałam o zalewaniu keczupem (przemysłowo produkowanym) wszystkiego, co
na talerzu
- czy nagminne używanie vegety
- czy stołowanie się w jadłodajniach na amerykańską modłę
zwanych 'restauracjami'..
- czy...

mnóstwo tego jest!!

Wasze typy to:
-------->>
Obserwuj wątek
    • ziemiomorze Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 18:03
      Mam takiego kolege - przekonanego, ze jest mistrzem swiata w dosmaczaniu -
      doprawia jedzenie 'w natchnieniu', czyli lapie, co mu sie nawinie pod reke i
      sypie kompletnie absurdalne ilosci. To niby jest potencjalnie tworcze
      (przyszloby Wam do glowy polaczyc anyz, curry i majeranek w jednej potrawie?),
      ale w jego wykonaniu tylko potencjalnie, niestety.

      z.
      • landsbergk Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 14:35
        1. Polewanie pizzy ketchupem - profanacja
        2. Kupowanie mrożonych warzyw i owoców z puszki w sezonie
        3. Serwowanie ziemniaków do wszystkiego
        4. 5-10 dań na przemian, wszystko smażone w głębokim tłuszczu albo przynajmniej
        w przesiąkniętej tłuszczem panierce
        5. Serwowanie w Święta Bożego Narodzenia kotletów mielonych, schabowego,
        surówki z kapusty
        6. "Spleśniało? To się odkroi, nie można tak marnować jedzenia!!!"
        7. Fixy, zupki z kubka itp. (chociaż przyznam, że od czasu do czasu podjem
        sobie kurczaczka z sosem Uncle Ben's) i najgorsza zdrada: zupki chińskie typu
        WIFON
        8. Obrzydzenie do wszystkiego co nowe lub do rzadko spotykanych kombinacji
        smaków
        9. Picie kawy do obiadu
        10. Margaryna w ogóle - że zdrowa, to mit, a smakuje.... no porównajcie sami ze
        świeżym masełkiem.
        11. Sypanie pieprzu do wszystkiego i nierozróżnianie różnych gatunków pieprzu
        (cyt. "Po co ci tyle pieprzu w domu? Czarny pieprz, biały pieprz, pieprz
        zielony, pieprz ziołowy, pieprz cayenne???")

        Największym barbarzyństwem jest jednak dla mnie nie próbować w kuchni
        wprowadzać nowości. Jeżeli nie ma się inwencji, to chociaż z przepisów.

        Ilekroć pojadę z narzeczonym do przyszłej teściowej, wita nas tym samym
        zestawem potraw: rosół, mielone, schabowe, ziemniaki z tłuszczem od smażenia,
        straszliwie tłuste smażone pieczarki + marynaty. Czasem jeszcze nóżki wyjęte z
        rosołu i usmażone w głębokim tłuszczu (a feee! tego nawet dla dobra sprawy nie
        dotykam). Na kolację to samo plus ewentualnie sałatka pływająca w straszliwej
        ilości majonezu. No i obowiązkowo po zjedzeniu dwóch dań wmusza w nas ciasto.
        Zawsze taki sam sernik. Herbatę podaje w dzbanku, już posłodzoną, a ja, jakoś
        tak z nieśmiałości, nie mam odwagi jej powiedzieć, że nie słodzę, a Krzysiek
        słodzi mało. Niezależnie od pory roku, w jej domu nigdy nie ma świeżych owoców
        oprócz jabłek i bananów, ani świeżych warzyw oprócz pomidorów, ogórków i
        cebuli. Jak gdyby inne w ogóle nie istniały. Potrafi również obudzić nas o 10
        rano z talerzami rosołu z górą przegotowanego makaronu, w tym samym czasie
        odgrzewa już dla nas w mikrofalówce kotlety schabowe z poprzedniego dnia. Nie
        przyjmuje wytłumaczeń, że my tak nie jemy, zresztą w chwilę później na stole
        lądują kanapki, obowiązkowo smalec i ogórki a następnie ciasto. Później dziwi
        się, że nie chcemy zjeść obiadu (po czterech godzinach od tak obfitego
        śniadanka). Dodam, że jest to kobieta po pięćdziesiątce, ona i jej mąż mają
        poważny problem z nadwagą. Próbuję nakłonić narzeczonego, żeby porozmawiał z
        nimi o odżywianiu się, ale on się wzbrania, twierdząc, że domowym ekspertem od
        żywienia jestem ja i nikt tak dobrze jej nie opowie o przewadze oliwy z oliwek
        nad olejem słonecznikowym ;-). On też już się odzwyczaił od maminej kuchni i
        nie daje sobie rady z trawieniem tych wszystkich tłustości. Cóż, ja z nią nie
        porozmawiam, nie chcę ryzykować pogorszenia stosunków między nami (a nie są
        złe). Ale zdaję sobie sprawę, że tak je połowa rodzin w Polsce i nic dziwnego,
        że jesteśmy narodem schorowanym.
        • giezik do landsbergk 24.08.04, 15:11
          > Ilekroć pojadę z narzeczonym do przyszłej teściowej, wita nas tym samym
          > zestawem potraw: rosół, mielone, schabowe, ziemniaki z tłuszczem od smażenia,
          > straszliwie tłuste smażone pieczarki + marynaty. Czasem jeszcze nóżki wyjęte > rosołu i usmażone w głębokim tłuszczu (a feee! tego nawet dla dobra sprawy
          > nie dotykam).

          Skąd znasz moją teściową? :)
        • emal24 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 17:40
          Super, doskonale się ubawiłem czytając Twoją opowieść, w wielu rodzinach jest
          tak jak mówisz, ale co powiesz na taką rzecz, że nie jesteśmy w czołówce
          narodów otyłych? natomiast są kraje, które przy tak ogromnym zwracaniu uwagi na
          kalorię itp. mają ogromne problemy z nadwagą?
      • e_katt Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 18:41
        ziemiomorze napisała:

        > I jeszcze - potwornym barbarzynstwem wydaje mi sie kulinarny konserwatyzm
        > ('nigdy tego nie jadlem, to nie zaczne teraz' - siasc i plakac.

        o to, to!!
        właśnie miałam o tym napisać:
        nie cierpię nieuzasadnionego, apriorycznego uprzedzenia
        do serwowanych potraw, w rodzaju
        "nie zjem tego.."
        a na pytanie "dlaczego?"
        pada odp. "bo nie"...
        wrhrggrrr..
        nie popróbował, a już wie, że mu nie posmakuje!!

        czasem bywa i tak, że taki Pan/i-Uprzedzony/a-Do-Nowości
        zjada coś, co mu się poda
        i, kurka wodna, widać, że mu całkiem to gładko przeszło
        (żeby nie powiedzieć 'posmakowało'),
        ale - tylko dla potwierdzenia swojego wcześniejszego przekonania,
        że na pewno nie będzie smakować -
        powie:
        "ee, tak jak myślałem, nic specjalnego"

        Czy tak trudno zrozumieć, że maksyma
        "lubię te piosenki, które wcześniej słyszałem"
        niekoniecznie musi mieć swoje kulinarne przełożenie...
      • ampolion Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 06:37
        Odwieczna polska dewiza: nie wierz gębie, połóż na zębie. Jak np. ten polski
        keczap niewiele mający wspólnego z amerykańskim ketchupem, ale to właśnie ten
        orginalny jest tak w czambuł potępiany. I to chyba jest też barbarzyństwem
        kulinarnym, wyrażanie opinii o czymś co zna się jedynie z nieudolnych imitacji.
    • nobullshit Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 18:05
      e_katt napisała:

      > - czy stołowanie się w jadłodajniach na amerykańską modłę
      > zwanych 'restauracjami'..

      Hmmm Nie raz już chciałam coś powiedzieć, po czym gryzłam się w język,
      bo "de gustibus", bo to forum jest, jakie jest - czyli otwarte i przyjazne.
      Niemniej, kiedy ktoś nazywa Sfinksa restauracją albo się dopytuje,
      jak robią tamtejsze sosy, nóż mi się w kieszni otwiera...
      Toż już lepszy osiedlowy bar szybkiej obsługi, gdzie wszystko jadalne
      i swieże, niż te upiorne importowane sieciówy. I wcale nie trzeba
      zapłacić dużo pieniędzy, żeby dobrze zjeść.

      No to się wypowiedziałam. Czekam na gromy...
      • Gość: szimi Re: w obronie sfinxa IP: *.icpnet.pl 25.08.04, 17:33
        a ja nazwę sfinxa restauracją... jedzenie tam jest modne obsługa miła (choć
        troche wolna) potrawy są dobre ładnie podane a talerze są wielkie i
        przepełnione tak że dorosłemu mężczyźnie czasem trudno to wszystko skonsumować;
        cośtam w sosie czosnkowym to bujda wymyślona przez konkurencję; jadałem jadam i
        będę jadał w restauracjach sfinx
      • m_q Sphinx to McDonalds tylko gorszy... 26.08.04, 09:47
        nobullshit napisała:

        > Niemniej, kiedy ktoś nazywa Sfinksa restauracją albo się dopytuje,
        > jak robią tamtejsze sosy, nóż mi się w kieszni otwiera...

        Masz całkowitą rację. Ponieważ dużo podróżuję i czasami jestem niestety skazany
        na "bary z łukami" (bo tam mam przynajmniej pewność, że mnie nie otrują i wiem,
        czego oczekiwać "smakowo") to piszę z całą odpowiedzialnością, że w McDonalds
        mam większa wolność wyboru niż w Sphinxie.

        Przykład?
        W McDonalds mogę sobie zamówić podwójny ser do hamburgera. W Sphinxie nie mogę
        sobie zamówić podwójnego sera do pizzy.

        C.B.D.U.
    • marghe_72 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 18:12
      eee tam gromy:) kazdy ma prawo jesc gdzie i co chce.
      Ale fakt faktem,ze nazywanie Sphinksa restauracją , czy placka drożdzowego z
      dziesiecioma składnikami (i na dodatek polanego keczupem brrrrr) pizzą zakrawa
      na bluźnierstwo:)

      Mnie drazni sporo rzeczy .. ale to wynika z lekkiego fioła na punkcie języka i
      kuchni włoskiej. Nazywanie risottem gotowanego ryzu z dodatkami, wrzucanie
      wszystkich dań makaronowych do wora pt. spaghetti itp, usilne przekonywanie ,
      ze Tiramisu' zrobione z serka ttypu costam i smietany smakuje jak prawdziwe
      Tiramisu.. :) takie tam
      no i błędy w restauracyjnych menu..

      ps. sama z pewnoscią popełniam mnóstwo błedów , zatem "przyganiał kocioł
      garnkowi"
      • Gość: giezik Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 18:28
        no to tak z oatstanich chwil:
        1. Wykorzystywanie w sezonie na pomidory - koncentratu do zrobienia zupy pomidorowej (WYŁĄCZNIE koncentratu, żeby była jasność)
        2. Podobnie z koperkiem - suszony lub mrożony (z poprzedniego sezonu) do zupy koperkowej, gdy wokół jest świeży
        3. Sałatka z kukurydzy, ananasa i majonezu - w pewnym momencie wszechobecny styl sałatkowy
        4. gotowanie jajek na zapas (zeby były już gotowe i szybciej dostępne - do dziś tego nie rozumiem - jajo gotuje sie w sumie 5 min, a swieżo ugotowane lepsze od takiego, które postało ze 2 dni)
        5. no tak ogólnie - przez cały rok trójpolówka - no może nie dosłownie, ale w sumie serwowanie może 10 potraw na okrągło
      • Gość: Ag Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.3vnet.pl 28.08.04, 20:38
        A dla mnie kulinarnym barbazynstwem jest mowienie innym jak cos powinno
        smakowac i co jest dobre. Zwlaszcza dotyczy to milosnikow kuchni wloskiej co to
        nie tkna speghetti posypanego innym serem niz parmezan, ale sami ruskie pierogi
        odsmazaja na oliwie z oliwek i to im nie przeszkadza, ze kuchnia nie ta, bo
        przeciez oliwa wloska, wiec na pewno lepsza.

        Pozdrawiam
        Ag (co lubi kuchnie roznorodna a nie restrykcyjna)
        • Gość: giezik do Ag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.04, 22:48
          Oczywiscei ekstremizmy wszelkie sa niezbyt fajne i w kuchni wyobraznia ma dużą rolę. Ale pamietaj, ze wszelkie oleje do smazenia, to wynalazek dosc "nowoczesny"., tzn. samemu mnie zaskoczylo, ze w jednej z przedwojennych ksiazek sugeruje sie, zeby z racji kosztow odchodzic od oliwy z oliwek, bo np.olej sojowy moze byc rownie dobry.
          Nie chodzi mi o udowadnianie niczego - raczej ciekawostke i probe zrozumienia, jak wygladal "rozwój kulinariów"
          • Gość: Ag Re: od Ag IP: *.3vnet.pl 29.08.04, 23:17
            Ja rozumiem, w ksiazce kucharskiej mojej prababci sa takie cuda, ze nie
            sadzilam, ze to w Polsce widzieli przed era wielkiej globalizacji. Po prostu
            irytuje mnie to, ze ktos maniakalnie czepia sie przestrzegania regul jakiejs
            narodowej kuchni, nie dajac nikomu w tym miejsca na wlasny gust (na zasadzie:
            co z tego, ze dla mnie klasycznie ugotowany po wlosku makaron jest za twardy?
            Mam go tak jesc i juz, bo jak go pogotuje jeszcze ciut to to zgroza i mam zakaz
            nazwania dania spaghetti) a sam czesto nie przestrzega regul kuchni innej
            narodowosci.

            To samo dotyczy stopnia miekkosci warzyw - forumowiczki oburzaja sie na
            tesciowe, ze te wybrzydzaja na ich wiecznie niedogotowane warzywa, a same
            krytykuja tamte, za rozgotowywanie. A kto autorytatywnie moze stwierdzic jak
            jest prawidlowo? Sadze, ze nawet zamordowanie warzyw na zolta packe jest
            dopuszczalne, bo i tak jemy za duzo, wiec i witmain nam nie braknie. Nie lubie
            mowienia innym jak ma byc. Watek sie zaczal przyjemnie, od subiektywnych opinii
            kto co uwaza za niedopuszczalnie w kuchni a rozwinal sie w strone krytykowania
            wszystkich, ktorzy robia cos inaczej niz my, znaczy nie w Jedynie SLuszny
            Sposob.

            Pozdrawiam serdecznie i na prawde bez zlosliwosci
            Ag (milosniczka niedogotowanego makaronu i oliwy z oliwek, jakby co :) )

            BTW. A co do oleju to akurat do tych odsmazanych pierogow to smalec na mysli
            mialam..... :)
            • Gość: giezik Re: od Ag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 06:31
              chyba w dużej części przypadków chodzi o smak.Oczywiście nie jakiegoś jednego uniwersalnego, ale by mowic o konkretach chyba przekonuje mnie reakcja wiekszosści dzieci na rozciapciane warzywa, podczas gdy podac im zrobione "na twardo" - chrupiące i jędrne i okazuje sie, żę smakuje i marchew i papryka i kalafior itp.

              I mysle, ze to nie jest takie swiete oburzenie, ale raczej postrzeganie jako barbarzynstwa (zwroc uwage jak czesto pojawia sie watek, ze gdzies w gosciach zjada sie to, by nie zrobic przykrosci - lub uzywa innych wybiegow, ale zeby autorwi potrawy nie powiedziec wprost i dosadnie.)

              Jedzenie jest subiektywne. I niech tak zostanie. Jak ze wszystkim w życiu z jednym bedziemy sie zgadzac z innym nie.
              • Gość: Bill Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.04, 09:20
                Ostatnio jednemu z rozmowcow powiedzialem ze jem duzo ryzu i kasz. W zasadzie
                wszystkie kasze rozne, rozniste. Ale on dalej o te ziemniaki mnie meczy:
                -A mlodych ziemniaczkow z koperkiem nie lubisz?
                -Mlodych nieznosze, wole "stare".
                -To ty powinienes sie leczyc, niezdrowo jest jesc same kasze i ryz.
                A ziemniaki to jest poprostu bomba witaminowa.
                Jak jest obiad u babci albo i kogos innego z tzw "rodziny" moja mama zawsze
                mnie prosi zebym chociaz pociapal "troszke" ziemniaki (bo przeciesz tradycyjny
                polski obiad bez ziemniakow nie moze sie obejsc).
                • hania55 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 10:15
                  Jedyne miejsce, gdzie problem "Dlaczego nie jesz ziemniaczków? Chyba się nie
                  odchudzasz?" nie istnieje, to dom moich rodziców, bo mama również od lat nie je
                  mięsa z ziemniakami i w zasadzie prawie w ogóle ziemniaków nie je. Tata owszem,
                  ale można go przekabacić kaszą :-) Ja ziemniaki jadam dosłownie parę razy do
                  roku, a i to najczęściej w postaci placków lub klusek. Może ze 2 razy w tym
                  roku zjadłam młode ziemniaki z koperkiem i zsiadłym mlekiem.
                  • Gość: Cynamoon Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 14:20
                    Podpisuje sie pod tym, co piszecie o ziemniakach. Zazwyczaj nie jadam ich a juz
                    tym bardziej z miechem i zawsze ktos ma z tego powodu problem, jezeli jem u
                    rodzinki lub gdziekolwiek.

                    Lubie natomiast od czasu do czasu pure , jako osobne danie najchetniej
                    wzbogacone avocado albo spora iloscia bazylii, wonnego oleju, plus surowka.
                    I wtedy: Coooo?????? Same ziemniaki jesz na obiad?????
                    Uwielbiam tez placki, ale jem rzadko ;-)

                    I tez wiele osob dziwi moja lubosc do kasz...
                    • e_katt ziemniaki 28.08.04, 15:13

                      > Lubie natomiast od czasu do czasu pure , jako osobne danie najchetniej
                      > wzbogacone avocado albo spora iloscia bazylii, wonnego oleju, plus surowka.
                      > I wtedy: Coooo?????? Same ziemniaki jesz na obiad?????

                      Właśnie, Polacy jakby zapomnieli (no OK, nie wszyscy, ale..),
                      że ziemniak to jest warzywo, z którego można zrobić tyle samodzielnych dań (jak
                      choćby zwyczajną zapiekankę, wzbogaconą <!!> tylko np. cebulką, niebieskim
                      serem, czosnkiem, itede) i że w takiej formie (nie tylko z nieśmiertelnym
                      schaboszczakiem) może on stanowić danie obiadowe..

                      Zresztą, nie od dzisiaj ziemniak w Polsce traktowany jest jako przedstawiciel
                      odrębnej kategorii jedzeniowej. Nie jako ziemniak-warzywo, tylko coś jak chleb
                      (taki podkład pod plaster mięcha, jak pajda chleba pod ser albo szynkę..).

                      I może powyższe nie jest jeszcze takie najgorsze (bo no w sumie: co mi do tego,
                      że niektórzy uważają, że obiad bez kartofla, to stracony obiad jest.. i że 'jak
                      to? to ja mam kotlet tylko z surówką jeść?', trudno, nie zmienię nawyków i
                      upodobać 3/4 Polski).

                      Ale najbardziej mnie wkurza - może przesadą byłoby to nazywać barbarzyństwem,
                      ale dla mnie to jest baaaaardzo fee.. - kiedy kupując (czy to w sklepie czy na
                      targu) ziemniaki, dostaję za jednym zamachem, w jednym pakiecie różne ich
                      odmiany (a nie sposób zidentyfikować gatunków, zwłaszcza jeżeli ziemniaczki są
                      dodatkowo inkrustowane zeskorupiałą warstwą ziemi, z której je wydobyto ;-D).
                      Jakby ci, którzy je uprawiają i odstawiają klientowi zapomnieli, że inne są na
                      sałatkę, inne na zupę, inne na zapiekankę.

                      Dlaczego tak mnie to irytyje?
                      A choćby taki przykład: gotuję ziemniaki na puree, dziabię widelcem kilka
                      sztuk - sprawdzam czy już są możliwe do odcedzenia. Są. Odlewam wodę,
                      odparowuję, zgniatam. I co się okazuje? Że między super-rozpadającymi się
                      kartoflami trafił się jeden okaz, którego za nic idealnie zgnieść się nie da (i
                      przez to w gładkim puree grudki nieprzyjemne są..).

            • aise bill:-))) 25.08.04, 11:01
              mój mąż ma ten problem w prawie każdym domu. nie znosi ziemniaków "z wody" ale
              strasznie trudno do tego przekonać całą nasza rodzinę. nawet jego mama, która w
              końcu gotowała dla niego przez dwadzieścia parę lat (zanim sam zaczął gotować i
              zanim trafił na mnie:-))) i która doskonale wie jak jej syn reaguje na
              ziemniaki, podrzuca mu do obowiązkowego kotleta kilka bulw, bo przecież "bez
              ziemniaków to nie obiad"...

              ech...
              • aise jeszcze o vegecie 25.08.04, 11:15
                moja (skądinąd naprawdę kochana) teściowa jest chyba mistrzynią w psuciu
                potraw. i to pod hasłem ich ulepszania. zrobiłam kiedyś zapiekankę prowansalską
                z cukinii i ryżu. zasmakowało. moja teściowa wzięła przepis po czym kilka dni
                póxniej zaserwowała nam własna wersję. bardzo lubię kiedy ktoś robi wariacje na
                temat przepisów pod warunkiem, że wariacja nie polega na dodawaniu potwornych
                ilości vegety - bo "dobre było, ale troche czegoś brakowalo" plus kurczaka
                bo "obiad bez mięsa to nie obiad"....

                tak samo dosmaczyła moje: chłodnik, dip czosnkowy, zupe cebulową, farsz do
                papryki i cukinii, oraz zimna zupę czosnkową, która zrobiłam według przepisu
                z "pod słońcem toskanii". za każdym razem nakrywałam ja na tym jak dosypuje
                vegety i obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę nic gotować w jej kuchni. w
                mojej vegety nie ma...
      • amused.to.death Re: imbir 23.08.04, 18:55
        tylko takiego kurczaka jadam - im bardziej suchy tym dla mnie lepszy. Ale ja w ogóle lubię suche mięso... cóż, wiem, że jestem wyjątkiem.

        A co do imbiru, to się zgadzam.
    • martham Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 18:44
      -wspomniany keczup (jak zrobilam kiedys mojej rodzince warzywa smazone z
      makaronem "po chinsku" i zobaczylam ze moja siostra to "pieknie" polewa
      keczupem, nie sprobowawszy nawet, to rece opadly)
      - placki ziemniaczane z cukrem - z gory przepraszam tych, ktorzy tak jedza, ale
      ja po prostu nie moge na to patrzec, az mnie skreca (moj facet zarzeka sie ze
      tez tak lubi, ale na szczescie jeszcze przy mnie nie jadl tak:))
      • hania55 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 18:55
        To i ja dorzucę swoje trzy grosze:

        - solenie, zanim się spróbuje,
        - doprawianie zupy maggi lub dopytywanie się o maggi zanim się spróbuje,
        - polewanie pizzy ketchupem,
        - przyrządzanie KAŻDEJ ryby, każdego kawałka schabu, każdej piersi
        kurczaczej czy indyczej metodą bułczano-jajeczną (rozbełtane jajo, bułka i na
        patelnię),
        - doprawianie vegetą,
        - doprawianie sosu grzybowego lub pieczarkowego cudami typu fix do sosów
        grzybowych,
        - jakby się tak lepiej zastanowić – używanie tzw. fixów w ogóle,
        - mordowanie pysznej szarlotki bitą śmietaną z tubki,
        - rozcieńczanie dobrego wina wodą („tak lepiej wchodzi”),
        - podawanie spaghetti (czy innego makaronu) porządnie rozgotowanego,
        zahartowanego zimną wodą i polanego sosem, zamiast ugotowanego al dente i
        wrzuconego do sosu,
        - zapieczony na sucho ryż paraboiled szumnie nazywany risotto albo paellą.

        Ojej… długo bym jeszcze mogła wymieniać. Barbarzyństw wyjazdowych nie zliczę ;-)
          • silic gołąbki.... 10.09.04, 00:35
            Nie złość się na swojego faceta, po prostu nie lubi kapusty gotowanej. Ja go
            rozumiem, robię dokładnie to samo - z gołąbków interesuje mnie tylko środek.
            Liści winogronowych nie próbowałe, ale jeśli są podobne do kapusty - to też won
            !. Lubię za to paprykę z nadzieniem. Zasadniczo uważam jednak że gotowane
            warzywa ( poza tymi które trudno jeść na surowo, np. fasola, ziemniaki) to
            strata czasu, energii i smaku
    • e_katt Makaron.. 23.08.04, 19:18
      .. który, zwłaszcza serwowany pod szyldem 'pasta',
      co bardziej skrzętne gospodynie serwują
      ROZGOTOWANY NA AMEN!!

      w jakim my kraju żyjemy,
      skoro nad soczysty stek przedkłada się mielone,
      a jędrność makaronu w potrawie markuje smętna kluchowata ciapa??!!
      dziwnym zaiste narodem jesteśmy,
      skoro zamiast gryźć wolimy jedzenie przełykać
      (no bo jak inaczej spożywać miękuchny do granic przyzwoitości makaron???)
      • giezik z tą konsystencją ... 23.08.04, 19:27
        to mas zracje. Proby zrobienie marzyw "orientalnie", czyli smażonych szybko powodują, ze czesc osob z pokolenia moich rodzicow uwaza za niedogotowane.
        Podbnie jak za twardy makaron
      • ziemiomorze Re: Makaron.. 24.08.04, 12:44
        e_katt napisała:

        > .. który, zwłaszcza serwowany pod szyldem 'pasta',
        > co bardziej skrzętne gospodynie serwują
        > ROZGOTOWANY NA AMEN!!

        TAK!
        Nigdy dosyc krzewienia kultury aldenckiej ;-)

        I rozgotowane na amen warzywa, rozpadajace sie, bez smaku, ksztaltu i koloru
        farfocle - 'bo te twoje to zawsze jakies takie twardawe'.

        Ech, glupki.
    • emka_1 straszny barbarzyńca 23.08.04, 20:19
      ze mnie :) używam mikrofalówki do gotowania niemal wszystkich jarzyn - są
      smaczniejsze i jędrniejsze niż gotowane na parze, a przy tym szybciej. o
      gotowaniu kapusty na gołabki w garze wrzątku nawet nie ma co mówić.

      nie tykam potraw, których składniki mi się nie spodobają, albo połączenie
      składników nie przemawia do mojej wyobraźni. właściwie, to źle sformułowane -
      przemawia, tyle, że negatywnie.

      nie mam szacunku dla szefa kuchni, tzn. jeśli uznaje, ze cos jest wystarczająco
      słone, a wg. mnie nie jest wystarczająco, to posolę :)



        • emka_1 Re: straszny barbarzyńca 23.08.04, 22:24
          hmmm, normalnie :) zależy co i do czego, ale generalna zasada spryskać wodą,
          włożyć do woreczka, pojemnika i gotować odpowiednio długo do masy warzyw.
          np. buraczki zamiast gotować w wodzie a potem zasmażać -najpierw ok. 8 minut w
          woreczku, a potem starte i doprawione jeszcze 2-3 minuty juz w pojemniku, albo
          miseczce. marchewka starta jeszcze szybciej - bo całość po starciu i doprawieniu
          jakieś 3-5 minut tylko. kapustę młoda tak samo, z tym, że ona kocha być
          zasmażana więc poszatkowaną gotuję pod przykryciem w mikrofali jakieś 5 minut, a
          potem już klasycznie wrzucam na tłuszcz. natomiast do gołąbków kapustę się
          preparuje wyjątkowo prosto - należy wyciąć głąb, w dziurę wlać nieco posolonej
          wody, zawinąć folią i wstawić na 10-15 minut - liście odchodzą bez problemów i
          są właściwie miękkie. młode ziemniaki, kalafiory, brokuły - wszystko spryskane
          wodą albo wodą z solą, do brokułow nieco cukru jeszcze - zawiniete w folię i też
          gotowane ok. 10 minut.
          zapiekanki warzywne itp. także w mikrofali robię, jeśli musi być zapieczona od
          wierzchu, to wtedy na chwilę do piekarnika wstawiam, bo jednak wydajniejszy niż
          ten halogenowy w mikrofali.
          poza tym jarzyny na ogół nie tracą intensywnych kolorów, co też ma swoje
          znaczenie :)

          jedyne co zmienia kolor to fioletowa fasola szparagowa na zielony, a fioletowa
          papryka na sinoniebieski :)
          • Gość: Bill Re: straszny barbarzyńca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.04, 08:57
            Normalnie tragedia z ta mikrofala. Wybacz ale ja nie tykam jedzania w ten
            sposob przyzadzonego, a gotowanie na parze - tez do bani. Jedzonko ma byc
            pyszne i nie wazne czy to jest zdrowe czy nie . Jedzenia ma mi sprawiac
            przyjemnosc. Meczenie sie i jedzenia wszystkiego co smakuje tak jak to
            przyprawisz bo swojego smaku juz dawno nie ma to jest porazka - jak dla mnie.
            Mowie to bo kocham gotowac, kocham jesc pyszne rzeczy, kocham patrzec na
            zadowolone i ktorzy jedza to co im ugotowalem. Ehhh ... tylko dlaczego jestem
            inzynierem .Pozdrawiam
            • hania55 Re: straszny barbarzyńca 24.08.04, 09:02
              Warzywa gotowane na parze uwielbiam, bo są smaczniejsze i jędrniejsze od
              gotowanych w wodzie. Po prostu trudno je rozgotować na ciapę. Ale mikrofala
              jest sprzętem zakazanym w mojej kuchni. I nikt mnie nie przekona jakie to
              praktyczne i ile czasu zaoszczędza. W bardzo fajnej książce pt. "Faster",
              rozprawiającej się z chorobą pośpiechu szerzącą się w dzisiejszych czasach,
              wyczytałam, że amerykańscy naukowcy dokładnie wyliczyli ile to czasu
              zaoszczędza gospodyni domowej mikrofalówka - dziennie 6 minut :-)
              • emka_1 no tak 24.08.04, 12:31
                amerykńscy naukowcy obliczyli :)))
                haniu, nie mam zamiaru cie przekonywać. masz pełne prawo zakazywac sobie
                uzywania mikrofali. nawet do leczenia stawów.
                a tak przy okazji telewizora, piekarnika elektrycznego, telefonu komórkowego tez
                nie nalezy używać, bo emituja rózne promieniowania. komputera można ewentualnie,
                ale wyłącznie z monitorem w formie panelu lcd :)
              • ziemiomorze Re: straszny barbarzyńca 24.08.04, 12:49
                hania55 napisała:

                > wyczytałam, że amerykańscy naukowcy dokładnie wyliczyli ile to czasu
                > zaoszczędza gospodyni domowej mikrofalówka - dziennie 6 minut :-)

                hihi.
                Od razu mi sie przypomnial ten cytat z 'Malego Ksiecia' - ten o wodzie w
                pastylkach, ktorej uzywanie pozwalalo oszczedzic 47 minut tygodniowo.
                'Gdybym mial 47 minut raz na tydzien - powiedzial Maly Ksiaze - poszedl bym
                wolnym krokiem do studni' (cytat niedokladny, bo z pamieci)

                :-)

                zet, opcja bezmikrofalowkowa
              • Gość: Kasia25 Re: straszny barbarzyńca IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 13:50
                Ja tu się nie zgodzę. Moja mikrofalówka służy mi głównie do rozmrażania potraw.
                Jestem osobą zabieganą i gotuję tylko dla dwójki, dlatego zawsze zostaje mi
                porcyjka lub dwie do zamrożenia na sytuację awaryjną - typu wyjazd na weekend w
                piątek po pracy. Wtedy wrzucam zamrożone danie do mikrofalówki, rozmrażam,
                podgrzewam i mam domowy obiad w 10 minut. Przyznam, że nie smakuje tak jak w
                chwilę po przyrządzeniu, ale wolę to niż przydrożne bary szybkiej obsługi albo
                McDonald (brrrrrrr).
            • mysiulek08 :) Dokladnie 24.08.04, 20:09
              jak piszesz:) Jedzenie ma smakowac i dawac frajde. I najczesciej to co
              niezdrowe jest najpyszniejsze:). Mikrofale wykreslilam z kuchni i w mojej
              nowej, tutejszej nie ma wstepu:) Wszelkie opowiadania o szybkosci m.in
              odmrazania w mikrofali mozna opuscic, odmrozenie w sposob klasyczny nie trwa
              dluzej niz w mikrofali a ilez lepszy smak, tym bardziej ze i tak takowa potrawe
              musisz doprawic. Staram sie nie mrozic, ale coz jesli nie podolamy jakiejs
              smakowitosci:)No i jesli targ rybny odwiedasz raz w miesiacu, gdzies te zapasy
              trza przetrzymac.
              Wlasnie dlatego zes inzynier a nie kucharz lubisz pichcic:) Ja tez kocham
              gotowac i jesc, a teraz wreszcie moge to robic z dzika przyjemnoscia dla kilku
              osob doceniajacych moja tworczosc:) Powiedziano mi komplement, z ktorego sie
              ciesze: gotujesz tak czysto, wszystko ma taki smak jak miec powinno:) Pozdrawiam
          • tropiciel_blednego_aha Re: straszny barbarzyńca 24.08.04, 16:30
            emka_1 napisała:

            > hmmm, normalnie :) zależy co i do czego, ale generalna zasada spryskać wodą,
            > włożyć do woreczka, pojemnika i gotować odpowiednio długo do masy warzyw.
            > np. buraczki zamiast gotować w wodzie a potem zasmażać -najpierw ok. 8 minut w
            > woreczku, a potem starte i doprawione jeszcze 2-3 minuty juz w pojemniku, albo
            > miseczce. marchewka starta jeszcze szybciej - bo całość po starciu i doprawieni
            > u
            > jakieś 3-5 minut tylko. kapustę młoda tak samo, z tym, że ona kocha być
            > zasmażana więc poszatkowaną gotuję pod przykryciem w mikrofali jakieś 5 minut,
            > a
            > potem już klasycznie wrzucam na tłuszcz. natomiast do gołąbków kapustę się
            > preparuje wyjątkowo prosto - należy wyciąć głąb, w dziurę wlać nieco posolonej
            > wody, zawinąć folią i wstawić na 10-15 minut - liście odchodzą bez problemów i
            > są właściwie miękkie. młode ziemniaki, kalafiory, brokuły - wszystko spryskane
            > wodą albo wodą z solą, do brokułow nieco cukru jeszcze - zawiniete w folię i te
            > ż
            > gotowane ok. 10 minut.
            > zapiekanki warzywne itp. także w mikrofali robię, jeśli musi być zapieczona od
            > wierzchu, to wtedy na chwilę do piekarnika wstawiam, bo jednak wydajniejszy ni
            > ż
            > ten halogenowy w mikrofali.
            > poza tym jarzyny na ogół nie tracą intensywnych kolorów, co też ma swoje
            > znaczenie :)
            >
            > jedyne co zmienia kolor to fioletowa fasola szparagowa na zielony, a fioletowa
            > papryka na sinoniebieski :)

            huh, wybaczcie ale ja w kuchence mikrofalowej podgrzewam rano psu jedzenie;-)))ale juz z grilla i termoobiegu korzystam nader czesto;-)))
    • e_katt czypsy und kolka!! blee.. 23.08.04, 20:31
      Przypomniał mi się art. ze starego numeru 'Filipinki',
      a dot. jedzenia rzeczonych czypsów.
      Pamiętam takie oto zdanie:

      "co niektóre osobniki zgniatają chipsy w torebce na proszek,
      wsypują do ust i popijają wszystko colą"
      <bleeeeee>

      Nie znam osobiście nikogo, kto by tak jadał
      (chociaż nie wydaje mi się to znowu takiego nieprawdopodobne..)
      Ale to dopiero musi być kulinarna perwersja!

      A jeśli mowa o czypsach,
      to też uważam je za kompletnie niezjadliwe
      (Bogu dziękuję, że nie natchnął mojej mamy kupować mi czegoś takiego
      i od młodu przyzwyczajać do tego smaku..).
      • ziemiomorze Re: czypsy und kolka!! blee.. 24.08.04, 12:51
        Pracowalam kiedys z calym tabunem Anglikow w roznym wieku, ale takich dosc
        imprezowych - wlasnie tak zywili sie codziennie przed poludniem: paczka cipsow
        i kola (mogla byc ciepla).

        Co mnie dziwilo najbardziej to to, ze nadal zyli

        zet
        • kocio-kocio Re: czypsy und kolka!! blee.. 24.08.04, 12:56
          Gdzieś kiedyś wpadł mi w ręce jakiś taki internetowy tekst: dowód na to, że
          chips, cola, czekolada i inne takie są zdrowe.
          Wyglądało to mniej więcej tak:
          Z czego robi się chips? Z ziemniaków! A ziemniak to warzywo, więc zdrowe.
          Że na tłuszczu? A na jakim? No na oleju. A z czego się robi olej? Z roślin, a
          roślina to warzywo, czyli zdrowe!

          Może coś w tym jest? ;o)
        • e_katt ach, ta kuchnia anglosaska 24.08.04, 13:26
          no fakt, kuchnii wyspiarskiej nigdy do zbyt wyrafinowanych nie zaliczano..

          przepraszam z góry wszystkich amatorów 'english breakfast',
          ale, wybaczcie, nie wiem, jak można na śniadanie spożywać:
          [do wyboru]
          - smażony chleb z dużą ilością solonego masła
          - smażone jajka lub jajecznicę ('scrambled eggs')
          - smażone grzyby
          - smażone pomidory (grube plastry smażone z dwóch stron)
          - fasolkę w sosie pomidorowym
          - smażone angielskie kiełbaski(chipolates), długie i cienkie
          - smażony bekon,
          - smażone nerki (cynaderki)
          - frytki
          - black pudding (kaszankę pociętą w plastry, smażoną)
          - cumberland sausage (popularna na północy Anglii kiełbasa, która wygląda jak
          duża spirala)
          - jako dodatek można znaleźć vinegar (ocet winny), którym kropi się chips,
          - oraz English brown sauce (na bazie Worcester sauce jest bardziej popularny
          niż keczup, lekko owocowy i pikantny)

          /na podst. English Breakfast, 'Wysokie Obcasy' 05-04-2002 /
          • amused.to.death Re: ach, ta kuchnia anglosaska 24.08.04, 20:11
            raczej nie spożywam, chyba, że znajdę się w jakimś angielskim B&B, ale... uwielbiam:)))

            > - jako dodatek można znaleźć vinegar (ocet winny), którym kropi się chips,
            Bardzo smaczne, podobnie jak chipsy o smaku 'salt and vinegar'
            • e_katt Re: ach, ta kuchnia anglosaska 25.08.04, 12:06
              Jeśli ktoś lubi, nie ma sprawy (chociaż ja akurat nie jadam -> jakoś smażenina
              o tej porze dnia nie przechodzi mi za bardzo..)

              Chodziło mi - z tym tradycyjnym brytyjskim śniadaniem - że jest ono duże (mimo
              że podane potrawy są do wyboru) i składa się głównie ze skąpanych w tłuszczu
              propozycji..

              Ale jeśli ktoś potrzebuje od rana naaprwdę solidnego kopa energetycznego,
              to no problem (w końcu nie ja to jem)
              Pozdr.
                • e_katt Re: ach, ta kuchnia anglosaska 26.08.04, 11:26
                  Oj, ale kolacja to zupełnie inna sprawa!!
                  Jasne, że na sen nażerać się nie można - tym bardziej czymś smażonym.

                  Przychylam się: faktycznie, wolałabym na śniadanie zjeść jakąś jajeczniczkę
                  (wtedy przynajmniej jest czas na spalenie energii z niej płynącej w ciągu
                  dnia), niż taką samą skonsumować około godziny 20.

                  Chociaż pewnie wielu takie kolacje jada.
    • alex113 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 21:12
      Warzywa, ktore "z wody" lub na parze byly by pyszne, ale trzeba je polac bulka
      zasmarzana na masle (wychowalam sie na tym, ale wole smak warzywa a nie bulki)

      Szpinak rozmemlany i zasmarzany (a z wody jest taki dobry)Czerwone buraczki w
      formie zasmarzanej papki

      Herbata z dodatkiem soku lub konfitur (specjalnosc mojego ojca, ktory nadal
      uznaje mnie za "dziwaczke" bo od kilkunastu lat pije rozne herbaty, ale bez
      cukru)
    • e_katt gramatura i struktura jedzenia.. 23.08.04, 21:41
      Nie znoszę, kiedy jedzenie ma postać rozgotowanej ciapy,
      na którą składają się przetarte niemowlęco warzywa
      (dajmy na to przesmażone buraczki jako nieśmiertelny dodatek do mielonego -->
      zresztą, unikam tego zestawu, jak mogę, no nie lubię po prostu i tyle):
      nie lepiej podać je (skoro przy burakach już jestem ;-)
      w formie cienkich plastrów, żeby choć trochę rozgryzania było?

      Nie lubię też takich 50-składnikowych sałatek,
      składających się z różnistych warzyw maksymalnie rozdrobnionych
      (w drobniutą kosteczkę, cieniutkie paski), plus - obowiązkowo -
      z sałatą pokrojoną nożem <a co!!>, skrzętnie i z należytą jej atencją <LOL>,
      z różnymi skarbami wygrzebanymi z puszek (smutny groszek..),
      zalanych oczywiście toną MAJO!!
      Taka polska-sałatka-jarzynowa, numer obowiązkowy przy różnych biesiadach,
      imieninach, urodzinach, weselach, chrzcinach itede. Feee!!


      • ziemiomorze Re: gramatura i struktura jedzenia.. 24.08.04, 12:55
        e_katt napisała:
        > Nie lubię też takich 50-składnikowych sałatek,
        > składających się z różnistych warzyw maksymalnie rozdrobnionych
        > (w drobniutą kosteczkę, cieniutkie paski), plus - obowiązkowo -
        > z sałatą pokrojoną nożem <a co!!>, skrzętnie i z należytą jej atencją &
        > #60;LOL>,
        > z różnymi skarbami wygrzebanymi z puszek (smutny groszek..),
        > zalanych oczywiście toną MAJO!!

        To mnie zadziwia do dzis - przekonanie, ze salatka musi byc
        pokrojona 'drobniutko' - w efekcie na talerzu laduje cos, co wyglada, jakby -
        prosze o wybaczenie - bylo juz pogryzione.

        Dziekuje, wole sama.

        A - co do salatek: vinegret, uczyniony z ordynarnego oleju zamiast oliwy.

        zet
        • e_katt Re: gramatura i struktura jedzenia.. 24.08.04, 13:30
          > To mnie zadziwia do dzis - przekonanie, ze salatka musi byc
          > pokrojona 'drobniutko' - w efekcie na talerzu laduje cos, co wyglada, jakby -
          > prosze o wybaczenie - bylo juz pogryzione.

          A może takie kompozycje mają być (w zamierzeniu osoby, która ją przygotowała)
          sałatką-niespodzianką!!

          Ładują ci coś takiego na talerz,
          przebogate toto składnikowo
          (polska gościnność, czym chata bogata, postaw się a zastaw.. itede)
          i domyślaj się (przegrzebując się widelcem przez fale majonezu)
          z czego tę sałatkę zrobiono..

          No, doprawdy, kupa zabawy z tym jest ;-DDD
      • Gość: Cynamoon Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.04, 22:18
        Podpisuje sie pod wiekszoscia, zwlaszcza makaronem i wogole niedocenianiem
        al'dente.

        Dla mnie barbarzynstwem jest gotowanie zup na miesie ( zgory mowie, ze nie
        wszytskich), a zwlaszcza ochlapach typu korpusy szyjki czy skrzydelka kupione w
        hipermarkecie.
        A juz niedopuszczalne jest dla mnie gotowanie na ww pomidorowki ze swiezych
        pomidorow. Toz to profanacja!
        Podobnie zupa jarzynowa, barszczyk ukrainski i kazdy inny...
        Mieso dopuszczam w grochowce, kapusniaku i rosole.
        Albo taki rosol wlasnie: Ludzie wkladaja udko z hipermarketu z przylegloscia
        albo garsc zoladkow (tak, tak), wrzucaja vegete i nazywaja to rosolem.

        Inna herezja kuchenna bylo dla mnei jedzenie pierogow z soczewica ze
        skwarkami :-)
        Ale teraz w sumie juz mnie to tak nie wzrusza...
        No, chyba ze ktos taka calosc nazywa daniem wegetarianskim.

        Barbarzynstwem jest rowniez smazenie na oleju za 2.99zl a zwlaszcza, gdy smazy
        sie np. 6 kotletow w panierce i po usmazeniu 3 ktore mieszcza sie na patelni
        nastepne 3 smazy sie na tluszczu ze zweglona panierka...
        Albo smazenie na margarynie.

        No i jedzenie owocow zaraz po obiedzie...
        owoce trawia sie najszybciej, jedzone na tzw deser gnija i fermentuja w
        zoladku...

        No i picie do obiadu Vermutu, to juz szczyt.

        sporo tego, i pewnie jeszcze cos mi sie wyswietli...;-)))
        • hania55 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 23.08.04, 22:34
          W ogole zaprawianie zup i sosow maka (nie mowie tu o beszamelu) - brrrr...
          Rozciapciane warzywa z roztopiona w mikrofali margaryna (zdrowiej niz maslo) +
          tarta bula. BLLLLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!
          Serwowanie cieplego bialego wina. Serwowanie wina w kieliszkach o pojemnosci
          tzw. literatek.
        • ziemiomorze Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 12:59
          Gość portalu: Cynamoon napisał(a):

          > i notoryczne karmienie dzieci parowkami.
          > Nie raz widzialam taka scenke, ze matka kupuje w sklepie parowke i od razu na
          > miejscu sciaga plastik i daje rocznemu dziecku w wozku...

          A powiedzialas jej, z czego sa parowki i ze jesli musi tym karmic dziecko, to
          lepiej niech wyjalowi przed uzyciem?

          Generalnie - wpychanie w dzieciaki jakiegos wysokoprzetworzonego syfu -
          'chlebek' koniecznie bialy i 'buleczki' tez, z 'szyneczka', bron boze bialego
          sera czy jakis warzyw.

          z.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka