Dodaj do ulubionych

pozorne oszczędzanie :-)

07.09.04, 15:31

temat i pomysl zapozyczylam od giezik zas ekonomia w kuchni autorstwa mojego
Taty jest (choc i nie tylko ponoc) :-)

wiec jednym ze sposobow jest gotowanie wody na zapas, tuz po nalazniu do
czajnika ( dooo pełna;)), niezaleznie od tego czy ktos chce pic cos cieplego
czy nie;-) oczywiscie po to by pozniej zuzywalo sie mniej gazu do ponownego
gotowania a dodatkow woda gotowana jest na minimalnym gazie- oczywiscie
ponownie w celu oszczednosci ;-) he he


znacie podobne pomysly 'nienarazania' budzetu domowego?:-)
Obserwuj wątek
    • egipcjanka15 Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 15:34
      No, patrz, a myslalam, ze nie mam rodzenstwa. Skad znasz mojego Ojca?

      Moj jeszcze stosuje recycling zapalek. Jesli jeden gaz juz jest wlaczony i
      potrzeba drugi, to nie bierze nowej zapalki, tylko przesuwa garnek i przenosi
      plomien zapalka wczesniej uzyta.
        • egipcjanka15 Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 15:40
          No przechowuje. Kolo kuchenki jest mala popielniczka na zapalki zuzyte, ale nie
          z mysla przechowywania, tylko jako podreczna smieciolka, zeby z kazda zapalka
          do kosza nie latac (duza jest). I dlatego mowie, ze uskutecznia recycling ;-)))
        • hania55 Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 15:41
          Mój ojciec uważa używanie ręczników papierowych za rozrzutność, a jeśli już
          uzna, że można ich użyć, długo namyśla się, czy oderwać 1 czy 2 płatki. Nigdy
          jeszcze nikt nie odkrył dlaczego tak ma.

          PS. Ja się domyślam, kto ze strony Giezika robi takie oszczędności ;-)))
      • chloee Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 15:38
        nie! nie! nie!

        skad znasz Mojego Tate!? ;-) z zapalkami robi doookladnie to samo...uuuwielbia
        odpalac od junkersa ;-) a co do junkersa, to z uwagi na oszczednosc gazu jest
        wyłaczany jesli nie jest uzywany, w zwiazku z czym tzreba go wlaczac prawie, ze
        kazdorazowo:-) ( a na samo rozpalenie zuzywa sie troche gazu no i ta
        nieszczesna zapalka ) ha ha
      • Gość: Barbara witam wirtualne siostry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 15:38
        W zyciu,ze mam siotry, to wiem, ale ze jest ich wiecej... jak nazywaja sie wasi
        ojciowie! Moj zawsze robil to samo... jedna zapalka na jakies tysiac zapalen
        palnika i wieczne, po prostu wieczne "podgotowywanie" wody na najmniejszym
        ogniu. A o spalaniu skorek od cytryny na malym gazie slyszalyscie? Wtedy i
        skorki sie nie wyrzuca i zapach w kuchni cytrynowy sie unosi. Kurcze,teraz nie
        mialabym nic przeciwko jego fanaberiom...
      • gocha221 Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 21:27
        ten numer z zapalkami stosuje tez moj chlopak!!!! jak mnie to denerwuje:-)) ma
        25 lat i nie wiem skad mu sie to wzielo, bo jest to jedyna oszczednsc jaka w
        ogole prowadzi, nie tylko w kuchni. zreszta akurat na zarcie jest w stanie
        prawie kazde pieniadze wydac, bo straszny z niego lakomczuch.
        ostatnio kupilam zapalniczke do kuchenki bo tego ponownego uzywania zapalek
        nie moglam zniesc:-)))
    • Gość: jo.hanna Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: 5.5R5D* / *.amgen.com 07.09.04, 15:42
      dodaje do twojej listy:
      torebki plastikowe i papierowe "prostowane" pod deska do krojenia lub--to
      najlepsze!-pod poduszkami na kanapie lub na krzeslach (moja byla tesciowa)
      gotowanie makaronu lub warzyw na "zapas" i odswiezanie ich poprzez przelewanie
      goraca woda lub, zgroza, trzymanie ich w wodzie (tez moja byla tesciowa)
      mrozenie serow
        • marghot Re: w zyciu! 07.09.04, 15:50
          Mama mojego kolegi wyliczyła, że wyłączając na noc junekrs jest w stanie
          zaoszczędzić ok. 4zł (było to kilka lat temu), dlatego co noc wyłaczła
          urządzenie.
          Z zapałkami był taki system u nas w domu na przełomie lat 70-80. Również w tym
          czsie kilkikrotne urzywanie tego samego arkusza papieru śniadaniowego (może był
          trudno dostępny?)
    • chloee Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 15:53

      hihi ten watek zaczyna sie nadawac do 'Błędów Matrixa' na FH :-)

      ale jest cos, co moge podac na usprawiedliwienie mojego Taty, to to, że On to
      Poznaaaaniok jest :-)

      a kolejny system oszczednosci (juz nie Taty:)) to: zostawianie tłuszczu na
      patelni, np od smazonej ryby ( nawet jesli jest go tam prawie wcale;) po to by
      potem usmazyc na tym np nalesniki ( ktore zazwyczaj, przynajmniej te pierwsze,
      nie nadaja sie do jedzenia,bo oczywiscie smak nie ten) :-)
        • Gość: Cynamoon Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 16:19
          Mam tego samego tate co Wy. Tylko u niegow domu na zapalki sluzy aluminiowy
          pozlacany "kieliszek" od wodki, pewnie z czasow komuny.
          Rodzice co prawda piecyka nie maja, ale jak ojciec wychodzi na 3 sekudny z
          pomieszczenia to gasi swiatlo, zeby za chwile znow je zapalic. Tlumaczylam, ze
          w ten sposob zuzywa wiecej energi na "iskre" (ponoc to kosztuje tyle ile 6
          minut swiecenia sie zarowki o sredniej mocy :-) ale on i tak wie lepiej.I gasi.

          A co do piecykow, to ja mam starozytny Termet. Od kiedy wylaczam go na noc i na
          czas jak wychodze z domu moje rachunki zmalaly o conajmniej 70zl. A poza tym,
          gazu nie oszczedzam.
          Ale zeby Junkers tez tak ciagnal, to nie uwierze ;-)))
            • ela.tu-i-tam Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 17:08
              Ja tez to wszystko znam!
              Moj tato wkladal gazety pod dywan.
              W domu sa zapalki kupione za komuny, bo gaz sie zapalalo raz na dzien, i maly
              plomyk "oszczedzal" zapalki. Teraz jest plyta gazowa z iskierka, wiec te
              zapalki maja szanse przetrwac sto lat, juz jest je szkoda wyrzucic, bo to
              zabytek.
              Znam gaszenie swiatla gdy sie wychodzi z pokoju.
          • Gość: jo.hanna jeszcze jedna oszczednosc? IP: 5.5R5D* / *.amgen.com 07.09.04, 17:06
            moi holenderscy znajomi wiedza, ile jest ziemniakow w kilogramowym worku i
            kalkuluja, ile kg pyr im potrzeba na caly tydzien. Tak samo z chlebem.
            Najlepsze jest pytanie ile kromek chleba musza dla mnie rozmrozic na
            sniadanie :-)Czy musze dodawac, ze byl to jeden z powodow przeprowadzenia sie
            do Belgii?
            A propos mojej bylej tesciowej: odkladanie wszystkich skor z kury, tluszczu
            odkrojonego od wieprzowiny, itp aby potem dodac to, zmielone, do plackow
            ryzowych;
            • ela.tu-i-tam Re: jeszcze jedna oszczednosc? 07.09.04, 17:13
              Gość portalu: jo.hanna napisał(a):

              > moi holenderscy znajomi wiedza, ile jest ziemniakow w kilogramowym worku i
              > kalkuluja, ile kg pyr im potrzeba na caly tydzien. Tak samo z chlebem.
              > Najlepsze jest pytanie ile kromek chleba musza dla mnie rozmrozic na
              > sniadanie :-)Czy musze dodawac, ze byl to jeden z powodow przeprowadzenia sie
              > do Belgii?

              Holendrzy znani sa jako najgorsi turysci we Francji, przywoza ze soba wszystko,
              nawet wode w butelkach, cukier, make i sardynki. Nawet Anglicy z kempingow
              mniej licza ...
              • Gość: jo.hanna oszczednosc czy sknerstwo? IP: 5.5R5D* / *.amgen.com 07.09.04, 17:58
                podobno Szkoci to Holendrzy wyrzuceni z kraju za rozrzutnosc:-)A piloci wiedza,
                ze leca nad Holandia bo widac biale pasy na polach. Holendrzy susza uzyty
                papier toaletowy. Tak przynajmniej mowi moj holenderski malzonek.

                Holendrzy wioza tez ze soba ziemniaki i Heinekena. Mialam okazje podsluchac
                rozmowe dwoch Holendrow w jednym z bistro w Paryzu. Narzekali, ze nie ma piwa
                na menu.
                • Gość: Nobullshit Re: oszczednosc czy sknerstwo? IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 07.09.04, 18:04
                  Przyjaciółka wyszła była za Holendra, i opowiadała, że jeśli przyjdziesz
                  niezapowiedziany w porze obiadu, to posadzą cię przy osobnym stole,
                  z kawą, a sami w tym czasie będą jedli.

                  A gdy zaproszą na kawę, to ciasteczka obniosą, a potem odstawią.
                  Jeśli są bardzo gościnni, obniosą ciasteczka drugi raz.

                  Ale...
                  ...Holendrzy są bogaci, a my, Polacy, z naszym "zastaw się, a postaw się",
                  biedni.

                  I ale drugie - jak zwykle są wyjątki - nigdzie za granicą nie spotkałam się
                  - jako cudzoziemka - z taką otwartością i gościnnością tubylców jak w Holandii,
                  • Gość: jo.hanna Re: oszczednosc czy sknerstwo? IP: *.kabel.telenet.be 07.09.04, 21:11
                    o, kazda nacja ma cos za kolnierzem. Flamandowie wsrod ktorych teraz mieszkam
                    tez. Oszczedzaja na ogrzewaniu i pradzie elektrycznym. Ale jedzonko maja OK,
                    czego nie moge powiedziec o Holendrach. I to czestowanie zakaskami na
                    urodzinach: wzielam kostke sera i zaraz zabrano talerz, wiec opita ichniejszej
                    kawy dostalam trzesionki kofeinowej i wyszlam glodna. Za to mojego Holendra
                    doprowadza do szalu polskie dokarmianie gosci w stylu "chcesz 5 kawalek tortu?"
                    "Nie dziekuje" "No to masz sernika", podawanie jednoczesnie bigosu, kotletow,
                    kapusty, buraczkoz, pieczeni, golabkow, mizerii i marchewki z groszkiem.
            • Gość: Hela Re: jeszcze jedna oszczednosc? IP: *.bb.online.no 07.09.04, 21:53
              Ha! Myslalam, ze to wszystko tylko mit! Wszyscy Holendrzy, ktorych znalam mieli
              neurotyczne podejscie do oszczedzania i liczenia, takze w kuchni. Nawet
              NOrwegowie wypadaja przy nich jak skonczeni hedonisci.
              Pamietam herbatke proszona u holenderskiej kolezanki, gdzie na 6 osob podano 6
              herbatnikow.
          • barba50 Re: pytanie za 100 pkt 07.09.04, 17:09
            Gość portalu: Barbara napisał(a):

            > Uff, ulzylo mi, bo myslalam, ze to przegiecie. A czy masz jakis przepis na
            > dobre nalesniki? Moje ostatnio (dawno, dawno temu) wyszly w charakterze
            > podeszwy....

            A dodałaś do ciasta jajko? Pytam dlatego, że mój biedny nudzący się w domu mąż
            z nogą w gipsie "uraczył" mnie właśnie takimi naleśnikami...
            Okazało się, że zrobił ciasto tylko z mąki i wody...
            Jako dobra żona naleśniki mimo wszystko pochwaliłam...
            Wpisz naleśniki w wyszukiwarkę - znajdziesz duużo dobrych przepisów.

            Pozdrawiam
            Barbara /też/
          • Gość: jo.hanna Re: pytanie za 100 pkt IP: 5.5R5D* / *.amgen.com 07.09.04, 17:11
            ja robie nalesniki z 3 zoltek i 1 calego jajka. Do tego dolewam mleko (szklanka
            lub wiecej) i dosypuje make (ok 1 szklanki), gdy ciasto jest bez grudek, dodaje
            2 lyzki roztopionego niesolonego masla. Ciasto musi byc gestosci smietany.
            Odstawiam na 1 godzine. Potem sprawdzam jeszcze raz konsystencje i ew. dolewam
            mleka.
            Usmazone nalesniki mozna zamrazac, ale bez nadzienia, przelozone pergaminem
            kuchennym i zawiniete w folie plastikowa
                  • Gość: Jo.hanna Amerykanskie nalesniki czyli pancakes IP: 5.5R5D* / *.amgen.com 07.09.04, 17:53
                    Ciasto jak na nalesniki, tylko b. geste, dodac proszek do pieczenia (ok 1/2
                    lyzeczki i 4 lyzki stopionego masla. Najpierw ubijasz jajka z mlekiem. Osobno
                    mieszasz make i srodki spolchniajace. Wlewasz mleko do suchych skladnikow i
                    mieszasz tylko po to, zeby maka byla mokra (ok 20 machniec lyzka). Dluzsze
                    mieszanie powoduje, ze pancakes sa gumowate. Ciasto powinno miec grudki. Odstaw
                    na kilka godzin. Najlepiej jednak odstawic na noc do lodowki i smazyc
                    nastepnego dnia. Jesli chcesz superduper pancakes to zamiast mleka daj
                    maslanke, i wtedy oprocz proszku do pieczenia musisz dodac sodke (ok 1/4
                    lyzeczki). Ja lubie dodawac do ciasta swieze czarne jagody, starte na grubej
                    tarce jablka, pokrojone banany, plasterki brzoskwini....No i oczywiscie
                    konieczny jest syrop klonowy, ten prawdziwy a nie Aunt Jemima
        • ka2 Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 18:36
          może oglądał ten program w TV co ja kiedyś, tyle że ja się nie stosuję do rad w
          nim zawartych bo uważam, że nie po to ktoś pilota wymyślił, żeby z palca tv
          wyłączać
          to był program typu " zrób to sam " ( albo z samicą, jak mawia mój brat :)
          czyli jak zaoszczędzić domowymi sposobami, no i tam było dokładnie wyliczone
          ile kasy kosztują rocznie te włączone światełka w telewizorze, pralce itp.
        • emka_1 Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 18:56
          hehe:) mój tata jest metrologiem od prądu ( co prawda od sterowania układami
          elektro-energetycznymi i do tego bardziej teoretycznie)no i w końcu przekonał
          mnie (przy udziale moich rachunków za prąd:( stand by przy większej ilości
          sprzętu ciągnie prądu za stówkę w ciągu roku. niby nie dużo, no więc nie
          wyłączam wszystkiego za każdym razem, ale jeśli nie korzystam dłużej niż parę
          godzin - wyłączam.
    • aga_piet Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 18:13
      Moja Teściowa i jej siostra mają zwyczaj przechowywania wszelkiego rodzaju
      pojemniczków po np. lodach aby można było weń zapakować ewentualne ciasto (po
      imprezie dla gości do domu). I bardzo wzruszył mnie kiedyś wygląd pomytych i
      suszących się TACEK STYROPIANOWYCH PO MIĘSIE. Na późniejsze ciasto :-DDDDD.
    • Gość: ubawiona Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 21:58
      A moja znajoma miała babcię, która przeżyła I wojnę światowa, rewolucję, wojnę
      20-tego roku, II wojnę światową i lata siedemdziesiate pozornej prosperity
      zastały ją z dużym zapasem wiekowego szarego mydła w blokach. Przy robieniu
      porządków nigdy nie chciała się go pozbyć ku ogólnej radości młodego otoczenia.
      Aż przyszły lata osiemdziesiąte, niemowlęta w rodzinie i mydło (to zabawne
      mydło) stało się ogólnym sukcesem rodzinnym. No cóż... Idę spać...
    • aga_piet Re: pozorne oszczędzanie :-) 07.09.04, 22:55
      No dobra... przyznam się, że zbieram foliowe siatki ze sklepów...
      Nie wyrzucam, noszę zawsze kilka w plecaku na zakupy, aby nie brać nowych. I
      tak zawsze jakieś nowe dojdą, a ja lub mąż, raz na jakiś czas, muszę cały wór
      wrzucić do „plastików” bo się już nie mieszczą w szufladzie...
      Wiecej grzechów nie pamiętam...
      • Gość: szopen Niepozorne IP: 204.79.89.* 08.09.04, 04:43
        Na zapalczanych oszczednikow najlepsza jest reczna zapalarka do gazu taka
        piezoelektryczna cos jak w zapalniczce. Latwo przekonac ze to lepsze jak
        zapalki. I bezpieczniejsze.

        Wylaczanie junkersow rzeczywiscie oszczedza gaz, ponowne zapalenie tego gazu
        ciut zuzywa ale mniej. Prosty dowod: po okreceniu cieplej wody i starcie
        junkersa szybko pojawia sie bardzo goraca woda, To woda nagrzana przez ow maly
        plomyczek "pilot light". A poza tym to jest bezpieczniejsze ze wzgledu na
        mozliwy wyciek gazu.

        Wylaczanie stand by z domowej elektroniki.
        Kiedys czytalem ze w przecietnym amerykanskim domu to daje ok 140$ oszczednosci
        rocznie.

        Wylaczanie swiatla.
        O ile sie nie myle ponowne wlaczenie nie zuzywa pradu "na iskre" to tylko w
        przypadku silnikow elektrycznych.

        Niby wszystko fakt ale ja oprocz wylaczania swiatla wychodzacz pokoju innych
        rzeczy nie robie.
        Tak latwiej.
        • Gość: szpak Re: Niepozorne IP: 149.250.252.* 15.12.04, 14:38
          W zarowka tez tak jest. Nazywa sie to bodajze SEM - sila elelktromechanichna
          indukcji, czy cos podobnie i doswiadczenia fizyczne pokazuja bardzo wyraznie
          zwiekszony pobor mocy przy wlaczaniu i wylaczaniu zarowki (obwodu in general).
    • Gość: Andrzej Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: *.poch.com.pl 08.09.04, 07:19
      Moją żona bardzo lubi kupować w marketach różne gatunki serów bo jest "taniej"
      (ja sera raczej nie jadam) po czym wkłada je do lodówki no i zapomina. Po
      tygodniu wyjmuje zielony zółty ser kroi i zanosi do pracy kotom, ale to nie
      istotne, ważne że kupiła taniej niż w sklepie osiedlowym.
        • jadzia79 Re: pozorne oszczędzanie :-) 18.10.04, 15:00
          przez takie oszczedzanie mamy mojego chlopaka wyrzucilam ostatnio sos
          pomidorowy w sloiku, oliwki,ogorki w sloiku, ryz, ze 3 puszki owocow,sosy
          gotowe z torebi( ze 7),gotowe ciasto dr Ötkera,szparagi w sloiku sa jeszcze ale
          boje sie otworzyc(sloik wyglada staro, ale data waznosci jest ok), i duzo
          innych rzeczy.
          W piwnicy leza po kilka folii aluminiowych, floii do zamrazania, folia do
          pakowania. W sumie w calym domu znalzlam okolo 10 przylepow na muchy. Ktos
          musial kupowac nowe i zapomniec??? he
          Nie pojmuje tego rozumowania, a staram sie.
          Jestem tu okolo rok czasu i jeszcze nie zuzylam wszystkiego co bylo i jest w
          zamrazalce...
          Kupowac na zapas, ale z zamiarem zjedzenia tych rzeczy kiedys!!
    • dodwig2 Ach te dzieci 08.09.04, 07:59
      Mam koleżankę, która jest bardzo "oszczędna" zawsze liczy się z każdym groszem,
      oszczędza prawie na wszystkim interesują ją wszelkiego rodzaju promocje,
      obniżki, robi niebotyczne zapasy na zimę ale swojemu synowi (jedynakowi) 7,5
      latkowi, kupuje wszystko o czym ten pomyśli lub nawet jescze nie, zabawki na 5
      minut ma ich całe kartony, ksiązeczki których ten nieczyta - nie lubi czytać -
      o ubrankach nie wspomnę, np. 2 lata temu kupiła takie urządzenie do robienia
      parówek w bułce (to po wycieczce do Czech - i po ich parkach w rochliku), bo
      synkowi bardzo to zasmakowało i w domu zrobiła tę potrawę 1 raz (przez 2
      lata) takich przykładów mogłabym mnożyć
    • bnew Re: pozorne oszczędzanie :-) 08.09.04, 08:22
      moja żona kupuje w promocji dwa produkty w cenie 1 bo tak robią u nas w sklepie
      jak się kończy data ważności, oczywiście ważność produktu kończy się w dniu
      kupienia, wszytko jest ok jak np kupi dwa jogurty bo zjemy od razu (chociaż jej
      molion razy powtarzam kup sobie jeden świeży bo stary jogurt to nie to samo),
      ale czasami przegina ostatnio kupiła jogurt z margaryną kasią której nigdy nie
      używamy, nie używaliśmy i nie będziemy używali, no po prostu oniemiałem, na
      drugi dzień oczywiście wywaliłem margaryne do kosza (przeterminowana) i po raz
      100ny wznowiłem kazanie żeby nie kupowała w takich promocja tylko kupiła sobie
      normalny świeży pojedynczy produkt bo i tak w promocji korzysta z jednego z 2
      więc to wszystko nie ma sensu, ale chyba napis promocja w sklepie jest
      silniejszy od moich perswazji.
    • Gość: elektryk Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: *.poch.com.pl 08.09.04, 08:28
      Moja teściowa używa do dzisiaj ruskiej lodówki (chyba ze 30 lat ma to monstrum,
      oczywiście to wiek lodówki a a określenie jej to hihi możecie się domyślać),
      pracuje non stop bo nieszczelna, energii zużywa tyle że można oświetlić cały 10
      piętrowy blok ale nowej nie kupi "bo przecież mrozi" a i pieniążków szkoda.
      Dodam że po mieszkaniu porusza się prawie po omacku bo oszczędza oświetlenie !
    • funana Re: pozorne oszczędzanie :-) 08.09.04, 09:29
      Moi znajomi pojechali kiedyś do Skandynawii do pracy na farmie. Farma daleko od
      cywilizacji, więc gospodarz robił dla nich zakupy. Owi znajomi przed wyjazdem
      dostali parę praktycznych porad nt. oszczędzania na wyjeźdxie i dotyczyły one
      również tego, by kupować mrożony chleb, bo jest najtańszy. Tak więc za każdym
      razem prosili gospodarza o kupienie mrożonego chleba. No i co sie okazało?
      Kiedyś gospodarz przyszedł do nich zawstydzony, że kupił chleb, ale jeszcze nie
      zdążył się zamrozić w jego zamrażarce. W najbliższym sklepie nie było mrożonego
      chleba i chłopina kupował Polakom świeży chleb po czym zamrażał u siebie, by wg
      życzenia dawać im mrożony:-))
      Mam też przyjaciółkę, która widowiskowo rozstała się ze swoim narzeczonym.
      Pojechali na wakacje (jesienia miał być ślub)do Francji, umówili się, że
      wspólnie za te wakacje płacą (oboje pracujący i nienajgorzej zarabiający). Po
      powrocie do kraju narzeczony wyciągnął kajet (he he a ona myślała, że Ulubiony
      co wieczór pisze pamiętnik i jest taki romantyczny)i przedstawił jej
      rozliczenie łącznie uwaga z toaletami i jakimś groszem danym biedakowi po
      drodze. Przy większości kwot w kajecie były komantarze uzasadniające wydanie
      danej kwoty. No i ślubu nie było!
      • Gość: Aneta moja ciocia:) IP: 81.15.254.* 08.09.04, 09:51
        Ja mam ciocię, która oszczędza na czym tylko się da. W automacie nie pierze, bo
        za dużo prądu ciągnie i zużywa dużo wody. Kupiła automat po to, żeby parę razy
        do roku wyprać pościel, którą zbiera brudną tak, żeby całą pralkę zapakować. A
        to pranie (z gotowaniem pościeli) trwa raptem jakieś 20 - 30 minyt. Ciocia cały
        czas siedzi przy tej pralce i ją podkręca, żeby szybciej skończyła. A takie
        normalne pranie robi we frani. Oczywiście ciepłej wody z krany do pralki wlać
        nie mozna, więc gotuje wodę w garach (nie ma liczniku gazu, więc wychodzi jej
        taniej) a potem wlewa ją do pralki. Oczywiście po praniu nie wylewa wody, bo
        przecież można nią spłukiwać sedes. Tak więc stoi ta woda w wiaderkach i
        miseczkach, która po kilku dniach już nie za ładnie pachnie i nią należy
        spłukiwać sedes. Tak samo jest z oszczędzaniem wody w innych przypadkach.
        Przecież każdą wodę można użyć parę razy. Po zmywaniu naczyń wody tej jeszcze
        się używa do umycia podłogi (co z tego że jest tłusta, czy coś takiego), a
        potem oczywieście jeszcze do spłukiwania sedesu. Już nie spominając, że jak się
        zmyje po śniadaniu, to wodę zostawia się do zmywania naczyń z obiady, no i
        jeszcze potem kolacja:) Co do światła to ciocia wieczorem praktycznie go nie
        pali. Latem siedzi wieczorami na balkonie a zimą znajduje sobie zajęcia, które
        można robić w ciemnościach np. modlitwy albo idzie posiedzieć u siąsiadki.
        • Gość: szopen oszczedni IP: 204.79.89.* 08.09.04, 10:13
          Tu u mnie ludzie wieczorem wychodza na ulice siedza sobie w grupce pod latarnia
          bo swiatlo za darmo i rozmawiaja, albo siedza i czytaja gazety, ksiazki.
          Spotkalem sie z ludzmi ktorzy spusczaja wode z kaloryferow i uzywaja jej do
          splukiwania toalety (niezle nie???).
          Ale powiedzmy sobie szczerze ze wiekszosc takich oczedzajacych nauczylo tego
          zycie i to nielekkie zycie.
          • Gość: mewa Re: oszczedni IP: *.crowley.pl 08.09.04, 10:43
            Sąsiad z mojego piętra (VIII) po wjechaniu pod drzwi mieszkania naciska guzik
            na piętro V - "żeby było sprawiedliwie dla tych z góry i z dołu".
            Uwielbiam, kiedy słysząc,że ktoś wjechał na piętro szybciutko opuszczam
            mieszkanie w nadziei nie czekania na windę i.......muszę ją ściągnąć z V piętra.
          • beat Re: oszczedni 08.09.04, 10:44
            Jeśli chodzi o stand-by to daddy zamontował w przedłużaczu pstrzyczek-
            elektryczek który włącza gdy chce sobie skorzystać z kącika multimedialnego
            (sic!) to pstryk i może oglądać (ech ta złota rączka)
            Poza tym z wodą tak samo zużywają po kilka razy (w misce zawsze trzymają do
            przemywania rąk.
            a zamiast zapałek-ogryzków do odpalania gazu to gdy ich zabraknie odpalają
            rulonikiem gazetowym (nie raz były gorączkowe akcje z lataniem do wody bo ogień
            podpiekał paluszki...
          • Gość: Kari Re: Podsumowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.04, 10:55
            Szopen masz rację, oszczędność skądś się wzięła.
            Mimo wszystko najbardziej ubawiła mnie "długość rury" (z łazienki bliżej) i
            wyłączanie kolorów w telewizorze. Rewelacja!
            Aha, jeszcze powiedzenie: "zrób to sam" ale lepiej z samicą. Prawie spadłam z
            krzesła.
            Pozdr.
        • ruda_szczurka Re: moja ciocia:) 12.10.04, 23:32
          Gość portalu: Aneta napisał(a):

          > Ja mam ciocię, która oszczędza na czym tylko się da. W automacie nie pierze,
          bo
          >
          > za dużo prądu ciągnie i zużywa dużo wody. Kupiła automat po to, żeby parę
          razy
          > do roku wyprać pościel, którą zbiera brudną tak, żeby całą pralkę zapakować.
          A
          > to pranie (z gotowaniem pościeli) trwa raptem jakieś 20 - 30 minyt. Ciocia
          cały
          >
          > czas siedzi przy tej pralce i ją podkręca, żeby szybciej skończyła. A takie
          > normalne pranie robi we frani. Oczywiście ciepłej wody z krany do pralki wlać
          > nie mozna, więc gotuje wodę w garach (nie ma liczniku gazu, więc wychodzi jej
          > taniej) a potem wlewa ją do pralki. Oczywiście po praniu nie wylewa wody, bo
          > przecież można nią spłukiwać sedes. Tak więc stoi ta woda w wiaderkach i
          > miseczkach, która po kilku dniach już nie za ładnie pachnie i nią należy
          > spłukiwać sedes. Tak samo jest z oszczędzaniem wody w innych przypadkach.
          > Przecież każdą wodę można użyć parę razy. Po zmywaniu naczyń wody tej jeszcze
          > się używa do umycia podłogi (co z tego że jest tłusta, czy coś takiego), a
          > potem oczywieście jeszcze do spłukiwania sedesu. Już nie spominając, że jak
          się
          >
          > zmyje po śniadaniu, to wodę zostawia się do zmywania naczyń z obiady, no i
          > jeszcze potem kolacja:) Co do światła to ciocia wieczorem praktycznie go nie
          > pali. Latem siedzi wieczorami na balkonie a zimą znajduje sobie zajęcia,
          które
          > można robić w ciemnościach np. modlitwy albo idzie posiedzieć u siąsiadki.


          az strach zapytac w ktorej wodzie ciocia myje zeby albo głowe..? ale zadna
          odpowiedz mnie chyba nie zdziwi ;)
    • iza-bela Ale się ubawiłam! Super wątek! 08.09.04, 10:43
      Ale wiecie co? Nie było ograniczenia, że mamy pisać o wszystkich tylko nie o
      sobie. A tu koleżanki, ojcowie, mamy, teściowie...... A my tacy nieskazitelni?
      Czy nie razi nas to co sami robimy?
      Ale, ale ja też o rodzinie:
      Moja Mama myje woreczki, w które coś tam pakują w sklepie. Wiecie, to chyba
      gorsze od tych tacek styropianowych, bo żeby to umyć trzeba zużyć mnóstwo wody.
      Kupiłam Jej jakiś czas temu woreczki w paczuszkach po 1000 sztuk. Różnej
      wielkości. Do tego reklamóweczki na rolce. Wychodzi dosłownie po jakieś części
      grosza za sztukę. Nic to. Przyjeżdżam do domu rodzinnego jakiś czas potem
      i ....... Mamusia myje/pierze woreczek. Ręce mi opadły! Nie potrafię jej
      przekonać!
      A Teściowa gotuje na olbrzymim gazie, płomień dosłownie "zamyka" się nad
      garnkiem, bo..... tak jest szybciej.
      Przyjrzę się sobie dzisiaj w domu, czy naprawdę nie ma się do czego
      przyczepić :)
      • jadzia79 Re: Ale się ubawiłam! Super wątek! 18.10.04, 15:15
        1. wylaczam swiatlo jak wychodze z pokoju( ale nie jak do ubikacji)
        2.czasem przekrawam na pol tubki po kremach, pastach do zebow idt.przyznaje sie
        a co
        3.jak mam duzo raklamowek to sluza zamiast workow na smieci
        4. jak myje zeby to zakrecam wode, bo po co ma leciec...
        5. jak gotuje wode w czajniku wlewam, zeby przykrylo grzalke( szybciej i po co
        mi wiecej goracej wody)
        z ta woda to raczej dla srodowiska
        ale pod prysznicem stoje dlugo,komputer jest wlaczony nawet tydzien czasu
        (wylaczam zeby mu przerw zrobic, radio gra prawie caly czas i takie tam
        • Gość: Zbysiu Re: Ale się ubawiłam! Super wątek! IP: 195.117.230.* 20.10.04, 12:11
          Jadzia, z tą wodą to nie pozorna oszczędność, tylko faktyczna. Mieszkamy z żoną
          w wynajętym mieszkaniu. Codziennie się kąpiemy, wody używamy rozważnie, tzn.
          jak mycie zębów, to woda nie leci cały czas, jak prysznic, to spłukanie,
          wyłączenie wody, mydlenie, włączenie wody i ponowne spłukanie. Właścicielka jak
          sama mieszkała to musiała dopłacać do wody, bo zawsze jej więcej wychodziło. My
          zawsze mamy zwroty, bo zużywamy mniej niż jest prognozowane.
          Pozdrawiam.
    • Gość: ubawiona Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: 213.17.230.* 08.09.04, 12:18
      Chyba takie zabawne to wszystko nie jest. Część opisywanych tu przypadków, to
      wynik braku pieniędzy albo wynik ciężkich przeżyć. Jeśli ktoś oszczędza na
      czymś bo sobie ubzdurał, to jedna kwestia, ale jeśli ktoś musi wszystko liczyć,
      żeby przeżyć jakoś do końca miesiąca, to już poważniejsza sprawa chociaż na
      pierwszy rzut oka śmieszna.
      Uczestnicząc w polskim życiu codziennym zupełnie nie widać, żeby ktoś na czymś
      oszczędzał. Ale jak się przyjrzeć bliżej, za zamkniętymi drzwiami, to wielu z
      nas ma jednak jakieś swoje pole do oszczędzania. I na tym polu wyczerpujemy
      temat oszczędności i dalej już poczynamy sobie jak wszyscy.
      • giezik Re: pozorne oszczędzanie :-) 08.09.04, 15:49
        To miało, być POZORNE, nie zależne od ciężkiej sytuacji finansowej.
        Bo np. takie torebki foliowe zbierane, by wykorzystac je jako worki do śmieci - to oszczędnośc ekologiczna
        Ale juz latanie z zapałką od palnika do palnika, czy też junkersa to już oszczędność delikatnie mówiąć wydumana. Bo jakby policzyć, te oszczędności w skali roku to gra nie warta świeczki (sory, zapałki)
        • chloee Re: pozorne oszczędzanie :-) 08.09.04, 15:58

          ano wlasnie, mialo byc i pozornie i kuchennie a wyszedl groch z kapusta
          (podtrzymujac konwencje kuchenna) :-)

          a i kolejne mi sie skojarzylo:

          zostawianie czegostam np majonezu w nieiwelkich ilosciach mimo, ze moznaby go
          zuzyc caly, ale 'niech zostanie na zas' i oczywiscie ow 'nazasiek' laduje w
          koszu, bo zepsuty :-)
    • Gość: El Padre Ja dziś zaoszczędziłem!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.04, 16:58
      Ja dziś też trochę "zaoszczędziłem" Mam fajny jednorazowy młynek z
      pieprzem włoskiej firmy "Drogheriia Allimentarii" (są i inne przyprawy)
      No i niestety skończył mi się wczoraj pieprz zupełnie niespodziewanie,
      ale poszukałem i znalazłem w szufladzie pieprz w całych ziarnakach.
      To uruchomiłem proces myślowy i wyszło mi, że jak lekutko podważę
      nożem tę plastikową zakręteczkę to ona zejdzie, ja nasypię ziarek,
      zatrzasnę i będę miał jak nowy :))) Jak pomyślał tak też i zrobił.
      Tylko, że Włosi też kombinują i dość ściśle założyli ten przykrywek
      który podczas podważania rozpękł się trochę ale nie do końca. Jak
      ściśnie się podczas mielenia to nawet dobrze miele. I to by było na tyle, ale...
      Kupiłem dziś dwie paczuszki pieprzu i dosypałem do pełna. Jak już
      dosypałem to pojechałem do Geanta i zobaczyłem, że nowy pełny młynek
      kosztuje 5,50 zł, a za dwie paczki pieprzu zapłaciłem na osiedlu po 2,30zł.
      Reasumując: mam za 4,60 młynek z pękniętą pokrywką z którą będę się
      mordował jeszcze przez pół roku (chyba że mnie wcześniej szlag trafi i
      cisnę nim przez okno) podczas gdy dorzucając 0,90 gr miałbym nowy z
      zawartością. To jest oszczędność!!!
      Ale to chyba po mamusi, która zawsze zamawiała sobie buty u szewca,
      bo ma kłopoty ze stopami. Płaciła ok.500 zł. W tym roku postanowiła
      zaoszczędzić i kupiła w sklepie za 200 zł. Nie dało się w nich chodzić.
      No to kupiła następne za 250 ze skutkiem podobnym.
      W zeszłym tygodniu pojechaliśmy do szewca:)))
      • Gość: babeczkaa do El Padre IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.04, 18:53
        no właśnie ja też mam ten młynek i już sie głowiłam jak go otworzyć żeby primo zaoszczędzic, drugie primo (tez ważne) by nie uszkodzic przy doładowywaniu :) No wiec jednak można jakoś napełnić go? ale poradź mi jak zrobić żeby się nie rozpękł????? da się? Pozdrawiam gestem oszczędnym,
        Babeczkaa
        • Gość: El Padre Do Babeczkii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.04, 19:31
          No właśnie mi się rozpękła ta plastikowa pokrywka. Tak nie do końca.
          Ale jak żem zdjął to zacząłem się przyglądać konstrukcji i chyba nie da
          się jednak zdjąć bez szkody i zaoszczędzić:))) Możnaby okręcić jakimś
          przylepcem albo taśmą izolacyjną, albo po prostu rozpęknąć a potem
          potraktować cholerę "kropelką" albo poxsipolem. Polak potrafi :)))
          PS. Na deser opowiem jak Polacy w Anglii przez miesiąc korzystali z
          ciepłej wody nie płacąc ani grosza, a jak wiadomo są tam (czy były)
          takie automaty wrzutowe na monety. Angol (właściciel) w końcu się
          poddał i poprosił żeby mu chłopaki na odjezdnym powiedzieli jak to
          zrobili a on im jeszcze po flaszce postawi. A oni po prostu zrobili taką
          foremkę na monety, napełniali ją wodą, wstawiali do zamrażarki,
          wrzucali taką lodową monetę, woda ciepła płynęła, woda w automacie
          z lodowego pieniążka wyparowywała i śladu popiołu:))))
          • emka_1 Re: Do Babeczkii 09.09.04, 00:26
            wybacz, ale to jest legenda miejska z tą lodową monetą:) w automatach liczy sie
            +- średnica oraz co ważniejsze waga monety (od zawsze). owszem, sztuczki
            robiono, ale głownie w niemczech, w automatach sprzedających papierosy i
            telefonach -na tzw. rajstopę tzn. wrzucano monetę uwiązana na nitce wywleczonej
            z rajstop (cieniutkiej ale mocnej) i monetę po uzyciu wyszarpywano z powrotem.
            ale to lata 80te, później wymyslono ( a jakże u nas) urządzenie pd. nazwą
            funkie, które zresztą odkupił telefunken, nie chcąc narażać się na straty, a
            automaty obecnie sczytują mniej więcej rodzaj stopu, wagę, niektóre nawet
            potrafią sprawdzić czy moneta posiada nacięcia na brzegach czy nie :)
        • Gość: lojalna Re: do El Padre IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.04, 13:58
          Właśnie za mną druga próba napełnienia młynka mieszanką 4 pieprzów - udana!
          Pierwsze podejście przypłaciłam utratą części naskórka na palcach prawej dłoni.
          Dziś rozgrzałam nakrętkę nad płomieniem najmniejszego palnika i cienkim
          śrubokrętem udało mi się ją ściągnąć.
          Po napełnieniu mieszanką pieprzów (15 zł. za 10 dkg.), wcisnęłam nakrętkę z
          powrotem na słoiczek - uwaga na 2 nacięcia na brzegu, muszą w nie wejść
          wypustki części mielącej.
          Po wystygnięciu młynka działa jak nowy.
          El Padre dziękuję za podpowiedź :)
          Gdybym nie przeczytała o Twoich zmaganiach pusty młynek wylądowałby na
          śmietniku.
    • Gość: Anusia Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: *.uci.agh.edu.pl / *.uci.agh.edu.pl 08.09.04, 18:51
      Hhahahahha ha hah ale sie usmialam!!To i ja dorzucę swoje: (poznajcie mojego
      teścia)
      1. Gotowanie CZEGOKOLWIEK na najmniejszym palniku, na minimalnym ogniu
      2. Smazenie - jak wyzej.
      3. Zalewanie np usmazonych, panierowanych ryb resztką rozbełtanego jajca;))
      Usmazone potrawy są w ten sposób oblepione czyms w rodzaju obrzydliwej
      jajecznicy
      4. Kupowanie najtanszych, często przecenionych i tym samym najgorszych,
      kwasnych pomidorów
      5. Chodzenie po sklepach i porównywanie cen - w ten sposób kupno trzech rzeczy
      zabiera kilka godzin

      o gromadzeniu stosu pustych pudełek po margarynie nawet nie warto wspominać;)))
      • Gość: kama Re: pozorne oszczędzanie :-) IP: 62.233.217.* 08.09.04, 20:36
        Fajny ten wątek:)Ja dodam coś omijej Mamie,która jest mistrzynią pozornych
        oszczędności.Jednak moim faworytem w jej wykonaniu jest mycie używanych
        kawałków folii spożywczej z rolki,w które wcześniej zawinięta była wędlina.Po
        praniu te kawałki suszą się przypięte klamerkami pod sufitem nasuszatce do
        bielizny w łazience!To jest widok!Przez wiele lat zbierała w zamrażalniku skóry
        ścięte z boczku do bigosu,notorycznie zbiera wszelkie
        opakowania,słoiki,tacki.Zbiera nawet puste papierowe torebki po cukrze,w które
        potem pakuje np słoiki z jedzeniem,gdy mi daje.Całe lato suszy wszelką
        zieleninę,którą dostaje z działki od kogoś,tak,że w domu nie ma gdzie usiąść,bo
        wszędzie leżą gazety z suszącymi się ziołami,których nigdy nie użyje i za rok
        to sie wyrzuca.No i troche z innej nie kulinarnej beczki je przeterminowane
        leki i używa przeterminowanych kosmetyków bo szkoda wyrzucić.
        • ela.tu-i-tam Przeterminowane leki? 08.09.04, 23:08
          Gość portalu: kama napisał(a):

          > ... No i troche z innej nie kulinarnej beczki je przeterminowane
          > leki i używa przeterminowanych kosmetyków bo szkoda wyrzucić.

          Moja starsza corka, Ph.D. z fizyki materialow, przywiozla niedawno wiadomosc
          jak to naprawde jest z lekami. Otoz leki twarde sie starzeja, jesli wogole,
          bardzo wolno i nikt na prawde nie sprawdza ile sa wazne bo to nie
          rentowne. "Przedawniony" twardy lek jest prawie zawsze wazny (czyli dziala jako
          lek), a w wyjatkowych sytuacjach placebo.
          Ad absurdum: a jak myslicie, co apteki robia z "przedawnionymi" twardymi lekami?

          Brawo dla Twojej Mamy, to nie sa pozorne oszczednosci!

          Kosmetyki natomiast to inna para kaloszy ...
        • i.nes Re: pozorne oszczędzanie :-) 17.10.04, 22:23
          Wiesz co, z tymi papierowymi torebkami to jednak nie jest taki głupi pomysł. Ja
          to u teściówki podpatrzyłam. Jest to bardzo przydatne rozwiązanie, gdy
          transportujesz takich słoików kilka i nie chcesz ich zbić lub gdy któraś
          pokrywka lekko przecieka.

          Ja zbieram rorebki również w celach wybitnie kulinarnych - jak trzeba obrać
          pieczoną paprykę lub prażone migdały :)
    • monikaklika Re: pozorne oszczędzanie :-) 08.09.04, 21:17
      taaaa....
      1. tata - sceny z zapalkami i pojemniczkami sa na porzadku dziennym, kupowanie,
      szczegolnie miesa na zas i zaladowywanie calego zamrazalnika, zlewanie roznych
      sosow i tluszczy do sloiczkow, zeby potem mozna udusic na tym miesko...
      mniej kulinarnie: ustawianie wiaderka w umywalce, zeby woda po myciu rak
      przelac w wc
      2. babcia - pranie torebek foliowych i suczenie ich (sic!!!) na lince przed
      domem
      3. mama - zalewanie smazonej potrawy ta resztka rozbeltanego jaja (rany, to ja
      mam to po niej!)
      Narazie wiecej nie pamietam.
      Czytam sobie tak to forum i postanowilam tez sie dolaczyc z wyliczynka.
      Pozdrawiam!
      • chosia Re: MOJ BOŻE TO NIC W PORUWNANIU Z............. 14.10.04, 16:41
        kaszamanna napisał:

        > TESCIOWA MOJEJ KUMPELI OTOZ JEJ TESCIOWA NIE PLUCZE WOGLE NACZYN PO UMYCIU W
        > PLYNIE !!!!!
        > A CALA RODZINKA CHORUJE NA JAKIES TAM CHOROBY Z ŻOLADKIEM ZWIAZANE
        > DOBRZE ZE MAJA 2 KUCHNIE :D

        holendrzy tez nie plucza naczyn. najpierw taplaja troche w wodzie z plynem a
        potem stawiaja na suszarce. zawsze zastanawiala mnie ta technologia. dopiero
        dzieki tobie zrozumialam, ze to ze skapstwa.
    • witaj69 JESTE TATĄ 08.09.04, 23:54
      i nie wiem dlaczego używam raz już odpalonych zapalek, by podpalić nastepny
      gaz.
      to jakoś tak samo wychodzi, i muszę powiecieć że sprawia przyjemnosc...
      :-)))
      pozdrawiam
    • doratela Re: pozorne oszczędzanie :-) 09.09.04, 13:31
      przychylam sie do opini, ze oszczedzanie gdzie-sie-da i co-sie-da tkwi niestety
      niemal w kazdej polskiej rodzinie...bo takie czasy

      Ale chcialam tez dodac pare kawiatkow ze "swojego podworka":
      - moja babcia przez cale zycie (ma 81 lat) nosi czesc ubran tzw. "po domu" na
      lewa strone, np. fartuszek w kuchni, spodnica "bo sie zniszczy...
      - to samo dotyczy nakryc na lozka - wszystkie na lewa, zeby sie nie wycieraly.
      Efekt jest taki ze po latach i tak sie wszystko niszczy tylko ze od lewej
      strony :))
      Osobiscie "recyclinguje" reklamowki ze sklepow na ponowne zakupy lub na smieci
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka