Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście?

14.05.15, 03:29
Zaczynam się czuć jak "rozruszywacz" forum, co chwilę jakiś wątek zakładam, ale akurat sporo się dzieje w świecie moich kulinariów (planuję wycieczkę i przeglądam oferty jedzeniowe kilku krajów), rozmawiam ze znajomymi, dziś koleżanka rzuciła temat takich właśnie potraw - kiedyś nie jadła, nie cierpiała, dziś przepada i regularnie się opycha - i tak mnie natchnęło.

Dla mnie takim czymś były marynowane/solone śledzie. Orrany, nie cierpiałam śledzi, na samą myśl mnie otrzepywało. Potem obejrzałam program w którym przekonywano, że wystarczy 10 dni, żeby osoba, która czegoś nie lubi, polubiła to jeśli będzie codziennie to jadła. Udowodniono na przykładzie 8-latka i brokułów. Jako ciekawska studentka postanowiłam spróbować. Codziennie kupowałam sobie duży filet śledzia z zalewy, kroiłam w kostkę, powstrzymywałam dreszcze obrzydzenia i jadłam. Pierwsze trzy dni to było coś okropnego.
Potem jakoś przywykłam do tego, że wracam, kroję śledzia, biorę książkę i jakoś tego śledzia znikam.
Po 10 dniach przyłapałam się na tym, że eksperyment się skończył a ja wracam do domu ze śledziem :-) i że w sumie bardzo by mi czegoś brakowało gdybym go nie zjadła, przyzwyczaiłam się i polubiłam, do dziś przepadam za śledziami i opracowałam nawet własny przepis na sos do nich. Przypuszczalnie dzięki temu eksperymentowi dam teraz szansę większości potraw i zaryzykuję spróbowanie.
Dzięki metodzie prób i powtórzeń polubiłam też awokado i kaszę gryczaną (tu pomógł zaprzyjaźniony technik żywienia który powiedział jak idealną kaszę ugotować), za to przy tofu przeżyłam niemal wyłącznie porażki, kilka dań było niezłych (dzięki przepisom z forum) ale to nie dla mnie po prostu. Przeżyję jakoś tofu w miso (bardzo lubię miso) ale poza tym nie zamierzam go jeść, nie lubię. To samo ze słodyczami, okropność, nie ma szans żebym polubiła.

Macie takie coś, czego dawniej byście nie tknęli a dziś jest regularnie kupowane/robione? Albo coś do czego, mimo licznych podejść, nie udało się Wam przekonać?

PS. Zapytałam o powyższe znajomych - nie do wiary ile osób nie zje cebuli, oliwek, kaparów, królika, grzybów i podrobów :-/
    • trypel Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 06:27
      osmiornica- długie podchody, pare nieudanych prób, teraz bardzo lubię (długie to ze 2 lata)

      Przegrzebki - podchody, próbowanie i dalej mnie odrzuca na drugi koniec stołu
      • iksigrekzet111 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 15.05.15, 12:43
        W wieku 42 lat na Wielkanoc bez żadnego ostrzeżenia :) nagle zatęskniłam za chrzanem którego nigdy nie lubiłam....
    • Gość: genny Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.15, 08:37
      Nie jestem w stanie spróbować świadomie krewetek. No nie mogę się przemóc i już. A takie podobno dobre ... Jadłam je, ale rozczłonkowane w risotcie i nie przeszkadzały mi, ale takie całe ....
      • squirk Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 14:43
        Moja Mama nie zje żadnych owoców morza, nie tknie za nic. Bo "przecież one mają oczy". albo "przecież to ślimak". Argument że kura czy krowa też mają oczy a jakoś jej to nie przeszkadza w ogóle nie jest brany pod uwagę. Jak na dziecko z rodziny bardzo "zamkniętej" niezły ze mnie wyrodek.
        Krewetki lubię bardzo ale do propagowanego przez szefów kuchni wysysania zawartości łebków nie mogę się przekonać.
        :-)
        • posenerka Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 15.05.15, 12:02
          squirk napisała:

          > Moja Mama nie zje żadnych owoców morza, nie tknie za nic. Bo "przecież one mają
          > oczy". albo "przecież to ślimak".

          To chyba dość powszechne wśród polskich mam, szczególnie tych urodzonych w okresie wojennym i powojennym (mowa oczywiście o II w.św.).
          Nie miały nawet szansy spróbować "robali" choćby bardzo chciały, nie poznały smaku zanim by sobie uświadomiły co jedzą, czyli jedząc takie dania w dzieciństwie.
          Mamy jedzą nerki, żołądki, flaczki a krewetki czy małży nie ruszą bo nie. Za to np. raki wspominają dobrze...

          Jeszcze jeden przykład na to, że PRL był zły. ;)

          Ojcowie chyba są odważniejsi. :D Pamiętam, że jak był wysyp kalmarów w PRL to mój ojciec robił z nich różne dania, były pyszne. Duszone, smażone, panierowane...
          Oczywiście mama nie tknęła, wiedziała przecież z encyklopedii jakie to ohydztwo. ;)
          • Gość: genny Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.15, 07:42
            Ach nie, posenerko, skąd te stereotypy?! Ty, urodzona dużo później, zjesz wszystko? To, że nie mogę spróbować krewetek nie oznacza, że nie jem muli, ośmiornicy czy podobnych. Napisałam wyraźni "krewetek". Po co dorabiasz ideologię? Mamy jedzą flaki, cynadry ale i dania tajskie, chińskie etc. Znam młodych, którzy tylko pomidorową i mielony. Upodobania chyba jednak nie zależą od wieku, a po prostu od danego człowieka
    • autumna Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 09:12
      Jestem w zasadzie wszystkożerna i ciekawa nowych smaków. Ale nie zjem mało ściętego jajka. Wywołuje u mnie autentyczny odruch wymiotny. Jajecznica wyłącznie z pomidorami i serem typu parmezan, tak że jajka za mocno nie czuć.
      • aqua48 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 09:52
        Przekonałam się do kalmarów - okazało się, że trzeba je tylko mieć świeże i dobrze przyrządzić - Hiszpanie wymiatają i do sushi, które teraz bardzo lubię, a wydawało mi się niewarte spróbowania.
        • Gość: ania Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.15, 15:12
          Produkty, które mnie odrzuciły po pierwszym spróbowaniu to zielona oliwka na pizzy, świeża mozzarella w kulce ( no nie mogłam pojąć jak moja przyjaciółka się zajada taką gąbką bez smaku), melon, ser zgliwiały smażony. Teraz wszystkie te produkty bardzo lubię. Podobnie było ze szpinakiem.
          Byłam uprzedzona do krewetek, ale zostały mi zamówione jako niespodzianka w restauracji przez faceta, dla którego ówcześnie straciłam głowę, więc z rozpaczą w oczach spróbowałam, zjadłam danie do końca i do dziś jestem ich ogromną miłośniczką. A było to 20 lat temu. I był to smażony ryż z krewetkami i kiełkami w chińskiej knajpie, jednej z pierwszych w Polsce po przemianach.
          Nie przekonam się do mleka, jego spożywanie zakończyłam na przedszkolu.
    • znana.jako.ggigus przed laty oliwki, a niedawno kapary 14.05.15, 15:39

    • Gość: Magdalena Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? IP: *.Red-83-53-125.dynamicIP.rima-tde.net 14.05.15, 15:41
      Surowe ostrygi z kilkoma kroplami soku z cytryny. Tez, "esp. navajas" (Ensis macha) ... zbyt zelatynowe.
      img.21food.com/20110609/product/1211504209109.jpg
    • zlosliwiec.zlosliwiec Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 17:54
      Pewnie musiałbym rozdzielić te rzeczy, na te których za dziecioka nie lubiłem, ale polubiłem, od tych których po prostu nie znałem i musiałem ich smak 'rozgryźć'

      Szpinak. Najwcześniejsze wspomnienie to zimna zielona i pozbawiona smaku papka, na której stygły (prze)sadzone jaja. Stołówkowa breja po prostu.

      Czosnek. Straszono, że śmierdzi po nim z ust. Poza tym był piekący w smaku i zbyt metaliczny dla młodego podniebienia. Przeszło na tyle, że wyżeram teraz ząbki i półgłówki spod pieczeni.

      Cebula. Do surowej wciąż nie jestem przekonany, szczególnie czerwonej, której zapach kojarzy mi się, nie wiedzieć czemu, z szatnią chłopców po wuefie. Taki ostry pot. Natomiast czatni cebulowe do serów, czy tfaya z rodzynkami, miodem i cynamonem.... mmmmm.

      Oliwki. Pierwsza konfrontacja z tym symbolem śródziemnomorskiej opulencji to "O co chodzi? To ma być owoc? O smaku posolonego drewna?" W dalszym ciągu niespecjalnie przepadam za zielonymi oliwkami w marynacie. Mój nr 1 to czarne oliwki macerowane na sucho, pomarszczone jak moszna starego mopsa. Z pestkami. Do tego hiszpańskie szynki i czerwone wino i świat nie jest taki zły.

      Speaking of wine... Do 28 roku życia nie piłem alkoholu. W ogóle, pod żadną postacią. No i wyjechałem do Irlandii... Zacząłem od wódki, poprzez whiskey i brandy, potem wina, a na koniec zasmakowałem w piwach. Moja specjalność to sosy i mięsa duszone z alkiem.

      Do niestandardowych serów (czyli wszystkiego co nie jest polską 'żółtą' interpretacją serów holenderskich czy alpejskich albo twarogiem) się musiałem przekonać. Wiadomo, że dziecko z ostrzejszymi smakami serów pleśniowych i dojrzewających sobie nie radzi. Teraz jem wszystko, jak ten człowiek o zepsutym żołądku z anegdoty Wokulskiego. Tofu też, choć musi być mocno sfermentowane, inaczej więcej smaku znajdę w wodzie destylowanej.

      Owoce morza. Te pierwsze, z wczesnych lat 90, importowane w słoikach, w octowej zalewie omułki i krewetki pokurczone gumisie rozczarowujące były. Trzeba było najpierw na wakacjach w Bułgarii skosztować pizzy frutti di mare (przy okazji pierwsza pizza na cienkim cieście i z pieca opalanego drewnem; jeszcze się gdzieś żenujące zdjęcie siory ze szwagrem zachowało, jak jedzą ze smakiem, polawszy obficie keczupem), potem zjeść moules et frites w Bruggi, no i potem wybyć nad Atlantyk, żeby docenić w pełni.
      • chartreux Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 18:47
        Produkty, do których się NIE przekonałam, mimo wielu prób, to:

        pieczarki :( do dziś nie jadam, a próbowałam we wszystkich "przystępnych " formach (zupa, pizza, zapiekanka). Pardon, ale nadal to dla mnie grzybki uprawiane na gnoju :(

        małe kapary (co innego jabłuszka!) i czarne oliwki (zielone zjem z przyjemnością).

        ocet balsamiczny... nie mogę, no nie mogę.

        przegrzebki (taka gąbka).

        Z kolei polubiłam (a kiedyś nie jadłam): kefir, chłodnik, ostrygi, parmezan, dynię.

        • squirk Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 18:55
          chartreux napisała:

          > Produkty, do których się NIE przekonałam, mimo wielu prób, to:
          >
          > pieczarki :( do dziś nie jadam, a próbowałam we wszystkich "przystępnych " form
          > ach (zupa, pizza, zapiekanka). Pardon, ale nadal to dla mnie grzybki uprawiane
          > na gnoju :(

          A jadasz jajka albo flaki czy cynaderki? Też nie są produkowane w otoczeniu fiołków na aksamitnej poduszce. :-)
          Pieczarki mają niewiele aromatu (w porównaniu z grzybami leśnymi) i wartości odżywczych więc niewiele tracisz, dla mnie to też taki dodatek/wypełniacz.

          > małe kapary (co innego jabłuszka!) i czarne oliwki (zielone zjem z przyjemności
          > ą).

          U mnie odwrotnie, czarne bardzo lubię, zielone - zjem ale nie brakuje mi ich jeśli ich nie ma.

          > Z kolei polubiłam (a kiedyś nie jadłam): kefir, chłodnik, ostrygi, parmezan, dy
          > nię.

          Do dyni też miałam kilka podejść ale dzięki karaibskiej zupie dyniowej i pieczonym kostkom dyni przekonałam się.
          Ostrygi - nijakie takie ale dam im szansę w kilku miejscach w których są bardzo chwalone.

          Tyle ciekawostek można się o ludziach dowiedzieć dzięki takim wątkom, cieszę się, że piszecie.
          :-)
    • wadera3 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 19:55
      Jestem właściwie wszystkożerna, ale... jako dziecko nienawidziłam zupy pomidorowej, szczególnie ze świeżych pomidorów, niezabielanej i z dodatkiem ziemniaków zamiast makaronu.
      Miałam odruchy zwrotne, a Rodzice nie bawili się w subtelności, i co na talerzu musiało być zjedzone.
      Po latach, na obiedzie u przyszłych teściów, podano pomidorową, zrobiłam dobrą minę i z modlitwą w duszy, pożarłam nie zastanawiając się nad tym czy mi smakuje ;)
      Mój, naonczas przyszły, aktualnie były, mąż, miał niezły ubaw.
      Okazało się, że pomidorowa nie jest wcale taka zła, i po latach stała się jedną z moich ulubionych i sztandarowych zup.
      Potrawą, której nie zjem, choć próbowałam wielokrotnie, są smażone ryby w occie.
      Zapach i smak - ohydny do wszelkiej potęgi. Smażenina w occie...mnie kojarzy się to z pomyjami po smażeniu ryby.
      Nie lubię także oliwek, choć, jeśli są w jakiejś potrawie, a jestem częstowana ta właśnie potrawą, to zjadam. Samowolnie nie ruszam dań z oliwkami, jeśli mój mąż zamówi pizzę i są w niej oliwki, po prosu je mu oddaję.
      Więcej dziwactw nie posiadam, za różnymi rzeczami nie przepadam, ale nie robię z tego problemu, jeśli wypada - zjem.
      Spotkałam się jednak z takim zachowaniem, że na proszonym obiedzie (chrzciny mojej wnuczki) gość odmówił zjedzenia rosołu "bo rosołu nie jada". Zachowanie było mało sympatyczne, bo tekst rzucono nad stołem w czasie serwowania owego rosołu.
      • mmagi Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 15:53
        no jak ktoś czegoś nie jada to musi w imię czego?dobrego wychowania?a jakby po zjedzeniu leciał prosto do klopa z rzygami??to fajniejsze na komunii?
        nie rozumiem takiego podejścia:/
        • squirk Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 16:05
          mmagi napisała:

          > no jak ktoś czegoś nie jada to musi w imię czego?dobrego wychowania?a jakby po
          > zjedzeniu leciał prosto do klopa z rzygami??to fajniejsze na komunii?
          > nie rozumiem takiego podejścia:/

          Ja nie rozumiem jak można używać takiego słownictwa, na szczęście na świecie jest miejsce i dla Ciebie, i dla mnie ;-)
          A do jedzenia zmuszać się absolutnie nie należy, zwłaszcza jeśli ktoś reaguje tak, jak to powyżej elegancko opisałaś. Niemniej przy okazjach uroczystych/oficjalnych, jeśli jedzenie nie jest paskudne i nie wywołuje drastycznych reakcji, jestem w stanie się przełamać i spróbuję nawet słodkości (a niewiele rzeczy uważam za paskudniejsze od tortu czy ptysia).
        • wadera3 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 20:20
          Jeśli nie zrozumiałaś przekazu - na obiad w typowej polskiej rodzinie podaje się kilka typowych dań, na tej liście jest rosół.
          Ktoś, kto rosołu nie jada(co zdarza się rzadko) powinien dyskretnie, bądź nie, dowiedzieć się czym go poczęstują i zapewnić sobie co innego, bądź zmianę menu(co też jest możliwe przed dniem imprezy), a jeśli został zaskoczony,zachować się z jakąś tam klasą.
          Osoba, "niejadającarosołu" bez żenady poinformowała zgromadzonych, że gdyby na owym rosole zrobiono pomidorową, to chętnie by zjadła, i tu jest clou mojej opowiastki.
    • a74-7 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 14.05.15, 20:20
      Nie przemawia do mnie mieso krokodyla .
      Bialko w postaci robali .
      Nie i juz!
    • Gość: monia Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.15, 20:33
      ja wyznaję zasadę, że jeśli czegoś nie lubię, to staram się tego próbować przynajmniej raz w roku. Kaszankę pokochałam po trzydziestu paru latach próbowania :) Kaparów spróbowałam dopiero jako dorosła osoba, więc polubienie ich zajęło zaledwie kilka lat :) Do polubienia pozostają owoce morza (jakoś wciąż mam opory przed jedzeniem czegoś co zjada się z głową bądź jej odpowiednikiem i wszystkim co jest w środku), ale pracuję nad tym, zwłaszcza na wakacjach w krajach, gdzie owoce morza są naprawdę świeże i dobre. No i natka kolendry... uwielbiam wszystko co zielone, ale kolendra to chyba po prostu nie mój smak..
    • posenerka Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 15.05.15, 12:08
      Brzydziły mnie surowe śledzie. Surowe czyli wszelkie takie w occie, matjasy, w oleju itp.
      Zapach, wygląd...

      Aż zaszłam w ciążę i nagle poczułam, że muszę ale to muszę zjeść śledzia w śmietanie bo umrę.
      Teraz śledzie uwielbiam. :)
      Oprócz piklingów.

      Zdradź ten swój sos. :)
      • squirk Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 16:28
        posenerka napisała:

        > Aż zaszłam w ciążę i nagle poczułam, że muszę ale to muszę zjeść śledzia w śmie
        > tanie bo umrę.

        Niesamowite co ciąża robi z organizmem, koleżanka wegetarianka właśnie w ciąży zaczęła jeść mięso, organizm się go domagał, teraz jest mięsożerna bardzo i żałuje, że zmarnowała kilka lat na unikanie mięsa, wędlin itp.


        > Zdradź ten swój sos. :)

        Odezwę się w wolniejzej chwili na priv :-)
        • gingers73 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 17:48
          Kiedyś nie znosiłam
          wątróbki - ale jak byłam w ciąży (i jeszcze tego wtedy nie wiedziałam) kupowałam jak narkomanka pół kilo i biegłam do domu żeby ją podsmażyć ;) i do dziś już lubię
          oliwek - dziś zjem chętnie, bez szału ale zjem zwłaszcza te duże
          avocado szybko polubiłam - zwłaszcza jak dowiedziałam się że jest zdrowe

          Nie lubię kaparów, serc i innych podrobów (poza wątróbką którą sama w domu usmażę) i ich nie jadam.
          Nie przepadam za rosołem - jem go tylko jak jestem chora
          Nie lubię ziemniaków - kiedyś lubiłam teraz pół ziemniaka mi w gardle staje

          Pewnie wielu rzeczy nie próbowałam i nie wiem czy lubię czy nie np ostrygi.
          A i za sushi nie przepadam.

          Uczę moje dziecko otwartości kulinarnej ale to łatwe nie jest
          ale polubił - avocado, łososia, kasze bardzo lubi
          oliwek nadal nie
          podobnie jak bigosu (ale i ja za nim nie przepadam)
        • posenerka Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 17:50
          squirk napisała:
          > Niesamowite co ciąża robi z organizmem, koleżanka wegetarianka właśnie w ciąży
          > zaczęła jeść mięso, organizm się go domagał, teraz jest mięsożerna bardzo i żał
          > uje, że zmarnowała kilka lat na unikanie mięsa, wędlin itp.

          Śledzie to był koszmar mojego dzieciństwa, pojawiały się w śmietanie w ważniejsze dni postne, takie w śmietanie z jabłkami. Największy horror, jadłam wtedy suche pyry na obiad bo nie dałam się przekonać do czegoś takiego jak surowa ryba z owocami?! Może jeszcze z cukrem?! Kuchenna kpina, jak można takie coś robić, widocznie w post ma człowiek cierpieć! ;)

          A potem... Ech, śledzik z cebulką i jabłkiem a do tego młode pyrki... Czy może być coś lepszego? To się absolutnie na post nie nadaje. ;)

          Pliz, sos tutaj bo ja gazetowej poczty nie obsługuję. ;)
    • boby_moby Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 13:42
      przez 30 lat nie jadłam śledzi, karpia i galarety, teraz wręcz uwielbiam. Po 35 latach przekonałam się do wątróbki, ale jak na razie tylko w jednej formie i jednym miejscu :)
      Nie jem natomiast flaków, pomimo wielu prób oraz wszelkich podrobów
    • mona_mayfair Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 19:04
      Kiedyś nie lubiłam pomidorów, przekonałam sie jako dorosła.
      Nie zjem kiwi- złe wspomnienia po daawnym zatruciu, nie rusze i już;p Podobnie z przetworami mlecznymi o smaku brzoskwiniowym;p
      Nie przepadam za bananami, mdłe są same, ale w sałatce owocowej czy koktajlu z truskawkami ok.
      Do krewetek długo sie nie mogłam przekonać, w lokalach trafiałam zawsze na mega gume i nie wiedziałam, co ludzie w tym widzą. Aż pewnego razu chłop mi zrobił i dziś lubię.
      Serduszka i żoładki zjem, ale niechętnie, podobnie flaki, za to wątróbkę z cebulką i jabłkiem bardzo lubie.
      Nie przepadam za białymi szparagami- mdłe. Dość długo musiałam sie tez przekonywac do baraniny, zapach mi nie odpowiadał. Przywykłam, lubie;p
      Nie przekonałam sie, mimo kilku podejsc do natki kolendry i kopru włoskiego.
      • gingers73 Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 19:18
        Nie lubię jeszcze cykorii chyba że wypełnionej jakąś pyszną sałatką
        nie lubię zwykłej sałaty np ze śmietaną
        i kopru włoskiego - fenkułu też nie
        • zlosliwiec.zlosliwiec Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 11:36
          > i kopru włoskiego - fenkułu też nie

          Psttt... To jedno i to samo.
          • posenerka Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 17:52
            zlosliwiec.zlosliwiec napisał:

            > > i kopru włoskiego - fenkułu też nie
            >
            > Psttt... To jedno i to samo.

            Wiesz czym jest myślnik?

            Przykład:

            "I złośliwiec - ignorant właśnie się popisał"
            • zlosliwiec.zlosliwiec Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 20:09
              Lepiej opowiedz o tych homarach w XIX wiecznym Krakowie, zanim wykłady z interpunkcji zaczniesz dawać.
              • zlosliwiec.zlosliwiec Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 21:18
                A potem wytłumacz, co to jest myślnik.
                • posenerka Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 20.05.15, 12:01
                  zlosliwiec.zlosliwiec napisał:

                  > A potem wytłumacz, co to jest myślnik.

                  Walnąłeś głupotę ale po co te nerwy? Wystarczy się przyznać i przeprosić.
                  • zlosliwiec.zlosliwiec Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 20.05.15, 19:36
                    sjp.pwn.pl/zasady/Myslnik;629819.html
                    To teraz w świetle powyższego wyjaśnij, czemu służyć miało rodzielenie myślnikiem kopru włoskiego od fenkułu.

                    I się nie denerwuj.
              • posenerka Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 20.05.15, 11:59
                Nie wiem co jadano w Krakowie i o tym raczej nie pisałam, musiałeś coś pomieszać ale w Poznaniu na przełomie XIX i XX wieku jadano w restauracjach zarówno homary jak i ostrygi.
                Polecam stare książki kucharskie, teraz jest do nich łatwy dostęp.
                A skoro w Poznaniu bywały takie rzeczy to pewnie Kraków nie był w tyle.

                Np.:

                Dawniej, jak pisała Maria Monatowa, docierały do naszego kraju dwa rodzaje homara. ?Jedne amerykańskie w konserwach [czyli] w puszkach?, kupowało się ?w handlach kolonialnych? i były ?znacznie tańsze od świeżych, ale nie tak smaczne?. Drugie, świeże, ?przysyłano w całości z Ostendy lub Francji. Podczas silnych mrozów [przychodziły] już ugotowane, bo homary nie znoszą zimna powyżej 1?2 stopni mrozu; w czasie łagodnej zimy lub ku wiośnie [przychodziły] żywe, zapakowane w mchu?.

                To na szybko, znaleziono w necie. Nie rozumiem skąd u ciebie szok, że już w XIX wieku Polacy mieli możliwość jedzenia świeżych homarów i ostryg?
      • squirk Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 23:28
        mona_mayfair napisała:

        > Nie przekonałam sie, mimo kilku podejsc do natki kolendry i kopru włoskiego.

        Cieszy mnie, że nie jestem w mojej niechęci odosobniona, zrobiłam kilka uczciwych podejść, za ziołami generalnie przepadam ale kolendra jest dla mnie niejadalna.
        :-)
        • hazo Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 09:17
          Nigdy nie jadłam królika i nie zjem. Nie mogę się do takiego mięsa przekonać. Z innych - nie jadam nic z gotowanym mlekiem. Zimne wypiję, ale z picia i jedzenia ciepłego byłam nawet zwolniona w przedszkolu. ;-)
          I jeszcze dynia i ciasto marchewkowe - nie mogę się przekonać.
    • autumna Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 18.05.15, 19:40
      W sumie zanim się stwierdzi, że się "nie lubi", warto spróbować danego składnika w różnych potrawach. Ja takiej najprostszej jajecznicy nie zjem, ale z pomidorami i serem - owszem. Podobnie jajo na twardo w plastrach na kanapce tak sobie, ale posiekane z czymś ostrym (np. ogórek konserwowy) + majonez + musztarda - jak najbardziej.
    • coralin Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 19.05.15, 19:22
      Nie mam takiej. Nie mam uprzedzeń kulinarnych, oczywiście w ramach w miarę znanych mi kultur. Niewieloma rzeczami "opycham się" regularnie, bo jem mocno sezonowo i lokalnie.
      Nie lubię i nie jem makaronu na słodko i ryżu na słodko i nie zamierzam się przekonywać, ale gdyby mi ktoś podał "w gościach" zjadłabym bez problemu.
    • lashqueen Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 20.05.15, 13:14
      Nie przekonam się do avocado i do kaszy gryczanej, tzn. pogryzę i przełknę bez odruchu wymiotnego, ale przyjemności smaku zero.
      Dalej - do surowych ostryg, ze względu na konsystencję, podobnie jak w przypadku słabo ściętego białka jajka.
      W końcu do różnych curry, potrawy te śmierdzą jak facet, który się spocił i nie umył przez dłuższy czas, to chyba głównie przez kumin. A gdy te potrawy jada się regularnie, to pot danej osoby też śmierdzi jak te przyprawy.

      Kiedyś nie lubiłam karczochów, teraz jadam je praktycznie na okrągło zimą, gdy jest na nie sezon.
      • lashqueen Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 20.05.15, 13:17
        > A gdy te potrawy jada się regularnie, to pot danej osoby też śmierdzi jak te przyprawy.

        W zasadzie to nie tylko pot, ale ogólnie ciało przesiąka tym smrodem. Podobnie jest, gdy ktoś regularnie jada dużo czosnku.
        • mona_mayfair Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 20.05.15, 19:24
          Kiedys moja firma wynajmowała mieszkanie hindusowi jakiś dłuższy czas (2-3 lata). Tak przesiąkło wszystko, że trzeba było tynki skuwac i podłogi zrywać ;p
    • lol66la Re: Do jakiej potrawy długo się przekonywaliście? 21.05.15, 11:46
      Długo przekonywałam się do sushi;) ostatnio zjadłam i w sumie dalej nie wiem jakie jest moje podejście do tego dania;) kiedyś w ogóle byłam niejadkiem, w przedszkolu jadłam tylko suchy chleb z herbatą;D teraz kocham jedzenie i ciężko mnie od niego oderwać;)
Pełna wersja