Dodaj do ulubionych

Mój karp wigilijny.

29.11.18, 05:30
Dwa żywe karpie ca po 1.5 kg każdy. Większe mogą "lecieć" mułem. Po transporcie dać im odpocząć i dotlenić, przynajmniej godzinę. Duża miska, cienki strumień wody z kranu. Potem sprawić fachowo. Mocny cios w nos ryby ( u mnie wałek do ciasta) i ostrym nożem naciąć skrzela. Do wody w zlewie i skrwawić - otrzymamy białe mięso ryby zamiast szarego bez tego zabiegu.

Delikatnie rozciąć brzuch i wypatroszyć delikatnie dłonią oddzielając wnętrzności zaczynając od odbytu. Ważne by nie uszkodzić woreczka żółciowego.

Ostry nóż i nożyce do drobiu. Oddzielić płetwy, ogon i głowę. Usunąć oczy. Na tych częściach, przyprawach i warzywach rosołowych ugotować wywar do galarety. Warto dodać więcej pietruszki i marchewki. Ja warzywa kroję na mniejsze kawałki. Gotować na małym ogniu do dwóch godzin. Nie solić wywaru. Potrzebne będzie 2,5 do 3 l wywaru.

Skrwawione tuszki wyby pokroić w dzwonka min 2 cm, wzdłuż ości. Lekko posolić i warstwami do miski i lodówki. Nieco skruszeją, jak każde świeże mięso. Uzyskamy lepszy smak.

Odcedzić ugotowany wywar przez gęste sitko. Znowu zagotować i włożyć szybko dzwonka ryby. Gotować max kwadrans od momentu wrzenia, jak dłużej to dzwonka będą się rozpadać. Szybko wyłożyć na talerze lub półmiski i usunąć ości i kości kręgosłupa.

Galareta. Na dwa sposoby. Elegancka, przezroczysta lub domowa, lekko mętna ale ma lepszy, bogatszy smak.
Tą drugą, to wywar po ugotowaniu dzwonek karpia traktujemy żelatyną w odpowiedniej ilości. Zagotowujemy i odcedzamy ponownie przez sitko. Po ostudzeniu doprawiamy - sól, łyżka cukru i czysty ocet - próbować, by nie przesadzić.

Galareta elegancka, klarowna. Gdy już mamy tę domową to rozbijamy dwa trzy jajka i oddzielamy białko. Lekko roztrzepujemy i dodajemy do wywaru. Mały ogień i podgrzewamy. Zawiesina ładnie się wytrąci razem z białkiem. Znowu odcedzamy, tym razem przez zmoczone płótno. Ostudzamy, jeszcze raz sprawdzamy jej smak i gotowe, można dzwonka zalewać.

Dekoracje dowolne. Ja preferuję małe dzwonka słodkich mandarynek i zielony groszek. Ładnie to wygląda i dobrze komponuje w smaku. Oczywiście ćwiartki cytryny lub limonki do wyciśnięcia już na talerzu. Zestawienie składników:

1. Dwa karpie.
2. Porcja warzyw rosołowych, dodatkowo dwie marchewki i pietruszka.
3. Przyprawy - garstka czarnego pieprzu, kilka ziaren ziela i listków laurowych. Niektórzy wzorem kuchni żydowskiej dodają dużą cebulę. U mnie bez. Do galarety sól, cukier i ocet.
4. Sporo zachodu, zwłaszcza kiedy ma być imponująco i elegancko.
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Mój karp wigilijny. 29.11.18, 12:29
      Do galarety z karpia nie potrzeba wcale dodawać żelatyny. Wystarczy wywar ugotować na głowach, płetwach, wyjętych grubszych ościach i czystym pęcherzu pławnym, po czym go przecedzić. Zamiast octu do ryby bardziej pasuje sok cytrynowy.
      • haen2010 Re: Mój karp wigilijny. 29.11.18, 15:49
        My bardzo lubimy galaretę. W tej ilości ryzyko, że się nie zetnie jest zbyt duże. Stąd żelatyna, z umiarem oczywiście. To klasyczny przepis, więc ocet. Cytryną kropimy już na talerzu wg gustu biesiadnika.
        • aqua48 Re: Mój karp wigilijny. 29.11.18, 18:20
          haen2010 napisał:

          > My bardzo lubimy galaretę. W tej ilości ryzyko, że się nie zetnie jest zbyt duż
          > e. Stąd żelatyna, z umiarem oczywiście. To klasyczny przepis, więc ocet. Cytryn
          > ą kropimy już na talerzu wg gustu biesiadnika.

          Ja również lubię galaretę - wystarczy dać do wywaru trzy rybie głowy - w punktach sprzedaży karpia można takie rybie głowy osobno kupić za grosze lub nawet otrzymać (zdarzało mi się) za darmo. Nigdy ze ścięciem się galarety nie miałam problemu, a robię w ten sposób rybę od... 30 lat. Do wywaru tradycyjnie dodaję też prócz cytryny, mielony imbir, podkręca fajnie smak. Polecam.
        • roseanne Re: Mój karp wigilijny. 29.11.18, 21:27
          no coz, na pewno swieze, a opis dla osob, ktore tego nigdy nie robily dosc dobry

          tez robie rybe z galarecie, rzadko karpia, zawsze bez dodatkowej zelatyny

          --
          co bylo to bylo
          co moze byc jest
          a bedzie to co bedzie
      • haen2010 Re: Mój karp wigilijny. 30.11.18, 09:20
        Moja droga. Zawsze mnie dziwi załganie i wyparcie ze świadomości pochodzenia tego, co z zapałem konsumujesz na obiad czy kolację. Oświadczam - mój sposób obchodzenia się z rybą jest najlepszy i najbardziej humanitarny w porównaniu do tego, co masz do konsumpcji na talerzu.
        • ewkka Re: Mój karp wigilijny. 30.11.18, 17:10
          Niczego nie wypieram. Ryby też mogą odczuwać ból a niepotrzebne zadawanie bólu to znęcaniem się nad zwierzętami. Przetrzymywanie karpi w przepełnionych, brudnych, niedotlenionych basenach, wrzucanie ich do torebek foliowych lub ciasnych wiaderek przedłuża tylko cierpienie ryb. Jest tez brakiem szacunku. I po co?
          c
              • haen2010 Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 03.12.18, 02:17
                Kupując rybę już "sprawioną" z chłodziarki sklepowej wiele ryzykujesz zdrowiem swoim i twoich najbliższych. Mniejsza, że wydajesz się być pozbawiona kubków smakowych. Wymienię literalnie:

                A. Na 99 procent ryba ta nie została zaraz po odłowieniu poddana tak humanitarnemu potraktowaniu jak w moim wykonaniu. Tylko najlepsi szefowie kuchni zastrzegają sobie u hodowcy takie traktowanie. I chętnie za to płacą. Najczęściej ryby po odłowieniu zostają uśpione i dopiero później sprawione. O skrwawieniu wtedy nie może być mowy. Karpie są żywotne i zdychają w męczarniach nawet kilka godzin. Krew to najlepsza pożywka dla bakterii gnilnych, stres i cierpienie kasują dobry smak mięsa. W miarę świeżą taką właściwie już padlinę ryby poznajemy po czerwonych skrzelach. Szare, białe - dyskwalifikacja do spożycia.

                B. Nie wiesz, czy ta ryba była zdrowa. Ryb też choróbska nie oszczędzają, nawet mogą się przeziębić.

                C. Jeżeli tuszka została odgłowiona to nawet nie poznasz jak długo w chłodziarce sklepowej leży, a bakterie atakują ją w postępie geometrycznym. Technologię głębokiego mrożenia w przypadku karpia wigilijnego sobie darujemy.

                Moja rada dla Ciebie, jeżeli tak się brzydzisz najbardziej humanitarnym sprawieniem ryby jak wyżej opisany. Wybierz sobie żywego karpia w sklepowym basenie. Oceń jego wigor i żywotność, żeby np nie pływał na boku i trzepotał się w saku. Poproś tego pana żeby Ci go sprawił w sposób przeze mnie opisany. Zapłać panu lub pani za usługę. I przyrządź na swój ulubiony sposób.

                Bon Appetit, Smacznego!
                • ewkka Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 03.12.18, 19:22
                  Powtórzę jeszcze raz, sprzedaż ryb w halach z niedotlenionych basenów, maltretowanie ich potem w reklamówkach t barbarzyństwo i brak szacunku dla zwierzą. Zanim humanitarnie ubijesz karpia w domu, zaciśnij sobie reklamówkę na głowie i posiedź tak 30 minut albo dłużej ....tak jak statystyczny polski świąteczny karp. A w życiu warto kierować się czymś innym niż kubkami smakowymi.
                • krysia20000 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 04.12.18, 11:31
                  Wszystko ładnie, wszystko pięknie, tylko się to kupy nie trzyma i argumenty szyjesz na poczekaniu tak pośpiesznie, że się w szwach prują.

                  Na 99 procent 99 procent odławianych na świecie ryb jest zamrażana na śmierć zaraz na statku przetwórni. 99 procent wszystkich ryb, które spożywasz w ciągu roku kupujesz już w ten sposób uśmiercone i najprawdopodobniej sprawione, być może nawet wyfiletowane. Tylko raz w roku jednemu tylko gatunkowi mało popularnej poza zimowymi świętami ryby w kraju nad Wisłą urządza się 'tradycyjny' chłoporobotniczy cyrk uboju w domowej wannie. Nie będziesz chyba brnąć w ściemniacze błoto i zarzekać się, że śledzie, markele, szprotki, łososie, pstrągi, dorsze i morszczuki zazwyczaj kupujesz świeżo odławiane z wielkiego dobrze napowietrzonego sklepowego akwarium, hm?

                  Tak szczerze z ręką na sercu, ile ryb z takim 'tradycyjnym' namaszczeniem traktujesz poza wigilijnym karpiem? Ile razy w ogóle karpia w ciągu roku spożywasz i jak to się ma do pozostałych ryb? I czy tak samo podchodzisz do innych mięs i kurę, świnię i bydlądko żywe z targu ciągniesz na chatę, żeby obuszkiem bez łeb i skrwawić do michy na świeżynkę i organiczną kaszaneczkę, bo zdrowia swojego i najbliższych na gnilne bakterie narażać się nie godzi, o braku kubków smakowych nie wspominając?
                  • haen2010 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 04.12.18, 18:21
                    Hmm, byłem kiedyś w Chinach. Chyba nie zaprzeczysz, że kiedy o kuchnię chodzi to jesteśmy dla nich gdzieś gdzieś w pierwszym tysiącleciu po Chrystusie. Wyobraź sobie knajpę dokąd mnie znajomi zaprosili. Cała ściana to zestaw akwariów ze wszystkim żywym, co tylko złowią w swoich wodach. Nie wyliczę, tyle tego było.

                    Trochę ich zaskoczyłem, bo poprosiłem o zupę z żółwi, niedużych. Nie znali tego. Ale ich kucharz zrozumiał i naprawdę dostałem wspaniały rosół na żółwim mięsie z tzw wkładką. Przepisu nie dostałem.

                    Radzę uważać z takimi tanimi fanaberiami jak protest przeciwko żywym karpiom na wigilię.

                    • krysia20000 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 04.12.18, 20:13
                      "Radzę uważać?" To jakaś przestroga bez morału, czy zawoalowana groźba? Radzę lepiej dobierać słowa.

                      Powodu przytoczenia tej anegdoty o błyśnięciu wyszukanym podniebieniem w orientalnej podróży też nie rozumiem, poza wybiórczym zapewne odwołaniem się do autorytetu starszej cywilizacji. Wybiórczym, bo chyba pekińskiego poziomu zanieczyszczenia powietrza zachwalać nie będziesz? Ani cenzurowanego internetu, przeludnienia miast, czy kultury prowadzenia pojazdów mechanicznych po publicznych drogach.

                      Taki więc sobie whataboutyzm, w dalszym ciągu nie stanowiący przeciwargumentu dla opinii Evro o niepotrzebym męczeniu ryb w Polsce na jedną w roku wigilijną okazję. Nawet bardziej przy tym osobliwie wygląda ten karpi wyjątek w okolicach 24 grudnia w zestawieniu z codziennymi dalekowschodnimi obyczajami odnośnie pożądanej maksymalnej świeżości morskich produktów żywnościowych, czyli handlem żywcem. Też byłem i w Chinach i Wietnamie i Tajlandii i Stambule także w knajpce nad Bosforem, gdzie wybierało się to co w wiaderku przytaśtali miejscowi wędkarze stojący całymi dniami na moście Galata. No i ?
                      • haen2010 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 06.12.18, 08:24
                        Teraz doczytałem, łącznie z tym, że jesteś Pan Krysia, co mnie bardzo zdziwiło. To nie są żadne groźby, tylko zwrócenie uwagi, że do dobrego jedzenia najważniejsze są świeże i dobrej jakości produkty wyjściowe. Jak to się mówi - z byle g. nawet alchemik nie da rady wyprodukować złota na talerzu. Przykład dobrej kuchni chińskiej miał Ci to uświadomić, ale wydajesz się być poza odbiorem.

                        Poza tym: Wesołych i Smacznych Świąt Bożego Narodzenia!

                        • krysia20000 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 06.12.18, 11:21
                          Bardzo zdziwiło? Aż się boję pomyśleć, że wcale nie jesteś Hanna Engels urodzona w 2010, jak dotychczas mniemałem.

                          Co do świeżości produktów wyjściowych zgoda. Co do jakości produktów wyjściowych... kilka postów wcześniej zdawałeś się zgadzać z Jackiem co do tego, że karp to taka sobie ryba, gdzieś na czwartym, piątym miejscu, choć w galarecie miszcz. Poza tym wprost nie udzieliłeś odpowiedzi na pytanie o stosowanie zasady maksymalnej świeżości w przygotowywaniu innych potraw. No dobra, było o rybach złowionych własnoręcznie. W dalszym ciągu zatem ten mały wykład dla drobnomieszczanki pozostaje mało przekonującym dla kogoś, kto kwestionuje zasadność wigilijnego karpiobicia.

                          Również Wesołych i Smacznych.
                          • haen2010 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 07.12.18, 08:20
                            Nic w tym małym wykładzie nie jest naciągane. Taki jest real konsumpcji rybiego mięsa. Bardzo łatwo jest w handlu trafić na nieświeżą i pozbawioną walorów smakowych rybę. Tej pani głównie chodziło o transport żywego karpia i zdaje się - humanitarne jej sprawienie. Czyli ogólnie brzydzi się jej zabijaniem. No, jej problem, ale niech nie narzuca swoich fanaberii innym do stosowania. Bo jedząc schabowego wydaje się nie wiedzieć, jak trafił do ubojni i co tam z naszą świnką wyprawiano. Albo nie chce wiedzieć.

                            Tym niemniej - uważam histerię wokół żywego karpia za jakieś quasi religijne zidiocenie. Ni to ekologia, ni to obrona życia. Nie wiadomo o co w tym chodzi, jak w sekcie religijnej.
    • krysia20000 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 04.12.18, 13:51
      Daruj sobie ten tani maczyzm, bo się ośmieszasz tylko. Jako wędkarz to powinieneś tego karpia złowić samodzielnie i opisać jak łyżeczką do herbaty przerębel w zamarzniętej tafli Jeziora Łańskiego wykonać, odpędzając się przy tym od polarnych misiów, a nie tłumaczyć pokrętnie okołoświąteczny masowy biznes hodowlany i towarzyszący mu zbędny rytualny ubój, już to argumentując zdrowiem i świeżością, już to humanitarnością, już to 'naturalnością', by w końcu pomajtać wędką, jak prawdziwy niedrobnomieszczański mężczyzna, co?

      Do innych ryb, drobiu i mięsa takiej mitologii nie dopisujesz, więc po kiego hipokryzję zarzucać tym, którzy kwestionują sens wigilijnokarpijnej hecy? Czy jakakolwiek inna ryba poza okresem świątecznym sprzedana i reklamowana jest w polskich sklepach jako 'żywe'? W 99 procentach przypadków nie. Rządzą mrożone filety, konserwy z puszki, marynowane śledzie w słoikach i wędzonki. Elitarni weekendowi "jako wędkarze" mistrzowie sprawiania to reszta do setki.
      • reniam_123 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 04.12.18, 15:46
        Haen2010 podał przepis z opisem sprawienia karpia i choć ja karpia nie jadam, a co za tym idzie, nie sprawiam, to jego opis i przepis bardzo mi się podoba bo jest jasno i bez zawiłości napisane, a widzę, że ciebie Kryśka szlag trafia, że jest ktoś, kto potrafi ładnie i rzetelnie coś opisać. Do tej pory to ty wiodłeś tutaj prym. Może czas odpuścić i niech inni się wykażą, nie tylko ty gotujesz i pieczesz.
        • krysia20000 Re: Mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki 04.12.18, 16:37
          Gdybyś uważnie prześledziła dyskusję to może byś spostrzegła, że moja uwaga wobec sprawiacza ryb nie dotyczyła wcale technik i metod patroszenia. Wcale nie ładnie i nierzetelnie Haen2010 odniósł się do uwagi innej czytelniczki kwestionującej zasadność i etyczność nabywania żywych karpi na Wigilię i ich domowego uboju. Nawet nie ukrywając specjalnie poczucia wyższości zatytuował swoją odpowiedź do niej jako 'mały wykład o rybie dla drobnomieszczanki'. Odniosłem się do tego wykładu, zwracając uwagę na nieprzekonującą argumentację i niekonsekwencję w jego naturalistycznym podejściu. Jeśli nie widzisz, że nawet Twój wpis się podczepia pod tę gałązkę drzewka dyskusji, to nic na to nie poradzę.

          Poza tym to forum służy dyskusji, pod warunkiem zachowania kultury wypowiedzi, więc ta prośba o odpuszczenie jest cokolwiek osobliwa. Jak widzisz, albo i nie widzisz, Twój jasny i rzetelny autor zdziebełko się zagalopował i jego kilka ostatnich wypowiedzi zostało wyciętych.
    • erte2 Re: Mój karp wigilijny. 12.12.18, 22:21
      Znalezione w sieci:
      Narodziny nowej karpiowej tradycji
      Karp nie jest rybą rdzenną polską, sprowadzono go ok. XII-XIII wieku, najprawdopodobniej z czeskich lub morawskich hodowli cystersów. Cystersi hodowali go w przyklasztornych stawach. Z czasem zadomowił się na szlacheckich stołach, najczęściej ten dziki, rzeczny. Jednak nigdy nie stał się tradycyjną wigilijną rybą, bo jednej takiej ryby po prostu nigdy nie było. Były śledzie, w bogatszych domach sandacze czy szczupaki. Świątecznego karpia zawdzięczamy ministrowi Hilaremu Mincowi. Po wojnie był problem z rybami – nie było ich, a może inaczej, były, ale nie w sklepach. I wtedy minister wkroczył ze swoim hasłem o karpiu na każdym polskim wigilijnym stole. Karpia łatwo masowo hodować, jego cena od początku była bardzo przystępna. I tak ok. 1948 roku, lansowany na wigilijny bestseller, jest nim do dzisiaj. Stereotyp tradycyjnego karpia na Wigilię obalony. Na marginesie, do dzisiaj karpie to 80% hodowanych u nas ryb, z prostego powodu – ceny.
      • haen2010 Re: Mój karp wigilijny. 13.12.18, 05:57
        Wałek do ciasta? Dobry sprzęt do solidnego ogłuszenia solidnej ryby. Skubane żywotne są. Historię karpia znam, a pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat to też solidna tradycja. W tej dawniejszej nie wymieniłeś jesiotra, wraca powoli w hodowli. Sum też niezły do konsumpcji, taki kilka kg.
    • skanna250 Re: Mój karp wigilijny. 22.12.18, 18:59
      Mój sposób na karpia Wigilijnego jest podobny, lecz przy ogłuszaniu zakrywam łebek ściereczką, nie przekrawam brzuszka lecz luzuję wnętrzności i łyżką wyjmuję . Kroję na 2 cm dzwonka, każde dzwonko pozbawiam kostki z kręgosłupa zostawiając 5 ml mięska przy skórze obsmyczam mięsko od kostek kręgosłupa po czym szykuję farsz z mięska cebulki duszonej dodaję jajko gałkę muszkatołową sól cukier pieprz i bułkę tartą w celu zagęszczenia farszu, zmieloną masą wypełniam dzwonka i gotuję razem z resztą w rosolę warzywnym dalej też podobnie: galareta , i dekoracje z warzyw. Ten sposób pielęgnuję z pokolenia na pokolenie. Na pewno jest to pracochłonne ale raz na rok można się potrudzić.
      • haen2010 Re: Mój karp wigilijny. 23.12.18, 05:36
        Nie do końca zrozumiałem, jak to robisz z tym farszem w dzwonkach. Ale przyszedł mi do głowy solidny karp faszerowany w całości. Chyba spróbuję, mniej więcej tak:

        Spory karp, przynajmniej 2 kg. Po wypatroszeniu odcinam tylko łeb, ze sporym zapasem mięsa. Oddzielam z niego mięso i robię farsz wg twojego przepisu. Zaszyję brzuch karpia i nadzieję farszem. Ugotuję w całości w warzywnym wywarze jak do galarety. Potem ostudzę i pokroję w dzwonka, złożę z powrotem w całość i zaleję galaretą. Ogon i płetwy zostają. Efekt murowany. Wprawdzie na talerzu kłopot z ośćmi, ale w końcu co to za ryba bez ości.

        Poproszę bliżej przepis na Twój farsz.
        • aqua48 Re: Mój karp wigilijny. 23.12.18, 11:47
          Jadłam jeszcze lepszego karpia faszerowanego - choć robota z nim jest precyzyjna - otóż faszeruje się samą skórę z ryby, a mięso z niej pozbawia ości całkowicie. To jest dopiero pycha! Ale pracy z takim karpiem masa.
          • haen2010 Re: Mój karp wigilijny. 23.12.18, 17:56
            No, nie wiem. To mi przypomina klasycznego szczupaka faszerowanego, którego kiedyś dwa razy popełniłem. Roboty do cholery, a efekt smakowy taki sobie. Z wyglądu dużo lepszy.

            Coś Ci napiszę o oskórowanej rybie. Mazury, świeżo złowione węgorze. Jeden z zaprzyjaźnionych tubylców pokazał jak się ich starym sposobem wędzi taką rybę. Ostrym scyzorykiem oskórował sporego węgorza, nasolił i do beczki wędzarniczej. Nie powiem, lepszej ryby uwędzonej w życiu nie jadłem.
    • haen2010 Re: Mój karp wigilijny. 28.11.19, 06:45
      Mój przepis i dyskusja sprzed roku znowu aktualne. Pod naciskiem tzw "obrońców dobrostanu karpi" kolejne sieci handlowe rezygnują ze sprzedaży żywych karpi.

      Moje argumenty na temat tego zidiocenia pozostają niewzruszone. Żaden hodowca ryb nie jest w stanie zagwarantować ich humanitarne sprawienie bezpośrednio po odłowie. Musiałby przed świętami zatrudnić kilkadziesiąt pań wprawionych w sprawieniu karpia natychmiast po wyjęciu ze stawu. Te ryby zdychają w okropnych męczarniach kilka godzin. Nie pisząc już o spadku jakości ich mięsa.

      P.S. Ciekawi mnie co by powiedzieli zidiociali obrońcy sprawiania świnek na taki ubój - pozwolić im zdychać w atmosferze pozbawionej tlenu. O smaku takiej padliny nie wspomnę, pełnej zakrzepniętej krwi i psującej się błyskawicznie z tego powodu głównie. Podobno już niektóre ubojnie pod ich naciskiem eksperymentują tak właśnie z dwutlenkiem węgla.
      • Gość: ajla Re: Mój karp wigilijny. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.20, 10:02
        KARP-KRÓL ryb w moim przekonaniu. Najbardziej lubię karpia smażonego.Nienawidzę obkladania go po sprawieniu cebulą(naturalny smak mułu połączony z smakiem cebuli -OBRZYDLIWOŚĆ).Jeśli chcecie mieć naturalny smak karpia POLECAM taki sposób.Zabitego karpia kładziemy do zlewu.Polewamy go wrzątkiem(po 1/2l na stronę) i natychmiast wkladamy pod lekki strumień zimnej wody skrzybiąc go nożem.Schodzi caly szlam az do bialej skóry.Otrzymujemy bialą tuszkę która dokladnie płuczemy w środku i na zewnątrz.Teraz dopiero rozpoczynamy "karpiowe wariacje"-kilkadziesiąt sposobów przyżądzania(który tu wybrac jak jeden fajniejszy od drugiego) Ja najbardziej nie lubię a uwielbiam SMAŻONEGO!A mój sposób to: sprawionego karpia porcjuję i wkladam do osolonej wody na godzinę.Odsączam i panieruje(1łyżka tartej bulki ,3 lyżki mąki pszennej,1 lyzka kukurydzianej, 1/2 lyżki mąki ziemniaczanej, odrobina soli i pieprzu).Wrzucam na dobrze rozgrzany olej i smaże na zloty kolor.Ukladam w naczyniu żaroodpornym przesypując dobrze obsmażonymi grzybami.Stawiam na płytkę lub do piekarnika na 10 min.Lubimy do niego pieczywo czosnkowe lub chlebuś własnego pieczenia.Jak zostanie kilka kawałkow to na następny dzień robię karpia w śmietanie.Ala

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka