giezik
19.10.04, 20:41
wlejam caly tekst (bo link zniknie za 2-3 dni i bedzie platny). Z Rzepy dzsiejszej:
Wyścig szczurów po gadżety
Johnie Anderton, czy myślałeś już o kupnie nowego modelu Lexusa? Wyobraź sobie, jaki to wspaniały samochód. Johnie Anderton, wyjedź w jakieś ciepłe miejsce. Johnie Anderton kup sobie zimne piwo.
Takie spersonalizowane reklamy ogląda Tom Cruise, idący przez centrum handlowe, w "Raporcie mniejszości" Stevena Spielberga. Specjalne czujniki rozpoznają niepowtarzalny wzór jego tęczówki i umieszczają przed nią równie niepowtarzalne obrazy złotych samochodów, rajskich wysp i zmrożonych butelek. Wielki Brat posługujący się namiętnym głosem modelki jest gotów sprzedać mu to wszystko choćby zaraz. Jest rok 2054. Centra handlowe są jedynymi świątyniami, a zakupy jedyną religią.
Przypominam sobie tę scenę pół wieku wcześniej, w cwili, gdy otwierane jest największe w Europie centrum handlowe, warszawska Arkadia. Na blisko 300 tysiącach metrów kwadratowych zmieściło się 230 sklepów, kin i restauracji. Będzie je odwiedzać 400 tysięcy osób tygodniowo, a każda z nich zostanie zbawiona. Wiem, bo czytałem ulotki.
"Arkadia to mityczna kraina szczęśliwości. Synonim miejsca wymarzonego, pełnego harmonii, piękna i dostatku. Jest symbolem raju, doskonałości, ludzkich pragnień i aspiracji" - ogłaszają jej właściciele. Samo centrum jest zaś pod każdym względem imponującą świątynią. W marmurowych wnętrzach słychać kojącą muzykę i szum fontanny. Nie dociera hałas z zewnątrz, ani światło słońca. Ludzie spacerują, rozmawiają, śmieją się. Otaczają ich dźwięki, kolory, gesty i wielka obietnica. Głosi ona, że wszystko można kupić i zaspokoić każde pragnienie.
Winylowa świnka uczyni życie pełniejszym
"Dobrze zbilansowane składniki Happy Meal, czyli markowa butelka ciepłej wódki i wspaniały kawałek tłustej kiełbasy dostarczą twojemu organizmowi porcję niebanalnej rozrywki, a winylowa świnka uczyni twoje życie pełniejszym" - kpił z podobnych obietnic Paweł Borkowski. Ten były pracownik agencji reklamowej zorganizował cztery lata temu w Zachęcie wystawę pod wymownym tytułem "Buy or die" (Kup lub umrzyj). Sale galerii zamieniono w kolorowy sklep, ustawiono towary i reklamy. Na jednym z billboardów znajdował się rysunek homo shopens urodzonego do kupowania troglodyty z wózkiem sklepowym. Na innym reklamowano proszek do prania mózgu i papierki uspokajające z naturalnym wyciągiem z konta. Przy wyjściu umieszczono jeszcze niewesołe przesłanie: "Prawdziwy supermarket jest dopiero na zewnątrz".
Na zewnątrz zaś był świat. Świat, w którym towarem może być wszystko. Justyna Steczkowska, na przykład, nie zawahała się sprzedać swojej duszy w gazetach. "Śpiewam, żyję, choć nie mam już ojca" - informowała piosenkarka na okładce "Vivy". W środku magazynu ukazały się zaś zdjęcia artystki zrobione na cmentarzu. Na jednym z nich piosenkarka klęczy nad grobem i dowiadujemy się, że estetyka tego cierpienia jest dziełem stylistów. Makijaż zrobił Andrzej Grochal, uczesanie Rafał Żurek, a ładne żałobne bluzki można kupić u Gosi Baczyńskiej.
Konsumpcjonizm przeszył ludzi do szpiku kości i zamienił w pozbawione wyobraźni dzieci. Po półwiecznej obecności na półkach samego tylko octu są gotowi poturbować rodaka w wyścigu po DVD za 299 złotych i spać pod sklepem, aby tylko zdążyć na promocję. Nowy wspaniały świat oszołomił ich i gotowi są poświęcić mu wszystko.
W szafie cała Ameryka
Hedonistyczny konsument jest tylko weekendowym wcieleniem pracoholika. Praca po 16 godzin na dobę, profesjonalizm i dokładność pozwalają zarobić na to, aby w weekend być rozkapryszonym dzieckiem. Świetnie ujął to izraelski pisarz Amos Oz: "Większość moich znajomych pracuje ciężej, niż powinni, po to, żeby zarobić więcej pieniędzy, niż im naprawdę potrzeba, żeby kupować rzeczy, których naprawdę nie potrzebują, po to, żeby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie lubią" ("GW" z 1 - 2.07.2000 r.).
Jednak do prawdziwych źródeł zakupoholizmu dotarł Sławomir Shuty. Ten krakowski prozaik urodzony w 1973 roku w książce "Frustracja. Młodzi o Nowym Wspaniałym Świecie" intymnie opisywał swoje pierwsze doświadczenia konsumpcyjne. "Kolega, gdy miał dobry humor, zapraszał nas do pokoju, otwierał szafę, a w szafie była cała Ameryka. Czekolady takie, śmakie, długie, krótkie, w celofanie, bez celofanu, słodkie czekoladowe pieniążki w sreberku, ciastka, gumy, wypełnione cukierkami parasole, jadalne gwizdki, i wiele, wiele innych. (...) Sam widok czekoladowego eldorado napawał nas uczuciem nieokreślonym i dwuznacznym. Uczuciem pobożnym" - wspomina Shuty i tworzy długą listę przedmiotów, których pragnął. "Konsumpcjo, konsumpcjo cóżeś ty za pani, że za tobą idą, że za tobą idą chłopcy malowani?" - pyta.
Inna młoda artystka Joanna Rajkowska zadała sobie pytanie o granice komercji. Efektem była wystawa pod tytułem "Satysfakcja gwarantowana", podczas której Rajkowska sprzedawała swoje ciało w puszkach. Przemysłowo wykonane gadżety miały wedle informacji na opakowaniach niecodzienny skład, np. mydło zrobiono z tłuszczu artystki, a napoje powstały na bazie szarej substancji mózgu, siatkówki oka i wyciągu z piersi. Wszystko było bajecznie kolorowe i reklamowane na 200 billboardach w całej Polsce. Cena też była atrakcyjna - jedyne 19,99 zł.
Ikona z butelki po pepsi
Rajkowska wykorzystała typowe działania marketingowe, aby udowodnić, jak mało dziś znaczą pojedynczy człowiek i jego indywidualność. Jego intymność może być po prostu zapakowana w puszkę, sprzedana, wypita i wyrzucona do śmietnika.
Oczywiście w krajach "dzikiego kapitalizmu" wielu zauważyło te niepokojące tendencje znacznie wcześniej. "Wybierz życie. Wybierz pracę. Wybierz karierę. Wybierz rodzinę. Wybierz pieprzony wielki telewizor, wybierz zmywarki, samochody, odtwarzacze CD i elektryczne otwieracze puszek. Wybierz zdrowie, niski cholesterol i ubezpieczenie dentystyczne" - kpił Mark Renton, bohater słynnego filmu Danniego Boyle'a "Trainspotting" (1995).
Pierwszym prorokiem kupowania był jednak Andy Warhol. Już w latach 50. zeszłego stulecia obserwował zachowania Amerykanów z przedmieść Nowego Jorku. Jako pomocnik w domu towarowym, jako grafik reklamowy, a nade wszystko jako syn ubogich emigrantów z Europy Środkowej. Nic dziwnego, że stworzył ikony z puszki zupy Campbells, butelki Pepsi, keczupu Heinza i logo General Electric. Nic dziwnego, że uważał, iż "najpiękniejsza rzecz w Tokio to McDonald's, najpiękniejsza rzecz we Florencji to McDonald's, a w Pekinie i Moskwie nie ma jeszcze niczego pięknego". Prorok Andy zrównał konsumpcję ze sztuką i odtąd nic już nie było takie samo. Dzięki rewolucji, którą rozpoczął, sklepy upodobniły się do kościołów. Rozpoczął się wyścig szczurów po gadżety, a chciwość przestała być grzechem. Została wręcz motorem światowej gospodarki i na zawsze zmieniła nasze umysły.
Nawet jeśli Warhol był tylko wielkim prowokatorem, to zdarzały mu się chwile szczerości. Podczas jednej z nich wyznał: "Zorientowałem się, że wszystko, co robię, ma związek ze śmiercią". A przecież śmierci miało nie być. Miała być Arkadia.
MAREK PIELACH