Dodaj do ulubionych

Na drugi koniec miasta albo jeszcze dalej...

26.10.04, 22:12
jestem gotowa jechac, zeby zjesc gofra. Koniecznie z dzemem truskawkowym i
bita smietana, sprzedawanego na malym targu warzywnym w obskurnej budzie
przez panie z poprzedniej epoki. Buda poltora metra na dwa.Fartuchy ze
sliskiej materii, czepki ze wstawka z koronki, dwie stare, grube
gofrowniczarki i dwie stare gofrownice,ciasto nalewane byle jak z malej miski
lyzka, smietana ubijana recznie taka ubijaczka- sprezynka, wystroj
pamietajacy poprzedni ustroj...
A tlum tam zawsze nieziemski.

Zadne gofry nie smakuja tak pysznie. Sa najlepsze na swiecie!
Po prostu smak dziecinstwa i kultowe miejsce.
Jutro sie tam wybiore.
Zawsze biore z polewa migdalowa ;-)
Jutro dodatkowo oprocz smietany, dzemu i polewy wezme posypanego gorzkim
kakao i rodzynkami.
Obserwuj wątek
      • Gość: Sqka lomas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 08:48
        to ja w Twoją stronę po amatorskie wędliny z Polanki. I na pizzę na Kazimierza
        A Ty nazad po szpinak. Ale w sobotę usłyszałam na targowisku, że szpinaku to
        już niet. A nam został już tylko zamrożony, za to własnego pędu:)
    • emka_1 jeszcze dalej... 27.10.04, 00:21
      a dokładniej do budapesztu na genialny gylyas do paskudengo baru przy josef
      keret. nocnym pociagiem w jedna i druga stronę. teraz się nie da, bo bar
      zlikwidowali a ja tęsknię do tych klusek pływających w boskim sosie:(((
    • opiumm Re: Na drugi koniec miasta albo jeszcze dalej... 27.10.04, 07:52
      Mam podobnie. Mieszkam w Szczecinie i czasem, jak mnie najdzie chętka - i
      zmuszę jakiegoś kierowcę:)- to jadę nad morze na gofry (ponad 100 km), albo na
      rybę wędzoną. A z bliższych to jadę do centrum (to dla mnie "drugi koniec
      miasta ablo jeszcze dalej...")na kawę i ciastko w cofee heaven (zawsze ten sam
      zestaw !).
      K
    • dodwig2 Re: Na drugi koniec miasta albo jeszcze dalej... 27.10.04, 08:30
      Do Ostrowa Wlkp (200 km w jedną stronę) by kupić 2 rurki z kremem od Motyla i
      przejśc się dookoła ratusza w Rynku, acha i zajrzeć na ulicę Kaliską (Róg
      Królowej Jadwigi) do domu (a szczególnie na podwórko) mojego dzieciństwa.
      Jest tam teraz sklep papierniczy

      Przynajmniej raz do roku muszę odbyć taką pielgrzymkę aby (jak to mówią w domu)
      naładować akumulatory.
      Pozdrawiam wszystkich Ostrowiaków (czy są tacy na tym forum?)
    • Gość: bazylka a mi brakuje igloo IP: *.pentor.com.pl / *.pentor.com.pl 27.10.04, 09:58
      kiedyś, jak jeszcze było igloo na nowym świecie, a ja kursowałam między dwoma
      biegunami mojego uniwersyteckiego życia, pokonując kilka razy dziennie trasę
      karowa-żurawia i z powrotem, po drodze miałam przystanek w igloo na gorącego
      gofra z bitą śmietaną i polewą czekoladową.
      oczywiście nigdy nie miałam czasu, żeby zjeść spokojnie, więc jadłam "po
      drodze", co zawsze kończyło się wysmarowaniem czekoladą i bitą śmietaną

      gofry te uwielbiałam i przez parę lat mi się nie znudziły (choć nie jadałam ich
      oczywiście codziennie). nigdy wcześniej ani nigdy później nie lubiłam i nie
      jadałam gofrów.

      teraz igloo jest podobno przeniesione na ursynów, ale nie pojadę tam na gofry.
      zresztą chyba już by tak nie smakowały...
    • egipcjanka15 Re: Na drugi koniec miasta albo jeszcze dalej... 27.10.04, 12:01
      Swietny temat; do czego to smakosz na glodzie jest zdolny.

      My czasem jedziemy na kolacje do miasta odleglego o 100 km na owoce morza. U
      nas tez sa, ale tam lepsze, swiezsze (i tansze, ale ten akurat argument
      wystepuje na koncu). Mamy "swoja" knajpe gdzie daja przewspaniale krewetki
      (inne robactwo tez ;-)) przepyszne warzywka grillowane do tego i absolutnie
      genialna zupe z soczewicy (pisalam o niej w watku "najlepsze.. jadlam w..").

      Kiedys, lat temu sporo, bylismy z rodzicami na wakacjach w Bulgarii, w
      Slonecznym Brzegu. I wielokrotnie chodzilismy do Neseberu (dobra godzina wzdluz
      plazy) na jedyne w swoim rodzaju rybki. Byly male (wielkosci palca) i smazone
      jak frytki - obtoczone w mace (ze wszystkim: glowa, oczka, wnetrznosci (byly za
      male, zeby sie z nim babrac)) i na gleboki tluszcz. POdawane na kartonowej czy
      styropianowej tacce. Jeszcze mi slinka naplywa do ust jak o nich pomysle.

      A kilka lat temu mamusia moja przyjechala mnie odwiedzic na Teneryfe i ktoregos
      wieczora zachcialo nam sie dobrej kawy. Obie mamy niskie cisnienie, wiec mozemy
      sobie pozwalac; nawet po pieciu kawach moge isc spac ;-). Bylysmy juz
      w "strojach wieczorowych" i mialysmy opcje 1. zrobic w domu (neske) 2. Wlozyc
      na siebie cokolwiek i pojsc do barku pod domem (hotelem/apartamentowcem). Ale
      nam sie chcialo dobrej kawy. No wiec sie ubralysmy i pojechalysmy do
      pobliskiego miasteczka (dziury na zakrecie drogi) na pyszne cortado do barku. I
      jest jedno z najfajniejszy wspomnien mojej mamy z tamtych wakacji. Atmosfera
      tego barku, faceci wpatrzeni w telewizor (Madryt z kims tam wtedy gral), no cos
      w tym bylo.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka