cipcipkurka
10.11.04, 10:24
...kiedy lepiej do kuchni nie wchodzic. Ja niestety taki dzien mam dzisiaj...
Pewniem mlody czlowiek, ktorego mam zaszczyt byc mama, konczy jutro dwa lata.
Wiek powazny, trzeba by jakies ciasto wyprodukowac. Padlo na snickersa
Dziuuni, proste, wyprobowane, a przede wszystkim przepyszne. Ciasteczka udalo
sie zmielic bez problemu, ale dalej zaczely sie schody. Mleko mieszac bez
przerwy--stoi jak byk w przepisie... E, tylko polamie czekolade..Skad moglam
wiedziec, ze mleko przypala sie w 30 sekund?! Przelalam do nowego garnka,
przypalony do moczenia, mieszam i wylawiam ciemne gluty. Zeby ulatwic sobie
prace chcialam czekolade rozdrobnic w robocie. Ledwo robota uratowalam...
Skad moglam wiedziec, ze czekolada jest za twarda?! No i znowu prawie
przypalilam mleko. Czekolade posiekalam. Grubo--stalo jak byk w przepisie.
Wylalam mase na ciastka, na to rzucam te grubo posiekana czekolade. Miala sie
rozpuscic... hm, nie rozpuscila sie, za duze kawalki. No to jej pomoge,
wstawie ciasto do nagrzanego piekarnika... Po chwili do pierarnika
przyciagnal mnie smrodek przypalonej czekoladki... Zdrapywanie warstwy
czegos, co kiedys bylo 2 tabliczkami czekolady... Mlynek do mielenia orzechow
w reke i dawaj mielic kolejna tabliczke... Mlynek w czekoladzie, kuchenka w
czekoladzie, ja w czekoladzie. Jak na zlosc nie mam swego sexy-fartuszka, za
to mam ubior wyjsciowy, bo zaraz przeciez wychodze... Sprzatam, myje,
szoruje, chlup--polowa wody, juz tlustej, ze zlewu wylewa sie na moje
spodnie, na podloge, na wszystko dookola.
W tzw. miedzyczasie moje latorosl rozniosla wszystkie zabawki, rozwalila
pilota od telewizora (skoro nie wolno ogladac tv, to cos na zlosc trzeba
zrobic, wy tez nie bedziecie ogladac...) i prawie udusila swojego mlodszego
braciszka.
Jak myslicie, co mnie dzis jeszcze czeka? Dobrze, ze obiad mam juz gotowy,
jest szansa, ze nie puszcze wszystkiego z dymem...