Dodaj do ulubionych

Olej lniany- POMOCY!

20.12.04, 14:57
Witam- pochodzę z pomorza i tego nie znam a tu w Warszawie widzę coś takiego-
Olej lniany, Wigilijny... No i zgłupiałam- o co tu chodzi? Do czego się go
stosuje w Wigilię (i nie tylko).
Obserwuj wątek
        • tobika Re: To jest olej używany do potraw wigilijnych 21.12.04, 08:46
          u mnie się w domu nim ziemniaki na wigilię polewa - coś w rodzaju okrasy
          niesamowity smak - i taki wigilijny, przez to, że przez cały rok się go raczej
          nie używa
          a gdy pierwszy raz byłam na wigilii u teściów, to się okazało, że u nich się
          dokładnie tak samo robi
          zdawało mi się, że to taki mazowiecki zwyczaj, bo u znajomych tzw. przyjezdnych
          do Warszawy, nic takiego nie było znane
    • qubraq Re: Olej lniany- POMOCY! 20.12.04, 18:35
      U nas sie przemywa obrazy olejne niewerniksowane z kurzu ale bardzo lekko bo
      olej rozpuszcza farby, poza tym tata mojej żony olejem lnianym przecierał
      ciemne wymalowania aż do podkładu uzyskując fantastyczny efekt laserunku
      zupełnie bez białej farby! jak na obrazach flamandzkich mistrzów. Ja kiedyś
      gwintowałem superdural na olej lniany albo na sloninkę!
      Pierwszy raz słyszę żeby olej lniany się jadło ale pewnie za krótko żyję!
      Andrzej
    • Gość: goska Re: Olej lniany- POMOCY! IP: *.gizycko.mm.pl 21.12.04, 08:39
      Znalazłam coś bardzo ciekawego dotyczącego tradycji wigilijnych(o oleju lnianym
      jest niedużo)w różnych regionach Polski:
      Kulinarne tradycje wigilijne

      Boże Narodzenie po staropolsku zwane Godami lub Godnymi Wielkimi
      Świętami, jedno z największych świąt chrześcijańskich, ustanowione zostało w
      kościele w IV wieku. Po raz pierwszy odnotowano je w rzymskim kalendarzu
      świątecznym w 354 roku.
      Dopiero dwa wieki później zostały wprowadzone do liturgii obchody
      wigilijne jako przedświęcie Bożego Narodzenia, z obowiązującym postem, modłami,
      czuwaniem i oczekiwaniem na święto.
      W tradycji polskiej obchody Bożego Narodzenia, a zwłaszcza obchody dnia
      wigilijnego zajmują miejsce szczególne. W całej Polsce Wigilia Bożego
      Narodzenia jest bowiem dniem niezwykłym i przeżywanym w sposób szczególny
      (inaczej niż, np. w Anglii, w Niemczech, czy we Francji, inaczej niż u
      protestantów polskich Pomorza, Warmii i Mazur, gdzie do obchodów dnia
      wigilijnego nie przywiązywano szczególnej wagi).
      Nazwa wigilia pochodzi od słów łacińskich: vigiliare – czuwać oraz
      vigilia – czuwanie, straż nocna, warta.
      Do wieczerzy wigilijnej zasiadano, gdy pierwsza gwiazdka ukazywała się na
      niebie. Po przełamaniu się opłatkiem i złożeniu wzajemnych życzeń cała rodzina
      zasiadała do wigilijnego stołu.
      Jadłospis wigilijnych potraw był tak przemyślany, żeby uwzględniał
      wszystkie płody rolne i leśne z całego roku. Z lasu pochodziły grzyby, orzechy
      i miód, z pola – kasze, rośliny oleiste, zboże, jarzyny, owoce, z rzek, jezior
      i stawów – ryby. W dawnych czasach nabiał jako danie postne nie był dozwolony
      przez Kościół, nie mówiąc już o tłuszczach zwierzęcych.
      Tylko lud podtrzymywał wielowiekową słowiańską tradycję postnej wieczerzy
      wigilijnej, przyrządzanej ze wszystkich głównych płodów ziemi. Szlachta, a tym
      bardziej arystokracja, nie przestrzegała jej tak dokładnie. „... Umiejętność
      kucharska przyswoiła do ryb i bobry, robiąc z nich i na post kiełbaski,
      potrawki, pluski czyli ogon jego nade wszystko ceniąc...”. Tłumaczono sobie
      powszechnie, że ogon bobra, który cały czas jest w wodzie, niczym się od ryby
      nie różni”. „... Lud w prostocie swojej i ubóstwie dawne zachował obyczaje,
      czego używał przed tysiącem lat i dziś używa, nie dosięgnął go zbytek, wymysłów
      nie zna, potrzeby swe zaspokaja snadnie...”. Do tradycyjnych potraw wigilijnych
      należały: „... grycznek – z mąki tataracznej kluski, żur z mąki owsianej na noc
      zakwaszony rzadki, a kisieli taż sama potrawa, tylko większej gęstości
      przywiedziona, czasem zaziębiona, tak, że się nożem kraje ... pęcak z
      jęczmienia ... tłuczonego grochem .... sałamacha ... ciastuchy ...
      ciorba, ...gruca ... knysze ... pirogi do gotowania, to w piecu pieczone ...”.
      Do najbardziej typowych i tradycyjnych zestawów ludowych potraw wieczerzy
      wigilijnej należały: barszcz z buraków lub zupa grzybowa, siemieniatka, bigos
      postny, kasza jaglana lub ze śliwkami suszonymi, groch lub fasola, kluski
      pszenne z makiem, kisiel z owsa, kutia oraz piernik, a na koniec jabłka i
      orzechy.
      Ciekawy opis posiłku wigilijnego zostawił nam Julian Ursyn
      Niemcewicz: „Dnia tego jednakowy po całej może Polsce był obiad. Trzy zupy,
      migdałowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybami i śledziem, kucja dla
      służących, krążki z chrzanem, karp do podlewy, szczupak z szafranem, placuszki
      z makiem i miodem, okunie z posiekanemi jajami i oliwą itd... Obrus koniecznie
      zasłany być musiał na sianie; w czterech kątach izby jadalnej stały cztery
      snopy niemłóconego zboża jakiego. Niecierpliwie pierwszej gwiazdy czekano; gdy
      ta zajaśniała, zebrali się wszyscy goście i dzieci. Rodzice moi wychodzili z
      opłatkiem na talerzu, a każde z nich, biorąc opłatek obchodziło wszystkich
      zebranych, nawet służących, i łamiąc się opłatkiem powtarzało słowa: Bodajbyśmy
      na przyszły rok łamali go z sobą”.
      Podany przez Juliana Ursyna Niemcewicza opis dotyczy wigilii urządzanej
      przez średniozamożną szlachtę. Na dworach magnackich zestaw dań był
      prawdopodobnie znacznie bogatszy i bardziej urozmaicony.
      W tradycji staropolskiej kolacje wigilijne (zwane postnikiem, kutią,
      wilią, a czasem obiadem wigilijnym) składała się u chłopstwa i prostego ludu z
      nieparzystej liczby dań, których jednak nie było więcej niż siedem, zaś w
      domach wyższych stanów – od dziewięciu do jedenastu. W wielu regionach potraw
      wigilijnych było i na być po dzień dzisiejszy, dwanaście – na pamiątkę dwunastu
      apostołów i liczby miesięcy w roku.
      Każdy region Polski wyspecjalizował się w innego rodzaju przysmakach.
      Stanowią do dziś podstawę tradycyjnych dań wigilijnego stołu.
      Na obecny obraz stołów Podlasia i Mazowsza wielki wpływ wywarła kuchnia
      kresowa – litewska i białoruska, na Śląsku – czeska i niemiecka, na Małopolsce
      zaś – ukraińska, węgierska i wiedeńska. Kuchnia niemiecka wywarła wpływ na
      Pomorzan i Wielkopolan, Podhalańczycy natomiast czerpali inspiracje kulinarne
      od swoich bliższych i dalszych południowych sąsiadów. Tradycyjne potrawy
      wigilijne, w zależności od regionu Polski, różnią się kompozycją i sposobem
      przyrządzania.
      Mieszkańcy Mazowsza i Podlasia, którzy przestrzegali wszystkich zaleceń
      postnych – wieczerzy wigilijnej nie mogli się wprost doczekać. Jak pisał
      Reymont: „Najpierw był kwas buraczany, gotowany na grzybach z ziemniakami
      całymi, a potem szły śledzie w mące obmaczane i smażone na oleju konopnym,
      potem zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem
      również omaszczona. A na ostatek przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej
      mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprażone. A przegryzali to wszystko
      prostym chlebem, bo placka ani strucli nie godziło się jeść tego dnia”.
      W miastach podawano do stołu zupę migdałową, karpia w szarym sosie i
      szczupaka z szafranem. Musiały pojawiać się także kluski z makiem i kutia lub
      mak wigilijny po warszawsku.
      Na podlaskiej wsi (szczególnie na południu) na wieczerzę wigilijną jadano
      barszcz z mąki żytniej, kaszę gryczaną („reczaną”) z sosem grzybowym, kapustę
      faszerowaną, kaszę jaglaną, kluski z makiem, pierogi z grzybami, racuchy,
      kisiel owsiany oraz kucję (gotowany pęczak lub pszenica z makiem i miodem).
      Na Mazowszu najważniejszym zadaniem gospodyni aż do czasów współczesnych
      jest w dniu wigilijnym pieczenie placków pszennych i przygotowanie – zależnie
      od zamożności domu – pięciu, siedmiu lub dziewięciu potraw. Najczęściej na stół
      podawano: kapustę z grzybami „betkami”, barszcz grzybowy (uważając żeby nie
      wykipiał w czasie podgrzewania bowiem deszcz padałby zawsze w czasie prania),
      tłuczone kartofle polane makiem, kluski z gruszkami lub „same gruski-polki, a
      jak kto ma to i scepowe”. Także oładki pszenne na oleju, kaszę jaglaną z
      olejem, prażony groch, pasternak i kisiel owsiany lub żurawinowy oraz kutię
      tj. „pęcak z makiem utartym na masę i rozprowadzony wodą osłodzoną cukrem lub
      miodem”.
      Na Podlasiu „wpierw podają smaczny barszcz, potem rybę smażoną lub
      gotowaną, bardzo często wjuny, kompot z suszonych gruszek-dziczek i czernic
      oraz kutię. Na wschodnich terenach Polski na kolację wigilijną podawano
      potrawy, którymi za jedyną okrasę służył olej lniany. Pierwszą był kisiel,
      przyrządzany z suszonego owsa, zapijany płynem powstałym z mielonych konopi
      zalanych gorącą wodą. „Dalej idzie barszcz z grzybami lub suszonymi wjunami,
      następnie ryby lub inne dania w zależności od zamożności gospodarza i sztuki
      kucharskiej gospodyni. Ostatnią a zarazem niezbędną potrawą jest kutia, czyli
      kasza z krup perłowych”.
      W Wielkopolsce, w okolicach Poznania i Śremu wieczerza wigilijna składała
      się
      • Gość: goska Re: Olej lniany- POMOCY! cd. IP: *.gizycko.mm.pl 21.12.04, 08:44
        Nie weszło wszystko(oto reszta):

        W Wielkopolsce, w okolicach Poznania i Śremu wieczerza wigilijna składała się z
        sinej zupy konopnej, grochówki lub polewki z maku z jagłami albo „więdki”
        zwanej też „zawiędką” czyli zupy z brukwi suszonej, sparzonej wrzątkiem i
        zakruszonej mąką, klusek z „kwaśnem” (sokiem z kapusty kiszonej), klusek z
        makiem. klusek z miodem lub faryną (gorszym, ciemnym cukrem). Z niegdyś
        spożywanych potraw wigilijnych do dziś przetrwały kapusta z grzybami lub
        grochem, kompot z suszonych owoców i „makiełki” czyli bułka lub kluski z makiem.
        Tylko tutaj podaje się w wigilijną wieczerzę śledzie smażone na oleju
        lnianym, serwowane z ziemniakami i sosem przygotowanym z oleju, mąki, mleka i
        majeranku. Nieco później zaadoptowano potrawy, bez których trudno sobie
        wyobrazić wieczerzę wigilijną, to zupa rybna, barszcz z uszkami i karp smażony.
        W Wielkopolsce również można spotkać ciupkę z grochem, czyli groch z kapustą
        gotowaną z kwaszonej kapusty i łuskanego grochu z zasmażką na oleju.
        W Szamotulskiem wigilijnymi „zwykłemi potrawami są tylko kluski z makiem,
        kapusta, groch, kasze, grzybki i konieczna na każde święto gorzałka...”
        W Kaliskiem natomiast na wsi, w domach chłopskich, jadano na
        wigilię „siemieniuch”, kaszę jaglaną, kapustę z grzybami i grzyby w oleju, a
        czasem też kluski z makiem, zaś u mieszczan i szlachty zupę migdałową,
        kluseczki z sosem, karpia na szaro, szczupaka z szafranem, karaśki smażone w
        oleju z kapustą, groch biały, kluski z makiem i miodem, kompot z suszonych
        śliwek i gruszek.
        Na Pomorzu – „lud przy wieczerzy wigilijnej spożywa najczęściej kluski z
        makiem, zamożniejsi jadają rybę, gdzie bywa więcej dań, tam jest też zupa z
        piwa, bułeczki, kapusta z grzybami suszonymi, śledź ryba, pierogi, czasem
        ser...”
        Po dziś dzień Pomorzanie hołdują tradycji, iż na wigilijny stół winna się
        znaleźć zupa rybna z różnych gatunków ryb słodkowodnych (płotki, karasie,
        okonie), ugotowana na jarzynowym wywarze, zaprawiona śmietaną z żółtkiem, która
        w niektórych domach zwie się polewką rybną.
        Na Pogórzu – w okolicach Rabki – jedzenie było postne bez nabiału i
        składało się przeważnie z barszczu śliwkowego z ziemniakami, wodzianki, zupy
        grzybowej, zupy grochowej z chlebem, karpieli gotowanych, ziemniaków lub
        pierogów z kapustą. Kolację wigilijną kończył kompot śliwkowy z kluskami.
        Na Podhalu wieczerza wigilijna składała się na ogół z klusek zrobionych z
        ziemniaków i polanych miodem, „kłóty”, czyli kapusty z ziemniakami, bobu,
        grochu, kołaczy z razowej mąki z serem oraz suchego chleba z miodem
        i „kwaśnicy” czyli kapuśniaku z suszonymi śliwkami.
        U górali na Spiszu wigilijny obiad składał się z gotowanej fasoli,
        kapusty, ryb i śliwek suszonych, których trzeba zjeść jak najwięcej, a z ich
        pestek powróżyć sobie na zdrowie i urodzaj.
        U Lachów Sądeckich i na Pogórzu w okolicach Grzybowa na wigilię jada się
        dotychczas to, co się w polu rodzi”: groch ze śliwkami, kaszę jęczmienną,
        tzw. „siekankę” również ze śliwkami, żur z owsa lub zupę grochową. Karpiele,
        kapustę postną, ziemniaki, różne rodzaje pierogów, z kapustą, śliwkami,
        jabłkami, a ostatnio także z serem, gotowany bób, pęczak, „płatki” – kwadraciki
        ciasta maszczone olejem. W przeszłości na obiad wigilijny jadano
        także „ziemiankę”.
        Jadło wigilijne było na Śląsku zawsze urozmaicone. Biedota górnośląska,
        jak również pasterze beskidzcy w pierwszej połowie XIX w. nie zawsze
        przygotowywali wieczerzę wigilijną, a jeśli już ją spożywano, to nie różniła
        się ona niczym od pożywienia codziennego. Dopiero dwa wieki później co najwyżej
        starano się ugotować najważniejszą tu obrzędową potrawę wigilijną, którą była
        na prawie całym obszarze dawniejszego Śląska Górnego siemieniotka, tj. polewka
        z siemienia konopnego, zasypana zmieloną kaszą jaglaną i spożywana z ugotowaną
        kaszą tatarczaną (z krupami pogańskimi). O potrawie tej, której zasięg wykracza
        poza Polskę, wzmiankują najdawniejsze materiały śląskie, polskie i niemieckie.
        Obok niej wymieniane są śledź, karp i makówki, przyrządzane jeszcze obecnie w
        wielu domach, i to nie tylko na wsi. Jedną z najstarszych potraw obrzędowych
        była mouczka (lub moczką), tj. gęsty sos sporządzany na zasmażce z masła i mąki
        wraz z różnymi dodatkami (czosnek, chrzan, gruszki, grzyby, pierniki,
        pasternak), podawana do klusek jęczmiennych. Na stołach śląskich do dziś
        spotyka się kilka odmian mouczki.
        W tradycyjnym jadłospisie wigilijnym ludu cieszyńskiego figurowały m.in.
        buchty, zwane też gałuszkami. Były to kluski z surowych tartych ziemniaków,
        ewentualnie z dodatkiem mąki pszennej, kładzione łyżką na wrzątek, spożywane ze
        słoniną i popijane mlekiem. Znane były też gałuszki na parze. Ulubione jadło
        stanowiły jelita, tj. zapiekana w jelitach wieprzowych potrawa z ziemniaków i
        kaszy lub ryżu, suto okraszana skwarkami. Na całym obszarze Śląska w
        powszechnym spożyciu były w tym dniu: kapusta, groch, kasza, ziemniaki oraz
        suszone owoce.
        Niektórym produktom przypisywano właściwości magiczne. Wynikało to m.in.
        z dawnego, sakralnego wprost stosunku ludu do żywności, a także z lęku przed
        głodem i nieurodzajem. Stąd szczególnego znaczenia nabierała wieczerza w tym
        wyjątkowym dniu oraz zabiegi, mające zapewnić zdrowie, dostatnie zbiory i
        zwiększenie pożywności potraw. Dbano więc, aby na stole wigilijnym nie zabrakło
        przede wszystkim chleba uosabiającego dobrobyt i zaczątek nowego życia.
        Spożywano go z solą „żeby być mądrym” (górale beskidzcy). Na Śląsku Cieszyńskim
        bardzo popularne było przechowywanie skrawka chleba, rozpoczętego specjalnie na
        wstępie wieczerzy, „aby był dostatek w domu”. Tego godnego kraczka używano też
        jako lekarstwa; posługiwano się nim w praktykach magicznych. Do dziś niektórzy
        Cieszyniacy przywiązują ponadto dużą wagę do scykanek tj, długich kluse, które
        mają zbożą zapewnić dorodne kłosy. Według wierzeń, urodzaj będzie
        zagwarantowany,.jeśli w wigilię spożyje się kapustę z grochem. Siemieniotka
        miała chronić przed świerzbem i wrzodami: w tym samym celu należało zjeść choć
        kilka kuleczek grochu co poza tym miało zapewnić nie rozbieganie się kur i
        składanie przeznie jaj do gniazd.(Cieszyńskie, Stare Siołkowice, Dąbrówka
        Łubniańska, gm. Łubniany). Po wieczerzy należało zjeść jabłko, „aby gardło nie
        bolało” oraz orzechy, zęby „by się miało zdrowe zęby" (Piotrowice, gm.
        Przeciszów, Oleskie).
        W Starych Siołkowłcach (gm. Popielów) kładziono na stół suszone grzyby.
        Wierzono, że zapewni to pieniądze. W Zielinie (Gm. Strzeleczki) dawano dzieciom
        po kawałku jajka, aby się nie zagubiły w lesie, gdy będą zbierać grzyby, gdzie
        indziej stosowano do tego celu jabłko. Spożywano też marchew, traktując ją w
        wigilię jako lekarstwo na wszystkie dolegliwości (Dąbrówka Łubniańska).
        Magiczne znaczenie przypisywano wreszcie kaszy. Powinna jej skosztować przede
        wszystkim gospodyni, aby gospodarz oddawał jej cały swój zarobek na utrzymanie
        rodziny. „Żona, która w wigilię nie je kaszy, cierpi nędzę, bo mąż przepija
        zarobione pieniądze" - mówiono na Śląsku jeszcze w dwudziestoleciu
        międzywojennym.
        Na stół wigilijny podawano więc wszystkie te produkty żywnościowe, na
        których gospodarzom szczególnie zależało, które według wierzeń dawały siłę i
        zdrowie. Spożywane na wigilię produkty miały gwarantować odpowiedni ich
        urodzaj. W przekonaniach tych należy upatrywać ważne źródło zachowawczości
        wigilijnego jadłospisu. Z sakralnym traktowaniem Wieczerzy Wigilijnej wiąże się
        rozpowszechniona dawniej na Śląsku praktyka podawania na stół możliwie
        szerokiego zestawu potraw, a przynajmniej tylu, ile wytwarzało
        • Gość: goska Re: Olej lniany- POMOCY! cd. IP: *.gizycko.mm.pl 21.12.04, 08:49
          To chyba już wszystko:
          Na stół wigilijny podawano więc wszystkie te produkty żywnościowe, na których
          gospodarzom szczególnie zależało, które według wierzeń dawały siłę i zdrowie.
          Spożywane na wigilię produkty miały gwarantować odpowiedni ich urodzaj. W
          przekonaniach tych należy upatrywać ważne źródło zachowawczości wigilijnego
          jadłospisu. Z sakralnym traktowaniem Wieczerzy Wigilijnej wiąże się
          rozpowszechniona dawniej na Śląsku praktyka podawania na stół możliwie
          szerokiego zestawu potraw, a przynajmniej tylu, ile wytwarzało się produktów w
          gospodarstwie (Oleskie, Strzeleckie). Wszystkich potraw powinno być pod
          dostatkiem. Im więcej ich postawiono na stół, tym większy miał być dobrobyt.


          Na Warmii i Mazurach, jak wynika z badań etnografów, do II wojny
          światowej nie przestrzegano postu, a potrawy wigilijne nie różniły się od
          potraw dnia świątecznego. Najczęściej na wigilię podawano pieczoną gęś, gęsią
          kiełbasę, mięso oraz ciasto i słodycze.

          Jeszcze jakieś pięćdziesiąt lat temu nie tylko każdy region, ale niemalże
          każda wieś miała swoje, miejscowe regionalne potrawy wigilijne.

          „...Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami
          całymi, a potem szły śledzie w mące obmaczane i smażone na oleju konopnym,
          potem zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem
          również omaszczona. A na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki
          z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprażone. A przegryzali to
          wszystko prostym chlebem, bo placka ani strucli, że z mlekiem i masłem były,
          nie godziło się jeść dnia tego..." (Wł. Reymont: "Chłopi").

          Ściśle zachowywała posty prosta ludność, jeśli jedzono ryby - to gotowane
          i przyprawiane nie masłem, tylko olejem z siemienia lnianego, konopnego, z
          orzechów, maku, rzepaku lub słoneczników.

          Natomiast uczty wigilijne w staropolskich dworach wyróżniały się
          niesłychaną różnorodnością i pomysłowością w przyrządzaniu potraw rybnych.

          „...Dnia tego jednakowy po całej może Polsce był obiad, trzy zupy: migdałowa
          z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybowa ze śledziem, kutia dla służących,
          krążki z chrzanem, karp w sosie, szczupak z szafranem, placuszki z makiem i
          miodem, okunie z posiekanymi jajami i oliwą..." (Julian Ursyn
          Niemcewicz: „Wigilia Bożego Naradzenia”).

          Zupa migdałowa, obca niegdyś polskiej tradycji, stała się ulubioną
          potrawą warstw zamożnych. Przyrządzana była z mielonych migdałów sparzonych
          wrzącym mlekiem z dodatkiem dużej ilości cukru, rodzynków i ryżu. Na wigilię,
          urządzaną w sposób wystawny, podawano na ogół kilka zup do wyboru. Jedne
          musiały być jasne, inne ciemne; „...otworzyły się podwoje i poszli wszyscy do
          obiadu. Stały tam na stole na przemian zupa migdałowa i barszcz z uszkami.
          Nastąpiły po nich w zwykłym porządku szczupak z szafranem, ryż z podróbkami,
          kapusta z linem, ryby po lwowsku, placuszki z makiem, karp z miodownikiem,
          grzanki do oliwy i wina, ryby smażone i po nich zamiast kompotu jak zwykle,
          gruszki gotowane ze śliwkami i obwarzankami..." (E. Jaraczewska: „Wigilia w
          polskim dworze”).
          tinyurl.com/4bp3m

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka