figa9
15.01.05, 22:28
Od dawna czytam FK (uwielbiam gotować), potrafię tu zbłądzić na całkiem
dłuuugie chwile.
Chłonę dosłownie te przepisy. I to bym przygotowała… i tamto upiekła…
(Czasami to samym czytaniem się najem he he… wersja ekonomiczna ;-))
Sporo pychotek już wypróbowałam, ale…
No właśnie, ad rem, czego to ja Wam zazdroszczę…
Ano tego, że (przynajmniej tak to wygląda) codziennie robicie jakieś
przepyszności,
Że jecie je o normalnych godzinach tzn. np. obiad w porze obiadowej itd.
Że, jak się wydaje, celebrujecie posiłki.
U mnie wszystko postawione na głowie, mąż przeważnie wraca do domu o takiej
porze, że niektórzy to już nawet o kolacji zapomnieli. Ja najczęściej złapię
coś na prędce przed pracą, a po pracy to też już tak późno, że nawet nie
myślę o pichceniu czegoś nowego, wypróbowaniu jakiegoś przepisu. Sobota i
niedziela czasami wiele się nie różnią (praca).
Dzisiaj byliśmy na zakupach, zgłodnieliśmy a i owszem… poszliśmy do knajpki
coś przekąsić i właśnie mnie takie refleksje dopadły… Że nie ma kiedy, bo
albo za późno, albo dyżur, albo jak już jesteśmy razem, to biegamy po mieście
i nie ma nas w domu…
A teraz poproszę przepis na to, jak to wszystko zreorganizować ;-)
Hmmm… a może to wszystko tak słodko wygląda, a od „Kuchni” jednak jest
inaczej???
Uśmiechy
figa9