Dodaj do ulubionych

co za rodzina....nt ale musze....

31.01.05, 15:55
Przepraszam, że na tym forum ale musze dać upust swoim żalom :(
W piatek wieczorkiem przyjechała do nas rodzinka męża - a dokładniej brat z
żoną i córeczką....
przywitałam ich sałatką z tuńczyka - "a czy jest chleb i jakies wędliny, bo
my takich sałatek nie jadamy"
w sobote rano sniadanie: a czy jest majonez i jajka? - bo my najczęściej To
jadamy na śniadania...
W sobote obiad: carbonara, a czy możemy zamówić sobie pizze? - bo makaronów
nie jemy bo nimi nie mozna sie najeść...
W sobote kolacja: szaszłyki z kuskusem i sosem bazyliowym: - a czy jest
chleb? a czy nie obrazisz sie jak zostawimy "zielenine"? a czy jest "keczap"
i chrzan?
Sniadanie niedziela - j.w.
Obiad niedziela: schabowy, ziemniaczki, surówka - z kap. pekińskiej... - a
czy dałaś mleko do ziemniaków? a czy w sałatce jest cebula???

Milion przekleństw ciśnie mi się na usta i wogóle jest mi z tym źle,
cieszyłam sie na ich przyjazd. Lubie gotować ale TACY goście mogą zniechęcić
chyba nawet do zycia. Nikomu takich nie zyczę.
Obserwuj wątek
    • marghot Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 15:58
      Nic się nie przejmuj takimi postaciami. Całe szczęście już pojechali.
      następnym razem sama wybrzydzaj, a im zaproponuj mieszkanie w hotelu, gdyż Ty
      nie jesteś w stanie sprostać ich wymaganiom kulinarnym ;)))
      To tzw. turyści upierdliwi. W domu potulnie wcinają wszystko, a na wszelkiego
      rodzaju wyjazdach grymaszą ...grrrr
      • jacek1f nie nie nie.. 31.01.05, 16:02
        Kika, a czy troszke to nie Twoja wina? Nie znasz ich wcale? A podpytalas
        wczesniej, co jadaja, co lubia itp...?
        Rozumiem, ze upierdliwi do, potegi, ale mozna wczesniej sie bylo dowiedziec, ze
        oni tylko majonez i majonez.
        "a my co, tylko banany i banany"

        Dobrze, ze pojechali...
        • kika_kika Re: nie nie nie.. 31.01.05, 16:08
          gdyby to były jakies wyszukane extra super dania.... to ok, mogą nie jadać, ale
          zrobiłam to co zwykle jada sie u nas czy w normalnych domach. (oni w domu
          prawie nic nie jedzą - szwagier stołuje sie w przydrożnych barach - jako
          kierowca a szwagierka w stołówce pracowniczej w pracy), dziecko u babci i w
          przedszkolu.
          O majonezie wiedziałam, więc byłam przygotowana.... ale do cholery jasnej nie
          podawałam przecież surowych łososi, małż czy krewetek no... wydawało mi sie, że
          zrobiłam najbardziej uniwersalne dania....
          Wiedziałam tylko, że rosołku niepapu, kapuśniaków nie papu... a tu sie okazuje
          że chleb z cebulą to tylko papu - z dużą ilością majonezu...
          grrrr
    • marghe_72 Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 16:00
      Ze tez Ci sie chciało gotowac po piewrszym dniu..
      Wspólczuję. Ja bym zastrajkowała chyba
      • dispell Re: Już niedługo trawa 31.01.05, 16:02
        ma świeża rosnąć - no to na trawnik ze słoikiem majonezu ich i smacznego wobec
        tego... ;D
    • dispell Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 16:00
      Współczuję Ci serdecznie. Pomijając wszystko inne to do bani z takimi gośćmi.
      Przecież to kompletny brak szacunku dla Ciebie jako gospodyni i dla Twojej
      pracy. Wiadomo, że w przypadku gości każdy chce jak najlepiej... A co mąż na
      to? Pozwalał na coś takiego?....Nie do wiary... Ale się nie martw -
      dłuuuuuuuuuuuuugo nie przyjadą... ;)
      • jottka troche 31.01.05, 16:03
        nie rozumiem:( ty możesz tylko patrzec z usmiechem zębicznym na ustach, ale męża
        psi obowiązek zwrócenia braciszkowi uwagi, że nieco przesadził i do knajpy nie
        przyjechał
        • kika_kika Re: troche 31.01.05, 16:11
          gdy mąż zwrócił im uwage co do makaronu... to własnie usłyszeliśmy, żebyśmy sie
          nie martwili, że będą głodni bo mogą sobie pizze zamówić......
          potem nic już nie komentowaliśmy - tylko spokojnie czekaliśmy na ich wyjazd...
          jak nigdy - w stosunku do naszych gości.
      • kika_kika Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 16:03
        no mąż też jest wqrzony i zdenerwowany tą całą sytuacją, tym bardziej, że w
        piątek cieszył sie, że mimo moich ciążowych nudności i humorków z usmiechem na
        pysiu podeszłam do zorganizowania całej tej wizyty.....

        massakra....
        • jottka Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 16:10
          ale on nie ma być wkurzony teraz, on miał odpowiednio zareagować po pierwszych
          wybrykach rodziny:) może niech lepiej poćwiczy asertywność względem ukochanych
          krewniaków
          • Gość: mnkra Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.chello.pl 31.01.05, 16:25
            Nie przejmuj sie .Ja juz to mam za soba.Moja bratowa jak mnie ma odwiedzic ze
            swoimi corkami lat.8 i 9.To ja juz wiem co ugotowac "Rosol z makaronem.Nogi z
            kurczaka z mikrofali i mizeria" a ziemniaki oczywiscie bez zielonego. Ile razy
            sa u mnie zawsze to jedza.Doswiadczylam kiedys podobnego uczucia.Byla ogorkowa
            na talerzach i musialam ja zlac i przecedzic zeby przez przypadek nic w niej
            nie plywalo.Zostala "biala woda i ziemniaki" Od tego czasu zawsze pytam co moge
            przygotowac zeby zjedli z apetytem.zawsze tasama odpowiedz: j.Wyzej.Oni wszyscy
            zapewne nie wiedza ze jest takie cos jak forum kuchnia na GW, gdzie z samego
            czytania mozna miec ochote na to i owo.
    • Gość: Nobullshit Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.spray.net.pl 31.01.05, 16:23
      Tego nie można nazwać inaczej jak chamstwem. Kiedy idę w gości,
      zjem, co mi podadzą, nawet jeśli nie lubię. Szczęśliwie nie mam alergii
      i nie jestem wegetarianką. Najwyżej kozi ser z sałatki wydłubię.
      • jottka Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 16:35
        Gość portalu: Nobullshit napisał(a):

        > Tego nie można nazwać inaczej jak chamstwem.


        no nie mozna, ale poniewaz idzie o brata męża kolezanki, to sie boimy
        odpowiednie dawać rzecom słowo:)

        a kozim serem uszczelniamy z zemsty okna gospodarzom
        • giezik Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 19:15
          to wlasnie problem z rodziną, ze mimo iz mozna by sobie pozwolic czesciej na szczerosc zachowujemy sie jakby to bylo smierdzace jajo
          A tymczasem trzeba bylo powiedziec, o swoich emocjach wprost
          • jottka Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 19:37
            giezik napisał:

            > A tymczasem trzeba bylo powiedziec, o swoich emocjach wprost


            no to własnie goście nie skrywali emocji i tez ci sie nie podoba:(
            • giezik Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 19:39

              eee, mysle ze probowali to zalatwic kurrturarnie, co by nie urazic. A tymczsem trzeba bylo noz w stol wbic i wygarnąć
            • dispell Re: Nie mylmy emocji 31.01.05, 19:43
              z brakiem wychowania. Z emocjami miałabyś do czynienia gdyby wrzaskiem, płaczem
              i jękiem na siłę sobie Ciebie podporządkowali. Wykazali się totalnym brakiem
              kultury, po pierwsze nie doceniając tego, że ich gościsz, a chamstwem - bo
              gospodarzom należy się w ich własnym domu szacunek, a ten wyraża się przede
              wszystkim podporządkowaniem regułom w danym domu panującym. Przecież gdyby u
              nich w zwyczaju było wywalanie zawartości śmietnika na środek dywanu w pokoju,
              nie zrobiliby niczego podobnego u Ciebie. Nawet byś do tego nie dopuściła. ;)
              • giezik Re: Nie mylmy emocji 01.02.05, 06:32
                emocje drogi despelu to nie tylko wrzaski. Cicho przezywana frustracja jest nią również i o tym dosc wyraznie pisalem
    • Gość: bynight rowniez wspolczuje IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 19:25
      goscilismy raz brata mej polowki. Jadl wszystko mimo, ze ryba beee, ryz kluje w
      zeby, ocet balsamiczny to mimo, ze smaczny to jednak woli unikac itd. Ale
      stwierdzil, ze skoro jest w gosciach to musi sie dostosowac, a chlopak mial
      dopiero nascie lat. Mysle, ze skoro On potrafi to "starsi" tez powinni ;-)

      A swoja droga, sama sie zmusilam do zjedzenia kielbasy z wody! z potluczonymi
      ziemniakami i salatka s sosem z butelki. Fuuuuj to potegi. Pokrecilam nosem, ale
      rowniez grzecznie zjadlam - gotowal gosc z USA (nie Polak!).
      Bardzo nie lubie jak jedzenie sie marnuje...
    • Gość: Hanna Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: 65.38.217.* 31.01.05, 20:53
      Kika, masz nauczke! Jak nie znasz upodoban gosci to najlepiej trzymac sie
      tradycyjnych potraw. Nie wszyscy zjadaja sie modnymi obecnie salatkami, czy nie
      prosciej bylo podac chleb, maslo, wedliny, moze ogorka i pomodora! Nie wiem, ja
      robisz salatke z tunczyka, ale czytajac niektore tu podawane przepisy-tez bym
      nie zjadla. Na sniadanie-jajka gotowane, dzem i bulki. Obiad.....
      Chyba mnie zrozumialas----mile potrawy zostaw dla meza i siebie i tych co
      potrafia docenic Twoje wysilki!!
      A juz szczegolnie jak przyjezdzaja dzieci---zostaw, niech matka dzieci
      przygotuje im jedzenie. Ona wie co zjedza!! I jeszcze raz radze---prostota!!
      • dispell Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 21:03
        lub krąg kulturowy (cywilizowany zaznaczam), w którym gospodarze mają obowiązek
        dostosowania się do gości a nie odwrotnie? No to może jeszcze zaczną sobie po
        szafach grzebać w ramach zagospodarowania "czasu wolnego" - bo do teatru nie
        chodzą?
        • skarolina Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 21:24
          A ja sądzę, że jednak potrzebny jest złoty środek. Nie wyobrażam sobie
          przyjmować gości serwując na stół tylko to, co ja lubię, kompletnie nie licząc
          się z ich upodobaniami i jeszcze obgadując ich na forum publicznym.
          Nie mówię, żeby serwować na stół tylko i wyłącznie potrawy lubiane przez gości,
          ale też i nie można na siłę wmuszać w nich potraw, przez siebie uważanych za
          jedynie słuszne.
          Przecież można postawić na stole parę rzeczy do wyboru - sałatka, wędlina, ser i
          już nie ma zgrzytów.
          Czy to naprawdę taki problem spytać, co goście zwykle jadają na śniadanie? Albo
          zanim przygotuje się obiad, zapytać, czy to lubią?
          • kika_kika Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 22:48
            sorki ale nie mam w domu supermarketu z wyborem mięs, dodatków i potraw
            gotowych, czy naprawdę szaszłyk z kawałkiem cebuli, boczku, papryki i pieczarki
            jest takim dziwactwem???
            A na sniadanie było kilka rzeczy do wyboru.... tak więc... śniadania były
            chyba najlepsze...
        • Gość: Hanna Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo IP: 65.38.217.* 31.01.05, 21:25
          Nie , nie myslalam o dostosowaniu sie, ale o praktycznosci zycia. Po co sie
          silic, wydawac pieniadze dla ludzi, ktorzy i tak niedocenia? Co do grzebania po
          lodowce itp-----mozesz asystowac, nie? Mysle, ze jak pozyjesz troche to
          bedziesz bardziej kompromisowy.
          • dispell Re: Myślę, że mając na karku 31.01.05, 21:50
            4 krzyżyk na kompromisowość w krańcowych przypadkach szkoda zdrowia. No - może
            jak pęknie mi szósty albo siódmy (krzyżyk oczywiście) zmienię zdanie. :-)
        • aankaa Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 22:15
          • Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo
          dispell 31.01.2005 21:03 + odpowiedz


          lub krąg kulturowy (cywilizowany zaznaczam), w którym gospodarze mają obowiązek
          dostosowania się do gości a nie odwrotnie?

          ===
          jeśli zapraszamy gości - dostosowujemy się do ICH gustów/upodobań, ew. - jako
          alternatywę na stole - proponujemy swoje "pomysły"
          jeśli gośćmi jest rodzina (jak w tym przypadku) wypadałoby uwzględnić i
          ich "smaki"
          • dispell Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 22:23
            Savoir vivre się kłania: jeśli podejmujesz w domu u siebie to Ty dyktujesz
            warunki, niezależnie od tego czy to rodzina czy nie, możesz gust uwzględnić,
            ale nie masz takiego obowiązku. Goście mają wybór i swobodę jeśli ich
            zapraszasz do lokalu. To tyle. Temat uważam za zamknięty, bo nic nowego już do
            sprawy nie wniesie. ;-)
            • aankaa "ty dyktujesz warunki" 31.01.05, 22:33
              > Savoir vivre się kłania: jeśli podejmujesz w domu u siebie to Ty dyktujesz
              > warunki, niezależnie od tego czy to rodzina czy nie,

              jeśli zapraszam "obcych", na jeden posiłek - ... może ... choć nie
              zastosowałabym się do Twoich zasad. Wspólne biesiadowanie ma przynieść frajdę
              wszystkim a nie tylko "wydającemu"

              jak pojawia się rodzina (i z dzieckiem) na kilka dni zwykła grzeczność /
              zachowanie dobrych stosunków "na zaś" wymaga ODE MNIE skonsultowania
              ich "preferencji kulinarnych"
            • aankaa Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 22:36
              Savoir vivre się kłania: jeśli podejmujesz w domu u siebie to Ty dyktujesz
              warunki, niezależnie od tego czy to rodzina czy nie, możesz gust uwzględnić,
              ale nie masz takiego obowiązku.

              ===
              zapraszając wegetarian proponujesz im polędwicę albo udziec z dzika ?
              to jako przykład
              • dispell Re: Jednak odpowiem: 31.01.05, 22:44
                Strzeliłaś Panu Bogu w okno - jeśli ktoś jest wegetarianinem, "koszer" lub ma
                problemy zdrowotne, alergię na białko na przykład, wykluczającą pewne potrawy
                czy ich składniki JEST ZOBOWIĄZANY w swoim własnym interesie powiadomić o tym
                gospodarzy - i może to dla Ciebie niespotykane - ale robią to. :-)
                • Gość: heh Re: Jednak odpowiem: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 17:27
                  A Ty przepraszam do rangi Boga pretendujesz, czy jak...?
          • kika_kika Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 31.01.05, 22:53
            hmmm pizzę - taką która mogą sobie zjeść w każdej restauracji i kiełbasę z
            grilla? Sorki ale nie mam ani grila ani pizzerii...
            Dla mnie rodzina jest czymś ważnym i jeśli kogoś zapraszam, chciałabym go
            podjąć najlepiej jak można.
            Czy wy wszyscy czytaliście co było podane?? Przeciez (powtarzam poraz enty) nie
            podawałam homarów, raków, langust czy krewetek... zwykłe żarło, które -
            normalni ludzie jedzą. Co do makaronu - są pierwszymi ludźmi których znam,
            którzy rzekomo nie jadaja....
            A jak ja jadę w gości to jakoś nikt nie pyta mnie czy coś lubię czy nie i nawet
            ziemniaki z śledziem w mietanie - wymieszane razem, albo jajecznice ścieta na
            wiór zjem nie grymasząc...
            • Gość: szadoka Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo IP: 212.160.172.* 01.02.05, 10:27
              calkowicie sie z Toba zgadzam, sama jak mam zamiar przyjac gosci to staram sie
              zeby bylo jak najlepiej i zawsze jest wiekszy wbor roznych roznosci niz
              zazwyczaj. I uwazam, ze goscie maja obowiazek te starania docenic. Przeciez
              wiadomo ze przyjmujacy sie stara i chcialby wypasc jak najlepiej.
              Coz na przyszlosc moze zapros rodzine do pomocy,jak sami sie przyloza do roboty
              to moze beda mniej wybradni...
            • Gość: annika Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo IP: *.ae.wroc.pl 01.02.05, 14:53
              kika, masz rację.
              Żarcie podałaś fajne, nie jest to co prawda to co statystyczny Polak jada na
              codzień, ale ten fakt nie upoważnia do wybrzydzania!
              Jak jestem w gościach to jem co dają. Jak smakuje - chwalę, jak nie smakuje -
              taktownie milczę. I tyle

              Pomijając to, mam zasadę niekrytykowania gotującego/gotującej za wytwory :) Bo
              sama wiem, jak się człowiek czasami napracuje, a często coś uda się "inaczej".

              Uważam to za zwykłą grzeczność.

              Trzęsie mnie, jak do mnie przychodzą goście i marudzą, że oliwek w sałatce nie
              lubią. Mogą wyjąć, odłożyć na brzeg talerza. Na drugi raz będę wiedziała,
              OPRÓCZ sałatki z oliwkami zrobię taką dla nich. Czy to, że oni nie jedzą tego
              co ja oznacza, ze ja mam U SIEBIE W DOMU jeść to co oni? Na 99% jak pojadę z
              rewizytą, dostanę nie to co JA CHCĘ, tylko to co ONI lubią. I robię z tego
              problem? Nie. Uszanujmy czyjąś pracę.

              Trzęsie mnie również, jak u teściowej szwagrowie wciąż krytykują (często
              zresztą bezpodstawnie lub z przesadą) jej obiady, a żaden palcem w kuchni nie
              kiwnął, nie mówiąc o zmywaniu.

              To samo odnośnie innych kultur - mam przykład z wymiany grup młodzieży Polska-
              Francja. Francuzi z wizytą w Polsce koniecznie chcieli jadać po swojemu - i
              pory posiłków również przeflancować. Tośmy im nadskakiwali. Polacy we Francji
              goszczeni byli po francusku - do głowy by gospodarzom nie przyszło karmić
              Polaków inaczej. I to jest dla mnie normalne, więc grzecznie jedliśmy to co nam
              dawano - poznając przy tym obyczaje kulinarne Francji. Wytłumaczyłam to naszym
              dzieciakom i jedli, i przeżyli, i zadowoleni byli.
              Przy kolejnym przyjeździe Francuzów poszłam po rozum do głowy i oświadczyłam
              Francuzom, że tym razem jedzą po polsku. Efekt? Rozanieleni byli, że tu taka
              pyszna kuchnia, stwierdzili, że rozkład posiłków też jakby sensowniejszy mamy.

              Reasumując - Kika trzymaj się, nie daj się gburom.
        • Gość: nimsay Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 17:21
          a jaki to jest "niecywilizowany"...?
      • e_katt z góry 01.02.05, 15:16
        przepraszam wszystkich za nadmiar egzaltacji
        (ale temat jest taki, że inaczej nie potrafię..)

        Do hanny chciałabym się zwrócić:
        piszesz, że kika podała gościom specjały nader ekstrawaganckie, wyszukane, o
        zbyt wyśrubowanym poziomie wyrafinowania jak na polskie przaśne upodobania i
        podniebienia (tak twoją wypowiedź odebrałam)

        Przeanalizujmy zatem, co też ta kika zaserwowała:
        - sałatka z tuńczyka (zbyt modny i nie dla każdego frykas? Ryba plus dodatki?)
        .. no faktycznie powinna raczej podać sałatkę typu miks warzyw mrożonych,
        drobna kostka, zalanych majonezem

        - carbonara (toż makaron przecież.. nikt mi nie wmówi, że mało sycący, bo w
        końcu z sosem śmietanowym zaprawionym jajkami, z dodatkiem jakby nie było
        pożywnego;) boczku)
        .. na pewnie, że kika mogła podać pizzę (coś mi jednak mówi, że nawet gdyby
        kika robiła ją w domu, to dzieło rąk jej własnych zalane zostałoby podwójnym
        ketchupem! Brr..)

        -szaszłyki z kukusem i sosem bazyliowym (boże, to mięsko w końcu, z kaszą!)

        - schabowy, ziemniaki, surówka z kapusty pekińskiej (a tu dla odmiany to kika
        wyraźne poleciała po narodowym guście kulinarnym, esencję tradycyjnego obiadu
        polskiego serwując!.. i tu wybrzydzali! – no to jak się ma to tego dania twoja,
        hanno, teoria, że gościom to tylko tradycyjne potrawy?!..)

        ja rozumiem, że można byłoby się czepiać, gdyby przed gości wjechały na stół
        homary, strzykwy, focze oczy, ślimaki itd. – coś, co wymaga nieco większego
        doświadczenia i obycia kulinarnego
        ale skąd zarzuty wobec kiki, „że ma nauczkę, że dla gościa – jak lubi on, że
        jak śniadanie to kontynentalne, a jak obiad to po polsku”
        jaki grzech, czy bodaj nietakt, w materii (jak się okazuje delikatnej)
        przyjmowania gości, kika popełniła?

        raczej gości kiki należałoby porządnie złajać za to, że skądinąd mile
        zapowiadającą się wizytę zmienili (z własnej woli zresztą) w drogę przez mękę i
        cierpienie („nie będziemy tego jeść, bo my tak nie jadamy, bo my, w swoim domu,
        to jadamy inaczej, więc zamówimy pizzę, ale nie martwcie się o nas”)

        zresztą, co to za „goście”, którzy wizytę traktują jako okazję do darmowego
        zapchania brzucha, w dodatku: tak jak oni lubią?
        co to za „goście”, którzy sprawiają, że gospodyni czuje się we własnym domu jak
        intruz?

        Ja rozumiem, gdyby kika nachalnie zapraszała do jedzenia, dokładek itd... ale
        to inna bajka! Wyraźne gościom kiki pozostawiono wiele swobody.. której
        nawiasem mówiąc, mooocno nadużyli (chociaż tak to z niektórymi jest: daj palec,
        a...)



        Koniec i kropka!
        A tych, których mój wywód znużył i zmęczył, przepraszam.
        Ale musiałam dać upust emocjom, rodzącym się za każdym razem, gdy mam do
        czynienia (albo słyszę o nich chociaż) z dziabiącymi w potrawie cierpiętnikami
        kulinarnymi!
      • Gość: drinkit Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.06.05, 00:37
        Gość portalu: Hanna napisał(a):

        I jeszcze raz radze---prostota

        Przeca włoskie makarony to jest prostota!!! Poza tym sądzę, że wielu ludziom
        przydałaby sie nauczka, ze jedzenie nie ogranicza sie do jajek,
        majonezu, "keczapu" i schabowych
    • aankaa zapraszając / oczekując gości 31.01.05, 22:08
      dowiedz się co jadają
      nasze "popisowe dania" mogą okazać się zupełnym niewypałem

      przykre ale jak życiowe
      • siostraheli Re: zapraszając / oczekując gości 31.01.05, 22:35
        niemniej jednak goscie, ktorzy nie sa otwarci na nowe smaki to dopust bozy.
        • Gość: cat-lover Re: zapraszając / oczekując gości IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 31.01.05, 22:39
          swiete slowa, siostroheli! U mnie by dlugo nie wyrzymali, bo uwielbiam wrecz
          ludzi zaskakiwac, szczegolnie tych co sie opieraja nowosciom i robie to z
          usmiechem na ustach. Czy jestem zlosliwa? Chyba nie........
          • Gość: annika Re: zapraszając / oczekując gości IP: *.ae.wroc.pl 01.02.05, 14:56
            jesteś złośliwa, jesteś :D
            Mogę cię odwiedzić, coo? Proooszę!

            :)
            • kika_kika Re: zapraszając / oczekując gości 01.02.05, 15:07
              a prosze cie bardzo :P poszukaj, gdzieś jest wątek sylwestrowy z menu jakie
              zaproponowałam gościom (kolega dobrze znany i mniej znana jego narzeczona) i
              mimo że było troche "extremalnych" dań - np. sałatka ceviche - z surowego
              łososia, czy pierś indycza z słodkim nadzieniem, czy też ta carbonara... -
              goście byli zadowoleni, nie grymasili, a wręcz smacznie zajadali mimo, że
              wiekszośc rzeczy jedli pierwszy raz....
      • akaala Re: zapraszając / oczekując gości 31.01.05, 22:45
        ja tak wlasnie robie - jesli nie znam ludzi, pytam przed przyjazdem, czego absolutnie nie jadaja, a co
        lubia i potem kombinuje cos tak, zebym i ja zjadla ze smakiem, i im smakowalo. Fakt, najgorzej jest z
        dzieciakami, ale do nich mowie wprost, ze u mnie w domu nie jada sie zadnych czipsow, hamburgerow
        itp., ale moge zrobic np. kurczaka specjalnie dla nich. I wtedy nie dosc, ze zjadaja, to jeszcze odwaza
        sie siegnac np. po salate czy inny sok niz w domu. No bo kurczak okazuje sie smaczny!
        • giezik zbyt czesto rodzice 01.02.05, 06:35
          mówią, "eee nasze dziecko tego nie jada, tamtego nie jada". Po czym gdy przychodzi co do czego, dziecko zachwycone czyms nowym zaskakuje wlasnych rodziców.
      • Gość: Asia Re: zapraszając / oczekując gości IP: *.upc-j.chello.nl 31.01.05, 22:47
        Jakie to byly wymyslne dania. Wedlug mnie byly normalne. Mozna oczywiscie podac
        codziennie schabowego z ziemniakami, ale bez przesady. Nie bylo w tych daniach
        nic dziwnego. Dostosowac sie do gosci i owszem mozna, ale jezeli wiemy ze sa np
        chorzy, maja na cos alergie czy sa wegetarianami. Mozna tez ewentualnie zapytac
        o gusta dziecka. Ale poza tym, nie widze problemu.

        Pozdrawiam i zycze jak najmniej upierdliwych gosci :)
        • kika_kika Re: zapraszając / oczekując gości 31.01.05, 23:01
          o dzięki Ci wielkie za zrozumienie :)
          O guście dziecka trudno cos mówić, bo... albo przy stole strzela focha, albo
          zajada własnie petitki - "bo są zdrowe" i zapija kubusiem albo actimelkiem.
          Wiedziałam że mała - uwielbia rosołek, ale reszta rodziny - niecierpi, więc..
          tu ukłon w strone dziecka i... z czwartku zostawiłam porcję dla małej. Zjadła i
          nie marudziła.
      • Gość: bynight Ludzie to nie szczury IP: *.dip.t-dialin.net 31.01.05, 22:49
        Jak wyemigrowalam z Polski, wizyty u znajomych wiazaly sie z poznawaniem calkiem
        nowych smakow, ktore nie od razu wydaly mi sie rewelacja. Jesli bede jedla to co
        znam to wtedy niczym nie roznie sie od szczura ;-)

        Poza tym ze ja bylam u wielu ludzi w domkach to i wielu przychodzilo do mnie.
        Nigdy nie pytalam co sobie zycza i ja nigdy nie bylam pytana. Najwyzej spytalam
        katolikow czy jedza miesa w piatek. No i oczywiscie wiedzialam kto jest
        roslinozerca, zeby cos przygotowac.
        Uwazam, ze gospodarz dyktuje warunki i robi to co potrafi najlepiej. Jak do tej
        pory tylko raz sie nacielam na kielbase z ziemniakami...
        • rezurekcja Szczur tez wszystkiego nie je 01.02.05, 09:46
          Moje odmawialy konsumpcji sera koziego, rukoli, salaty wloskiej,
          wolaly wode zywiec od naleczowianki (bo nie mialam odwagi podawac im kranowki,
          jako ze szczur hodowlany wbrew pozorom to zwierze niezwykle delikatne).
          I tez mialy swoje smaki, jak sie przyzwyczaily do serka homogenizowanego
          waniliowego, to serek zwykly kłuł je w zęby, musialo minąć troche czasu zanim
          sie "przemogly".
          Z ludzmi niewatpliwie jest podobnie.

          Z goscmi natomiast robie tak, ze zawsze pytam, czego _nie_ jadaja, bo zawsze
          mam w pamieci koleznake, kotra napracowala sie nad jakąś meisną pysznościa, a
          goscie byli... wegetarianami.
          Niemniej jednak faktycznie trudno wytrzymac takich, ktorym nic nie smakuje.
      • kika_kika Już nie mogę!! 31.01.05, 22:56
        Ludzie, o czym wy pizecie?? Jakie dania popisowe?? To przepraszam, ale co wy
        jecie na obiady normalne weekendowe?? Mam przytoczyć z wątków weekendowo -
        jedzeniowych??
        Zaraz zostanę tu zlinczowana bo nie było chleba i soli na powitanie!!
        • giezik Re: Już nie mogę!! 01.02.05, 06:35
          masz racje kika. Zgadzam sie w całej rozciaglosci. Bo wyglada na to, ze finezja to pomidorowa z dodatkiem bazylii :)
    • ms.wah Re: co za rodzina....nt ale musze.... 31.01.05, 23:03
      A ja powiem tak: zwykle się dostosowuję do tego co dają gospodarze. Właściwie prawie zawsze - jeszcze powiem, że dobre. Ewentualnie jak już naprawdę czegoś nie znoszę to mówię, że dziękuję, nie jestem głodna.

      Zwykle....Ale kurcze, brat to rodzina - nie chce mi się udawać. Więc mówię, że nie lubię, że chcę coś innego. Zawsze coś tam jeszcze w lodówce mają i nie ma problemu. Oni lubią ryż, ja nie - ja nie wymagam, żeby były dla mnie ziemniaki, oni rozumieją, że sobie zjem kanapkę...tyle.
      Kiedy oni się zjawią u mnie staram się zrobić coś co lubią, ale nie stanowi dla mnie problemu, jeśli mój brat lub bratowa stwierdzą 'eee...a co masz jeszcze w lodówce'.

      Z jednej strony rozumiem, że kiedy się włożyło w przygotowanie czegoś duuużo wysiłku, to przykro, że ktoś nie docenia i wybrzydza, ale z drugiej strony dla mnie np. sałatka z tuńczyka to właśnie coś przy czym po całym dniu podróży wolę stwierdzić, że nie jestem głodna i iść spać głodna z nadzieją, że na śniadanie będzie coś innego...
      • Gość: makneta Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 23:40
        Coś mi się wydaje, że Kika po prostu czuła się urażona ich podejściem do
        sprawy. Przez trzy dni nic nie smakowało jej gościom, albo raczej nie byli
        łaskawi nawet spróbować tych potraw. Czy to tak dużo kosztuje spróbować,
        należałoby jeszcze docenić, że kobieta w ciąży biega po kuchni i się stara.

        Znam takich ludzi. Mój szwagierek zawsze jest niezadowolony z tego co podaję na
        stół, a jego żona tylko grzecznie siedzi nad talerzykiem. Szwagierek, owszem
        podje sobie, a potem rzuca komentarz - ty tu zawsze musisz udziwnić.
        Pamiętam, że nie lubi sałatek z majonezem to mu ich nie daję, że warzywka są
        blee, to na stole znajdzie się jakieś mięso, a mu i tak zawsze jest źle.
        Prawdziwa kultura polega na zjedzeniu nawet kaszy gryczanej i pulpetów w sosie
        marchewkowym, chociaż się tego nie cierpi. Mi tak raz dało się podjąć
        koleżankę.
      • kika_kika brat bratu nie równy... 01.02.05, 10:41
        Gdyby to była rodzina z zamiedzy, mieszkali gdzieś obok i wpadaliby do nas z
        wizyta co niedziele, ok, moge znać ich preferencje kulinarne i wiedziec, że
        szaszłyków nie lubią, makaronów tez nie, rosołku nie papu, sałatki z tuńczyka
        również. (aż dziw bierze, że na tyyyyyle potraw wybrałam akurat te, których nie
        jadają (bo tak naprawde, to nie poszło o to, że nie lubią, że im się cofa...
        tylko... NIE JADAJĄ), ale... szwagier z rodziną przyjeżdża do nas dosłownie raz
        do roku i wiedziałam, że bardzo wykwintne papu będzie ich krepować. Więc
        chciałam podac to co zwykle się jada, ale troche ładniej, składniej... no i
        masz babo placek....
        • Gość: annika Re: brat bratu nie równy... IP: *.ae.wroc.pl 01.02.05, 15:13
          zgadzam się,
          Ludzie przecież jak goście przyjeżdżają to się nie wyjeżdża z zupą z mrożonki
          tudzież najbardziej codziennymi potrawami! i w druga stronę - niekoniecznie od
          razu z homara ich!
          Kika wybrała złoty środek - oryginalnie ale nie ZBYT wyszukanie (żeby było
          jasne - nie powiedziałam "NIEZBYT wyszukanie" :) ), nie podawała codziennie
          tego samego, po prostu trafiła na wiecznie niezadowolonych!
    • casper_ Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 08:56
      A ja z innej beczki. Kultura kulturą, ale od zawsze tak mam, że pewne
      dania "rosną mi w ustach". Fakt, że z wiekim coraz tego mniej, ale w młodości
      zdarzało mi się biec od stołu do łazienki...na szczęście we własnym domu. Teraz
      już mam opanowaną technikę połykania bez gryzienia ekstremalnych potraw ;)

      Co nie zmienia faktu że dorośli ludzie powinni zamknąć buzie i nie krytykować
      na każdym kroku. W najgorszym wypadku (jeśli faktycznie nic im nie smakowało)
      wróciliby trochę głodni do domu.

      A tak w ogóle, to jakoś "mam przeczucie" że w ogóle wizyta nie była tak udana
      jak się spodziewałaś, prawda Mamo Wisienki? :P

      Pozdrawiam
      Casper
      • siostraheli marudzace dzieci 01.02.05, 09:47
        Marudzace dzieci przewaznie zle swiadcza o rodzicach. Nie mowie o dzieciach
        bardzo malych. Ale jesli panstwo w wieku gimnazjalno-licealnym grzebie w
        talerzu z niesmakiem, bo na kolacje jest losos i koktajl z krewetek, wygrzebuje
        z salaty oliwki, nie jada salatek oprocz mizerii i zielonej salaty ze smietana
        (u mnie w najblizszej rodzinie zachodzi taki przypadek), to nie jest nasz
        problem. To problem rodzicow tych dzieci. Bo wychowuja je w kuturze kartoflano-
        buraczanej, w zamknieciu i ksenofobii i nigdy nie beda mialy otwartosci na
        swiat i nowe doznania. beda sie baly wyjechac gdziekolwiek, podjac jakiekolwiek
        wyzwanie. Slowem: nie robmy z dzieci Mamoniów kulinarnych. Nie przenosmy swoich
        kompleksow na dzieci. Amen.
        • kardamon1 Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:10
          amen.

          czy moglibysmy powyzszy post wydrukowac i za darmo, w ramach dnia dobroci dla
          mamoniow kulinarnych, rozdawac na ulicach? :)

          pozdrawiam
        • skarolina Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:16
          > Ale jesli panstwo w wieku gimnazjalno-licealnym grzebie w
          > talerzu z niesmakiem, bo na kolacje jest losos i koktajl z krewetek,

          Hmmm, odległe to czasy, kiedym w wieku licealnym była, ale także i teraz przy
          próbie przełknięcia krewetki mam mimowolny odruch wymiotny. I teraz pytanie -
          czym bardziej urażę dumnego ze swojej światłości kulinarnej gospodarza -
          grzebaniem widelcem czy zerwaniem się od stołu i pognaniem do ubikacji? :DDDD

          • siostraheli Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:22
            ktrewetki to byl przyklad. nie kazdy musi lubic wszystko. Chodzi o to, ze nie
            mozna zakladac, ze sie czegos nie lubi, bo sie tego jeszcze nie jadlo.
          • kardamon1 Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:24
            jesli z usmiechem powiedzialabys "dziekuje, ale nie lubie krewetek" to ja z
            usmiechem zaproponowalbym ci cos innego. :)
            • skarolina Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:43
              kardamon1 napisał:

              > jesli z usmiechem powiedzialabys "dziekuje, ale nie lubie krewetek" to ja z
              > usmiechem zaproponowalbym ci cos innego. :)


              Heee, po uważnej lekturze tego wątku stwierdzam, że takie zachowanie również
              byłoby absolutnie nie na miejscu. Wszak dobrze wychowany człowiek zjada co, to
              mu podają i nie marudzi :)))))
              Faktem jest, że kiedyś u kuzynki przez dwa dni jadłam wątróbkę, której
              nienawidzę, ale wiedziałam, że nic innego nie wchodzi w grę z powodów
              finansowych, a przy tym, wątróbka mi tylko nie smakuje, natomiast odruchów
              wymiotnych nie powoduje, dzięki Bogu. Ale grzebania widelcem po talerzu nie
              uniknęłam i drugiego dnia, jak zapytała, zatroskana "Tobie to chyba moja kuchnia
              nie smakuje" z ulgą wyznałam jej, że nie lubię wątróbki, ale to było już wtedy,
              kiedy na talerzu było prawie pusto.
              • kardamon1 Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:52
                > Heee, po uważnej lekturze tego wątku stwierdzam, że takie zachowanie również
                > byłoby absolutnie nie na miejscu. Wszak dobrze wychowany człowiek zjada co, to
                > mu podają i nie marudzi :)))))

                nie popadajmy w skrajnosc :) wiadomo, ze sa rodzaje potraw, ktore nie wszystkim
                przypadaja do gustu delikatnie mowiac. owoce morza czy podroby sa dobrym
                przykladem, dlatego uwazam, ze dobrze wychowany gospodarz nie poda na stol
                jednej wielkiej misy z krewetkami albo watrobka i bedzie oczekiwal, ze sie
                wszyscy beda zajadac.

                chyba, ze akurat musi :) roznie w zyciu bywa...

                mysle, ze zdrowy rozsadek przydaje sie i w kuchni i przy stole...

                pozdrawiam
                • amused.to.death Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:03
                  > dlatego uwazam, ze dobrze wychowany gospodarz nie poda na stol
                  > jednej wielkiej misy z krewetkami

                  Jakiś miesiąc temu byłam dokładnie w takiej sytuacji <lol>.
                  Micha była wielka, a na niej te różowe ze smutnymi oczkami;). Na szczęście nie byłam głodna i na szczęście gospodarze nie przejęli się tym że nie chcę ich przekąski tylko sami zjedli:)))))
                  • Gość: Frania Re: marudzace dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 11:15
                    Nie wiem,czy to kultura czy masochizm jesc wszystko co podaja.Na ogol na stole
                    znajdzie sie zawsze cos ,co jest mniej obrzydliwe niz np watrobka.Chocby chleb
                    z maslem-bo jednak robienie zamieszania wokol swojej osoby nie uwazam za przejaw
                    kultury.
                    Co do dzieci- na szczescie one ze swoich awersji i upodoban smakowych
                    wyrastaja,bez szczegolnych wysilkow ze strony rodzicow Pewnego dnia okazuje sie
                    /nie bez wplywu Kasi,Zosi czy Barbie,ze sczabowy juz nie jest taki dobry,a
                    wedliny bywaja jadalne ,mimo ,ze nie sa okragle/sic!/
                    • kika_kika Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:17
                      e tam okragłe :) gdyby były w kształcie serduszka i był napis BARBIE ;-) pewnie
                      nawet salceson byłby chętnie zjadany przez maluchy :)))
                    • Gość: zadumana do Frani IP: 213.17.230.* 01.02.05, 11:29
                      Piszesz, że dzieci z tych jedzeniowych fobii wyrastają... No jak się tak tu
                      wczytuję, to jednak nie wyrastają...:)
                • skarolina Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:19
                  kardamon1 napisał:

                  > nie popadajmy w skrajnosc :) wiadomo, ze sa rodzaje potraw, ktore nie wszystkim
                  >
                  > przypadaja do gustu delikatnie mowiac. owoce morza czy podroby sa dobrym
                  > przykladem, dlatego uwazam, ze dobrze wychowany gospodarz nie poda na stol
                  > jednej wielkiej misy z krewetkami albo watrobka i bedzie oczekiwal, ze sie
                  > wszyscy beda zajadac.


                  No, ale tu z pierwszego postu wynikało, że na kolację została podana tylko
                  sałatka z tuńczyka, bo nawet o chleb goście musieli poprosić.
                  Właśnie o to mi chodzi - że przyjmując gości, zwłaszcza jeśli się wie, że mają
                  konkretne "upodobania" kulinarne, należałoby im jednak dać jakiś wybór. I nie
                  silić się na wyszukane potrawy, jeśli wiadomo z góry, że ich repertuar jest
                  ubogi, a do smakowych eksperymentów ochoty nie wyrażają.

                  Kika, weź pod uwagę, że mieszkamy w Polsce, gdzie przez wiele lat to warunki
                  polityczno-ekonomiczne kształtowały smaki i gusta. To, co Ty nazywasz "zwykłym
                  żarłem", nie jest, przyznaj, kanonem kuchennym przeciętnych Polaków.
                  Ty carbonarę lubisz (ja zresztą też), a ktoś inny makaron może uznawać tylko za
                  dodatek do zupy. Mnie osobiście, szaszłyki w zestawieniu z kus-kusem i sosem
                  bazyliowym też by nie zachwyciły - nie to zestawienie , wolę z chlebem i
                  musztardą :)

                  Nie upieram się, że zachowanie Twojego szwagra było na miejscu, ale na litość
                  boską, przecież chyba to nie było Wasze pierwsze spotkanie? Chyba wiedziałaś,
                  jakie mają przyzwyczajenia? Zmuszanie kogoś do jedzenia tego, co my uważamy za
                  dobre, wbrew jego upodobaniom, też specjalnie taktowne nie jest. Pachnie mi to
                  okazywaniem wyższości w kwestiach kulinarnych. Z tym, że niewiele da to, że im
                  zaserwujesz swoje "zwykłe żarło". Bo ich i tak nie przekonasz, sama się
                  zdenerwujesz i Ty ich obsmarujesz na forum, a oni będą się użalać do znajomych o
                  podobnych gustach, jak to bratowa zagłodzić ich chciała.
                  • kika_kika Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:26
                    chleb do sałatki i talerz wędlin i serów był podany.
                    Mieszkamy w Polsce i mamy 2005 rok a nie 1980 i musztarde i ocet na półkach.
                    Nie mamy 55 lat (szacunek dla forumowiczów w tym wieku) tylko 25-30
                    Spotkanie TEGO typu - nr 3 w ciągu 4 lat. (normalne spotkania - to albo u
                    tesciów - gdzie gotuje teściowa, i przy okazji u nich na ciastku i herbacie)
                    Nikogo nie zmuszałam.
                    I co najwazniejsze, nie obsmarowuję ich na forum bo ani Ty ani nikt inny nie
                    zna ich z imienia nazwiska czy nawet z wyglądu....
                    • dispell Re: Kika - tak jest!!! A oprócz tego dodam... 01.02.05, 11:40
                      że nawet w czasach tzw "komuny" makaronu, czy elementów potrzebnych do
                      zrobienia sosu, czy grzybowego, czy innego nie brakowało - więc nie komplikujmy
                      zbytnio. ;-)
              • kika_kika Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:54
                krewetki, wątróbki, kurze podroby, flaczki to potrawy, których większość nie
                jada i należałoby się ich wystrzegac.
                A czy takie zachowanie jak piszesz byłoby nie namiejscu? - Myślę, że na
                miejscu, ale.... dlaczego wy ciągle upieracie się przy tych extremalnych
                potrawach?? Chodzi o zwykły makaron z sosem śmietanowym i hasło: ja nie jadam
                makaronów a nie "cofa mi sie po makaronie"....
                (Mój mąż zanim się poznaliśmy nie jadał brokułów, nie jadał oliwek, sałatki
                greckiej, fety, serków pleśniowych, nie jadał karczochów, szparagów, kiwi...) -
                bo nie miał okazji...
                Teraz są to jego ulubione dodatki do dań :) - a tylko dlatego, że... chciał
                spróbować a nie zastrzegł z góry "ja tego nie jadam".
                • kardamon1 Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:31
                  > A czy takie zachowanie jak piszesz byłoby nie namiejscu? - Myślę, że na
                  > miejscu, ale.... dlaczego wy ciągle upieracie się przy tych extremalnych
                  > potrawach?? Chodzi o zwykły makaron z sosem śmietanowym i hasło: ja nie jadam
                  > makaronów a nie "cofa mi sie po makaronie"....

                  alez nie upieram sie tylko jakos tak zabrnelismy w rozne watki tej dyskusji :)
                  jak ktos wybrzydza na widok zwyklego makaronu to ja przepraszam, ale dla takich
                  osob nie warto sie starac bo i tak tego nie docenia.

                  a standardy sa rozne, ja czesto mam gosci i przygotowuje rozne rzeczy poniewaz
                  sam lubie eksperymentowac. jednak nie obrazam sie gdy ktos powie "dziekuje, nie
                  lubie" krewetek/watrobki czy czegos podobnego. jak wiem, ze cos moze byc
                  kontrowersyjne to z reguly przygotowuje takze cos "normalnego".

                  przyznaje jednak, jakby mi goscie marudzili na widok makaronu to juz wiecej bym
                  ich nie zaprosil, podobno czlowiek nie sznurek, ale... :)
                  • kika_kika Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:39
                    ... no własnie... chciałam coś normalnego...
                    widać... next time - Boże uchowaj....
                    pomidorowa (broń boże z bazylią), kotlet, ziemniaki z mlekiem i mizeria.
                    • kardamon1 Re: marudzace dzieci 01.02.05, 11:47
                      dobra, ostatni moj post :) zeby byla jasnosc

                      kika_kika, salatka z tunczyka i makaron to absolutna normalnosc!

                      howgh

                      :)
        • angoba Re: marudzace dzieci 01.02.05, 10:57
          siostraheli napisała:

          nie robmy z dzieci Mamoniów kulinarnych. Nie przenosmy swoich kompleksow na
          dzieci. Amen.


          właśnie w niedziele miałam okazje obserwować jak to działa...
          dwoje dzieci w wieku 10 i 14 lat, młodsze lubi niewiele potraw, a te które
          lubi, lubi właściwie tylko w wykonaniu babci,
          starsze jest raczej otwarte, próbuje nowych rzeczy no chyba że na przykład
          wcześniej tatuś mu powiedział że ser pleśniowy z zieloną pleśnią jest trujący
          więc on nawet go nie spróbuje... a tatuś takiego sera nie lubi a dodatkowo ma
          zwyczaj "żartobliwego" zniechcecania do nielubianych przez siebie potraw
          grrrr jak ich lubie tak miałam ochotę pobić ...

          • dispell Re:O: to, to ,to u dzieci!!! :-) 01.02.05, 11:05
            To samo z moim siostrzeńcem było. Kiedy 3-4 razy w tygodniu trzeba było go
            odebrać z przedszkola i siłą rzeczy jadł obiad u mnie, było wszystko ok! Po
            jakimś czasie "nie bywania", podaję zupę pieczarkową i słyszę, że dziecię nie
            jada grzybów. Co jest myślę sobie? I co się okazało - Tatuś nie jada
            grzybów...Wnioski niech kazdy wyciągnie sam.
        • Gość: kohol Re: marudzace dzieci IP: *.crowley.pl 01.02.05, 14:18
          Siostro Heli, to niekoniecznie tak.
          Mam siostrę, która naprawdę mało co je - Wigilia to dla niej mordęga - nie jada
          grzybów, ryb, cebuli (ostatnio przełamała się jednak do smażonej), czosnku,
          serów pleśniowych i wędzonych, oliwek, kaparów, krewetek, o wątróbce nie
          wspomnę... Nie jest to problem rodziców, bo i ja, i druga siostra jesteśmy
          otwarte praktycznie na wszystko, choć w moim dzieciństwie nie było takiego
          wyboru tych wszystkich cudownych rzeczy...
          Kwestia pewnej otwartości na doświadczenie.
          Aha, wybredna siostra ma 18 lat.
    • jswm Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 10:33
      ostatnio syn przyprowadził kolegę (3 kl podstawowa), wcześniej poprosił zeby no
      obiad było spagetti z sose pomidorowym. Kolega zasiadł, zapytał czy to aby na
      pewno w domu robione (było) i poprosił żeby nałożyć na paczątek tylko trochę bo
      nie wie czy mu będzie smakowało bo jak był gdszies tam "to wszystko musiał
      wywalić" !!! -myślałam, że ja jego wywalę, hi hi, no cóż przeżyłam choć nie
      było łatwo :)
      P.S. smakowało
      • dispell Re: Wyjątkowo rozumne dziecię moim zdaniem n/t 01.02.05, 10:35

    • basia553 Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 10:50
      mysle, ze kazdy z nas zrobil juz niezle doswiadczenia - tak jako gosc jak i
      gospodarz. Mam takich doswiadczen wiele. Pamietam np. jak zaprosilismy
      znajomych na wystawna kolacje (smakowala im, a jakze!) a wrewanzu oni zaprosuli
      nas i bez uprzedzenia podali...konine! Od zapachu zrobilo nam sie niedobrze,
      powiedzialam ze nie uzywam, ale z usmiechem zabralam sie do dodatköw.
      Znajomi zreszta straszne chamy pod tym wzgledem, bo nie przeszkodzilo im to w
      zachwalaniu i podaniu po ilus miesiacach znowu koniny!!!
      Inna anegdota: miala byc u nas przejazdem szwagierka, mieszkajaca wtedy ze dwa
      lata juz w Stanach. Tesciowa wielokrotnie opowiadala mi o tym, ze jej Ireczka
      niczego tak chetnie nie je jak makaron z sosem pomidorowym. No to zrobilam.
      Tymczasem Ireczka pogrzebala widelcem w makaronie i ignorujac mnie kompletnie
      poprosila swego brata (czyli mojego meza) czy mogliby pöjsc do miasta do
      McDonalda!!! Z wielka przyjemnoscia oddalismy ja po dwu dniach tesciowej, co
      tam jadla - nie dochodze, nie interesuje mnie wiecej! Nie przyjezdza, ale gdyby
      sie tu znowu zjawila, postawilabym jej talerz chipsöw ze slowami
      "Friss oder stirb" - pardon, czyli zryj albo umieraj:))))
      • siostraheli Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 12:28
        Nie rozumiem dlaczego krewetki urastaja do symbolu czegos, czego sie czesto nie
        lubi. To jest bardzo smaczne mieso. To, ze ktos ich nie lubi, to jest wynik
        zwyklych uprzedzen i polskiej izolacji. Nielubienie czegos wynika przewaznie z
        niejedzenia tego w okresie dorastania, lub jedzenia w wersji niesmacznie
        przyrzadzonej. Mnie sie zawsze wydawalo, ze nie cierpie burakow i zielonych
        ogorkow. Teraz lubie. Po prostu pamietam z przedszkola ten wredny smak slodko-
        macznej bryji. Dlaczego kazdy Holender lub Belg chetnie zjda mule i malze? ma
        inne kubki smakowe? Nie, po prostu je to od dziecinstwa i to dla niego
        normalne. Polakowi krewetka kojarzy sie z dzdzownica, wiec twierdzi, ze jej nie
        lubi.Jakby sie wczuc w zapach gotujacych kosci wieprzowych, to smrod jest
        przepotworny - kazdy Arab wam to powie. Polakowi nie smierdzi, bo to jada od
        dziecka.
        • Gość: Hela Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.bb.online.no 01.02.05, 13:13
          Siostro, Twoj komentarz nt Mamoniow kuchennych powinien trafic do zbioru cytatow
          okolicznosciowo-bojowo-kulinarn ych!
          • basia553 juz dawno chcialam zapytac: 01.02.05, 13:18
            co to sa Mamonie?
            • kwik Re: juz dawno chcialam zapytac: 01.02.05, 13:20
              potomkowie inzyniera Mamonia z "Rejsu" (ktory lubi tylko te piosenki, ktore juz
              kiedys slyszal).
        • amused.to.death Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 17:26
          > Jakby sie wczuc w zapach gotujacych kosci wieprzowych, to smrod jest
          > przepotworny - kazdy Arab wam to powie. Polakowi nie smierdzi, bo to jada od
          > dziecka.

          gusta się zmieniają.
          Jakieś dwa lata temu dla mnie też zaczęło śmierdzieć.

          A co do krewetek - dla mnie niesmaczne i tyle. Próbowałam w kilku wersjach.
          • izabelski krewetki 05.06.05, 01:41
            albo mozna byc uczulonym jak moja corka
    • Gość: Izunia6 Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: 195.101.164.* 01.02.05, 13:44
      Oj takich gości niestety wielu... Ale mnie najbardziej wkurzyła znajoma, która
      słynie z wysokiego mniemania o swoich umiejetnościach kulinarnych. Jedzenia
      zawsze jest duzo i ciężko. W rewanżu postarałam się jak nigdy dotąd, kuchnia
      była jak najbardziej polska, dwa gatunki mięs itd. Goście weszli, spojrzeli i
      stwierdzili,że się odchudzają, więc jeść niczego nie będą. Więcej nie zaproszę!
      Miałam też takich, którzy przychodzili na dziewiętnastą, jak najbardziej
      zaproszeni i stwierdzali, że kolacje już jedli, że oni posiedzą i nie mamy sobie
      przeszkadzać.
    • nina_31 Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 14:29
      Oj, miałam nie odpisywać, ale mi się żal Kiki (i Wisienki) zrobiło.
      Dziewczyno, Ty się nie przejmuj - moim zdaniem:
      1. każdy by się wkurzył (a przynajmniej wszystkie znane mi osoby gotująco -
      goszczące)
      2. moim zdaniem wybór był wystarczający (mięso, warzywa, sery, ryby + różne
      dodatki - no bez przesady, co jeszcze miałaś im podać???)
      3. potrawy ani bardzo nowoczesne, ani nietypowe, ani dziwne - moim zdaniem
      raczej w sam raz dla osób o których wiemy że nie lubią niczego nowego
      4. jeżeli jest wybór, a ktoś ostentacyjnie komentuje, że tego nie lubi, nie je
      i nawet nie będzie próbował (!) to jest chamem i kropka. Nawet jak jest
      rodziną.
      5. argument że "makaronu nie jem bo się nim nie można najeść" jest skrajnie
      idiotyczny! mogli zjeść makaron, a jak się nie najedli to poprawić kanapką czy
      czymkolwiek, a nie marudzić
      6. nie przejmuj się niektórymi komentarzami, bo w ciąży nerwy szkodzą
      (podobno, bo z autopsji tego nie znam) - moim zdaniem właśnie aż za bardzo się
      postarałaś, zwłaszcza że druga strona ewidentnie nie postarała się ani trochę
      żeby było milo. Poza tym ja rozumiem, że nawet wśród najbardziej zwyczajnych
      potraw można mieć jedną - dwie których się nie cierpi, ale Twoi goście nie
      lubili praktycznie NICZEGO co przygotowałaś, zresztą nawet nie próbowali!
      Szczerze mówię, że następnym razem to ja bym odpuściła, i w ogóle bym się nie
      starał. Szkoda wysiłku, lepiej zachować dobre chęci i siły dla kogoś kto jest
      tego wart (tzn. przynajmniej spróbuje jedzenia, bo przeciez nawet nie o to
      chodzi żeby wszyscy uwielbiali to samo)

      A mamoniom kulinarnym mówimy stanowcze nie!

      Pozdrawiam, Kiko, i życzę milszych gości na przyszłość.
      • kika_kika Re:Wielkie dzięki za takie podsumowanie :) 01.02.05, 14:46
        Bardzo ładnie to wszsytko podsumowałas :) dziękuję Ci bardzo i myślę, że możemy
        już im dać spokój ;-) pokuta odprawiona.
        Cieszę, się, że jest tu kilka dusz, które mnie zrozumiały i nie potępiły.
        Dzięki wam wielkie i jak cos ;-) to podam przepis na sałatkę z tuńczyka, ale...
        może jutro bo dziś jakoś chciałabym już o tym nie pamiętac ;-)
        Wielka buźka
        • Gość: Roy Re:Wielkie dzięki za takie podsumowanie :) IP: 82.140.66.* 01.02.05, 15:02
          Niezly post, a tymi "burakami" to sie poprostu nie przejmuj.
          Coz bedziesz miala nauczke na przyszlosc.

          Pozdrowienia
    • Gość: Jesienny Pan rodziny nie wybierasz .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 16:09
      ale przeca nie trzeba się z nimi przyjaźnić dożywotnio
      w obliczu zachowań niemiłych, nieleleganckich (nawet niegrzecznych)
      decyzja jest jasna
      nigdy więcej
      proste


      • czyzunia Re: rodziny nie wybierasz .. 01.02.05, 17:45
        no i jeszcze obózy jedne mówli KECZAP.TRAGEDIA.
        bywam u mojego brata,on u mnie. potrafimy powiedziec sobie np;co za g..o mi
        dajesz do jedzenie. i nikomu korona z głowy nie spada.
    • hania55 Re: co za rodzina....nt ale musze.... 01.02.05, 17:38
      Współczuję Ci!! Rozumiem, że ktoś może czegoś nie lubić, na coś być uczulony,
      ale, żeby tak przez parę dni grymasić i fochy stroić?! Proponuję albo akcję
      odwetową (jedziecie z mężem do przemiłej rodzinki i ciężko wzdychacie nawet nad
      gatunkiem serwowanej wody mineralnej) albo, przed następną wizytą u was,
      wysłanie im menu z dopiskiem "na wszelki wypadek weźcie Gorące Kubki i parę
      puszek".
    • Gość: nimsay Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.05, 18:19
      Cywilizacja to pewien światopogląd, określona wizja rzeczywistości wyznawana
      przez daną zbiorowość. Jeżeli ktoś morduje kilka milionów ludzi, używając do
      tego celu broni nuklearnej i innych zdobyczy nowoczesnej technologii, określamy
      go mianem cywilizowanego. Jeżeli natomiast ktoś zabija 15 osób za pomocą
      włóczni, cywilizowany nie jest. Mówienie w podobnym kontekście o "cywilizowanym
      zachowaniu" zakrawaoby na kiepski żart, nieprawdaż? (dlatego zastanawiam się
      czym to określenie jest dla dispella)
      • dispell Re: Sorki: ale proszę mi podać państwo 01.02.05, 18:27
        pl.wikipedia.org/wiki/Cywilizacja - ale raczej ograniczyłbym się do
        naszego kręgu kulturowego.
    • Gość: szpak Kiko_kiko IP: 149.250.252.* 01.02.05, 18:27
      Nastepnym razem, kiedy rodzina Cie nawiedzi zupelnie nic nie przygotowuj do
      jedzenia. Przygotuj za to plik ulotek i "reklamowek" dostarczanych hurtem do
      skrzynek pocztowych ze wszelkich mozliwych lokalikow gastronomicznych w
      blizszej i dalszej okolicy. Daj te "materialy" swoim gosciom i powiedz ze tutaj
      na pewno cos dla siebie znajda, a Ty ze swojej strony, coby im niesamowicie
      dogodzic sluzysz telefonem. Oczywiscie postaw sprawe jasno: placa sami za to,
      co zamowia...
    • milkusia19 Re: co za rodzina....nt ale musze.... 02.02.05, 17:35
      JA BYM BYLA W NIEBO WZIETA NA ICH MIEJSCU! OD JAKIS 6-CIU LAT ZYJE NA TOSTACH
      BO MOJA MAMUSKA CHOC NIE PRACUJE NIE RACZY SIE ZAJAC DOMEM BO PRZECIEZ MA KUPE
      INNYCH ZAJEC A JA SIEDZAC OD 7 DO 21 NA UNIWERKU NIE BARDZO MAM NA TO CZAS:(
      TAK SZCZERZE MOWIAC TO NAWET MOZESZ SIE CIESZYC- W KONCU BYLO DLA WAS WIECEJ
      TEGO PYSZNEGO JEDZONKA;)
    • Gość: X Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.access.telenet.be 02.02.05, 18:09
      Coz , kazdy ma swoje upodobania
      Aby wilk byl syty i owca cala to takim gosciom wydziela sie kawalek miejsca w
      lodowce na wlasne zakupy oraz przeznacza czas na gotowanie
      Pory posilkow niezobowiazujace czyli kazdy sobie i klopot z glowy
      Sama chcialabym byc takim niekrepujacem gosciem i moze wolalabym przez pare
      dni jesc twarozek i odgrzewc sobie chinskie zupki co duzo czasu i miejsca nie
      zajmie niz byc na lasce gospodyni i jesc to co mi podsunie
      Z tego tylko konflikt i obie strony niezadowolone a przeciez mozna takie
      rzeczy ustalic z gory co kto lubi i czego nie jada

      Czytalam ostatnio "Serce na temblaku" Grocholi i opisuje podobna sytuacje jak
      ty - spodziewala sie gosci , oni prosli aby sie nimi nie przejmowala
      Ona sie oczywiscie przejela , narobila zakupow , pieczenie i rozne roznosci
      a goscie nie jedli bo to byli wegetarianie .

      Moja mama tez spodziewala sie wizyty i miala sie "nie przejmowac"
      Narobila sie cudow a goscie zadzwonili , ze zmieniaja trase i nie wpadna
      Ech ta polska goscinnosc nie ma sensu
      Nikomu sie nie dogodzi po co sobie w ogole glowe zawracac?

      • Gość: szpak Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: 149.250.252.* 02.02.05, 18:19
        Gosciom, ktorzy przyjezdzaja na dwa dni mam sie robic miejsce w lodowce?!
        Hmm, z miejscem to no problem, ale co oni tam postawia? Kiedy zakupia sobie te
        twarozki, ktorych jedzenie postulujesz? Bo pewnie sama nawet twarozkow nie
        powinnas im kupowac: a nuz kupisz ze szczypiorkiem, a oni akurat woleliby
        waniliowe...
        • Gość: melmire Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 02.02.05, 18:29
          Postulowalabym takim gosciom przeniesienie sie do hotelu i jedzenie w
          restauracji - zamowia sobie co chca!
          • jacek1f okrągło blisko... 02.02.05, 18:47
            więc jeszcze raz sie narażę większości i napiszę:
            1. rozumiem uczucia Kiki, rozżalenie, wscieklosc... i najgorsze: tę bezradnosc.
            2. Ale na prawde... gdyby nie siadla KOMUNIKACJA, czyli porozumiewanie sie
            wczesniejsze, toby tego wszzytskiego nie bylo. I dlatego napisalem, ze Kika
            troche na wlasna prosbe zgotowala :-( sobie ten los.

            Mozna - trzeba? - bylo zadzwonic, pewnie dogadywali swa wizyte, powiedziec co
            sie ma zamiar gotowac, lub zapytac (upieram sie, ze trzeba raczej pytac gosci,
            a nie serwowac im to, co MY lubimy) co oni na to. Albo wczesniej
            dowiedzielibysmy sie, ze majonez goni keczap i pogania pizza tylko kupną ...
            albo.. Nie, nie ma innego albo.
            W kazdym razie nie byloby tego szykowania pereł przed... :-(. I tej bezsilnosci
            i bezradnosci w trafianiu w taką "niespodziewaną" ścianę.
            Bez urazy.
            • Gość: melmire Re: okrągło blisko... IP: *.w82-125.abo.wanadoo.fr 02.02.05, 19:03
              Sluchaj, nigdy jeszcze nie zdazalo mi sie dzwonic do gosci i pytac sie co by
              zjedli! Jeden znajomy pomyslal za to zeby powiedziec ze jest ma alergie na
              cebule, a drugi ze jest wege. Oni sa u niej w gosciach, a nie ona u nich na
              sluzbie. Jak po pierwszym dniu az tak im sie nie podobalo, to mogli
              zaproponowac ze nastepny posilek zrobia oni.
              Przeciez na litosc boska, spodziewalbys sie ze twoi goscie Z ZASADY makaronu
              nie jedza? Naprawde nic nadzwyczajnego im ona nie podala, to raz, a bedac
              gosciem u kogas sie nie wybrzydza-to dwa.
              Wiem o czym mowie, bo mam w domu niejadka ktory nie je ryb,sera, grzybow i
              wiekszosci warzyw. W gosciach ostatnio zjadl nawet rybe, bo zapomnial uprzedzic
              gospodarzy ze organicznie nie lubi. Zmusil sie, przezyl, i bylam z niego
              autentycznie dumna :)
    • goonia Re: co za rodzina....nt ale musze.... 02.02.05, 18:53
      to ja sie tez wypowiem, choc po czesci bedzie nie na temat:) wybaczcie
      1, Do kika_kika - latwo innym mowic wiecej nie zapros, w nosie z nie itp. - to
      jednak rodzina i czlowiek nie chce byc nieuprzejmy - choc oni byli. Wiem, ze
      jest Ci przykro. Ja mam takich znajomych u ktorych w domu sami siebie nawzajem
      chwala - on do zony alez Ci to wspaniale wyszlo - ona do niego no takiego
      sledzia to jeszcze nie jadlam itp. U mnie slowa jednego nie powiedza, moze im
      nie smakuje, choc zawsze jest wybor mies i dodatkow a zreszta wiem co jedza. A
      i w talerzu nie grzebia, jedzenie nie zostaje, dokladka chetnie i nawet chlebem
      sos z polmiska kolega wybierze. Nie jest to objaw niezadowolenia, ale zeby choc
      slowo pochwalay, to nie, a milo by bylo.
      2. Co do mamoniowych dzieci, to mam takie, ale chyba go w szpitalu zamienili,
      on nie je prawie nic a sprobowac to pod najwieksza kara i zanim dobrze
      posmakuje to pluje na wszystkie strony. Nic ostrego, cebuli, z mies kurczak
      pieczony i pulpety w sosie pomidorowym, panie bron przed innym - nie zje i
      koniec, z zieleniny ogorek surowy lub kiszony - bez skory, czasem surowa
      czerwona papryka.
      a i jeszcze ruskie pierogi z kwasna smietana. makarony lubi ale najchetniej w
      rosole, jeszcze pare zup by sie znalazlo, ale generalnie bardzo ubogi jest jego
      jadlospis, owocow nie je - banany, czasem jablko lub mandarynka. Raz do roku
      mango.
      A my jemy wszystko, miesa - wlacznie z krolikiem i baranina, owoce morza w
      kazdej postaci i wszelkie mozliwe, kasze, ryz, jarzyny, owoce, sosy na ostro na
      slodko -a on nawet nie sprobuje.
      U mojej mamy ciagle problem, bo nie tak jak mamusia zrobila i on nie zje.
      O tyle dobrze, ze w gosciach ja sie pytam czy cos by zjadl, maly patrzy na stol
      i mowi, ze nie jest glodny:) Czasem poprosi o kanapke, o ile jest normalny
      chleb, bo innego tez nie:((
      No i co z takim zrobic?
      Sami wiecie, ze latwo radzic komus, ale jak przyjdzie co do czego to nikt nie
      chce zadymy, lub konczyc znajomosc jesli to bylby jedyny powod.
      Pozdrawiam i oby jak najmniej takich niemilych zdarzen
      • siostraheli droga goniu 02.02.05, 19:47
        w temacie niejadkow: zastrzeglam, ze nie chodzi o male dzieci. Ja tez mialam w
        domu totalnego niejadka i przeszlo z wiekiem. Ja pisalam o dzieciach w wieku
        gimnazjalno-licealnym. jesli czlowiek w tym wieku niczego nie je, to jest objaw
        jakiejs choroby. Mam kolege, w wieku pod 50, ktory jadal tylko schabowego z
        frytkami i groszkiem zielonym, bo tak go nauczyla matka. Zona pracowala nad nim
        20 lat i teraz je prawie wszystko.
        • goonia Re: droga goniu 02.02.05, 21:15
          gOOniu jesli mozna:)))
          ja tego wzielam sobie do serca (o niejadkach), tylko podalam jako przyklad,
          kompletnej niecheci do jakiejkolwiek odmiany - mam nadzieje, ze to minie, ale
          to nie dlatego, ze nie ma mozliwosci a z braku checi. Rozumiem jak ktos cale
          zycie tego schabowego jadl z frytkami to z czym innym bedzie sie krzywil, ale
          moj syn ma podane rozne zestawy i wiem, ze najczesciej odejdzie od stolu
          glodny. Nie mam serca wmuszac w niego bo sama mialam nakaz zjedzenia
          kaszanki :((- szkoda gadac co sie dzialo:)
          Pozdrawiam
          Goonia
          • siostraheli Re: droga goniu 02.02.05, 21:20
            rozumiem to, bo mialam corke, ktora byla zagrozona w wieku niemowlecym smiercia
            glodowa. To jest straszna trauma.
    • imm Re: co za rodzina....nt ale musze.... 02.02.05, 19:15
      Też miałam kiedyś taką wpadkę, ale może faktycznie trochę przesadziłam.
      Zaprosiłam gości, gadu, gadu i przyszła pora na jedzenie. Wstawiłam danie do
      piecyka. Po jakimś czasie zapach się rozniósł niesamowity, goście pytają
      zaciekawieni, co to TAK PIĘKNIE PACHNIE, już się nie mogą doczekać.
      I teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam, bo powiedziałam im co będzie podane.
      Goście wtedy (ze skrzywionymi buźkami) podziękowali bardzo, ale nie lubią.
      Zastanawiam się, czy jakbym im nie powiedziała wcześniej to może by się
      skusili, bo wygląd potrawy też jest ładny.
      Ale niestety, piecyk wyłączony, kolacji nie ma, wizyta jakaś taka krótka się
      zrobiła.
      Dostałam nauczkę i dobrze ją zapamiętałam.

      PS A chciałam podać młode warzywka pod beszamelem (cukinia, szparagi i cykoria)
      z szyneczką jak należy.
      • invicta1 to chyba najbardziej "obsmarowana" rodzina n forum 02.02.05, 19:21
        :) ponad 100 wpisów, ale im sie dostalo:) a mogli zjesc i spokój by mieli,a
        teraz pewnie czkawka od dwoch dni i pypcie na jezorach maja
    • Gość: Hanna Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: 65.38.217.* 03.02.05, 01:01
      Kika...ale dyskusja!! Naczytalam sie tego i mysle, ze:
      - troszke nie chwycilas mojej ironii, moze nie byla taka widoczna
      -glownie mi chodzilo o to ,zeby sie nie przejmowala, bo wszystkim sie nie
      dogodzi
      -powinnam zaczac od stwierdzenia, ze Ci wspolczuje,ale nigdy nie bylam w takiej
      sytuacji, lub moze trzeba dodac, ze nigdy nie mialam takich gosci, wiec moze
      trudno sobie to wyobrazic
      -zdarzylo mi sie serwowac cos polskiego cudzoziemcom, ale nawet jak im nie
      smakowalo za bardzo-zachowali sie z klasa
      -sama jadam co mi podadza,i najwyzej wezme malo.

      Kazda pani domu ma rozne zdarzenia i to tylko dodaje sie do jej doswiadczen.
      Mysle, ze na drugi raz jak przyjada, o humusie zapomnisz i tym nieszczesnym
      makaronie.
      (czy zapytalas, czy lubia ryz?)
      Pozdrawia, watek byl super ciekawy, kazdy troche inaczej podchodzi to tematu.
      Pozdrawiam tez extremowcow----"maja jesc co sie dalo i koniec".
    • Gość: prosto z podróży Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.02.05, 18:46
      przywitałam ich sałatką z tuńczyka - "a czy jest chleb i jakies wędliny, bo
      my takich sałatek nie jadamy"
      w sobote rano sniadanie: a czy jest majonez i jajka? - bo my najczęściej To
      jadamy na śniadania...
      W sobote obiad: carbonara, a czy możemy zamówić sobie pizze? - bo makaronów
      nie jemy bo nimi nie mozna sie najeść...
      W sobote kolacja: szaszłyki z kuskusem i sosem bazyliowym



      na kolację chętnie ujrzałbym jajecznicę
      na sobotni obiad - makaron z boczkiem - wykrywiłbym ryj, przełknął jak
      ośmiornicę i poszukał (piszesz, że to szwagier) w lodówce/poprosił o podanie
      kanapki
      kolacja - szaszłyk z kuskusem - no wymiękam
      niedzielny obiad - wreszcie coś konkretnego

      ale to ja - prosty chłop, który chciałby zjeść coś konkretnego
      • Gość: szpak Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: 149.250.252.* 03.02.05, 19:00
        Prosty chlop z ciebie, fakt. Ale nie zapominaj, ze i prostego chlopa obowiazuja
        zasady dobrego wychowania, a nie "wykrzywianie ryja".
        • Gość: prosto z podróży Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.acn.waw.pl 03.02.05, 20:40
          nie doczytałeś szpaku do końca
          wykrzywić ryj można w duchu uśmiechając się do gospodyni i łykając ten makaron
          zapieczony z boczkiem starając się żeby jak najszybciej przeleciał
          a prostemu chłopu pewnie nie wypada (przy kolacji) zjeść tego co smakuje
          zostawiając resztę (nietkniętą) na talerzu

          raz na jakiś czas (odległość) bywamy/bywają z wizytą członkowie najbliższej
          rodziny. Nim Pani Domu "stanie do garów" rzuca całkiem swobodnie hasło: na co
          macie ochotę? bo w lodówce mam to, to, to, ...
    • Gość: wade Re: co za rodzina....nt ale musze.... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.05, 22:08
      hm...
      a ja z drugiej strony szybki...
      My jesteśmy wegetarianami, a dzieciaki mają alergię na wszystko chyba. Kuchenne
      forum czytam z tęsknotą i sentymentem za fajnym menu, bo nasze wielce
      ograniczone tą alergią.
      Do rzeczy- rzadko jeździmy w gości- bo nie chcemy sprawiać kłopotów naszymi
      upodobaniami kulinarnymi. Zapraszani- zawsze uprzedzamy o odmiennej kuchni i
      pytamy, czy nie sprawi to problemu. Zawsze oferujemy, że będziemy stołować się
      na mieście. Zwykle gospodarze nam na to nie pozwalają, chętnie udostepniając
      kuchnię i garnki:-). Najczęściej przygotowujemy cos wspólnie, my jemy to co
      możemy, gospodarze, to, co chcą. Wszystko polega na życzliwej próbie wzajemnego
      poozumienia.
      A rodzina... różnie to bywa- teściowa potrafi zapomnieć połozyc na stole
      cokolwiek, co nie jest mięsem... Ale to tylko 15 lat, po następnych 15-tu
      zasłuzymy na kawałek pomidorka;-)
      Pozdrawiam -
      Wade.
      • Gość: prosto z podróży z drugiej strony szybki IP: *.acn.waw.pl 03.02.05, 23:15
        gospodarze ,,,, chętnie udostepniając
        kuchnię i garnki:-). Najczęściej przygotowujemy cos wspólnie, my jemy to co
        możemy, gospodarze, to, co chcą. Wszystko polega na życzliwej próbie wzajemnego
        poozumienia.


        i o to mi chodziło pisząc poprzedni post :))

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka