Dodaj do ulubionych

A miało być takie zjadliwe.. ;)))

30.11.05, 14:14
[opowiastka z morałem]


W sobotę chciałem zrobić przyjemność ukochanej. Słodkim czymś podjąć.
Wieczorem. Zamierzyłem się na ciasto: nieskomplikowane, a na zdjęciu w
książce wyglądało uroczo wręcz. Na kruchym spodzie, z masą, powiedzmy,
lukrową i jakąś czekoladą na górze. "OK, myślałem, poradzę sobie..".

Ciasto upiekłem. Bez zarzutów w zasadzie mi wyszło, pachniało ładnie, do
schłodzenia zatem.. Pełen optymizmu zabrałem się za masę. Nie dość, że z
obrazka jak malowana, to jeszcze z przepisu prostota sama: składników trzy na
krzyż, roboty niewiele. Wykonałem! Na spód wjechała. Czekolada.. no taaak,
jeszcze czekolada. Trochę się przy roztapianiu mocowałem, ale ok, w końcu
udało się - stopiłem oporną;))) Na masę poszła. A całość, ta krucho-lukrowo-
czekoladowa przekładanka, powędrowała grzecznie do lodówki. Dobrych kilka
godzin dałem masom na związanie.

Wieczór przyszedł, czas na kawę i coś słodkiego. Ukochana w pokoju, ja do
kuchni.. do lodówki.. po ciasto.. pięknie wyglądało, duma mnie rozpierała i
tak dalej, że ja sam, i w ogóle dla ukochanej, że się postarałem;))) Za nóż i
się zamierzyłem..




...wieczór, ukochana, ja, itd...





No, dobra, powiem, jaki koniec, morał itd.

Po pierwsze: dużo pokory! - co do przekonania o posiadaniu umiejętności w
zakresie robienia ciast
Po drugie: nigdy, ale to nigdy - w przypadku ciast! - nie improwizuj zanadto,
zwłaszcza co do czasu ich przygotowania.
Po trzecie: bądź przezorny - zapasowe ptasie mleczko albo lindtowska
czekolada w szafce mile widziana, zawsze! no chyba, że lubisz w chlapę do
nocnego ganiać..
Po czwarte: bądź tajemniczy! Zaproś na kolację, na kawę, ale pod żadnym
pozorem nie chwal się, że coś tam zrobiłeś/aś. Lepiej zaskoczyć, niż później
gęsto się tłumaczyć, dlaczego coś nie baułdzo do jedzenia jest:)))



No co?.. No po ptasie mleczko latałem. Mniejsze poświęcenie i taniej w sumie
wyszło, niż gdybym miał później łożyć na stomatologa ukochanej.. Bo się
okazało, że to ciasto jak spod dłuta Fidiasza było - jakbym z granitu ulepił,
a nie z mąki, cukru i czekolady!!! Twarde niemożebnie - nóż przy pierwszej
próbie ataku taki opór stawił, że.. No, nie życzyłbym sobie być w swojej
skórze, gdyby dziewczyna jakimś cudem to ciasto zjadła (chociaż, jak miałaby
je zjeść - nie wiem;)))


Hmm.. przedobrzyłem chyba z tą masą, myslałem, że jak dłużej pogotuję,
poucieram, to ona ścislejsza będzie. Faktycznie była.. Dawida można byłoby z
tego kamienia wykuć;)






Powiedzcie, że nie tylko ja tak miałem..;)))
Obserwuj wątek
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka