Dodaj do ulubionych

Karp na święta - tradycja komunistyczna?

IP: 212.106.133.* 21.12.05, 14:45
Właśnie czytam felieton Michała Smolorza w katowickiej Wyborczej. Przekonuje,
że karp na świątecznym stole to komunistyczny wymysł. W 1948 roku minister
Hilary Minc wymyślił hasło "karp na każdym polskim stole". Produkcja karpia
miała zrekompensować braki w handlu. Ludzie podchwycili to, bo karp uchodził
za dworską rybę i tak zostało. Jednak, choć karp był hodowany już w
średniowieczu - ze świętami nie miał nic wspólnego. Poczytajcie:
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,3077980.html
Obserwuj wątek
    • Gość: zadumana Re: Karp na święta - tradycja komunistyczna? IP: 213.17.230.* 21.12.05, 15:01
      Oczywiście, że to tradycja komunistyczna - ujmując rzecz najkrócej. Wiem z
      relacji przodków, że przed wojną na świątecznych stołach były różne ryby - na
      ile kogo było stać.
      Karp z punktu widzenia fachowego smakosza jest rybą niestety całkiem zwyczajną,
      bo ma bardzo dużo ości utrudniających konsumpcję - ponieważ faktycznie trudno
      je usunąć i znaleźć. Do tego skóra jest w tych 'królewskich' potwornie gruba.

      W prl-u w powodzi ogólnych braków ktoś podjął decyzję rozwijania hodowli
      karpia. Zawsze mnie ciekawiło kto? Wygląda na to, że artykuł daje odpowiedź na
      pytanie, który z 'towarzyszy' jest Ojcem wigilijnego karpia:)

      Mimo całej mojej ironii, też będę miała na stole karpia, bo stał się smakiem
      mojego rodzinnego dzieciństwa. Na szczęście karp ten był jednak zwykle
      komentowany przez domowych smakoszy starszego pokolenia jako ryba, którą
      akurat 'rzucili' przed świętami do sklepów, a nie jako przysmak nad
      przysmakami. Moi rodzice mieli słabość do wspomnień o szczupakach, bo to one
      były razem z sandaczem wspomnieniem świąt ich polskiego tradycyjnego
      dzieciństwa.
    • illiterate Re: Karp na święta - tradycja komunistyczna? 21.12.05, 15:14
      Olaboga! Pod sejm udaja sie oburzone tlumy, skandujace 'czerwone karpie precz z
      prawdziwie polsko-katolickich stolow!' i wymachujace transparentami 'apage,
      karpiu komuszy!', do stawow wlewana jest beczkami woda swiecona, a prawdziwie
      polackie matki zaslaniaja dzieciom oczy, kiedy przechodza obok akwarium ze
      swiateczna ryba w supermarkecie...

      Gdyby karpie byly faszerowane jakims bakcylem komunizmu, ostatnie wybory
      wygladalyby inaczej, mysle. Alarm odwolany, zagrozenie zdementowane, czerwona
      tradycja stala sie jak najbardziej bialo-czerwona; jedzcie karpia, bo kogo stac
      na sandacza, nieprawdaz.
      • Gość: lonia Re: To tyle na temat rodowodu karpia: IP: 212.106.133.* 21.12.05, 22:46
        Banito, mnie, mieszkance Rybnika, nie musisz pisać na temat rodowodu karpia. To
        właśnie z czeskiego rybnik - staw wzięła się nazwa miasta, które w
        średniowieczu zostało lennem korony czeskiej. Rybnik słynął z hodowli ryb. Ale
        nie karpia, ale szczupaka ma w herbie. Tylko, że ta historia nie wyjaśnia
        świątecznej tradycji spożywania tej ryby.
        Autor przytoczonego felietonu nie jest jakimś dziennikarzyną na usługach, ale
        znanym śląskim publicystą, a ja nie chciałam wsadzać kija w mrowisko, bo sama
        jestem bardzo przywiązana do tej tradycji. Nie wiem tylko dlaczego przypomniał
        mi się film "Miś" i narodziny nowej tradycji.
        Dodam jeszcze, że do mnie, jak do każdego dziecka w Wielkopolsce przychodził w
        święta Gwiazdor. Całkiem niedawno, bodajże w programie prof. Miodka usłyszałam,
        że był on komunistycznym wymysłem. Jeszcze tego nie zweryfikowałam, ale czy z
        tego powodu mam zatrzeć wspomnienia z mojego cudnego dzieciństwa?
        • ba_nita Re: To tyle na temat rodowodu karpia: 21.12.05, 23:54
          Nie było moim celem podjęcie jakiejkolwiek słownej utarczki. Zwyczajnie irytują
          mnie takie rzeczy jak na hip, hip, hura doczepianie (powszechne zresztą)
          karteczek z napisem : "komuszy" tyle lat po okrągłym stole. Gdziekolwiek
          człowiek ucha nie przyłoży, gdy komuś (nieważny temat) zaczyna brakować
          argumentów sięga po broń ostateczną, czyli przymiotnik j.w. Nie twierdzę wcale,
          że Ty to czynisz.To moje indywidualne odczuwanie jest. A przy okacji parę osób
          się dowie jaki karp królewski ma rodowód i zdziwi się jak myślę bo i czasopismo
          poważne.)))
          --
          Nie lubię zasad, wolę przesądy. (Oscar Wilde)
    • Gość: lu Re: Karp na święta - tradycja komunistyczna? IP: *.adsl.proxad.net 22.12.05, 01:50
      Zgadzam sie z twierdzeniem, ze karp to nie najlepsza ryba. Z ulga i radosnie
      przystaje na wszelkie zmiany w wigilijnym menu zastepujace to muliste pelne
      osci mieso jakas bardziej wykwintna ryba... Pewno zaraz dostane po uszach za
      odstepstwo :)

      Najbardziej mnie bawi, kiedy tlumacze cudzoziemcom, ze w Polsce MUSI byc karp,
      barszcz, kapusta, .... itp., bo inaczej nie ma swiat ;) a oni robia wielkie
      oczy, ze jemy zawsze to samo i ze te najtansze proste dania spod strzechy to
      wlasnie najcenniejsze (bo sentymentalne/uczuciowe) polskie menu. A tradycje
      szlachecka czy magnacka zjadl... socjalizm.
    • Gość: zadumana Re: Karp na święta - tradycja komunistyczna? IP: 213.17.230.* 22.12.05, 10:47
      Tradycje wigilijne tzw. wyższych sfer (pomijając względy ideologiczne) i
      średnich zresztą również, nie były możliwe ekonomicznie do podtrzymania w
      powojennym, biednym i zniszczonym kraju. Lu słusznie napisała, że zniknęły, a
      pozostały zwyczaje plebejskie, tanie, które zaczęto kultywować niemal w całym
      kraju.
      Jeśli kiedyś te 'wyższe' sfery jadły na wigilię choćby m.in. sandacza, to był
      on zawsze bardzo drogi. Karp należał do ryb tańszych. Te 'wyższe' sfery nie
      jadły na wigilie śledzi, bo były to możliwie najtańsze, nieeleganckie ryby i na
      tych bogatych stołach się nie mieściły. W wigilię jedzono skromny obiad i to tu
      było miejsce dla śledzia świetnie przygotowanego, ale będącego czymś tylko
      postnym i pozwalającym przetrzymać do kolacji. Różnorodność ryb pozwalała na
      przygotowanie wielu dań, których odliczanie do dwunastu nie wymagałoby
      uwzględniania soli i chleba.
      Karp jest rybą, którą zawsze można było kupić. Jest wiele wspólnych potraw i
      upodobań łączących kuchnie polską i niemiecką. Do nich należy również to, że
      można karpia kupić w Niemczech i są tacy co go kupują - podobnie jak choćby
      asortyment grzybów, który u nich podobnie jak u nas daleko wykracza poza
      pieczarki będące jedynym grzybem gdzie indziej.
      Wigilia 'bogatsza' wymagała obecności na wigilijnym stole np. bakalii. To
      również nie było takie tanie, a walka w prl o zorganizowanie w grudniu
      składników tych bakalii - to było zadanie niełatwe i wymagajace zastosowania
      wielu uproszczeń.

      A potem Boże Narodzenie. Pieczony indyk to polska tradycja również. W bogatych
      krajach angielskojęzycznych trafił jako zwyczaj na KAŻDY stół. W Polsce był
      żelaznym punktem świąt w bogatych domach. W końcu te różnice finansowe
      przekładają się jakoś na to co na stole. I nie ma się co irytować ani obrażać.
      Świata nie zmienimy. Takie są zimne fakty. Po coś tysiące emigrantów podążało
      do Ameryki dokonując heroicznych często wysiłków. Jechali również po to, żeby
      zamiast wiejskich klusek z makiem zjeść na święta tego indyka.
      Bogate Boże Narodzenie, to indyk, kaczka, gęś, różne pieczenie, pasztety
      przeróżnych rodzajów - dziczyzna. Jak mozna było kultywować, czy
      rozpowszechniać takie zwyczaje w biednym kraju, w którym braki nie tylko ryb,
      ale nawet mięsa były normą. Pomijając ideologię, względy wydolności tej
      gospodarki na to nie pozwalały.
      A karp? Ratując nastroje społeczne, jak widać z artykułu, postanowiono rozwinąć
      jego hodowlę i tak zrobiono. Nie 'padło' na dziczyznę, nie 'padło'na gęś, czy
      sandacza. 'Padło'na karpia. No i go jemy. Mnie całkiem smakuje, bo ma czar
      dziecinnych wspomnień rodzinnych. A skoro jego historia powojenna jest taka jak
      opisano... No to jest.
      Królowa Bona wcisnęła nam włoszczyznę, a Minc karpia. Historia biega różnymi
      czasem zabawnymi ścieżkami, ale każdy produkt na stole ma swoje 'źródło' tak
      jak włoszczyzna i każda nagła moda na jakąś potrawę też ma swój początek tak
      jak powojenna moda na karpia.

      Historia jest jaka jest. Wpływu na fakty nie mamy.
      Nie dzielmy potraw. Nawet na smaczne i niesmaczne, bo tak naprawdę... wszystkie
      smaki nasze są:)

    • krzysztof_wandelt Kariera Karpia Minca toczyła się równolegle z moim 22.12.05, 13:15
      wzrostem i podrostem... Fakt, że w "dobrych domach" robiło się sandacza,
      ewentualnie szczupaka gotowanego w specjalnych brytfannach Pelikana (mam!) lub
      faszerowanego we wcześniej ściągniętej skórze. Do szczupaka trzeba było dodawać
      innej ryby bo był jak drewniały. Taką rybę robiła Andzia ze wsi, które ściągały
      do miast po okupacji bo dwory pozabierano i ziemnian pognanao daleko, oj
      daleko! to i trafiały sie perełki, które potrafiły gotować wspaniale. Jeśli
      Andzia nie umiała do mieszczanki miały namiary na kucharza, który takie
      specjały przyrządził. Ryba też była załatwiona albo spod lady albo bezposrednio
      z odzyskanych ziem pruskich. Karpa zaczął gościć na stołach mieszczan na
      początkach lat '50 gdy rozpoczęła się przymusowe dokwaterowanie. Była ustalona
      norma metrażu na "głowę" i co sprytniejsi sami brali sublokatora lub
      sublokatorkę, bo inaczej z Urzęd Kwaterunkowy dokwaterował ci liczna rodzine
      z drobiazgiem. Wówczas wszystkie służbówki i wnęki kuchenne zostały zajęte
      i skończyła się okres gosposi przy rodzinie.
      Nagle mieszczanki, które miały zazwyczaj dobre przedwojenne szkoły dla
      panienek, musiały się wziąć się za gotowanie. No... i karp okazał sie tym
      daniem, który wspaniale zastąpił dania tradycyjne od pokoleń. Karpia kupowało
      się bezpośrenio z koni na brukoanej ulicy - na stół serwowała gospodyni: karpia
      smażonego, karpia w galarecie, karpia faszerowanego, kompot był z suszu (nie
      lubiłem).
      Dzięki terenom odzyskanym na południu i na zachodzie (np. Wschowa) nasze karpie
      stawały się coraz bardziej cywilizowane i miały mniej łuski, aż doszło prawie
      do absurdu... złotą , bo dużą łuskę do portfela między banknoty na powodzenie
      finansowe w następnym roku, ciężko uświadczyć :)
      Jeśli karp jest z dobrego stawu, z dobrej wody, lubię go, potrafię wyfiletować,
      ewentualnie wiekszość ości wyjąć.
      Żebyście nie wiem co wymyślali, KARP jest już Polską Tradycją Świąteczną.

      --
      Sygnaturek mój pognał za jakąś sygnaturką :)
      moje przysm@ki ; życzeni@
        • krzysztof_wandelt Re: Kariera Karpia Minca toczyła się równolegle z 23.12.05, 11:00
          Dziekuję Pani Sylwio.
          Jak tak wspominam to "W pale sie nie mieści", że tak mogło być i dalo sie to
          przeżyć. Własciwie to zależało od punktu odniesia. Jak wóciła Petersburska
          część rodziny po '56, która nie zdążyła zwiać po przewrocie Bolszewików i
          wylądowąła nie w Polsce, a wręcz odwrotnie :( , to poczulismy sie jak wybrańcy
          Bogów pławiący się w karpiach w galarecie, faszerowanych i smażonych na tle ich
          wspomnień - przeżyły tylko kobiety!
          A lata gdy na Święta oraz dla naszego syna Pani Mecenas jechała do Budapesztu
          z kluczami samochodowymi i scyzorykami, żeby kupić abarotnie pomarańcze, banany
          i kawałek bekonu :)
          No to starczy - tyle w ramach Świątecznych wspomnień... życzenia juz były,
          to tylko jeszcze życzę żeby współbiesiadnicy zachwycali się Pani kuchnią
          i wymietli wszyściusieńko ze Świątecznego Stołu :), a miejsce pod choinka było
          wypełnione wspaniałymi prezentami, dla Gospodyni TEŻ! :)
          --
          Sygnaturek mój pognał za jakąś sygnaturką :)
          moje przysm@ki ; życzeni@
    • Gość: felis karp dobry bywa:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.05, 14:03
      Nie lubilam karpia. Mulisty i jakis taki nie bardzo byl. Kiedys dostalam karpia
      od wedkarza, zupelnie w niekarpiowym sezonie. Zwierzatko bylo nie z hodowli, nie
      karmione czyms tam, tylko zlowione w sporym stawie i po zywieniu na wlasna
      pletwe. Bez przekonania, ale co tam, zje sie, rybke usmazylam. I sie zdziwilam,
      bo dobre to bylo, wcale nie muliste i calkiem smakowite.
      • Gość: smakosz Re: No to popełniłem Karpia w Galarecie, nie MInc IP: *.dip.t-dialin.net 25.12.05, 23:54
        Minc byl Zydem i komunista,prosowieckim zdrajca, dlatego szkoda zasmiecac to
        zacne Forum jego nazwiskiem.Z pewnoscia mial na mysli karpia po
        zydowsku.Kuchnia zydowska jest OK.Nalezy pamietac, ze jej tworcy nie byli
        komunistami.
        Karp smazony i w galarecie jest u nas w rodzinie w Swieta Bozego Narodzenia
        preferowany i to naprawde w monstrualnych ilosciach.Konsumujemy takze indyka,
        kaczke i ges jako szczegolni fani drobiu, ale to juz nie po zydowsku.
    • hajota Wszystko już było 26.12.05, 11:02
      Pod koniec XIX czy na początku XX wieku patriotycznie nastawieni publicyści
      wszczęli krucjatę przeciw choince - że to obcy, niemiecki zwyczaj. Propagowano w
      zamian rdzennie polskie ludowe stroiki ze słomy. (Czytałam o tym we
      wspomnieniach Jadwigi Waydel-Dmochowskiej o dawnej Warszawie). Nadgorliwców nie
      brakuje w żadnej epoce.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka