Bon ton czy sztywniactwo?

IP: *.dialo.tiscali.de 16.12.02, 08:30
Sprowokowana kilkoma wpisami z watku o zabieraniu resztek z restauracji do
domu postanowilam otworzyc nowy watek.

Ciekawa jestem na ile wazne sa dla Was dobre maniery przy stole, co uwazacie
za dopuszczalne a co nie, co Was razi w zachowaniu innych, co uchodzi w
domu, co nie uchodzi w restauracji itp.

Piszcie!
    • kicior99 Re: Bon ton czy sztywniactwo? 16.12.02, 13:06
      U nas na pewno razi powszechne w Finloandii publiczne uzywanie wykalaczek.
      Zapraszam "w tym temacie" rowniez na forum prywatne "savoir vivre"
      • Gość: Yolly Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.gliwice.pl / *.hellnet.gliwice.pl 16.12.02, 23:22
        Najbardziej wnerwia mnie mlaskanie i siorbanie.Nie mogę tego słuchać ichyba
        mam obsesję na tym punkcie
      • Gość: Krysia Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.gate.temp.pl 17.12.02, 08:56
        Uważam,że u używanie wykałaczek jest nie dopuszcalne.Kulturalny człowiek
        przeprasza,idzie do łazienki i tam załatwia strawę. Co z tego że tak jest w
        Finlandii my jesteśmy w Polsce i mamy swoją kulturę.
    • Gość: Viola Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.poznan.dialup.inetia.pl 16.12.02, 13:15
      Oczywiście z góry powinno być tutaj zaznaczone, że osoby wychodzące z
      restauracji z pudełkiem jedzenia nie powinny zabierac głosu, ponieważ nie mają
      klasy ani ogłady. Wiec o bon tonie wypowiadać się nie mogą.
      Osobiscie proponuję nie zaśmiecać tego miłego forum takimi wątkami. Są
      odpowiedniejsze, jak np. Kobieta czy Społeczeństwo.
      Tu jest spokojnie, cicho, bez wyzwisk, więc uważam to za lekką prowokację,
      która już ma swoje miejsce w wątku o zabieraniu resztek. I niech tak pozostanie.
      • Gość: Nina1 Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: 213.76.128.* 16.12.02, 13:44
        Gość portalu: Viola napisał(a):

        > Oczywiście z góry powinno być tutaj zaznaczone, że osoby wychodzące z
        > restauracji z pudełkiem jedzenia nie powinny zabierac głosu, ponieważ nie
        mają
        > klasy ani ogłady. Wiec o bon tonie wypowiadać się nie mogą.
        > Osobiscie proponuję nie zaśmiecać tego miłego forum takimi wątkami. Są
        > odpowiedniejsze, jak np. Kobieta czy Społeczeństwo.
        > Tu jest spokojnie, cicho, bez wyzwisk, więc uważam to za lekką prowokację,
        > która już ma swoje miejsce w wątku o zabieraniu resztek. I niech tak
        pozostanie
        > .
        Ciekawa rzecz bo mi się wydaje że to ty nie zachowałaś się miło ani kulturalnie
        pisząc w ten sposób.
      • Gość: Doki Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: 195.13.26.* 16.12.02, 15:27
        Gość portalu: Viola napisał(a):

        > Oczywiście z góry powinno być tutaj zaznaczone, że osoby wychodzące z
        > restauracji z pudełkiem jedzenia nie powinny zabierac głosu, ponieważ nie mają
        > klasy ani ogłady. Wiec o bon tonie wypowiadać się nie mogą.

        No ale skoro uhonorowano ten watek tytulem najciekawszej dyskusji...

        Spiesze doniesc, ze byla tutaj niedawno propozycja rzucona z ministerstwa (!), by klienci obowiazkowo zabierali resztki swoich porcji do domu. Argumenty byly dwojakie:
        1. zagospodarowanie odpadow ma swoja cene. W tym wypadku ten, kto odpady stworzyl, czyli klient, ktory nie zjadl do czysta, powinien martwic sie o nie.
        2. okazalo sie, ze czesto porcje sa serwowane kilka razy przez nieuczciwych restauratorow, po "odswiezeniu i uzupelnieniu". Zabieranie resztek ukrociloby takie praktyki.

        A co do meritum: w domu uchodzi wszystko, co nie razi pozostalych domownikow. W restauracji uchodzi wszystko, co nie razi pozostalych gosci. To chyba oczywiste? Rzecz jasna, latwiej wyczuc co razi domownikow, bo sie ich lepiej zna. I tu zaczyna sie rozmowa o "klasie" i "ogladzie".

        PZDR
      • Gość: kaska Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.tele2.pl 16.12.02, 19:29
        Gość portalu: Viola napisał(a):

        > Oczywiście z góry powinno być tutaj zaznaczone, że osoby wychodzące z
        > restauracji z pudełkiem jedzenia nie powinny zabierac głosu, ponieważ nie
        mają
        > klasy ani ogłady. Wiec o bon tonie wypowiadać się nie mogą.

        Coz, na Zachodzie to naturalne, ze jak ktos nie zje czegos, to sie go kelner
        pyta, czy zapakowac i nikt sie tego nie wstydzi. normalna rzecz. Sama zadnych
        resztek nie zabieram, ale jesli nie wiesz o tym, to raczej Ty nie mozesz sie
        wypowiadac o tzw bon tonie....
        Pozdrawiam
    • Gość: Magnus Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.mcbone.net / *.pppool.de 16.12.02, 17:31
      Fajny watek.
      Tym bardziej, ze z klasa i z oglada coraz gorzej, tak w Polsce jak i za
      granica. Wystarczy pojechac na wakacje i zobaczyc jak rozne nacje zachowuja
      sie w hotelowej restauracji.

      Jedna z rzeczy ktorej nie znosze jest to, ze ludzie nie wiedza do czego sluzy
      serwetka. Jedza majac zatluszczone wargi i resztki jedzenia w kacikach ust.
      Potem dotykaja takimi ustami kieliszka czy szklanki zostawiajac fatalny,
      brodny i tlusty polksiezyc na szkle. Feeee!
    • sublustris Re: Bon ton czy sztywniactwo? 16.12.02, 17:40
      Wszystko zalezy od miejsca na ziemi. Spory, ktora kultura jest lepsza czy
      gorsza - mijaja sie z celem, a za tym idzie - co oznacza bycie kulturalnym.
      • maria42 Re: Bon ton czy sztywniactwo? 16.12.02, 18:40
        Nie zauwazylam, zeby ten watek prowokowal do rozwazan "O wyzszosci Swiat Bozego
        Narodzenia...." czy do rozwazan na temat wyzszosci jednej kultury nad druga, o
        co sie boi Sublustris.

        Tu chodzi zdaje sie tylko o kulture przy stole. A ta, niestety, zanika,
        zanika... Jak sie popatrzy na te nasze latorosle, ktore prosto przy stole
        usiasc nie potrafia, jedza jakby byly na wyscigach lub grzebia w talerzach
        szukajac tam Bog wie co to rece opadaja. Ale skad dzieci maja sie uczyc, jezeli
        rodzice sami lepiej nie potrafia?

        Zapanowala kultura masowa, LUZ ponad wszystko.... Czasami czuje sie jak
        dinozaur w tej nowej kulturze, gdzie coraz wiecej jest dozwolone, na coraz
        mniej rzeczy zwraca sie uwage.
        Ktos juz napisal o uzywaniu wykalaczek i o nieuzywaniu serwetek. Tez mnie to
        razi. Tak jak razi mnie branie (np. wedliny) z polmiska wlasnym widelcem, czy
        zsuwanie czegokolwiek (np. ostatnich plasterkow pomidora) z polmiska na wlasny
        talerz. Tak jak siadanie w odleglosci pol metra od stolu i nachylanie sie potem
        do talerza.

        A najbardziej mnie razi, jak dinozaury takie jak ja zostaja nazywane
        sztywniakami, bo nie maja tego LUZU ktory musi sie manifestowac niechecia do
        jakichkolwiek manier.
        • sublustris Re: Bon ton czy sztywniactwo? 16.12.02, 19:24
          Owszem, obawiam sie krytyki obcych kultur, ktora juz nastapila przy okazji
          innego watku i wlasnie przez zalozyciela tego obecnego, ktory urazony
          amerykanskimi zwyczajami, po prostu zarzucil tym ludziom brak klasy i kultury.
          • anna_wu Mario42, nie obawiaj sie:) 16.12.02, 19:40
            Nikt Cie sztywniakiem nie nazwie ani tym bardziej dinozaurem (calkiem mloda z
            Ciebie babka), dopoki przestrzeganie dobrych manier przy stole bedziesz
            traktowac z wrodzona naturalnoscia. Czy tak zwany "luz" przy stole wyklucza
            dobre maniery? Watpie:) Oczywiscie mozna by dyskutowac jaki kat siedzenia
            powinno sie przybrac w czasie spozywania posilku zeby bylo elegancko:).
            Poza tym wydaje mi sie, ze dzieci wyrastaja z takiego zachowania przy stole. W
            koncu kiedys przestaja grzebac w talerzach i nie sa tak impulsywne i
            niecierpliwe.
            • maria42 Re: Mario42, nie obawiaj sie:) 17.12.02, 07:37
              anna_wu napisała:

              > Czy tak zwany "luz" przy stole wyklucza
              > dobre maniery?

              Wlasnie! W samo sedno, Anno!
              Ale zeby miec te maniery w krwi trzeba cwiczyc od dziecka. A wtedy ma sie tzw.
              klase (pisal o tym AST w watku o wynoszeniu resztek z restauracji), ktora
              objawia sie tym, ze nie ma zachowania lepszego lub gorszego w zaleznosci od
              klasy restauracji....
          • Gość: Lobelia Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: 195.187.102.* 16.12.02, 19:52
            Na oburzanie się zawsze będzie dość czasu, jak ktoś się
            tu z czymś takim wyrwie... Na razie nie ma co snuć
            ponurych przepowiedni
            A co do bon tonu i obcych kultur, to przypomniała mi się
            opowieść mojej koleżanki, która jest zapamiętałą
            podróżniczką. Otóż rzecz działa się gdzieś w Afryce, moją
            koleżankę oraz zamieszkałe tam małżeństwo polskich
            lekarzy zaproszono do jakiejś wioski na kuskus. Udali się
            tam, potrawę podano, moja koleżanka zabrała się do niej
            oczywiście rękami, jak miejscowa etykieta nakazuje,
            natomiast to małżeństwo wyciągnęło przyniesione ze sobą
            sztućce!!! I był to nietakt wprost porażający, który całą
            przyjazną atmosferę potwornie zwarzył... Czyli co kraj to
            obyczaj...
            Wracając do naszej kultury, to mnie w restauracjach
            najbardziej denerwują dwie rzeczy. Pierwsza to głośne
            rozmowy przez telefon komórkowy (na zasadzie "Czemu ten
            pan tak krzyczy? Rozmawia z Gdańskiem. A nie może
            zatelefonować?"). Druga, to wycieranie noża o widelec po
            nałożeniu nań potrawy (zdarza się, szczególnie u
            starszych osób). Ludzie, jak ja nienawidzę tego dźwięku,
            aż mnie od tego zęby bolą!!!!
            • Gość: anita Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.acn.waw.pl 16.12.02, 22:42
              restauracja - w sumie tylko jedno... zbyt glosne zachowywanie sie innych gosci.
              nie moge sie spokojnie skupic na swoim talerzu bo ktos , gdzies tam w drugim
              koncu sali swietuje...:) ale rozumiem... nie rzucam sie do gardla:)
              dom - kretynskie pytanie co minute czy mi cos smakuje?:) oszalec idzie!!!
              jestem osoba bezposrednia i wzrokowcem... jak cos mi sie nie podoba to nie
              rusze chocby bic chcieli! a jak cos mi smakuje umiem pochwalic! ale zapytania
              doprowadzaja mnie do szalu! (jak dodam, ze celuje w tym tesciowa, to chyba nikt
              nie bedzie mial pytan?:)))))
              pozdrawiam:)
              • Gość: redd Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.acn.pl 16.12.02, 23:21
                Nie mam pytań. Moja Teściowa (z dużej litery, bo poza tym nie jest zła)
                stawiając na stole wazę z zupą, albo półmisek z czymś-tam jednocześnie podsuwa
                sól i pyta "czy nie za mało słona?". Od lat odpowiadam: jeszcze nie wiem,
                niech mama pozwoli spróbować..." Ale Ona i tak to samo...
          • Gość: AST Off topic . Do Sublustris IP: *.dialo.tiscali.de 17.12.02, 15:14
            sublustris napisała:

            > Owszem, obawiam sie krytyki obcych kultur, ktora juz nastapila przy okazji
            > innego watku i wlasnie przez zalozyciela tego obecnego, ktory urazony
            > amerykanskimi zwyczajami, po prostu zarzucil tym ludziom brak klasy i kultury.

            Wyciagnales(nelas) bardzo powierzchowne wnioski z moich wpisow.
            Ja nie krytykuje np. amerykanskiego sposobu poslugiwania sie sztuccami. Szanuje
            to jako kulturowa innosc. Ja tylko chce obronic nasza stara kulture przed
            zalewem kultury masowej, ktora w wypadku "doggy bags" pochodzi akurat z USA.
            Jako kulturowa innosc moge tez szanowac np. jedzenie palcami siedzac na
            dywanie. Co nie znaczy ze nie wolno mi bronic sie przed takim sposobem
            jedzenia, gdyby ktos nagle powiedzial, ze to jest super trendy, na luzie, a kto
            tego nie akceptuje jest sztywniakiem.

    • Gość: Callypso Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.02, 22:53
      Jak sie nie umie zachowac, nie chodzi się do restauracji ;-)
      Trzy rzeczy doprowadzają mnie do białej gorączki, rzeczy wprost podstawowe,
      jeśli o wychowanie chodzi, a jednak... sama mam z tym problemy o moich
      domownik ów:
      - mlaskanie (nie takie zwykłe, tylko przy kosztowaniu co wykwintniejszego
      kąska)
      - "wycmokiwanie" - tu chyba komentować nie trzeba?
      - mówienie z pełną buzią!! Na rany boskie!! Teściowa w tym celuje. Przy stole
      zawsze lubi dużo zjeść, jest łakoma (i to nie jest moja złosliwość), ale jak
      ma pustą buzię, to się nie odzywa. W momencie, jak napakuje ją jedzeniem,
      natychmiast zaczyna gadać. Na zwrócenie jej uwagi oczywiscie natychmiast
      śmiertelnie się obraża.
      A w ogóle to mi się zdaje, ze ludzie myślą, ze jak są w swoich czterech
      kątach, to już im wszystko wolno. Z jakiej racji? Ja kiedyś przyleciałam ze
      swojego pokoju do sypialni mojej mamy, bo usłyszałam, jak "cmoknęła" sobie
      soczyście. I powiedziałam jej tylko jedno zdanie: "Nigdy-więcej-tego-przy-mnie-
      nie rób", ale takim tonem, ze zrobiła się blada. I od tamtej pory, a minęło
      juz chyba z 15 lat, nigdy tego u niej nie usłyszałam.
      • Gość: Nina1 Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: 213.76.128.* 18.12.02, 15:51
        Gość portalu: Callypso napisał(a):

        > Ja kiedyś przyleciałam ze
        > swojego pokoju do sypialni mojej mamy, bo usłyszałam, jak "cmoknęła" sobie
        > soczyście. I powiedziałam jej tylko jedno zdanie: "Nigdy-więcej-tego-przy-
        mnie-
        > nie rób", ale takim tonem, ze zrobiła się blada. I od tamtej pory, a minęło
        > juz chyba z 15 lat, nigdy tego u niej nie usłyszałam.

        Wiesz co takie zachowanie jest moim zdaniem właśnie brakiem kultury i ogłady i
        czego tam jeszcze chcesz - chełpić się że tak przygadałaś matce że aż zbladła
        to jest właśnie absolutny karygodny brak kultury i obycia i nie tłumaczy cię
        to, że nie lubisz cmokania! I jest to obiektywny brak ogłady i kultury
        niezależne od kraju i społeczeństwa!
        • mika_nice Re: Bon ton czy sztywniactwo? 18.12.02, 17:36
          Chcialam dorzucic do dyskusji, jeszcze jedna rzecz ktora mnie ogromnie razi.
          Zarowno w domu jak i restauracji. Pospiech (przoduja tu mezczyznie, ktorzy
          polykaja jedzenie jak indyki), nie cierpie jak ktos szybko je. Obojetnie czy
          jest to efekt lakomstwa czy duzego spustu, uwazam ze jest to niekulturalne,
          zwlaszcze w towarzystwie. Nie cierpie jak ktos na jednej nodze zjada tosta na
          sniadanie i niedopija soku bo sie spieszy! Nie cierpie gdy ide z kims do
          restauracji, zalozmy kolacja firmowa i wiekszosc osob wcina swoje porcje w
          zastraszajacym tempie zeby znowu pobiec do bufetu. LUDZIE!!!! A gdzie rozksz
          dla podniebienia? mila rozmowa? Zdarza sie to baaaardzo rzadko! Ogolna zasada z
          jaka sie spotykam przy posilkach to nawpychac sie duzo, dobrze i byle szybko.
          Bleee
        • quba Re: Bon ton czy sztywniactwo? 19.12.02, 11:39
          Gość portalu: Nina1 napisał(a):

          > Gość portalu: Callypso napisał(a):
          >
          > > Ja kiedyś przyleciałam ze
          > > swojego pokoju do sypialni mojej mamy, bo usłyszałam, jak "cmoknęła" sobie
          >
          > > soczyście. I powiedziałam jej tylko jedno zdanie: "Nigdy-więcej-tego-przy-
          > mnie-
          > > nie rób", ale takim tonem, ze zrobiła się blada. I od tamtej pory, a minęł
          > o
          > > juz chyba z 15 lat, nigdy tego u niej nie usłyszałam.
          >
          > Wiesz co takie zachowanie jest moim zdaniem właśnie brakiem kultury i ogłady
          i
          > czego tam jeszcze chcesz - chełpić się że tak przygadałaś matce że aż zbladła
          > to jest właśnie absolutny karygodny brak kultury i obycia i nie tłumaczy cię
          > to, że nie lubisz cmokania! I jest to obiektywny brak ogłady i kultury
          > niezależne od kraju i społeczeństwa!



          tym bardziej, że ona to zrobiła w SWOJEJ sypialni, a NIE przy tobie
          • Gość: Callypso Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.02, 14:36
            > tym bardziej, że ona to zrobiła w SWOJEJ sypialni, a NIE przy tobie

            Bzdura!! To tak jakbyśmy powiedzieli, ze jak ktoś nie widzi czy nie słyszy, to
            juz jesteśmy zwolnieni z pewnych zasad postępowania? W takim razie dlaczego w
            swoich domach nie pierdzimy w głos, nie wyjadamy brudu spod paznokci i czego
            tam jeszcze nie robimy... na przykład kupy na środku hallu? Jeśli ja jestem w
            drugim pokokju to juz sie ze mną mozna nie liczyć i śmiało wywoływać we mnie
            mdłości? Moje "przygadanie" nie było zadnym "przygadaniem", o wrażliwcy, tylko
            propozycją, i to chyba dobrze zrozumianą, bo jak powiedziałam, od tamtej pory
            problemu nie ma. A o mojej kuturze lub jej braku nie Wam, z całym szacunkiem,
            dyskutować, swiętoszki.
            • quba Re: Bon ton czy sztywniactwo? 20.12.02, 07:22
              Gość portalu: Callypso napisał(a):

              > > tym bardziej, że ona to zrobiła w SWOJEJ sypialni, a NIE przy tobie
              >
              > Bzdura!! To tak jakbyśmy powiedzieli, ze jak ktoś nie widzi czy nie słyszy,
              to
              > juz jesteśmy zwolnieni z pewnych zasad postępowania? W takim razie dlaczego w
              > swoich domach nie pierdzimy w głos, nie wyjadamy brudu spod paznokci i czego
              > tam jeszcze nie robimy... na przykład kupy na środku hallu? Jeśli ja jestem w
              > drugim pokokju to juz sie ze mną mozna nie liczyć i śmiało wywoływać we mnie
              > mdłości? Moje "przygadanie" nie było zadnym "przygadaniem", o wrażliwcy,
              tylko
              > propozycją, i to chyba dobrze zrozumianą, bo jak powiedziałam, od tamtej pory
              > problemu nie ma. A o mojej kuturze lub jej braku nie Wam, z całym szacunkiem,
              > dyskutować, swiętoszki.


              masz rację, tez jestem zdania, że kulturalny człowiek będąc sam - zachowuje się
              tak jakby sam nie był...

              - ale mamusia zbladła, czyz nie ?
              • Gość: Callypso Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.02, 09:44
                > masz rację, tez jestem zdania, że kulturalny człowiek będąc sam - zachowuje
                > się tak jakby sam nie był...
                >
                > - ale mamusia zbladła, czyz nie ?

                A wyście się musieli doczepić tego jednego zdania, tak? Mam teraz pójść do
                mamusi i przeprosić? OK, jesli wam to się nie spodobało, to sorry. Moze wina
                leży w tym, że mam skłonności do epatowania słowem. Mniejsza o to. To i tak
                było 15 lat temu.
    • Gość: kasia_ania Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: proxy / *.justice.vic.gov.au 17.12.02, 04:08
      Rozmawianie przez komorke przy stole - nie ma roznicy czy w restauracji, czy w
      domu - jest NIEDOPUSZCZALNE i doprowadza mnie do bialej goraczki. Kulturalny
      czlowiek w restauracji komorke ma zgaszona, jezeli nie, to przeprasza, wstaje i
      wychodzi na sekunde, tylko na tyle aby poinformowac dzwoniaca osobe ze NIE MOZE
      teraz rozmawiac. Znikanie w oczu wspolbiesiadnikom na pol godziny w celu
      naplotkowania sie do syta tez jest w bardzo zlym tonie... :)

      PZDR.
      • Gość: Doki krotkie pytanie IP: *.104-201-80.adsl.skynet.be 17.12.02, 21:04
        Gość portalu: kasia_ania napisał(a):

        > Rozmawianie przez komorke przy stole - nie ma roznicy czy w restauracji, czy w
        > domu - jest NIEDOPUSZCZALNE i doprowadza mnie do bialej goraczki. Kulturalny
        > czlowiek w restauracji komorke ma zgaszona, jezeli nie, to przeprasza, wstaje i
        >
        > wychodzi na sekunde, tylko na tyle aby poinformowac dzwoniaca osobe ze NIE MOZE
        >
        > teraz rozmawiac. Znikanie w oczu wspolbiesiadnikom na pol godziny w celu
        > naplotkowania sie do syta tez jest w bardzo zlym tonie... :)
        >
        > PZDR.

        I teraz krotkie pytanie: a wlasciwie dlaczego? Bo nigdy przedtem tego nie bylo?
        Nie jestem milosnikiem gadania przez komorke przy jedzeniu. Gdy siedzimy w domu przy stole i dzwoni telefon, daje automatycznej sekretarce odebrac: malo jest spraw tak pilnych, by warto bylo dla nich przerywac wspolny posilek. Ale nie zgadzam sie z zakazem takiego zachowania. Byc moze dla kogos innego ta rozmowa jest wazna.

        Jako zasada ogolna: zabrania sie zabraniac.
        • Gość: kasia_ania Re: krotkie pytanie IP: proxy / *.justice.vic.gov.au 18.12.02, 01:09
          > I teraz krotkie pytanie: a wlasciwie dlaczego? Bo nigdy przedtem tego nie
          > bylo? Nie jestem milosnikiem gadania przez komorke przy jedzeniu. Gdy
          > siedzimy w domu przy stole i dzwoni telefon, daje automatycznej sekretarce
          > odebrac: malo jest spraw tak pilnych, by warto bylo dla nich przerywac
          > wspolny posilek. Ale nie zgadzam sie z zakazem takiego zachowania. Byc moze
          > dla kogos innego ta rozmowa jest wazna.
          >
          > Jako zasada ogolna: zabrania sie zabraniac.

          Nie, nie dlatego ze nigdy przedtem tego nie bylo. To po prostu kwestia taktu i
          dobrego wychowania. Zdania sobie sprawy ze nie zyjemy sami na powierzchni
          Ziemi :D) Np. w restauracji - nie jestesmy sami, dlaczego mamy zmuszac innych
          gosci (ktorzy, byc moze, chcieliby sobie porozmawiac w kameralnej atmosferze
          nad talerzami smakowicie wygladajacego lososia w beurre blanc otoczonego
          wianuszkiem mlodych lisci szpinaku ;))) [to bylo oczywiscie z przymruzonym
          okiem] do wysluchiwania (czesto glosnego) monologu przeplatanago perlistym
          smiechem :))) prowadzonego przez goscia trzy stoliki dalej?

          Nie mowie tutaj o sytuacjach skrajnych, kiedy telefon odebrac musimy (i z gory
          na niego czekamy, ostrzegajac znajomych ze nastapi) - dyzurny lekarz, nagly
          wypadek, bardzo wazna wiadomosc - ale, jak napisalam, mozna to zrobic na tyle
          dyskretnie zeby nie przeszkadzac innym. Chodzi mi o tak modne "gadanie" przez
          komorke przy stole przy kazdej okazji, tylko dlatego ze ktos akurat do nas
          zadzwonil a my mielismy wlaczony telefon... Czy nie sadzisz ze dla innych osob
          taki czlowiek wyglada jakby zyl we wlasnym swiecie, w mydlanej bance, nie
          swiadomy swiata (i odporny na niego!) i cala reszte jego mieszkancow?

          "Zabrania sie zabraniac" to swietny pomysl, chlubna dewiza nowoczesnego,
          tolerancyjnego, wyluzowanego swiata, ale... czesto czysto teoretyczna czy wrecz
          szkodliwa. Czy w takim razie uwazasz ze nakaz wylaczania komorek w teatrze czy
          kinie tez jest zly?

          Zdaje sie ze odeszlam troche od tematu... :))) Acha, z rzeczy ktore mnie
          draznia w kuchni to drapanie - czymkolwiek innym niz drewniana lyzka - po
          teflonowej patelni!!! :)))

          Do zachowania czy manier przy stole podchodze nastepujaco: robie tak jak
          nakazuja podstawy dobrego wychowania PLUS szczegolne tradycje w danym kraju.
          Dlatego mimo ze preferuje jedzenie nozem i widelcem (dwoma widelcami do ryby...
          czy zauwazyliscie ze rzadko juz w restauracjach podaja specjalne 'nozyki' do
          ryb? Nie wiem jak w Polsce ale w krajach anglo-saskich ten 'zwyczaj' jest
          zupelnie nieznany - rabia rybki nozem i widelcem... wielka szkoda), zjem takze
          paleczkami (choc jeszcze nie radze sobie po mistrzowsku :) czy reka (z tym nie
          mam klopotow! :P) Tam gdzie panuje widelec (i noz :) nie poddam sie natomiast
          zwyczajowi jedzenia tylko widelcem, dziabania jedzenia z jedna reka pod stolem,
          czy pol-lezac na tymze stole. I... postaram sie nie zwrocic uwagi na innych tak
          wlasnie jedzacych. :P)))

          Pozdrowienia
          Kasia
          • Gość: Doki Re: krotkie pytanie IP: 195.13.26.* 18.12.02, 14:09
            Gość portalu: kasia_ania napisał(a):

            > Nie, nie dlatego ze nigdy przedtem tego nie bylo. To po prostu kwestia taktu i
            > dobrego wychowania.

            Aha, czyli jest to kwestia umowna.

            Zdania sobie sprawy ze nie zyjemy sami na powierzchni
            > Ziemi :D) Np. w restauracji - nie jestesmy sami, dlaczego mamy zmuszac innych
            > gosci do wysluchiwania (czesto glosnego) monologu przeplatanago perlistym
            > smiechem :))) prowadzonego przez goscia trzy stoliki dalej?

            Rozmawiac przez telefon mozna rowniez tak, ze nie rzuca sie to w oczy. Wywrzaskiwanie czegokolwiek do cyfrowego aparatu to glupota i ostentacja i tu sie zgadzamy: jest to naganne. Jednak ja biore ze soba komorke wszedzie, takze do restauracji i nawet nie poznasz, czy rozmawiam z towarzyszka przy stole, czy z kims na kontynencie. Oglada to naturalnosc.

            Czy nie sadzisz ze dla innych osob
            > taki czlowiek wyglada jakby zyl we wlasnym swiecie, w mydlanej bance, nie
            > swiadomy swiata (i odporny na niego!) i cala reszte jego mieszkancow?

            Roznie bywa. Niektorzy maja tak wypelniony dzien, ze nie chca planowac rozmow telefonicznych z inna rownie zajeta osoba. Tym osobom komorka pomaga elastycznie gospodarowac czasem. Ja np chetnie zalatwiam telefony stojac w korku.

            > "Zabrania sie zabraniac" to swietny pomysl, chlubna dewiza nowoczesnego,
            > tolerancyjnego, wyluzowanego swiata, ale... czesto czysto teoretyczna czy wrecz
            > szkodliwa. Czy w takim razie uwazasz ze nakaz wylaczania komorek w teatrze czy
            > kinie tez jest zly?

            W teatrze tak, bo przeszkadza aktorom. W kinie nie, bo nikomu nie przeszkadza. Powtarzam, przez telefon mozna rozmawiac niezauwazalnie dla otoczenia i niekoniecznie godzinami. Chcesz zabraniac komorek w kinie? Raczej zabron obzerania sie w czasie seansu. Ciagle chrupanie i mlaskanie i szeleszczenie opakowaniami przeszkadza jeszcze bardziej. Pozostaje przy swoim zdaniu: nie tylko w tej dziedzinie zakazy powinny byc wyjatkiem, nie regula.

            Acha, z rzeczy ktore mnie
            > draznia w kuchni to drapanie - czymkolwiek innym niz drewniana lyzka - po
            > teflonowej patelni!!! :)))


            To, ze cos CIEBIE drazni, jest slabym argumentem w dyskusji. Na to lepszym sposobem jest nie zakaz, tylko moze psychoterapia.

            Nie zrozum mnie zle, jestem jak najbardziej zwolennikiem tezy o upadku niezbednej kindersztuby, ale uwazam tez, ze doroslego o wiele trudniej wychowac i ze zatem nie ma co zabraniac czego popadnie. No a komorki i zwiazane z nimi reakcje to dla mnie przyklad globalnej neurozy, ktora obserwuje z rozbawieniem. Ale to juz nie w obszarze zainteresowan tego szanownego forum.
        • Gość: armata Re: krotkie pytanie IP: *.crowley.pl 18.12.02, 08:41
          Rozmawiać przez telefon przy stole, to tak, jak z kimś szeptać na ucho w
          towarzystwie - to myślę kolejny argument


          - Si vis pacem para bellum -
          • Gość: frania nienawidzę 'smacznego'... IP: *.radom.pilickanet.pl 18.12.02, 15:04
            jest to dla mnie oznaka złego gustu, a strasznie się to rozpanoszyło w Polsce.

            Nie lubie konwenansów i śmieszy mnie
            (osobę ze starej, dobrej rodziny, nauczonej jedzenia nożem i widelcem w wieku 7
            lat)
            takie nowobogackie dązenie do przesady jeśli chodzi o savoir-vivre,
            wiadomo, ze neofici są zawsze najgorliwsi

            Wyśmiewanie się z Polaków nieużywających serwetki jest nie na miejscu, komunizm
            nas tego oduczył, nie każdy żył np. we Francji, gdzie wiadomo co z serwetką
            robić

            Ja żyjąc we Francji również nie wiedziałam jakim widelcem je się ślimaki, jak
            je się mule (rękami najczęściej), a jak ostrygi (często wsysane, nawet przez
            burżuazję starej daty) dopóki ktoś mi nie zademonstrował

            Nie wiem zupełnie czemu ma słuzyć to forum, savoir vivre jest nieodłącznie
            zwiazany ze specyficzną kulturą danego kraju

            w Polsce przez 50 lat gastronomia właściwie nie istniała, więc o czym my
            właściwie mówimy?



            • Gość: poprostukobieta moje 2 grosze;) IP: *.chello.pl 19.12.02, 00:52
              Bardzo pouczajace to wszystko;) Nawet nie wiedzialam, ze tak duzo rzeczy ludzi
              denerwuje. Wezme to pod uwage;))
              Ja natomiast zauwarzylam, ze do tych ludzi, ktorych lubie,ktore mnie bawią,
              nic mnie nie jest w stanie zrazic;) Nawet jak jedza czmokajac, szybko,
              zachlannie, rekami, bez serwetki, gadjac z wypchsanymi ustami..;)) NO.. moze
              tylko - jak skrzypna sztuczcem po talerzu, to dreszcze mnie biorą;) Naprawde
              musieliby cos zrobic obrzydliwego, by sie wsciec na nich;)) (moze dlubanie w
              nosie?)
              Natomiast, jezeli czlowieka nie lubie- naprzyklad moj były: jak ja
              nienawidzilam tego jego perfekcjonizmu, jak kroil te malusienkie kawaleczki
              jedzonka i wkladal ich do ucteczek, naprawde żygac sie chcialo, patrzac na
              WSZYSTkIE jego odruchy w czasie konsumowania posilku. Mimo tego, ze uzywal
              serwetki, wiedzial, co do czego sluzy, zawsze bekal po posilku . To jest
              dopiero to!!:))) Oczywiscie, nigdy przy ludziach:) Wlasnie to miedzy innymi
              przyczynilo sie do rozwodu;) Przed slubem bylam "ludziem", a po slubie:
              poprostu rodziną, bo u nich w rodzinie to normalka/
              • Gość: Senin bo czasami... IP: 144.139.175.* 19.12.02, 02:57
                Gość portalu: poprostukobieta napisał(a):

                > Natomiast, jezeli czlowieka nie lubie- naprzyklad moj były: jak ja
                > nienawidzilam tego jego perfekcjonizmu, jak kroil te malusienkie kawaleczki
                > jedzonka i wkladal ich do ucteczek, naprawde żygac sie chcialo, patrzac na
                > WSZYSTkIE jego odruchy w czasie konsumowania posilku. Mimo tego, ze uzywal
                > serwetki, wiedzial, co do czego sluzy, zawsze bekal po posilku . To jest
                > dopiero to!!:))) Oczywiscie, nigdy przy ludziach:)


                bo czasami pretensjonalnosc jest serwowana jako "klasa" i czesto takoz
                odczytywana.

                A zreszta, czy ta "Klasa" to naprawde wartosc sama w sobie, moze to
                tylko "ubranko" dla naszej osobowosci, wiec ja sie tyzm za bardzo nie
                przejmuje...
                Czasami nawet, gdy znajde sie w towarzystwie z pretensjami do tzw. "klasy" to
                celowo, w najlepszej restauracji uzywam palcow zamiast widelca, i nawet je
                oblizuje ;). I bardzo mnie bawi jak widze te zgorszone miny. Zazwyczaj wnie
                powtarzam moich "biesiadnych" eksperymentow w tym samym towarzystwie.

                Bo dla mnie wspolne jedzenie to powod do poznania sie i bycia razem, no i cala
                masa zachowan i relacji miedzyludzkich z tego wynika...


                • Gość: AST Re: bo czasami... IP: *.dialo.tiscali.de 19.12.02, 09:02
                  Gość portalu: Senin napisał(a):


                  > bo czasami pretensjonalnosc jest serwowana jako "klasa" i czesto takoz
                  > odczytywana.

                  Ale pretensjonalnosc to FALSZ, a nie klasa.

                  > A zreszta, czy ta "Klasa" to naprawde wartosc sama w sobie, moze to
                  > tylko "ubranko" dla naszej osobowosci, wiec ja sie tyzm za bardzo nie
                  > przejmuje...

                  Z pewnoscia nie jest to wartosc sama w sobie. Ale jest to jeden z czynnikow
                  wplywajacy na ogolna estetyke otoczenia podobnie jak np. czystosc, starannosc,
                  elegancja itp.


                  > Bo dla mnie wspolne jedzenie to powod do poznania sie i bycia razem, no i
                  cala
                  > masa zachowan i relacji miedzyludzkich z tego wynika...

                  Ale przyznasz chyba, ze przyjemniej jest, jezeli to "wspolne jedzenie" odbywa
                  sie z zachowaniem chocby podstawowej estetyki- czysty stol, czyste naczynia,
                  czysci ludzie, ktorzy nie wydaja z siebie roznych nieprzyjemnych dzwiekow i
                  zapachow itd.?
                  >
                  • Gość: Nina1 Re: bo czasami... IP: 213.76.128.* 19.12.02, 09:18
                    Gość portalu: AST napisał(a):

                    > Ale przyznasz chyba, ze przyjemniej jest, jezeli to "wspolne jedzenie" odbywa
                    > sie z zachowaniem chocby podstawowej estetyki- czysty stol, czyste naczynia,
                    > czysci ludzie, ktorzy nie wydaja z siebie roznych nieprzyjemnych dzwiekow i
                    > zapachow itd.?
                    > >
                    To o czym piszesz to są rzeczy tak naturalne jak oddychanie. To jest coś co ma
                    się we krwi, a jak się nie ma to lepiej się nie przyznawać. Czym innym są
                    natomiast uświęcone tradycją i historią zwyczaje stanowiące element tzw dobrego
                    wychowania - np jeśli chodzi o mnie, nie przeszkadza mi że ktoś w moim
                    towarzystwie je rybkę z użyciem noża czy niewłaściwie trzyma łokcie. To już
                    jest kwestia umowna.
                  • Gość: senin Re: bo czasami... IP: *.prem.tmns.net.au 19.12.02, 09:59
                    Gość portalu: AST napisał(a):


                    > Ale przyznasz chyba, ze przyjemniej jest, jezeli to "wspolne jedzenie" odbywa
                    > sie z zachowaniem chocby podstawowej estetyki- czysty stol, czyste naczynia,
                    > czysci ludzie, ktorzy nie wydaja z siebie roznych nieprzyjemnych dzwiekow i
                    > zapachow itd.?
                    > >

                    Pewnie, ze tak! Ale czesto bylo mi bardzo cieplo na sercu wsrod czlonkow mijej
                    dalszej rodziny mimi iz byli dosyc prosci w swoichj zachowaniach. A wiesz
                    dlaczego??? Dlatego iz starali sie zachowywac taK BY MNIE UHONOROWAC ( NIE
                    ZEBYM SPECJALNIE NA JAKIES HONORY ZASLUGIWALA, ale wg nich osiagnelam cos
                    czego im sie nie udalo i darzyli yo wielkim szacunkiem) No wiec coz, przystalo
                    tylko stanac na wysokosci zadania i oddac im podobny szacunek. Mimo iz siorbali
                    herbate i mowili z pelna buzia. Ale rowniez dlatego iz nie bekali przy stole
                    (co mogloby byc calkiem naturalne) i powstrzymaywali sie od innych zachowan
                    ktore uznali za niegrzeczne. I za to wlasnie czulam sie zobowiazana do szacunku
                    dla nich.

                    I wiesz co , nawet nie wiem, czy wolalabym byc wsrod tzw. elity, co chwila
                    osuszajacej kaciki ust, i jedzacej kesek za keskiem, po porzadku, bez
                    napychania buzi nastepnym zanim nie przelkna pierwszego... i "przysrywajacej"
                    sobie wzajemnie, lub licytujacej sie swoimi: (bontonem, majatkiem, doktoratami,
                    osiagnieciami, znajomosciami, erudycja, elokwencja, moralna wyzszoscia,
                    poczuciem smaku, artystyczna wrazliwoscia..... moznaby tak kilometrami o tym co
                    rajcuje "towarzystwo") - Chyba jednak nie bo to czesto tylko
                    blichtr, "krzeselka lorda Blotton". Mnie to nie kreci. Wole przasne ale za to
                    prawdziwe.

                    Senin - tyz przasna dosyc.
                    • Gość: Nina1 Re: bo czasami... IP: 213.76.128.* 19.12.02, 10:10
                      Senin, dobrze mówisz, zgadzam się z tobą!
                      • Gość: Senin Re: bo czasami... IP: *.prem.tmns.net.au 19.12.02, 10:16
                        Gość portalu: Nina1 napisał(a):

                        > Senin, dobrze mówisz, zgadzam się z tobą!


                        Mysle nino, ze moj post jest tylko "przedluzeniem" Twojego.
                    • quba Re: bo czasami... 19.12.02, 11:48
                      Gość portalu: senin napisał(a):

                      > Gość portalu: AST napisał(a):
                      >
                      >
                      > > Ale przyznasz chyba, ze przyjemniej jest, jezeli to "wspolne jedzenie" odb
                      > ywa
                      > > sie z zachowaniem chocby podstawowej estetyki- czysty stol, czyste naczyni
                      > a,
                      > > czysci ludzie, ktorzy nie wydaja z siebie roznych nieprzyjemnych dzwiekow
                      > i
                      > > zapachow itd.?
                      > > >
                      >
                      > Pewnie, ze tak! Ale czesto bylo mi bardzo cieplo na sercu wsrod czlonkow
                      mijej
                      > dalszej rodziny mimi iz byli dosyc prosci w swoichj zachowaniach. A wiesz
                      > dlaczego??? Dlatego iz starali sie zachowywac taK BY MNIE UHONOROWAC ( NIE
                      > ZEBYM SPECJALNIE NA JAKIES HONORY ZASLUGIWALA, ale wg nich osiagnelam cos
                      > czego im sie nie udalo i darzyli yo wielkim szacunkiem) No wiec coz,
                      przystalo
                      > tylko stanac na wysokosci zadania i oddac im podobny szacunek. Mimo iz
                      siorbali
                      >
                      > herbate i mowili z pelna buzia. Ale rowniez dlatego iz nie bekali przy
                      stole
                      > (co mogloby byc calkiem naturalne) i powstrzymaywali sie od innych zachowan
                      > ktore uznali za niegrzeczne. I za to wlasnie czulam sie zobowiazana do
                      szacunku
                      >
                      > dla nich.
                      >
                      > I wiesz co , nawet nie wiem, czy wolalabym byc wsrod tzw. elity, co chwila
                      > osuszajacej kaciki ust, i jedzacej kesek za keskiem, po porzadku, bez
                      > napychania buzi nastepnym zanim nie przelkna pierwszego...
                      i "przysrywajacej"
                      > sobie wzajemnie, lub licytujacej sie swoimi: (bontonem, majatkiem,
                      doktoratami,
                      >
                      > osiagnieciami, znajomosciami, erudycja, elokwencja, moralna wyzszoscia,
                      > poczuciem smaku, artystyczna wrazliwoscia..... moznaby tak kilometrami o tym
                      co
                      >
                      > rajcuje "towarzystwo") - Chyba jednak nie bo to czesto tylko
                      > blichtr, "krzeselka lorda Blotton". Mnie to nie kreci. Wole przasne ale za
                      to
                      > prawdziwe.
                      >
                      > Senin - tyz przasna dosyc.


                      nie przychodzi Wam do głowy, że ludzie którzy zachowują się kulturalnie przy
                      stole nie są "popieprzonymi snobami" tylko kulturalnymi, NORMALNYMI ludźmi ?
                      • Gość: senin Re: bo czasami... IP: 144.139.176.* 19.12.02, 12:59
                        quba napisał:

                        >>
                        > nie przychodzi Wam do głowy, że ludzie którzy zachowują się kulturalnie przy
                        > stole nie są "popieprzonymi snobami" tylko kulturalnymi, NORMALNYMI ludźmi ?


                        Owszem, Quba, przychodzi nam to do glowy...
                        My tez jestesmy normalnymi, kulturalnymi ludzmi. Ja tez!!!

                        Ale to co przeczytalam tutaj na temat tzw. faux pax ( czy jak im tam - nie znam
                        francuskiego) pozwala mi watpic o tym.

                        Kulturalni ludzie nie oceniaja innych na podstawie ich zacowania przy stole
                        jedynie, droga qubo. Bo cozto by byla za kultura???

                        Senin

                        • Gość: AST Re: bo czasami... IP: *.dialo.tiscali.de 19.12.02, 15:57
                          Gość portalu: senin napisał(a):


                          > Kulturalni ludzie nie oceniaja innych na podstawie ich zacowania przy stole
                          > jedynie, droga qubo. Bo cozto by byla za kultura???

                          To co piszesz jest oczywiste. I nie sadze, zeby ktokolwiek byl tu innego
                          zdania.
                          Ale jednak przyznasz chyba, ze od profesora nalezaloby wymagac lepszych manier
                          niz od chlopa?
                          Ja nie znosze wlasnie tego, ze ludzie pretendujacy do "bycia na poziomie", nie
                          dbaja o podstawy dobrego wychowania.
                          Jasne ze pewne rzeczy sa umowne (czym jesc rybe itd), ale to juz niuansiki,
                          zalezne rowniez od zwyczajow lokalnych. Nikt nie musi nasladowac sposobu w jaki
                          Krolowa Anglii lyzke do zupy do ust wklada, bo moze sie w ten sposob tylko
                          osmieszyc.
                          Ale jezeli ktos chce sie uwazac za "kulturalna osobe" powinien sie czuc
                          zobowiazany do kultywowania dobrych obyczajow, w tym rowniez do odpowiedniego
                          zachowania przy stole.
                          Klasa, kultura to jakas harmoniczna calosc, a zachowanie przy stole jest tylko
                          jej czescia.
                          Z kolei klasa i kultura osobista jest czescia kultury otoczenia. Gdyby wiecej
                          ludzi dbalo o wlasna kulture (powtarzam- nie chodzi tylko o zachowanie przy
                          stole), to swiat by tylko na tym zyskal.
                  • sublustris Re: bo czasami... 19.12.02, 17:17
                    Proponuje wyraznie zaznaczyc, iz chodzi o kulture europejska, bowiem w np. w
                    niektorych krajach Azji, po posilku, zwyczaj nakazuje ...beknac. Na znak, iz
                    jedzenie smakowalo :-)
          • quba Re: krotkie pytanie 19.12.02, 09:09

            >
            > - Si vis pacem para pacem
    • Gość: Lobelia Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: 195.187.102.* 19.12.02, 15:43
      Bardzo mi się spodobało wrzucenie do tego wątku różnych
      domowych zachowań przy stole. Mnie bardzo denerwuje
      zmuszanie gości na siłę do jedzenia i obrażanie się jak
      nie dają rady. Osobiście nie jadam dużo i ciągle muszę
      się tłumaczyć, że owszem, smakuje mi, ale więcej juz nie
      zjem. Swego czasu celowała w tym moja babcia, która
      potrafiła wnuki (w tym mnie) doprowadzać do choroby z
      przeżarcia (babcia nakładała, dziecię jadło, moja mamunia
      zaciskała zęby, bo to akurat była jej teściowa...). A
      jeśli ktoś nie zeżarł dostatecznej ilości, to potrafiła
      przez dwa lata (sic!) wspominać jak to się np. ciasto nie
      udało, bo nie zjedli trzeciego kawałka. Poza tym mam np.
      uczulenie na czerwone wino i bardzo nie lubię, kiedy ktoś
      po mojej grzecznej odpowiedzi, że dziękuję zaczyna się
      nachalnie dopytywać, proponować, że "a może jednak
      kropelka ci nie zaszkodzi itp.". Ostatnio biorę
      lekarstwa, po których nie wolno pić żadnego alkoholu i
      też nikt nie potrafi zaakceptować prostego "dziękuję,
      nie", tylko trzeba wyłuszczać historię choroby i sto razy
      zapewniać, że się naprawdę nie może. Dlaczego ja mam
      innym zawracać głowę swoimi dolegliwościami,
      posiedziałabym przy stole i piła wodę mineralną, a się
      nie da! Alkoholicy rzucający nałóg muszą mieć w tym kraju
      ciężkie życie... Podobne rzeczy przeżywa moja koleżanka
      wegetarianka - jeśli dziękuje za mięso, to nikt tego nie
      zaakceptuje w milczeniu tylko "Naprawdę nie je pani
      żadnego mięsa???" "Ale tu jest tylko odrobinka mięsa,
      może jednak?". Straszna ta nadgorliwość w gościnności...
      • anna_wu To jak to jest z tym sztywniactwem? 19.12.02, 19:45
        Nie zapominajmy o genezie powstania tego watku.
        Wczoraj bedac w restauracji, zapytalam rdzenna, w podeszlym juz wieku
        Amerykanke, czy pamieta czasy bez "doggie bag". Nie zastanawiala sie zbyt dlugo
        nad odpowiedzia. Doszlysmy do wniosku, ze ta forma zachowan jest trwala czescia
        kultury amerykanskiej, jest normalnoscia nie podlegajaca zadnej dyskusji.
        Kelnerka, ktora nas obslugiwala, zapewniala nas szczerze, ze nawet najdrozsze i
        najbardziej eleganckie restauracje oferuja zapakowanie resztek jedzenia.
        Moim zdaniem, nietaktem jest zabieranie jedzenia z tzw. "Restaurant buffet", co
        praktykuje czasami babcia mojego meza:). Potrafi nafaszerowac sobie torebke
        jakimis ciastkami i potem je nam serwowac:).
        W Polsce, pamietam ze praktykowalismy zabieranie jedzenia z chinskiej
        restauracji "Pacyfic" w Warszawie. Jedzenie bylo pyszne, podawali je na
        obracajacych sie polmiskach. Kosztowalismy wszystkiego po troche, a reszte
        zabieralismy dla dziecka (ktore bylo bardzo z tego powodu wdzieczne:).
        Jeszcze jedno, ja bardzo malo zwracam uwagi na ludzi znajdujacych sie przy
        innych stolikach. Czasami patrze na nich przelotnie, ale ich absolutnie nie
        obserwuje. Ktoras dziewczyna wspomniala w poprzednim poscie, ze ci z ktorymi
        siedzimy przy stole i robimy to z wlasnej nieprzymuszonej woli, zwykle lubimy i
        nie zauwazamy ich "niedoskonalosci" (jezeli w ogole mozna to tak nazwac).
        Kobieta, ktora nakrzyczala na swoja matke, jest pozalowania godna.
        Pozdrawiam:)
    • Gość: G'day Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: proxy / *.prem.tmns.net.au 20.12.02, 04:35
      "Wszystko jest proste, ale coraz bardziej klopoty sprawiaja nam rzeczy
      najbardziej proste".

      Tradycja

      Trudno jest sobie wyobrazic, ze jeszcze nie tak dawno temu.
      Bylismy wszyscy przeswiadczeni o naszym dobrym jedzeniu.
      Tradycja? a jakze jest kultura, chociazby to tylko spozycie.
      Specjalnych smakow i dan przewspanialych na ktore sklada sie zycie.
      Chociazby taki bigos, ktory kazdego kusi.
      Lecz dzisiaj coz taki bigos! My juz przepadamy za…" Suszi."
      Albo salatka (zwykla) bez ktorej nie bylo zabawy.
      Teraz lizemy palce i zajadamy…" Kebaby."
      Schabowy tradycyjnie byl wszedzie podawany.
      Lecz wyparl go bezwzwzglednie chinski ryz zapiekany.
      Bryzol z cebulka (pyszny) byl tylko "Made in Poland".
      Dzis daniem narodowym jest zwykly US "Makdonald."
      Sznycel cielecy z ogorkiem, byl kiedys jak za pan brat.
      A teraz sie zapychamy ciastem z "Picachat."
      Wodka w przeszlosci czysta, nie jakies "Sofia" wino.
      A jakby tego nie dosyc to jeszcze "Kapuczino."
      Jajka lekko sadzone, sniadanie nie tylko damskie.
      Patrzymy z lezka w oku i zamawiamy... "wietnamskie."
      "Seta" i sledz pospolity poszla juz tylko w basnie.
      Czyzby naprawde jest lepsze to " chinskie" slodko kwasne?
      Do baru na pierogi jezdzilo sie rowerem.
      Dzis mlodziez w smochodach zachwyca sie "Burgerem."
      Kanapka krajowa - rodzinna, byla codziennym zyciem.
      Smiesznie byloby nazwac chleb zytni jakims "sendwiczem."
      Najblizsza nam parowka jedzona wczoraj hurtem.
      Zmienila takze nazwe i teraz jest "Frankfurtem."
      Kasze gryczane, perlowe to pasza juz tylko dla Yeti.
      W "tutke" wargi skladamy i zajadamy "szpageti."
      Ziemniaki, zsiadle mleko, koperek to czcze zabytki.
      Patrzac jak kazdy wzdycha, proszac tylko o "frytki."
      Zup wspanialy wachlarz, szczegolnie barszczu z uszkami.
      Zastapil wybor puszek i innych stekow z grylami.
      Pysznosci "wlasnego wyrobu", serow i masla z beczki.
      Dzisiaj jest samoobsluga i wszystko co zwie sie "stol szwedzki. "
      Wiec mozna smialo powiedziec ze zgodnie z odnowami.
      TRADYCJE(chociazby jedzenia) JUZ MAMY POZA NAMI.









      • Gość: G'day Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: proxy / *.prem.tmns.net.au 20.12.02, 04:52
        Zachowania sa odzwierciedleniem WIEDZY ktora tak jak wiele innych nabytych
        wartosci przechodzi odruchowo w przyzwyczajenia ktore NATURALNIE PODSWIADOMIE
        prezentujemy soba w zaleznosci od miejsca, potrzeb, sytuacji, mody.
        Problem polega na tym, ze nie wielu z nas naprawde chce sie uczyc.


        Stol.

        Stoi uparcie, mocno na nogach pomimo, ze czesto jest stary.
        Spozywa ilosci jedzenia i trunkow, rzecz mozna wrecz: “nie do wiary”.
        Uczynny jest zawsze dla ludzi. Wyrozumialy, cierpliwy.
        Kazdego przyjmuje, bez roznicy, spokojny jest i zyczliwy.
        Przed nim sie wszyscy zwierzaja a on zna ich wszystkie sekrety.
        Zlotem jest zawsze dewiza: MILCZENIE. I to sa jego zalety.
        Bywa, ze ciezkie ma chwile: krzeslami w niego rzucaja.
        Piesciami bija, kopia po nogach. Szarpia i przewracaja.
        Raz w roku na bialo ubrany nie pragnie byc walecznym.
        Na co dzien jest soba - normalnym stolem.
        Przez moment byc musi – swiatecznym.
        • anna_wu Hej G'day:) 20.12.02, 15:02
          Skad taka tworczosc wspaniala?:) Dziekuje za te wierszyki:)
    • Gość: Lena Re: Bon ton czy sztywniactwo? IP: 213.216.82.* 24.12.02, 01:29
      W miejscach publicznych - jak tu napisało już wiele osób - irytuje również i
      mnie głośne i ostentacyjne zachowanie. Na resztę zachowań przy sąsiednich
      stolikach zwykle nie zwracam uwagi.
      W kontaktach bliskim i dalszymi krewnymi najbardziej nie lubię osób, które
      uważając się za kulturalne sądzą,że mają patent na wiedzę jak przyjmować, bywać
      i jak się zachować. Znam osobę która przyjmując podaje "coś na gorąco", zbiera
      ze stołu, "zimną płytę", zbiera ze stołu, słodkie, zbiera ze stołu i gości
      zostawia nad pustym obrusem. Sama bywając ma problem, bo traci orientację kiedy
      gospodarz ma dosyć gości i kiedy powinna wyjść. Inna znów uważa, że przyjmując
      należy każdemu nakładać na talerz gdy tylko robi się pustawy. uważa,że to jest
      wręcz naganne jeśli nie stosuje się "prinuki". Sama w gościach czeka na
      tą "prinukę" i wręcz czuje się obrażona jeśli się jej kilka razy na talerz nie
      dołoży. To właśnie jest sztywniactwo. Męczące i uciążliwe dla wszystkich stron.
      Co do młodzieży, to prawda, że w znacznej części nie potrafią ładnie jeść. Mam
      córkę nastolatkę, dość często jej koleżanki lub koledzy zasiadają z nami do
      obiadu i naprawdę rzadko się zdarza żeby młody człowiek sięgnął po sztućce -
      zwykle używają samego widelca. Nie zwracam uwagi bo przecież nie będzę cudzego
      dziecka zawstydzać i uczyć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja