Dodaj do ulubionych

Tragiczne pomylki w kuchni

      • elmina5 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.08.09, 09:35
        Nie moja, ale znalazłam na www.O-Qrde.pl

        Chciałam zrobić płonące banany. Trzeba je podsmażyć, zalać calvadosem i natychmiast podpalić. Nie przygotowałam wcześniej zapałek. Zanim je znalazłam, alkohol już dobrze parował. Zapalając zapałkę już czułam , że jest za późno. Jak dmuchnęło, to znikły mi brwi i grzywka, twarz pokryła się osmalonymi resztkami włosków. Całe szczęście, że miałam okulary, to chociaż rzęsy mi zostały. Wliczając koszty fryzjera – były to moje najdroższe płonące banany.
    • pitupitu10 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 27.09.09, 18:26
      Dopiero uczę się gotować i coś czuję, że niejeden raz wpiszę się w tym wątku.

      Ostatnio próbowałam zrobić zupę cebulową. Chyba mi się zmieszały przepisy i
      wkroiłam za dużo surowca, bo na koniec gotowania powstał piękny litr duszonej
      cebuli (zupą to trudno było nazwać).

      Również pierwszy raz robiłam cannelloni. Miało być na dwa dni. Zjadłam trochę,
      ale nie było dobre, więc postanowiłam resztę wyrzucić. Do sedesu. Po
      pociągnięciu za spłuczkę jak zahipnotyzowana wpatrywałam się, jak woda wypełnia
      po brzegi muszlę klozetową, by następnie wylać się na podłogę. Nie wiem jak to
      wyjaśnić, ale pompa ciągle ciągnęła wodę, i ta cała woda lądowała na płytkach.
      Dodam, że mieszkanie jest wynajmowane. Na szczęście szybko wyszłam z odrętwienia
      i przytomnie zakręciłam zawór. Szybko łap! za szmatę i zbieram tę wodę,
      zastanawiając się w duchu ile H2O potrzeba, by zalać sąsiadkę. Po starciu tego
      na podłodzę czas zająć się tym co w sedesie. Wymyśliłam, że wezmę szczotkę do
      kibla i spróbuję popchnąć ten makaron. Zabierając się do tego przeszło mi na
      myśl, że to chyba dobry moment na rozważenie powrotu na łono Kościoła. Po kilku
      minutach szturchania na szczęście z sedesu wydobył się piękny niczym śpiew
      słowika (dla mnie) odgłos zasysanej wody i wszystko spłynęło do kanalizacji.
      Powiadam wam, w tej jednej chwili kolory nabrały intensywności, w powietrzu
      uniósł się słodki zapach bzu, słońce wyjrzało zza chmur, a na całej Ziemi nie
      było człowieka szczęśliwszego ode mnie. Muszę jeszcze tylko kupić nową szczotkę,
      bo starej nie byłam w stanie wypłukać z mięsa i warzyw. Nie wiem, czy
      kiedykolwiek odważę się zrobić jeszcze cannelloni.
      • pitupitu10 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 27.09.09, 20:11
        Chyba nie powinnam czytać tego wątku. Znowu się popisałam.

        Dziś robiłam tuńczyka z makaronem i warzywami. Pierwszy raz. Makaron najczęściej
        jem z sosem ze słoika. Tym razem miałam ugotować go dwa razy więcej. Nie wiem
        jakie procesy myślowe kierowały mną, kiedy ustawiałam minutnik na 8 minut
        zamiast 4. Na szczęście w porę się opamiętałam. Ale to nie koniec. Przepis
        nakazywał dodanie łyżeczki koncentratu pomidorowego. Myślę sobie - dodam więcej,
        to będzie bardziej pomidorowe. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Władowałam do dania
        trzy kopiate łyżeczki koncentratu. Następnie łyżeczkę oblizałam. I tak właśnie
        dowiedziałam się, że koncentrat pomidorowy jest kwaśny... No ale było już za
        późno. Danie ma specyficzny, kwaśno-pieprzny smak :D ale jest jadalne.


        Jeszcze mi się przypomniało, jak upuściłam główkę czosnku, a nasza jamniczka -
        łaps! Mina zwierzęcia - bezcenna.
          • primrose Re: Tragiczne pomylki w kuchni 28.09.09, 18:31
            Koniec lat 80tych, urodziny mojej przyjaciółki Ziuty. Jej rodzice (dość
            wścibscy), co trudno sobie wyobrazić w czasie imprezy byli w pokoju obok.
            Dodam że matka Ziuty nie potrafiła gotować, bo wszystko robila u nich babcia,
            ale akurat wtedy babcia była w sanatorium czy gdzieś n a wyjeżdzie. I było to
            nieszczęściem bowiem Ziuta z matką postarały się ze wszystkich sił i
            przygotowały kilka blach upiorów. Ich wypieki wygrałyby każdy konkurs na
            najohydniejszą zawartość blachy- no nie dało się tego zjeść. Niestety nic innego
            do przegryzienia nie podano. Był to początek kwietnia, bardzo zimna wiosna..ale
            zgodnie siedzieliśy przy otwartym oknie, bowiem w chwilach nieuwagi te przeróżne
            ciasta lądowały pod oknem.
            Ponieważ Ziuta była bardzo fajną kumpelą to i przyszło sporo gości, wszyscy
            twardo chcieli być najbliżej okna. Ziutka niestrudzenie namawiała i chętnie
            nakładała, aż kopczyki pojawiły się pod oknem. Po latach nawet przy okazji
            spotkań nk, zaśmiewaliśmy się do łez, bo czegoś równie upiornego nikt z nas nie
            degustował. Byliśmy mało asertywni, tuż przed maturą, impreza z rodzicami obok,
            przy paru butelkach kijafy no i te ciacha.
        • Gość: MoniaKociara Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.84-48-160.nextgentel.com 29.09.09, 15:16
          Tak na poważnie gotuje dopiero od jakis 5 lat. Pierwsze zupy robiłam jak miałam
          ok. 15lat, kotlety schabowe, zawsze miałam do tego rękę i wszystko wychodziło mi
          naprawde super :D Moze dlatego, ze moja mama bardzo dobrze gotuje, jak cos
          robiła to zawsze wisiałam jej nad głowa i podgladałam co i jak. Lubie gotowac,
          lubie sprawdzać nowe przepisy, ale nie zawszd wtedy mi wszystko wychodzi tak
          jakbym chciała.

          1. Kiedys zrobiłam łososia w sosie smietanowo-pieczarkowym, sama go zrobilam.
          Lososia przyprawiłam curry... hehehe Ja zjadłam, teściowa tez, nawet mówiła, że
          smaczne :D Chłopak nie zjadł powiedział, ze ohydne i więcej mam tego nie robic.
          Teraz łososia robie tylko dla siebie, ale nie uzywam do niego curry - jak dla
          mnie nie pasuje.

          2. Kiedyś smażyłam chyba boczek, czy robiłam do czegoś skwarki, bo zostało mi
          dużo tłuszczu, a ja nie myśląc o niczym - sru i do zlewu zlałam wszystko co było
          na patelni i wyszłam z domu. Wrociłam ok 19, a mój chłopak od razu przy drzwiach
          mówi mi jak zmywał naczynia i woda nie chciała spływac... hahaha Odkecił kolanko
          i wyciągnął stamtad cudowna smalcowa paróweczke... Oczywiscie wsadził to
          paskudztwo do woreczka aby pokazac mi moje dzieło. Od tamtego czasu nigdy nie
          zlewam tłuszczu zwierzecego do zlewu, bo wiem czy to się może skończyć.

          3. Bardzo lubie zupę ogórkowa, chłopak już tak średnio. Kiedys okrutnie
          przesoliłam, ledwo to jadłam. Oczywiście się przyznałam, ale chłopak spałaszował
          też, że az mu się uszy trzęsły hehehe. Jeszcze skomentował, ze jak uważam, że
          zrobiłam dobrą ogórkową to zazwyczaj wtedy jest taka sobie, a jak mówie, że cos
          jest nie tak, to jemu smakuje...

          4. W piątek mieliśmy gości, od niedawna wynajmujemy mieszkanie za granicą, więc
          nie mamy jeszcze wielu sprzętów, ale postanowiłam, że zrobie karpatke -
          oczywiscie nie mam robota... Gości przeprosiłam, ze ciasto nie ejst takie jakie
          powinno byc, a może niepotrzebnie, bo nikt z naszych gości nie był z Polski,
          więc i tak nie wiedzieli jak powinna wyglądac i smakować karpatka :) Mówili, że
          dobra i jedli bez zachęcania :)


          Czesto zdarza mi się spalić jakies danie albo jest niedopieczone, chociaż
          trzymam w piekarniku zgodnie ze wszytskimi wytycznymi z przepisu, nie wiem
          dlaczego tak sie dzieje...

          PS
          Dzisiaj testuje przepis na pomidorowa, jaki znalazłam na forum, ciekawe co mi
          wyjdzie.
          • Gość: MoniaKociara Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.84-48-160.nextgentel.com 29.09.09, 15:24
            Jeszcze jedno mi się przypomniało. Nie mam zbyt wielkiej wprawy w ciastach, chłopak uwielbia karpatke, ale to żadna filozofia, szczególnie ta z torebki... Jak zrobie babe to za sucha, więc generalnie nie piekę ciast. Biszkoptu boje się jak diabeł święconej wody, bo wiem, ze czesto nie wychodzi, chociaż kiedys z pomocą teściowej zrobiłaam - sama wole nie ryzykować. Wracając do wpadek... Na jakieś święta, w domu chłopaka, kupiliśmy ciasto krówke, chyba firmy Delecta, tak smakowicie wyglądało na obrazku. Zabrałam się do pieczenia, niestety zamiast 50ml wody dałam 500ml!!!!!! I mieszam tym mikserem, mieszam i mieszam a to dziadostwo dalej takie rzadkie jak nie powiem co... Ale byłam na siebie wściekła, ze sie pomyliłam z ta ilościa wody...

            Z tym, ze musze się przyznać, ze należe do osob roztrzepanych, w kuchni cięzko mi się mimo wszystko skupić i może stąd są moje pomyłki :) Ale nie zrażam się i dalej będę probować.
          • tayton Re: Tragiczne pomylki w kuchni 04.07.16, 10:32
            Potrzebowałam do ciasta zmielonych biszkoptów. Ciastka zmieliłam, użyłam a resztę w słoiku zamknęłam. Mąż smażył sobie (ja niestety "dietuję") na obiad tradycyjne schabowe w podwójnie obtaczanej panierce. W trakcie obiady widzę jego dziwną minę ale on nic nie mówi. Olśniło mnie, że pewnie schabowe ma słodkie bo przecież bułka tarta się skończyła :D
    • pijawka_lekarska Re: Tragiczne pomylki w kuchni 27.10.09, 22:27
      - posypałam frytki czymś, co zdało mi się solą, a okazało się cukrem pudrem.

      - na swoje imieniny robiłam obiad - mój wybór padł na piersi kurczaka z sosem.
      Składnikiem sosu były ziarenka zielonego pieprzu. Ponieważ (słusznie) zdało mi
      się, że zielony pieprz jest mniej ostry niż czarny, wsypałam do potrawy calutki
      słoiczek. Goście zionęli ogniem.

      - na 18 urodziny wymyśliłam torcik na zimno z kilku warstw. Niestety, chciałam
      przyspieszyć sprawę i nie czekałam, aż kolejne warstwy zastygną, tylko wlewałam
      od razu kolejne. W rezultacie po odśpiewaniu sto lat i zdmuchnięciu świeczek
      rozkroiłam tort, i...masa wylała się z jego środka na stół :)
    • floress Karpatka 15.02.10, 11:32
      Moja kuzynka dawno temu chciała upiec karpatkę. Zrobiła ciasto, zrobiła krem,
      wyłożyła ciasto na blachę, na to położyła krem i włożyła wszystko do piekarnika.
      Dodam tylko, że była to karpatka z torebki, a więc z przepisem na opakowaniu. No
      i nie zapominając, że w karpatce jest krem budyniowy - nie do pieczenia :D
    • gooochab Re: Tragiczne pomylki w kuchni 20.02.10, 23:09
      mój mąż ugotował barszcz czerwony z buraków ze skórkami:))) ohyyyda:) smakowało pomyjami okropnie, a mąż upierał się, że jego mama zawsze tak gotuje:) (tak mu się tylko wydawało, teściowa śmiala się strasznie)
      Na koniec uparł się, ze jak nie chcę, to on sam zje i mam nie wylewać:) zjadł:) ale więcej barszczu nie gotuje:)

      Dodam, ze oprócz tego gotuje wspaniale.
    • moniakociara Re: Tragiczne pomylki w kuchni 22.02.10, 03:44
      Robiłam sernik na zimno z galaretka... Masa serowa już mi zastygła, położyłam
      owoce i przygotowałam galaretke. Poczekałam aż ostygnie, ale nie spawrdzajac jej
      temperatury wylałam ja na sernik!! Jakie było moje zdziwienie jak po jakimś
      czasie poszłam sprawdzić czy galaretka mi zastygła a jej nie było :) Sernik był
      bez galaretki.
    • Gość: agash Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.30.broadband14.iol.cz 23.02.10, 22:00
      mam niestety tendencje do "ulepszania: przepisow, bo wydaje mi sie, ze wszystko wiem lepiej...
      w ksiazce kucharskiej znalazlam przepis na prosty krem czekoladowy. Postepowalam mniej wiecej zgodnie z przpisem, tyle tylko, ze uznalam, ze zamiast zwyklej czekolady deserowej lepsza bedzie 99%, szlachetniejsza w smaku, nieprawdaz? oprocz tego do piany z bialek dodalam szczypte soli.
      efektem byla slona ciemnobrazowa ciapa, niezjadliwa
    • houhou Re: Tragiczne pomylki w kuchni 03.01.14, 11:08
      Formę, w której standardowo piekę chleb mam akurat zajętą więc eksperymentalnie upiekłam dwa mniejsze bochenki - jeden w keksówce wyłożonej pergaminem do pieczenia, drugi w niewielkim żaroodpornym naczyniu. Upiekły się całkiem ładnie. Niestety wyjęcie chleba z nieposmarowanego wcześniej żadnym tłuszczem naczynia jest niemożliwe, podobnie jak oderwanie papieru od drugiego chlebka.
      Trudno - jeden będziemy wydłubywać łyżką, a drugi spożyjemy z dodatkiem celulozy...
    • jag_2002 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.14, 21:29
      jajka na scianach i pieczen zamiast rosolu to grzechy dziecinstwa, teraz mam kuchenke z budzikiem
      z wpadek powazniejszych - dawno temu tj. przed czasami internetu, chcialam zrobic pasztet z patisonow i cukini - wyszlo cos gorzkiego i niejadalnego
      pierwsze imieniny u przyszlej tesciowej - udekorowalam jej popisowy tort bita smietana bez usztywniacza, na torcie pozostaly tylko biale plamki po smietanie
      nie jadam zup od dawna, kiedys mezowi ambitnie chcialam zrobic ogorkowa i nie moglam sobie przypomniec, jak powinna smakowac
      na wesele mojego brata chcialam upiec moja popisowa tarte, nie wzielam pod uwage, ze specjalnie zakupione w tym celu brytfanki maja wieksza srednice, niz moja domowa, ciasto bylo cienkie, jak oplatek
    • hamerykanka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 25.03.16, 01:22
      Odswiezam moj ukochany watek.
      Pod wplywem lektury nowej ksiazki kucharskiej postanowilam zrobic kajunska zupe krabowa. Kupilam wielka puszke miesa z kraba i wlozylam do szuflady, gdzie przechowuje inne puszki. Po dobrym tygodniu zadecydowalam sie na debiut.
      Otworzylam dziwnie wzdeta puszke...i ucieklam z domu, taki uniosl sie zapaszek. Nie zastanowilo mnie wczesniej, dlaczego puszki z miesem kraba stoja w chlodziarce w sklepie:(
    • kaira Re: Tragiczne pomylki w kuchni 28.03.16, 19:25
      Wielkanod a.d 2016. Poszłam do sklepu spożywczego - głodna. I sobie podczas zakupów wymyśliłam - kupię wątróbki rybne po kaukasku - zrobię tak jajka faszerowane. Co pomyslałam zrobiłam. W domu jajka na twardo - żółtka do miseczki, białka czekają na farsz. Do żółtek te wątróbki - odsączone - pytanie i co dalej? 2 łyżki smietany. Zmęczenie wygrało z pracowitością - wzięłam blender- zwartość miseczki - żółtka, wątróbki, śmietanę + sół i pieprz - zblendowałam. Efekt - ciecz - stwierdziłam, że domownikom i gościom powiem, że jajka są z musem [zamiast faszerowanych]. Co pomyślałam - uczyniłam. Efekt smakowy oceniam na 2 w skali 1:10. Średnia ohyda. Popełniłam błąd.
    • mieszkogw Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.07.16, 15:25
      Pamietacie serial "7 życzeń"? W ostatnim odcinku ma przyjść Rademenes juz jako Senemedar - gość z Maroka. Mama Darka szuka po książkach kucharskich przepisu marokańskiego i znajduje "baraninę z ryżem" i mówi -" co prawda nie mam baraniny, ale w zamrażalniku są bitki wołowe - to chyba wszystko jedno?" A potem szuka ryżu - oczywiście nie ma na półce, no ale chwała Bogu (a raczej bogini Izis)... mam kluski śląskie, to chyba wszystko jedno?"
      Na szczęście Rademenes vel. Senemedar jadał tylko ryby (surowe ;-)
      • veeshnyah Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.01.17, 00:13
        Mój piętnastoletni wówczas brat posłodził i pomieszał herbatę z saszetką jeszcze w kubku. Mocno się zdziwił...
        Mama z kolei, gdzieś w głębokich latach 90 weszła w posiadanie formy do tzw. orzeszków, postanowiła upiec te ciastka do zabrania do przedszkola z okazji moich urodzin. Przepis od kogoś, napisane składniki w stylu "soda oczyszczona 2 ł". Mama uznała, że "ł" ="łyżki". Orzeszków powstała porażająca obfitość -cała rodzina nadziewała kremem.
        Zrobiłam raz zupę krem z kukurydzy -poczęstowany kumpel postanowił odtworzyć ten smak, będąc u swojej ukochanej w Niemczech. Zabierając się do działania bez kompletu narzędzi przekonał się że "mikser" i "blender" to nie to samo.
        Współpracownica mamy wstawiła słoik pełen jajek i wrzątku do mikrofali w pracowniczej kuchni. Słoik przetrwał mikrofalę, eksplodował dopiero przy probie otwarcia. Szkło i płynne jajka były wszędzie, zdolnej damie chyba cudem nic się nie stało.
        A ja tylko upiekłam muffiny "z kartona", dodając dwa razy więcej oleju, niż zakładał przepis. Wyglądały jak grzyby atomowe, ale były smaczne.
    • autumna Re: Tragiczne pomylki w kuchni 31.01.17, 12:15
      Mając w domu męża niechętnego nowinkom, w ramach eksperymentu beztrosko przyprawiłam cały gar zupy kalafiorowej kuminem, zamiast przetestować na małej porcji. Dowiedziałam się od małżonka, że zupa ma zapach jak spocona pacha, musiałam zamrozić w pojedynczych porcjach i powoli zjeść sama.

      Będąc w Niemczech, chapnęłam w markecie pierwsze z brzegu mięso mielone, ignorując napisy na opakowaniu, i zrobiłam tradycyjne kotlety. Wyszły bardzo dziwne w smaku, sucho-gumowate, niezbyt jadalne i dopiero wtedy zorientowałam się, że kupiłam mieloną wołowinę.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka