Najpaskudniejsze.

01.02.07, 09:16
Jaka była najpaskudniejsza rzecz, jaką zrobiliście? (Niezależnie od tego czy ją potem zjedliście czy nie :)). Jakieś kuchenne pomyłki, które potem każdy z trudem przełykał, jesli w ogóle odważył się spróbować? I których nigdy w zyciu by nie polecił?

Ja pamiętam, że zafascynowana bananem w cieście zjedzonym w tajskiej restauracji chciałam zrobić coś podobnego w domu. Tyle, że zamiast ciasta była bułka tarta, zamiast woka - patelnia. Wyszedł banan panierowany (oblepiony mąką, jajkiem, bułką tartą), którego nawet cukier i słodka śmietana polana po wierzchu nie była w stanie przywrócić do życia :)
    • Gość: xxx Re: Najpaskudniejsze. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.07, 09:53
      hej ja kiedys jak jeszcze żywiłam sie w stołówce studenckiej jadłam cynaderki z
      ryżem, brrr paskuda, miałam wrażenie że ktoś mi nasikał do talerza. Ogólnie
      jedzenie było OK ale to straszne.
    • dzwony1 Re: Najpaskudniejsze. 01.02.07, 10:02
      Witam, pochwale sie choc nie ma czym, zrobilam ostatnio kapuste
      i zagescilam zasmazka i dwoma kopiastymi lyzkami maki, zamiast dwoch
      lyzeczek od herabaty - wyszedl super klej, ktory wyladaowal w koszu,
      pierwsze kotlety mielone w zyciu zrobilam dla rodzicow (bedac dorastajaca
      nastolatka ) dodalam duzo galki muszkatolowej, ble ochyda, ale tata zjadl.
      :))
      • Gość: daga :D na przyszłość - co do nieporządanej ilości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.07, 10:04
        zasmażki - wystarczy raz, dwa razy przeplukac taką kapustę na sicie. Straci
        troche na smaku, ale i kleju się pozbędziesz. Pozdrawiam
    • usmiecham-sie Re: Najpaskudniejsze. 01.02.07, 10:24
      Hmm... Taaak... :)

      Pamiętam też sałatkę, na którą miała złożyć się SAŁATA, ogórek, pomidor, ser, oliwa. W sumie mogło wyjść pysznie. Gdybym nie pomyliła sałaty z surową kapustą. Taaaa... :D "Sałatka" poleciała do kosza.
    • Gość: Lublinianka Re: Najpaskudniejsze. IP: 87.246.214.* 01.02.07, 11:23
      Któregoś pięknego dnia postanowiłam zostać ekspertem kuchni chińskiej i początkiem
      mojej kariery kucharskiej miały być sajgonki. Zakupiłam oryginalne składniki,
      wszystko zrobiłam wg przepisu i wyszło mi coś tak niejadalnego, że nawet mąż,
      który je wszystko, odmówił konsumpcji. Do dziś na hasło chińszczyzna dostaję
      gęsiej skórki.
      • ampolion Re: Najpaskudniejsze. 01.02.07, 19:37
        Lublinianko: to nie ty, to przepis zawinił!
        • Gość: Lublinianka Re: Najpaskudniejsze. IP: *.pronet.lublin.pl 02.02.07, 08:14
          Dziękuję za słowa wsparcia Ampolionie.
    • legwan4 Re: Najpaskudniejsze. 01.02.07, 11:34
      Będąc u Teściów w czasie ferii,15 lat temu chciałam się popisać.Oczywiście,jako
      dobra synowa.Zrobiłam ptysie.Po upieczeniu miały kolor zielonkawy?Nie
      pamiętam,czy wylądowały w koszu.Teściowie byli szczerze ubolewający i
      zdumieni.Mnie było głupio i przykro.Prawdopodobnie,temperatura piekarnika była
      zbyt niska.Cóż,poszło i minęło.Czasami śmiejemy się z Teściami z zielonych
      ptysi....
    • houhou Re: Najpaskudniejsze. 01.02.07, 11:48
      Eksperyment gulaszowy z dodatkiem cynamonu. Oj nietęgą miałam minę po
      spróbowaniu efektu. Nie zmarnowało się jednak bo znaleźli się amatorzy
      oryginalnych smaków, którzy zmietli paskudztwo wylizując na koniec talerze.

      Leczo przygotowane na imprezę, w którym zamiast duetu czuszka + słodka papryka
      w proszku wylądowała czuszka + ostra papryka. Bezmyślnie nie spróbowałam przed
      podaniem - debiut był... HOT:) Amatorzy pikantnych dań byli wniebowzięci,
      reszta (w tym ja) skubali bułeczki:)

      Piernik Apolki... Kompromitacja na całej linii. Chuchany, dmuchany, wyczekany
      przez całą rodzinę. Upiekłam przed świętami, napachnił cudnie całe mieszkanie,
      a drugiego dnia na środku piernika objawił się Wielki Kanion. Okazało się, że
      mój wysłużony piekarnik nie poradził sobie z apolkowym cudem, dopiekł boki
      odpuszczając sobie zupełnie środek, który po przekrojeniu spokojnie wypłynął.
      Obgryzłam boki (pyszne były), reszta w postaci półpłynnej brei wylądowała w
      śmietniku. Mało się nie poryczałam:)

      Śledzie cytrynowe Jacka. Nastawiłam się na Bóg wie jaki cymes, a wyszła mokra
      ligninka:( Wiem, że mają swoich zwolenników, ale ja nie polecam:)


    • usmiecham-sie Najpaskudniejsze. 01.02.07, 16:31
      Kolejne: warzywa - mrozonki na patelnię odgrzewane w mikrofalówce, posypane papryką z proszku. Z braku czasu. Wyszła jedna wielka guma. Nigdy więcej.
    • lukka74 Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 08:04
      zachwycony smazona makrela sprzedawana przy minigolfie pod Hestia w Sopocie
      probowalem zrobic podobna. strasznie mi nie wyszla i ja milosnik ryb nie moglem
      jej zmeczyc...
    • plind Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 08:05
      niestety, wiekszoscia dan z atrakcyjnie wygladajacych przepisow tego forum
      dokarmiam swinie i psy sasiadki:)))
      do hitow jedynie moge zaliczyc chleb piwny i ciasto bananowe...
    • default Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 10:37
      Moja pierwsza w życiu zupa pomidorowa, było to 25 lat temu. Za dużo przecieru,
      za dużo mąki do śmietany. Łyżka w tym stawała, a kwaśne jak piorun. Do tego
      miała być kasza manna w kostkę - tu znowuż odwrotnie - za mało kaszy rzuciłam
      na wodę, nie zesztywniało, kaszowa paciaja rozpłynęła się w pomidorowej paciai -
      porażka.
      A z późniejszych czasów (kiedy już umiałam gotować) to przypominam sobie
      faszerowane cebule - jakiś koszmar mi z tego wyszedł, mąż częściowo zjadł, ale
      chyba tylko dlatego, że wtedy jeszcze bardzo mnie kochał.
    • marghot Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 10:41
      W iście spartańskich warunkach w słonecznej i wietrzenje Tunezji, próbowałam
      spreparować coś na kształt risotto.
      Niestey otrzymany produkt finalny niczym pierwowzoru nie przypominał.
      Paciaja to nawet nie była, jeno monolityczny twardy twór ;)
      Koszmarrr
      Druga rzecz, to Sheppard Pie, które zostało obwołane w domu kwintesencją
      paciaji, robi mi się niedobrze na samo wspomnienie. Mięso mielone po uprzednim
      podsmażeniu/duszeniu przełożyłam do naczynia żaroodpornego, nie wylewając
      nadmiaru tłuszczu.....rezultat był opłakany ;)
      • anmanika Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 10:47
        Zupa piwna wedlug staropolskiego przepisu, cala wylalam.
    • Gość: zadumana Re: Najpaskudniejsze. IP: 83.238.166.* 02.02.07, 11:23
      Kalmary. Kupiłam sto lat temu bez wiedzy dokładnej - co dalej. Próbowałam
      smażyć domniemując, że będą miękkie. Wyszły twarde jak podeszwy - dosłownie. Do
      tego w kuchni był dziwny ochydny zapach, który mnie potem prześladował.
      Dziś robiłabym to inaczej...:)
      • salimis Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 11:40
        Ciasto awaryjne - miałam przepis z jakiejś gazety.Przychodzą niespodziewani
        goście , ty nie masz ich czym poczęstować a więc na prędce robisz to ciasto .
        Efekt był taki że moja rodzina spróbowała kawałek i miała dość (po prostu im nie
        smakowało) a ja nie chcąc aby się zmarnowało sama wszystko zjadłam. No i na
        wieczór miałam AWARIĘ swojego organizmu. Jeszcze trochę a nie starczyło by
        papieru toaletowego w domu.
    • marghe_72 Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 13:38
      sporo tego było
      np
      flan kokosowy z niesłodzonego mleka skondensowanego :D
      nie dało się uratować
      • vilanelle Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 16:44
        Hmm, ja tez kiedys probowalam zrobic ptysie i tez wyszly zielonkawe. Wygladaly i
        pachnialy troche jak stara szmata do podlogi. Nawet pies nie zaryzykowal...
        Do tej pory obiecuje sobie, ze nastepnym razem sie uda - poki co nastepnej razy
        jeszcze nie bylo.
        Byly jeszcze paczki ktore wyszly bardzo malutkie i twarde jak kamienie. Ale
        znalezli sie na to amatorzy:)
        pozdrawiam
        vilanelle
    • yatka Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 17:20
      hmm to nie było paskudne tylko twarde, ciastka serowe na słono, pięknie
      wyglądały i pachniały ale jakoś tak nie dało się ich ugryźć-ki diabeł? do
      dzisiaj nie wiem i nawet nie próbuję do tego dojść.
      Natomiast najobrzydliwsza rzecz jaką jadłam to były 1: płucka na kwaśno w
      obrzydliwym barze mlecznym pfuja-smakowały jak mydło i były gumowate-masakra,
      na miejscu 2 jest ciasto mojej koleżanki, nie mam pojęcia jak to było
      spreparowane ale było szare i słonawe i była w tym fura tłuszczu (do dzisiaj
      mam nieodparte wrażenie,że zostały połączone na zimno 3 składniki:margaryna,
      mąka, sól)a na tym były na słodko owoce w galaretce, ja po 1 kawałeczku
      stwierdziłam,że się odchudzam, a moja wtedy dwuletnia córka opluła mnie tym tfu
      specjałem.
      Ale jakie to miłe,że więcej paskudztw nie pamiętam )))
      • Gość: anew Re: Najpaskudniejsze. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.07, 21:32
        To moje ciasto drozdżowe z jagodami,twarde jak podeszwa,wyladowało w
        wiadrze.Minęło sporo lat nigdy nie odważylam się go upiec.
    • fantas_magorie Re: Najpaskudniejsze. 02.02.07, 21:42
      Z czasów kiedy jeszcze jadłam mięso:
      zachciało mi się kaczki po pekińsku. Składniki zakupione, prawie trzy godziny
      spędzone w kuchni, niebiański zapach, rodzinka nastawiona na rozkosze
      kulinarne... kaczka wyszła obrzydliwa. Pomieszanie słodkiego i ostrego, z
      przewagą ostrego. Domownicy odmówili konsumpcji, ja żeby zachować resztki
      godności zmusiłam się do zjedzenia kawałka (co ciężko odchorowałam). Zaraz potem
      kaczka wylądowała w koszu, a za nią przepis. Do tej pory rodzina podejrzliwie
      podchodzi do moich eksperymentów :D
    • Gość: gość Re: Najpaskudniejsze. IP: *.chello.pl 02.02.07, 21:44
      Ciasto Murzynek - zgodnie z przepisem składniki do garnka (wszystkie razem), i
      do pieca, jeden wielki zakalec - do dziś go nie piekę, chyba mi został uraz
      2. zupa koperkowa - w sumie dobra, gdyby nie było w niej pełno muszek brrrrrrrr.
    • aluc Re: Najpaskudniejsze. 03.02.07, 01:27
      zielone curry - coś mi się popiórkowało z przeliczeniem pasty i w garnku
      wylądowało jej tak (jak potem policzyłam) z osiem razy więcej niż powinno, w
      dodatku nie sprawdziłam składu mleka kokosowego i dodałam jakieś pełnosłodzone,
      niemąż dzielnie jadł, ale i tak ponad połowa poszła w rury

      próbowałam również odtworzyć na głupka moje ukochane palak chicken zamiast
      poszukać przepisu - syfiarz taki, że wszystko wywaliłam zanim ktokolwiek to
      spróbował i szybko zrobiłam jakiś makaron

      no i słynna szynka w coli Nigelli - bleeeeeeeeeeeeeeeee, w dodatku taki smród
      • usmiecham-sie Najpaskudniejsze. 03.02.07, 09:26
        Kiedy po raz pierwszy gotowałam brokuły nie miałam zielonego pojęcia ani jak długo je gotować, ani jak mają smakować i wygladać po ugotowaniu. Wyszły rozgotowane, o czym zreszta wtedy nie miałam pojęcia. Ale zjadłam dzielnie wmawiając sobie, że tak ma być. Dzis bym ich nie tknęła:D
    • te_tryk Re: Najpaskudniejsze. 03.02.07, 10:17
      Zupa rybna, jedna z moich pierwszych zup, nie wiem co mnie podkusiło żeby akurat
      rybną próbować wykonać bez przepisu. W lodówce znalazły się jakieś zamrożone
      dzwonka karpia i głowa, wobec czego poszło to do garnka razem z ziemniakami i
      papryką czerwoną. Tragedia, okazało się że zupa w ogóle nie ma smaku,
      natychmiast podjęte zostały próby ratowania dania poprzez dosypywanie różnych
      przypraw. W tym czasie kawałki rybiszcza rozgotowały się kompletnie. Nie udało
      się, jeden talerz został zjedzony z obowiązku a reszta zasiliła Wielkie Ucho. Od
      tej pory więcej prób z zupą rybną nie było.
Pełna wersja