Dodaj do ulubionych

feministka w fartuszku

28.02.07, 21:12
dostało mi się od znajomej feministki- uważa, że nie można łączyć feminizmu z
gotowaniem mężowi obiadów... Uważam się za umiarkowaną feministkę bo kurą
domową i mamą czwórki dzieci jestem z WYBORU!!!! a pichcić uwielbiam, a od
kiedy odkryłam to forum...przytyłam 4kg!
jak myslicie? facetom gotowanie nie ujmuje to męskości, a wręcz ją podkreśla,
więc dlaczego baba przy garach jest postrzegana jako kuchta?!
Obserwuj wątek
      • martvica Re: feministka w fartuszku 28.02.07, 22:19
        Uważam się za feministkę, bardzo lubię gotować jeśli nie muszę, męża nie
        posiadam i nie wiem czy mi potrzebny, dzieci tym bardziej. Nie wiem czy byłabym
        szczęśliwa gdybym musiała gotować codziennie, ale jeśli byłby to MÓJ wybór - to
        czemu nie?
        Poza tym pozbywam się włosów na łydkach i nie kastruję facetów za przepuszczenie
        mnie w drzwiach, więc nie wiem jak to jest z tym moim feminizmem;)
        [to wyżej to żart był, z góry przepraszam za użycie wstrętnych stereotypów
        wszystkich urażonych]
    • Gość: zadumana Re: feministka w fartuszku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 09:33
      Mimo licznych szaleństw zawodowych w życiorysie nie widzę możliwości życia bez
      jedzenia, które zawsze było jednym z moich życiowych priorytetów. Gotowce,
      oferta polskich restauracji, to dobre w sytuacjach ratunkowych, ale nie na 100%
      posiłków.
      Zrobienie czegoś dobrego w kuchni może być całkiem rozrywkowe - jak wszystko
      zależy to od podejścia do sprawy.
      Siedzenie w kuchni na okrągło nie było nigdy moim marzeniem ani celem, ale jako
      uzupełnienie licznych innych umiejętności jest moim zdaniem całkiem na miejscu.
      Czy feministka ma chodzić byle jak odżywiona?
      Ja lubię jak wszystkim smakuje moje "dzieło". I oczywiście - lubię jak mnie smakuje.
    • sonix73 hi,hi!!! 01.03.07, 10:01
      wysłałam jej link a ona obraziła się na mnie od rana, że robię z niej potwora,
      a ona chciała tylko "uratować" mnie przed ...właśnie przed czym????
      idę coś ugotować.
    • illiterate Re: feministka w fartuszku 01.03.07, 11:08
      Powiedz znajomej, ze zadna z niej feministka. Feministka, ktora uwaza, ze
      kobieta musi byc 'jakas', nie ma bladego pojecia o feminizmie.

      Feminizm jest za _wolnoscia_wyboru_. Jesli cieszy Cie gotowanie, to ok.
      Zadna kuchta - krolowa kuchni :)
      • dagu75 Re: feministka w fartuszku 01.03.07, 12:36
        zgadzam sie. To stary typ feminizmu. Bo feminizm mówi o wyborze - więc jesli
        chcesz gotowac mężowi i sprawia ci to frajdę to twoje prawo. A może mąż
        odwdzięcza się za to w miły sposób? Związek to dawanie i branie w granicach
        ustalonych przez oboje partnerów.
        Ja jestem feministką, z wyboru wychowuję dzieci i uwielbiam gotować. Co nie
        znaczy, że czasem nie mam dość i chęci wyrwania się na kraj świata.
        • kocia_noga Re: feministka w fartuszku 01.03.07, 19:46
          też jestem feministką i lubię gotować.Nie wiem, co konkretnie miała ci do
          zarzucenia kolezanka; zasadniczo każda powinna pilnowac swego nosa, ale z
          koleżankami jets tak,że wtrącają się i czasem za to,lub pomimo tego je lubimy.
          U mnie obydwoje z mężem potrafimy ugotować,czasem każde ma inną fantazje lub
          zachciankę kulinarną i wtedy każde pichci dla siebie to co chce.
          Są kobiety które rządzą w kuchni i niedopuszczają do niej faceta,niepozwalają
          mu nawet pomagać.To oczywiście ich sprawa, ale kręcą na siebie bicz.Może o to
          chodzi.
          • Gość: ka Re: feministka w fartuszku IP: *.tktelekom.pl 02.03.07, 11:22
            Z kobietami w kuchni to różnie jest. Ja na przykład gotować uwielbiam i jest mi z tym dobrze. W dodatku mój mąż też lubi pichcić, więc często współpracujemy.

            Mam taką koleżankę, która z kolei swojego faceta nigdy nie próbuje angażować w najprostsze nawet czynności w związku z gotowaniem, ale za to publicznie uwielbia się użalać nad sobą i swoim "kuchennym" losem. I takim chyba typom potrzebna jest pomoc :)
    • snowbabe Re: feministka w fartuszku 02.03.07, 17:18
      Ja lubię gotować i nie uważam, że stoi to w sprzeczności z moim zaawansowanym
      feminizmem - feminizm, jak to już któraś z Pań stwierdziła, to przecież wolność
      wyboru. A że czasu mam mało a mój facet też lubi, to z reguły kończy się
      pichceniem w weekendy, przez to które ma akurat więcej czasu lub chęci
      • krzysiek133 Re: feministka w fartuszku 02.03.07, 17:57
        snowbabe napisała:

        > Ja lubię gotować i nie uważam, że stoi to w sprzeczności z moim zaawansowanym
        > feminizmem<

        Cieszę się niezmiernie i cieszę się szczerze, ze są takie feministki jak Ty.
        Szkoda tylko, ze Was - nieagresywnych i zdroworozsądkowych - feministek jest tak
        mało. Albo ja mam pecha, bo ciągle trafiam na "zadziory" :):)
        ------
        przygody-krzysia.blog.onet.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka