Dodaj do ulubionych

Nie rozumiem takich ludzi!

02.07.07, 10:56
Mam taką jedną znajomą, która ile razy jest u mnie na imprezie, ostentacyjnie odmawia jedzenia czegokolwiek i siedzi cały wieczór z miną męczennicy. Ostatnio przyznała się dlaczego. A było to tak: niespodziewana wizyta znajomych, zaserwowałam im grzanki z razowego chleba z pastą z soczewicy, a do tego sałatkę z pomidorów z bazylią. Zestaw smaczny i sprawdzony, wszyscy wcinali aż im się uszy trzęsły, tylko owa nieszczęśliwa panna żuła cały wieczór suchą grzankę. Na pytanie, dlaczego nie je, odpowiedziała, że tego nie lubi. No więc pytam czy próbowała. A ona na to: "no nie, ale wiesz, ja to nie muszę czegoś próbować, żeby wiedzieć, że mi nie będzie smakowało...".

Hmm... Ja lubię eksperymentować w kuchni, jednak nikogo do niczego zmuszać nie będę, ale powiedzcie mi, skąd się biorą tacy ludzie?? Żeby na własne życzenie pozbawiać się przyjemności próbowania coraz to nowych kulinarnych wynalazków?? I w dodatku jeszcze to afiszowanie się niezadowoleniem. Ja potrafię uszanować to, że u niej od lat na każdej imprezie króluje niezmiennie sałatka ziemniaczana i kiełbasa "z wody" i powstrzymać się od robienia niezadowolonej miny...

Co robicie z takimi goścmi?? Olewacie? Ja chyba tak zrobię...
Obserwuj wątek
    • em_es Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 11:42
      dla takich zwyczajnie nie warto się wysilać, jeśli nie idzie unikać zapraszania,
      to po prostu dawać im to co jedzą, a wyszukane potrawy zostawić dla takich,
      którzy zjedzą ze smakiem i docenią
      • ba_ba_ja_ga Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 11:51
        Uniknąć zapraszania się nie da, bo jej facet śmiertelnie by się obraził, gdybym go zaprosiła bez niej :)
        Chyba po prostu przestanę zwracać na to uwagę. Bo na początku sie przejmowałam, że jej nie smakuje, że coś tam, ale już mi się odechciało takiej troski. Nie muszę wszystkim dogadzać. Co nie zmienia faktu, że nadal takiej postawy nie rozumiem...
          • jollka2 stawiam na zazdość 02.07.07, 12:00
            Mysle, że baba jest zazdrosna, że masz nietypowe dania i w zemście nie je. Ja
            bym absolutnie nie starala sie jej dogodzić salatka ziemniaczaną, tylko rób
            swoje pyszności i tyle. Mówienie, że się czegoś nie lubi, nie próbując, uważam
            za bezczelnośc i brak kultury.
        • em_es no to albo przywyknij, 02.07.07, 12:01
          albo, oprócz tego co zaplanowałaś dla wszystkich, rób dla niej michę jej
          ulubionej sałatki - ty unikniesz stresu, że ona głoduje, a ona nie będzie mogła
          narzekać, że nie ma nic dla niej ;)
          • ba_ba_ja_ga Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 15:04
            horpyna4 napisała:

            > Rozumiem, że jej facetowi żarełko smakuje?

            Coś w tym jest. Im bardziej jemu smakuje, tym bardziej ona się naburmusza. Szkoda mi trochę tego chłopa, bo on akurat też lubi dobrze i niekoniecznie ciągle tak samo zjeść. A znając jej chcarakter, raczej nie pozwala mu się w kuchni wykazać. Ale żeby od razu się tak zachowywać? Matko, kiedyś jeszcze krzywdę mi jakąś zrobi!! :D
      • dominikjandomin Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 13:25
        em_es napisała:

        > dla takich zwyczajnie nie warto się wysilać, jeśli nie idzie unikać
        zapraszania
        > ,
        > to po prostu dawać im to co jedzą, a wyszukane potrawy zostawić dla takich,
        > którzy zjedzą ze smakiem i docenią

        Nie zgodzę się. Nie dawaj jej niczego innego. Niech se siedzi i zuje suchą
        grzankę.

        Inna sprawa, gdyby była chora lub względy religijne by jej czegoś zabraniały. A
        na głupotę nie zwracaj uwagi.
        • em_es wiesz co 02.07.07, 13:37
          mnie zwyczajnie irytuje jak mi ktoś tak wydziwia, więc jeśli nie mogę uniknąć
          goszczenia takiego (bo to jednak nie zawsze możliwe), to dla świętego spokoju
          przygotowuję dla niego coś prostego, co wiem, że lubi (bez oporów ciągle to
          samo, aż tak mi się nie chce żeby jeszcze analizować upodobania) i zapominam o
          nim, zajmuję się resztą gości
          • Gość: anita Re: wiesz co IP: 212.122.223.* 02.07.07, 13:42
            em_es popieram!
            dorosła kobieta taka jest i tyle, nie ma sensu jej wychowywać albo demonstrowac
            swojej wyższości kulinarnej czy jakiejś tam, bo to niegrzeczne
            też zrobiłabym jakąs niekontrowersyjną potrawę dla tej pani, i zajęłabym sie
            innymi przyjemnymi aspektami spotkania
            • dominikjandomin Re: wiesz co 02.07.07, 13:57
              Gość portalu: anita napisał(a):

              > em_es popieram!
              > dorosła kobieta taka jest i tyle, nie ma sensu jej wychowywać albo
              demonstrowac
              >
              > swojej wyższości kulinarnej czy jakiejś tam, bo to niegrzeczne
              > też zrobiłabym jakąs niekontrowersyjną potrawę dla tej pani, i zajęłabym sie
              > innymi przyjemnymi aspektami spotkania

              Kwestia wychowania.

              Ja byłem nauczony, że się je, co dają, a nie strzela fochy.

              I tak samo traktuję innych. Nie chce - niech nie je. A ja moge nie lubić jej
              ulubionych potraw, albo po prostu nie umieć ich zrobić.

              Zresztą przychodzi na spotkanie towarzyskie, nie do jadłodalni.
              • Gość: anita Re: wiesz co IP: 212.122.223.* 02.07.07, 14:07
                istotnie kwestia wychowania - ja bylam nauczona, że gośc w domu jest jak święta
                krowa; co pomyslę o takim zachowaniu, to pomyślę, ale nie dam tego po sobie
                poznać i będę ratować sytuację, zwłaszcza gdy nie jest problemem wykonanie
                potrawy, którą panna zje bez marudzenia
                nie ma sensu zamieniac spotkania ze znajomymi w konkurs pt 'kto jest bardziej
                niegrzeczny: ja czy moi goście" bo wygranych w takim konkursie nie będzie, a
                satysfakcja raczej z tych niskich
                pozdrawiam
                • dominikjandomin Re: wiesz co 02.07.07, 16:11
                  Gość portalu: anita napisał(a):

                  > istotnie kwestia wychowania - ja bylam nauczona, że gośc w domu jest jak
                  święta
                  >
                  > krowa; co pomyslę o takim zachowaniu, to pomyślę, ale nie dam tego po sobie
                  > poznać i będę ratować sytuację, zwłaszcza gdy nie jest problemem wykonanie
                  > potrawy, którą panna zje bez marudzenia

                  Trudno powiedziec, czy jest problemem, czy nie jest. I czy znowu nie będzie
                  marudzić.

                  Owszem, nie skrytykuję gościa, nic nie powiem, ale - nadskakiwac i płaszczyć
                  się nie zamierzam. Nie chce - nie je.

                  Co innego, jak sam poprosi o np. jajecznicę. Ale nadskakiwać kobicie (czy
                  facetowi), który grymasi - nie zamierzam, i kategoria "gość" do tego go nie
                  upoważnia, ani - jak uważam - mnie nie zobowiązuje.
              • em_es Re: wiesz co 02.07.07, 14:07
                > Kwestia wychowania.

                owszem, kwestia wychowania
                dla mnie jak kogoś zapraszam np. na obiad, to nie po to, żeby siedział o głodzie
                - więc jeśli wiem, że np. człowiek nie jada mięsa, to robię choć jedną potrawę
                bezmięsną, jeśli wiem, że wieeeelu rzeczy nie lubi, niechętny eksperymentom itp
                (nie moja sprawa dlaczego i czy ma to sens), to staram się dowiedzieć co lubi i
                mu to przygotować, a swoje eksperymenty kulinarne zostawiam dla takich, którzy
                to docenią
                • ba_ba_ja_ga Re: wiesz co 02.07.07, 14:17
                  em_es napisała:

                  > > Kwestia wychowania.
                  >
                  > owszem, kwestia wychowania
                  > dla mnie jak kogoś zapraszam np. na obiad, to nie po to, żeby siedział o głodzi
                  > e
                  > - więc jeśli wiem, że np. człowiek nie jada mięsa, to robię choć jedną potrawę
                  > bezmięsną, jeśli wiem, że wieeeelu rzeczy nie lubi, niechętny eksperymentom itp
                  > (nie moja sprawa dlaczego i czy ma to sens), to staram się dowiedzieć co lubi i
                  > mu to przygotować, a swoje eksperymenty kulinarne zostawiam dla takich, którzy
                  > to docenią

                  Wszystko zgoda. Ja też nie podam mięsa wegetarianinowi, jakieś poważniejsze eksperymenty zostawiam dla siebie i mojego faceta, a na imprezach serwuje, to co wcześniej już było sprawdzone i raczej będzie smakować szerszemu gronu. Ja nawet kiedyś chciałam się dowiedzieć od tej dziewczyny czego nie lubi albo nie może jeść, to mi odpowiedziała, że "ona mało co lubi, a właściwie to jej tylko własne potrawy smakują".
                  • dominikjandomin Re: wiesz co 02.07.07, 16:17
                    ba_ba_ja_ga napisała:

                    > em_es napisała:
                    >
                    > > > Kwestia wychowania.
                    > >
                    > > owszem, kwestia wychowania
                    > > dla mnie jak kogoś zapraszam np. na obiad, to nie po to, żeby siedział o
                    > głodzi
                    > > e
                    > > - więc jeśli wiem, że np. człowiek nie jada mięsa, to robię choć jedną po
                    > trawę
                    > > bezmięsną, jeśli wiem, że wieeeelu rzeczy nie lubi, niechętny eksperyment
                    > om itp
                    > > (nie moja sprawa dlaczego i czy ma to sens), to staram się dowiedzieć co
                    > lubi i
                    > > mu to przygotować, a swoje eksperymenty kulinarne zostawiam dla takich, k
                    > tórzy
                    > > to docenią
                    >
                    > Wszystko zgoda. Ja też nie podam mięsa wegetarianinowi, jakieś poważniejsze
                    eks
                    > perymenty zostawiam dla siebie i mojego faceta, a na imprezach serwuje, to co
                    w
                    > cześniej już było sprawdzone i raczej będzie smakować szerszemu gronu. Ja
                    nawet
                    > kiedyś chciałam się dowiedzieć od tej dziewczyny czego nie lubi albo nie
                    może
                    > jeść, to mi odpowiedziała, że "ona mało co lubi, a właściwie to jej tylko
                    własn
                    > e potrawy smakują".

                    O, to jest to, o czym mówię. Jest to osobnik (osobniczka), któremu nie warto
                    nadskakiwać i nalezy ignorować.

                    Jak będzie głodna, to zje. Nie - to niech sobie coś przynosi, skoro "jej tylko
                    własne potrawy smakują".
                • brunosch Re: wiesz co 02.07.07, 14:51
                  EmEs, omawiany przypadek jest beznadziejny. Czym innym jest przygotowanie dla
                  wegetarian dań, które znajdą ich uznanie, a co innego jest ktoś, kto siedzi na
                  kanapie i ma za złe.
                  Obawiam się, że nawet jeśli podano by te dwie-trzy potrawy, jakie ona raczy
                  wziąć do ust, to i tak byłoby źle, bo pewnie sałatka Nie Taka, a kiełbasa jej
                  nie smakuje, bo ona Takiej nie je.
                  ***
                  Jeśli jeździ na zagraniczne wakacje, to pewnie szuka McDonalda, bo jeszcze
                  musiałaby tknąć coś nieznanego. Lub robi kanapki z mielonką przywożoną z Polski.
                  • em_es masz rację Bruno 02.07.07, 14:59
                    mówimy o przypadku beznadziejnym, patrz mój wpis pod Twoim postem poniżej, ale
                    niestety czasami takich nie idzie uniknąć, nie zamknę chałupy przed matką moich
                    chrześniaczek, przynajmniej dopóki nie dorosną do samodzielnych odwiedzin u
                    ciotki ;)
                • dominikjandomin Re: wiesz co 02.07.07, 16:15
                  em_es napisała:

                  > > Kwestia wychowania.
                  >
                  > owszem, kwestia wychowania
                  > dla mnie jak kogoś zapraszam np. na obiad, to nie po to, żeby siedział o
                  głodzi
                  > e
                  > - więc jeśli wiem, że np. człowiek nie jada mięsa, to robię choć jedną potrawę
                  > bezmięsną, jeśli wiem, że wieeeelu rzeczy nie lubi, niechętny eksperymentom
                  itp
                  > (nie moja sprawa dlaczego i czy ma to sens), to staram się dowiedzieć co lubi
                  i
                  > mu to przygotować, a swoje eksperymenty kulinarne zostawiam dla takich, którzy
                  > to docenią

                  Owszem, jak zapraszam na obiad.

                  Ale też nie zamierzam ustawiac jadłospisu pod jedna osobę, która zywi się tylko
                  rosołem i schabowymi. Jesli nie je normalnych potraw (pomijam wydziwianie typu
                  owoce morza itepe, które moga po prostu kogos brzydzić), to ja nie zamierzam
                  ograniczać mozliwości wykarmienia innych osób.

                  Owszem, jedna potrawa dodatkowo - to jest pewna możliwość, ale nie zawsze.

                  Inna sprawa, gdy zapraszam na spotkanie towarzyskie, gdzie posiłek jest
                  dodatkiem, a nie główną istotą.

                  Wtedy nie uważam się za zobowiązanego zaspokoic głód.
            • ba_ba_ja_ga Re: wiesz co 02.07.07, 14:03
              anita: Ja nie demonstruję wcale żadnej wyższości kulinarnej, ale za to ona demonstruje swoje niezadowolenie. Więc kto tu jest niewychowany? :)
                • dominikjandomin Re: wiesz co 02.07.07, 16:22
                  Gość portalu: anita napisał(a):

                  > baba jaga to o demonstrowaniu było do dominikjandomin
                  >
                  > Ciebie rozumiem doskonale:-)

                  Pewnie nieporozumienie.

                  Jak napisałem, czym innym jest podanie komuś dania, które będzie jadl -
                  zdrowotnie czy ideologicznie (wegetarianin, muzułmanin, katolicy w piątek
                  itepe), a czym innym - nadskakiwanie osobie, która ma muchy w nosie.

                  Tą pierwszą kategorię szanuję (poza pewną znikomą grupę wojujących wegetarian),
                  tej drugiej - nie. I takie osoby uważam, ze nalezy ignorować, jeśli nie nadają
                  się do wychowywania (tj. nie sa naszymi dziećmi).
    • karo66 Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 13:44
      Nie przejmować się!!!. Mam taką istotę w domu. To jest próba za wszelką cenę zwrócenia na siebie uwagi. Ale jak i tak tego spróbujesz to wymyśli coś innego, aby być nieszczęśliwą w cudzych oczach. Nie uszczęśliwisz jej niczym , jeżeli nie zechce tego uznać jako swój wynalazek. Raczej potraktować ją jako atrakcyjne clou programu. a ja zjadam wszystko czym mnie poczęstują i nae każą samemu gotować.
    • bagatella babo_jago, 02.07.07, 14:02
      odnosze nieodparte wrazenie iz znamy ta sama kolezanke bo ja tez mam taki
      kwiatek wsrod znajomych, przyjdzie ci toto, zasiadzie przy stole i nic, nic nie
      zje, bo nic jej sie nie podoba i ona tak nie jada. szlag moze trafic nawet tak
      spokojna osobe jak ja i starajaca sie dogodzc gosciom. problem rozwiazalam,
      przestalam zapraszac i juz. a najlepsze to jest to, ze ona sama to zupelne dno
      jest i gotowac wcale ale to wcale nie potrafi, pojecia bladego nawet nie ma co
      z czym i jak, jej gulasz na ten przyklad to kawalki miesa plywajace w wodzie
      bez soli i jakiejkolwiek przyprawy. a salatka to tez niezmiennie ta sama w
      majonezie. nie zapraszam i my tez tam juz nie chodzimy, nie znosze
      nabzdyczonych bab z zielonym groszkiem na miejscu tam gdzie inni maja to cos do
      myslenia. az mi sie ulzylo, uff:):):)
      • Gość: anita Re: babo_jago, IP: 212.122.223.* 02.07.07, 14:13
        bagatello rozwiązanie się sprawdza, gdy można sobie pozwolić na nieutrzymywanie
        kontaktu
        ale czasem jest to niemozliwe i wtedy uważam, że trzeba robić dobrą minę do
        złej gry i jak pisze em_es, dla świetego spokoju zrobić sałatkę, i olać
        wgłebianie sie w zagadnienie
        jeszcze jedno: chyba zachowanie w takiej sytuacji zalezy też od stopnia
        lubienia czy nielubienia takiej osoby z fochem kulinarnym; mój
        siedemdziesięcioletni ojciec jest takim panem, który niektórych rzeczy nie lubi
        już przed spróbowaniem, i też będzie siedział głodny, a nie zje; wiem o tym i
        zawsze pamietam, żeby dla taty było coś, co lubi, w dodatku nie pouczam go i
        nie wkurza mnie jego zachowanie, bo to mój tato i ma duże prawo włażenia mi na
        głowę
        osoby bardziej obce i nielubiane wzzbudzaja we mnie więcej wewnętrznej
        refleksji na temat ich uporu w kwestiach jedzenia, ale na koniec i tak
        postepuję jak wyżej
        • Gość: Castorp Re: babo_jago, IP: 192.193.245.* 02.07.07, 14:22
          Ja sugeruję trzy rozwiązania:
          - wyjście status quo - nic nie zmieniać, nie chce, niech nie je
          - wyjście biblijne, czyli oko za oko - będąc u niej ceremonialnie nie jeść i
          głośno komentować, że wiesz, że nie będzie ci smakowało
          - wyjście ironiczne - zrobić jedną porcję sałatki ziemniaczanej i jedną
          kiełbasę z wodą i podać z komentarzem: "to tylko dla Iksińskiej, która nie lubi
          innych potraw niż te, które zna sama. Biedne stworzenie chowane o ziemniakach i
          kiełbasie" - pamiętaj, że nie możesz powiedzieć "dobrej kuchni, etc" bo
          świadczyłoby, że sama przyrządziłaś coś niedobrego :-)

      • Gość: EWa Re: babo_jago, IP: *.CNet.Gawex.PL 02.07.07, 14:18
        Myślę, że kazdy ma taką idiotkę wsród znajomych. Ja swoją też musiałam
        zapraszać przez wzgląd na jej męża, świetnego kolegę całej naszej paki.
        Siedziała i z miną cierpiętnicy skubała suchy chleb, bo - choć przypominała
        szkieletora, bała się przytyć. Pewnego razu umówiliśmy się z przyjaciółmi i
        kiedy stół był już odpowiednio zastawiony, wniosłam koszyczek z chlebem i
        stawiając przed babą powiedziałam:
        -Nie zapomniałam o suchym chlebie...
        a cała reszta bandy odwrzasnęła:
        - ...dla konia!!!!!!!
        I wiecie, że pomogło?! Nie powiem, że babsko je wszystko, ale zawsze coś tam
        dziobie!
    • metal_fish Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 14:23
      rozumiem i to brdzo dobrze że ktos czegoś nie lubi bo sama mam wiele takich potraw a nawet takie rzeczy do których zjedzenia nie zmusi mnie nic.jak coś takiego widze na przyjeciu to odmawiam ale nowe rzeczy zawsze próbuje. nie rozumiem ludzi mówiących że nie lubia bez próbowania.
    • brunosch Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 14:43
      Zastanawianie się, co Ba-ba-ja-ga powinna szykować dla gościówy to jedno, a
      drugie tekst, jaki wygłosiła:

      > "no nie, ale wiesz, ja to nie muszę czegoś próbować,
      > żeby wiedzieć, że mi nie będzie smakowało...".

      jest wyjątkowo chamski, bo znaczy ni mniej, nie więcej tyle : "chyba widzę, że
      tego nie da się jeść".
      BaboJago, to ona podważyła jakiekolwiek Twoje umiejętności i jesteś Aniołem, bo
      w tej sytuacji każdy chyba poczułby się głęboko urażony.
      • em_es Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 14:57
        > jest wyjątkowo chamski, bo znaczy ni mniej, nie więcej tyle : "chyba widzę, że
        > tego nie da się jeść".
        > BaboJago, to ona podważyła jakiekolwiek Twoje umiejętności i jesteś Aniołem, bo
        > w tej sytuacji każdy chyba poczułby się głęboko urażony.

        oczywiście, że ten tekst to prezentacja zwyczajnego chamstwa

        ja kiedyś usłyszałam od podobnego egzemplarza, dla którego, znając upodobania,
        specjalnie zrobiłam wegetariańskie dania (dla innych było mięso bo lubią), że
        nie będzie jeść, bo na pewno to jest na mięsie, tylko tego mięsa nie widać - i
        to był ostatni raz, kiedy się dla niej wysilałam, od tej pory jak ją mam na
        obiedzie, to w ogóle nie wyjaśniam co jest z mięsem, a co nie, niech se sprawdza
        albo je samą surówkę, albo głodna siedzi, niestety nie zapraszać nie mogę bo to
        bliska rodzina..
    • Gość: ja Re: Nie rozumiem takich ludzi! IP: *.aster.pl 02.07.07, 20:20
      ja choruje na zespol jelita wrazliwego. jadam malutko, wrecz symbolicznie i
      dietetycznie. ale na imprezach staram sie nie zwracac na siebie uwagi i
      selekcjonowac. nawet jak mieso jest z grzybkami i papryka, to ja ta papryke i
      grzybki wydziobie na boczek talerza. z przeppraszajacym wyrazem twarzy. ale
      taka panienka ma problem z glowa. przecierz nie musi przylazic, jak ma
      sie "nabzdyczac".........jeszcze lepiej-dla Was bedzie wiecej.uwazam ze na
      kazdej imprezie da sie cos dla siebie znalezc.albo zaproponuj niech przyniesie
      swoje danie popisowe-wtedy na pewno sama zje...
      • felinecaline Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 21:27
        Wlasnie wrocilam z wakacji, w czasie ktorych swietowalismy 85 urodziny jednej z
        nestorek rodziny.
        Zaproszona byla druga "dama" z tego samego przedzialu wieku, zona wuja.
        Mlodziez rodzinna wymogla na mnie, ze zrobie 2 znane im z wakacji u
        mnie "salatki à la Poubelle" (;-D) tzn gdzie wszystko miesza sie ze wszystkim
        np grapefruita z czosnkiem i rybka, chyba, ze sie woli z krewetkami.
        Zrobilam, podalismy, choc z jednej z nich zrobilo mi sie raczej gaspacho niz
        salatka (soczyste pomidory). Owa "dama" siedziala nad pustym talerzem i
        stygnaca herbata, wszyscy radosnie zjadali gaspacho i druga salatka, ona
        bronila sie przed nalozeniem sobie chocby krztyny jak cziewica czysta przed
        gwaltem.
        Na co jej wlasny maz w pewnym momencie nie wytrzymal i stwierdzil: dobrze
        robisz, nie jedz, bo za dobre, bedzie wiecej dla nas.
        Nawiasem mowiac: w zeszlym roku na podobnej imprezie ta sama "dama" dala juz
        identyczny popis, wiec nikt sie tym nie przejal.
      • em_es no ale tu nie było o osobach na diecie 02.07.07, 22:12
        bo to zrozumiałe, że z jakichś powodów, czy to zdrowotnych, religijnych, czy
        jakichkolwiek innych, pewnych potraw się nie je, wtedy wystarczy uprzejmie
        odmówić i poczęstować się czymś, co jest odpowiednie dla diety czy upodobań -
        żaden gospodarz nie ma powodu poczuć się urażonym, za to jeśli gość stroi
        bezsensowne fochy, a o takich właśnie tu pisaliśmy, to już zupełnie inna sprawa
    • bene_gesserit Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 21:31
      Zapraszac, czemu nie, przewidujac dla nich w menu suchy chleb. Moze byc lekko
      czerstwy, zeby bylo bardziej dramatycznie.

      Swoja droga, mi to sie w zyciu sprawdza stara ludowa madrosc - 'jaki kto jest
      do jedzenia, taki do milosci'. Mozesz jej do powiedziec, kiedy bedzie zula
      suchy chleb ;)
      • kakadu_1 Re: Nie rozumiem takich ludzi! 02.07.07, 23:43
        Babajago. Niespodziewana wizyta gości - nie ma problemu, dajesz co masz jeżeli
        masz :). Co do proszonych imprez - skoro ta Pani bywała u Ciebie wielokrotnie
        jest świadoma, że nic nie będzie jadła. W takiej sytuacji zapewne zjadła u
        siebie więc nie musisz się przejmować. Trudno zgadywać co dla niej będzie "jadalne".
          • Gość: kwieta4 Re: Nie rozumiem takich ludzi! IP: *.vs.shawcable.net 03.07.07, 04:38
            mialam wrazenie, ze dzis juz nie robi sie problemu z jedzeniem na domowych
            imprezach. bo taka impreza, to - jak ja rozumiem - spotkanie, zeby pogadac,
            obejrzec wspolnie film, pokazac zdjecia z wakacji, potanczyc, wypic czy co tam
            jeszcze przyjaciele moga chciec razem robic, a nie jakies wytworne,
            przygotowywane tygodniami spotkanie kilku pokolen z okazji np.zlotych godow
            rodzicow...

            na towarzyskie spotkanie dobrych znajomych mile widziane jest teraz /chyba
            wszedzie/ przynoszenie czegos od siebie. to sprawiedliwe, bo wszyscy jestesmy
            jednakowo zagonieni. jak nie mam drygu do gotowania, albo przychodze 'w biegu'
            np. prosto z delegacji, czy dlugiej nasiadowki, moge po drodze kupic cos
            dobrego, co wiem, ze bedzie wiekszosci smakowalo, bo jest ogolnie sprawdzone.
            np sushi z baru kolo mojego domu, czy dobry torcik z ulubionej cukierni.

            moi znajomi, tak samo jak ja, nie musza byc uprzedzani, ze moga cos przyniesc.
            na wiadomosc o zaproszeniu zadaje sie natychmiast pytanie - 'co moge
            przyniesc?' - wtedy gospodarze mowia - 'co chcesz', albo 'alkohol', albo
            jeszcze lepiej jak wspomna 'wiesz, wszyscy tak lubia te twoja salatke, czy
            kielbase z wody itp' :)))
            nie chodzi chyba o to, zeby poswiecic pol spotkania na delektowanie potraw.
            przy dzisiejszym zabieganym zyciu mamy tak malo czasu na pobycie z
            przyjaciolmi, co dopiero na glowkowanie - bedac gospodarzem imprezy - czym by
            tu po kolei komu dogodzic?

            z dawnych czasow, kiedy w pocie czola przygotowywalismy sie do domowych
            prywatek, pamietam jak bardzo zalezalo mi, zeby goscie czuli sie przez nas
            ugoszczeni nalezycie. jedni nie jedli tego, inni czego innego, bylo wiec
            oczywiscie kilkanascie zakasek, co bylo dla mnie wtedy zupelnie oczywiste. ale
            i tak pamietam zone serdecznego przyjaciela, ktorego znalam od podstawowki i
            mysle nawet, ze czul sie u nas lepiej niz w domu, bo...jego pani w ogole nie
            gotowala, obiady jedli w stolowce, a reszta przywozona byla od tesciowej. otoz
            ona niewiele jadla, bo jej faktycznie nic nie pasowalo:((( z tego byla znana i
            wszyscy to delikatnie mowiac olewali, bo to byla jej i tylko strata. ale co
            bylo nie do przelkniecia dla nas - to to, ze ona w ogole nie pila. i cala noc
            miala twarz pokerzysty, z czujnym wzrokiem straznika wieziennego. nie tanczyla
            takze:)))) ale zawsze bardzo chciala przychodzic na nasze imprezy, wiec ja
            kolega zabieral.
            juz nie mam takich znajomych i jest mi lzej. ale ja pamietamy natretnie:)

            bywalismy przez ostatnie pare lat na imprezach, gdzie gospodarze, nie
            kochajac 'roboty kuchennej' przygotowywali wszystko (z drogich!)mrozonych
            gotowcow. wygladalo i smakowalo dobrze, ale po 3-4 godzinach zwijalismy sie z
            bolu zoladka, trudno bylo sie rozluznic i udawac, ze sie bawimy przednio.
            instynkt podpowiedzial nam sam, ze lepiej poszukac jakiejs wymowki, zeby tam
            nie chodzic i znajomosci same sie uspily na amen. nie zalujemy.

            ktos mlody z rodziny meza powiedzial mi kiedys, ze brzydzi sie sprobowac moj
            pasztet, bo kto wie co tam dalam, a poza tym dbal wtedy bardzo o linie:)))
            teraz przysyla nam zdjecia z gigant-kublami z KFC, nosi rozmiar XXL i nadal nie
            zaglebia sie w tajniki dobrych manier. wtedy komentaz mnie zszokowal, teraz
            zdjecia tej osoby tlumacza jej zwykla ludzka przekore, glupote i niedelikatnosc.

            uwazam, ze z czasem wszyscy uczymy sie, zeby ludziom z natrectwami, czy brakiem
            oglady ustepowac, nie brac odwetu za ich glupie gadanie, dac im byc w poblizu
            dopoki bardzo chca(widac im dobrze, mimo wszystko?:), przy czym im mniej uwagi
            im poswiecamy, tym lepiej dla nas i dla jakosci imprezy tez;)

            aha - starsze osoby(ciocie i babcie na imrezach rodzinnych) patrzace z
            obrzydzeniem na nasze eksperymenty kulinarne, rozgrzeszam z gory. leciwy
            czlowiek ma to do siebie, ze nie przepada za zmianami. smakowymi szczegolnie. i
            nie potrafi ukryc dezaprobaty takze:)
            • Gość: nikka Re: Nie rozumiem takich ludzi! IP: *.echostar.pl 03.07.07, 13:03
              Heh najzywczajniej w świecie nie zwracałabym uwagi na takiego gościa. Robiłabym
              to co dotychczas i już.
              Rozumiem, że są osoby które nie lubią nowych smaków, i gdy mają do wyboru coś
              co znają i coś czego nie znają, to wybiorą tradycyjnie. Kiedy na stole stoi
              tylko to czego nie znamy, a do tego jest to dzieło rąk naszych gospodarzy,
              niespróbowanie niczego jest najzwyczajniej w swiecie świadectwem braku ogłady
              delikatnie mówiąc. A już komentarz o tym, że nie trzeba próbować aby wiedzieć
              że będzie niedobre jest po prostu kosmicznie prostackie - niezła gburia z tej
              pani, nie ma co.
              Na pocieszenie dodam, że mój tato przez wiele lat odmawiał biesiadowania jeśli
              nie było świętej golonki czy karkóweczki. Wszystkie "wynalazki" zbywał
              pogardliwą miną. No ale to tato - jemu się wybacza. No ale dalej -
              w tym roku po raz pierwszy wyjechał do francji na wakacje. Wiecie co je na
              wszystkich zdjęciach z przeróżnych restauracji?? No?? Mule!!!!!!!!! Zakochał
              się po prostu. A ma pod 70-tkę :))) Jak to mówią, nie znasz dnia ani godziny :DD
    • Gość: Matylda Re: Nie rozumiem takich ludzi! IP: 85.112.196.* 03.07.07, 13:28
      Córka koleżanki jest na diecie bezglutenowej. Kolega jest dializowany (nie je
      wielu rzeczy). Brat męża ma cukrzycę a teściowa ma problemy z wątrobą. Jak ich
      zapraszam to zawsze staram się, żeby mogli się pożywić smacznie ale i
      bezpiecznie. Natomiast zupełnie nie obchodzą mnie kaprysy zdrowych gości. Mam
      taką zasadę "co na stole - to do jedzenia". Jeśli komuś nie odpowiada to niech
      przyjdzie z własną kanapką.
      • wampir35 Re: Nie rozumiem takich ludzi! 03.07.07, 14:41
        Jeśli komus nie odpowiada, to niech nie przychodzi wcale. Ne rozumiem dlaczego
        gospodarz ma się zadręczać zachowaniem, chamskim zresztą swoich gości i
        przygotowywać coś specjalnego dla osoby, której nie smakuje nic, poza tym co
        sama przygotuje. Olej ją i tyle. Jezeli źle się czuje żując suche grzanki to
        sama zacznie znajdować wymówki i przestanie u ciebie bywać.
    • e._ Re: Nie rozumiem takich ludzi! 09.07.07, 19:45
      Skoro mowa o n i e s p o d z i e w a n e j wizycie znajomych, wiadomo, ze
      po pierwsze - dajesz to, co masz a po drugie - wpadli przewaznie nie po to, by
      sie najadać ale by zobaczyć Cię, pogadać kilka chwil itp. Zatem jedzenie jest
      sprawą drugorzędną.
      Jesteś wzorową panią domu, ze się tym tak przejmujesz.
      Kobitka najwyraźniej sama sobie winna, skoro na stole jadalne jest a ona nawet
      nie próbuje.
      Brzydko z jej strony, że komentuje i marudzi.
      Odpowiedziałabym krótko: Droga Zosiu, jeśli następnym razem zawiadomisz mnie
      odpowiedzio wcześniej o swojej wizycie, zrobię specjalne zakupy i przygotuję
      dla ciebie coś innego, podpowiesz mi tylko, co by to mogło być, co sobie
      zamawiasz.
      Koniec, kropka.
      Może się opamięta a jak nie - to jej ból.
      • syriana Re: niektorzy zeżra wszystko,co darmo 09.07.07, 20:10
        jeśli w grę nie wchodzi żadna dieta, choroba, nielubienie wybitne jakieś potrawy
        czy składniku, problem leży w głowie takiej damy

        niektórzy lubią po prostu być w centrum towarzystwa, a pretekstem do takowego,
        może być właśnie granie męczennicy i wymuszanie na gościnnej pani domu
        obskakiwanie z każdej strony: "a może to Ci zrobię, spróbuj tamtego"

        olać, nie podejmować tematu nielubienia tego czy tamtego
        skoro musi przychodzić, niech siedzi i wącha
      • ba_ba_ja_ga Re: niektorzy zeżra wszystko,co darmo 10.07.07, 12:30
        kobieta_na_pasach napisał:

        > osobiscie nie wzielabym do ust pasty z soczewicy.mysle, ze jesli sie zaprasza
        > wiecej osobo powinno sie uwzglednic rozne gusta, w tym miesozernych tez.

        Widzisz, to nie tak. Pasta z soczewicy to był tylko przykład. A zachowanie jest zawsze takie samo, niezależnie od tego co jest na stole. A co do pasty i innych wynalazków kuchni wegetariańskiej-mówisz, że nie wzięłabyś do ust-próbowałaś, nie smakowało Ci, w porządku. Ale jeśli masz tak samo jak moja znajoma czyli bez próbowania jakimś cudem wiesz, że dana potrawa i tak będzie niedobra, to ja Ci serdecznie współczuję. Naprawdę.
    • papryczka_ag Re: Nie rozumiem takich ludzi! 10.07.07, 10:09
      A moim zdaniem jest wściekła bo jej facetowi smakuje i pewnie cię chwali po
      wyjściu. Dlatego panna robi za primadonnę.

      Następnym razem powiedz, że gotował twój facet i zobacz czy nie będzie zmiany.
      U mnie tak było. Kilkakrotnie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka